slavko.matejovic
25.01.10, 08:50
Przemysław Pączek z firmy doradczej ProDevelopment:
– Nie kupiłbym przede wszystkim mieszkania z ceną oderwaną od
rzeczywistości. A wiele inwestycji rozpoczynanych w szczycie hossy,
a teraz oddawanych do użytku, ma właśnie takie ceny. Poza tym trzeba
pamiętać, że planując inwestycje w czasie hossy, deweloperzy nie
przykładali wielkiej wagi do jakości rozkładu mieszkań czy do
wykończenia części wspólnych, licząc, że i tak wszystko sprzeda się
na pniu. Wiele projektów będących dziś w sprzedaży powstało w
bezpośrednim sąsiedztwie bardzo ruchliwych i hałaśliwych ulic, jak
Al. Jerozolimskie, Puławska, Sobieskiego. Nie należy oczekiwać, że
mieszkanie w nich będzie ciche i komfortowe. Trudno więc sprzedać
mieszkania przy trasach szybkiego ruchu, istniejących lub
planowanych, np.: w projekcie CityZen przy ul. Sikorskiego, Vermera
przy Bitwy Warszawskiej i Al. Jerozolimskich czy Banderii – bardzo
blisko Prymasa Tysiąclecia.
Marcin Gołębiowski z firmy doradczej redNet Consulting:
Są mieszkania na Białołęce czy np. w Ząbkach, za które trzeba
zapłacić często ponad 7 tys. zł za mkw. Tymczasem na Wilanowie,
gdzie obecnie mamy do czynienia z bardzo dużą podażą mieszkań, cena
może być taka sama lub czasem niższa. Wiem, że ważną rolę odgrywają
preferencje dotyczące lokalizacji, jednak jakość mieszkań w tych
dwóch przykładach jest nieporównywalna. Na przykład Złota 44 to
nierynkowy projekt, ma duże mieszkania bez balkonów po 4 miliony
złotych. Podobnie osiedle Górczewska budowane przez JW Construction,
gdzie ceny zupełnie nie odzwierciedlają lokalizacji i jakości
projektu