Gość: xxxx
IP: 188.33.136.*
15.06.10, 22:57
www.rp.pl/artykul/493609_Kupujacy_oczekuja_obnizek__a_sprzedajacy_odmawiaja.html
Klienci szukają głównie mieszkań do 7 tys. zł za mkw. na Bemowie czy
Woli oraz do 9 tys. zł na Mokotowie i Ursynowie
W tym roku sprzedano o ok. 25 proc. więcej lokali niż w analogicznym
okresie 2009 r. Jednak spory rozdźwięk między oczekiwaniami
sprzedających i kupujących uniemożliwia finalizację wielu transakcji
– mówi Edyta Krakowiak z Warszawskiej Giełdy Lokali i
Nieruchomości.
Według warszawskiego systemu MLS maj przyniósł 41-proc. wzrost
obrotów w porównaniu z marcem. – Rośnie zarówno liczba osób
szukających mieszkania, jak i liczba rzeczywistych transakcji.
Jednak w dalszym ciągu podaż znacznie przewyższa popyt – mówi Jerzy
Sobański, szef agencji nieruchomości Akces.
Najwięcej transakcji dotyczy mieszkań w centrum stolicy, a także na
Woli, Bemowie, Mokotowie i Ursynowie. Klienci szukają głównie
okazyjnych cen. Najczęściej zainteresowani są mieszkaniami z ceną
poniżej 7 tys. zł za mkw. na Bemowie czy Woli, natomiast na
Mokotowie, Ursynowie nie chcą płacić ponad 9 tys. zł za mkw.
– Najłatwiej i najczęściej sprzedają się mieszkania tanie, do 45
mkw., których cena nie przekracza 300 tys. zł, chociaż
otrzymujemy zlecenia znalezienia mieszkania 80 – 100 mkw. w dobrej
lokalizacji – zapewnia Edyta Krakowiak.
4-5 proc. takich rabatów udzielają zwykle właściciele mieszkań,
podczas gdy nabywcy oczekują dwukrotnie większych
Najniższa odnotowana ostatnio w systemie MLS cena to niecałe 6 tys.
zł za mkw. za lokal w Ursusie, najwyższa – to ok. 11 tys. zł za mkw.
mieszkania na Śródmieściu.
Waldemar Oleksiak z agencji nieruchomości Emmerson dodaje, że w
ostatnich miesiącach coraz więcej osób kupuje mieszkania z
przeznaczeniem na wynajem, chcąc, aby lokum było gotowe na przyjęcie
nowych lokatorów wczesną jesienią, najlepiej jeszcze w sierpniu.
W takiej sytuacji w rachubę wchodzą głównie lokale dwupokojowe do
450 tys. zł, najchętniej wykończone i wyposażone.
– Inną grupą klientów są przyjezdni, którzy przyjechali do Warszawy
za pracą. Poszukują mieszkań najtańszych, tzw. startowych, które
umożliwią im życie w stolicy w początkowym okresie – wylicza
Waldemar Oleksiak. Zapewnia, że tacy klienci są skłonni kupić nawet
lokum w gorszym standardzie, w blokach z PRL, byleby nie przekroczyć
pułapu 300 tys. zł.
Jak jednak zauważa Adam Zbrzeżny, właściciel RE/MAX Top
Nieruchomości, wielka płyta tłumów nie przyciąga. – Kupujący zdają
sobie sprawę, że wartość takich lokali będzie spadać – mówi Zbrzeżny.
Jerzy Sobański zapewnia, że po roku spadków cen sprzedawcy przestali
przeszacowywać swoje oferty o 30 – 40 proc. Ich propozycje są dziś
bardziej przybliżone do realnej wartości rynkowej. Nadal jednak nie
mogą się porozumieć z kupującymi, którzy naciskają na kolejne
obniżki.
– Mieliśmy propozycje kupna lokali w cenie o 30 – 40 proc. niższej
od ceny ofertowej. W takich przypadkach sprzedający nawet nie chcą
podejmować rozmów – mówi Edyta Krakowiak.
Standardem jest wychodzenie z pierwszą propozycją zakupu niższą od
ceny ofertowej o 8 – 10 proc. Ostatecznie, jak szacuje Adam
Zbrzeżny, dochodzi do 4 – 5-proc. upustów.
Jerzy Sobański zwraca uwagę, że banki nie odmawiają udzielenia
kredytów na taką skalę, jak to miało miejsce np. pół roku temu. –
Ale dają sobie dużo czasu na podjęcie decyzji o przyznaniu kredytu.
Zabiera im to nawet do dwóch miesięcy. To oczywiście powoduje, że
klientom z gotówką łatwiej negocjować cenę, gdyż są uważani przez
sprzedawców za bardziej wiarygodnych – tłumaczy Jerzy Sobański.
Rzeczpospolita