Gość: Adama
IP: 178.73.10.*
12.03.12, 13:22
Kontynuując wątek żenujących sytuacji deweloperskich kolejna opowiastka z ostatniego weekendu...(poprzedania w wątku o Sokratesa Park). Dni otwarte, kultura w biurze, promocje, pączusie w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. W końcu idziemy oglądać lokum - budynek oddany do użytkowania, tzw. rezydencja, na początek winda nie działa...hm - sam Pan oprowadzający się dziwi czemu oni tych wind nie włączą skoro ludzie już mieszkają ale z tego Robyg ponoć jest znany, że dba w ten sposób o kondycję lokatorów. Ale generalnie wrażenie ok, wchodzimy do mieszkania - no też całkiem, całkiem, pokoje, kuchnia, no i łazienka a tam klops...dosłownie...przypuszczamy, że psi (do psich kup już się człowiek w Warszawie przyzwyczaił) ale jakby się tak zastanowić to jednak skąd psi...nie wnikam dalej bo mi się robi niedobrze. Generalnie Pan oprowadzający zapytany o ten drobny szczegół wzrusza ramionami...
Właściwie co tu dodać? Jak skomentować coś takiego? Kulturalnie się nie da więc przemilczę. Pozostaje apel do Robyga o kontrolę zanim pokazą mieszkania ludziom bo to jest autentycznie szczyt żenady!!!!!