Dodaj do ulubionych

Warszawa kontra prowincja

IP: *.zamosc.mm.pl 11.12.05, 02:01
A ja z innej beczki, tak uczciwie i serca dla was... może nie na temat, bo
czytam i czytam i śledzę wasze wypowiedzi na tym forum już od dłuższego czasu.
Sam noszę się z zamiarem wyjechania do stolicy (co wcale nie jest związane z
moją pracą, nie ma to prawie żadnego znaczenia). Post mój jest wynikiem
reakcji na ceny mieszkań w Warszawie dochodzących już do astronomicznych sum i
całej tej otoczki wokół, wszystko oczywiście jest politycznie/konsumpcyjnie
uzasadnione.
Widzę rozterki wielu z Was, problemy czasem wręcz głęboko psychologiczne
(zazdrość, wściekłość za brak możności do wejścia w wyższe kasty mieszkajace
luksowowo), już nawet doszło do prowokacji ze strony (być może) "syna
developera". Zastanawiam się po jaką cholerę się tam ludzie pakują. Najpierw
za "kasą", potem zostają pochłonięci przez węża, ktorego nabrzmiałe jelita
układu pokarmowego zdają się nie mieć końca.
No tak...Najpierw praca, pensje,och, wspaniale, ale to nie jest praca na
siebie, lecz na kogś(!), a ten ktoś ma cię głęboko w nosie, gdzyż sam całymi
dniami siedzi z kominairską szczotką i wyciara inny pozatykany nos, itd..
każdy myśli o własnym mieszkaniu, przyzwyczaja się do stania po kilka godzin w
korkach, wyznacznikiem życia wkrótce staje się rozkład jazdy metra, godziny
otwarcua hipermarketu, wszystko takie jałowe, znika sentyment bo trzeba
przetrwać i pokazać na ile "mnie stać".
Stać..., mnie stać na mieszkanie, nie mam wielu ograniczeń, barier lub
zależności do bycia pionkiem w mięsożernym systemie. Coż się dzieje później:
frustracje, depresje, wariacje. Marzeniem jest własne mieszkanie, byle gdzie,
byle jakie. Potem chce się więcej, wyższy standart, miła okolica wolna od
biedoty(!), żuli i złodziei, ktorych jak na złość wszędzie przybywa. W efekcie
ktoś zaczyna pracować ponad siły, żeby kupić (też i na kredyt) mieszknie, ale
w jakiej cenie? 300 tysięcy, nawet 400, 500, 600,(ta gra nie ma końca), potem
trzeba je wykończyć, dochodzi jeszcze garaż, lecz co dalej? Niejeden z Was
pracuje jak wół, ledwo żyje, ale jakoś ciągnie, byle wiecej, byle by mieć
dobrych sąsiadów, ujmijmy to tak: "wykształconych", na poziomie, bez chamstwa,
którego nikt nie potrafi jednoznacznie zdefioniować.
Powoli starciłem entuzjazm, czy jest sens się pakować w takie mrowisko, po
jaką cholerę uciekać od prostego życia (problemy są oczywiście takie same, ale
rozwiązania są bardziej proste niż w molochu). Pomyślcie: przecież za 300-400
tysięcy to można wywalić wielki dom (w miarę potrzeby) na prowincji i siedzieć
cicho, nie być związanym przez mechanizmy, które codziennie w jakiś sprytny
podstępny sposób wyciągają z nas pieniądze, w między czasie ktoś ukradnie
samochód, torebkę, ktoś gdzieś oszuka. Przecież to wszystko jest projektowane
przez system i tylko ślepy robot daje się nabrać na takie życie. Każdy kto zna
wartość pieniądza, doświadczył jego brak, prędej czy poźniej musi wpaść na
myśl: że ktoś go strasznie robi w balona. Żal mi części z Was, że w tej chorej
machinie jesteście tylko małymi trybikami, a gadacie mentorskim tonem jakby
głosem połowy silnika tej machiny, niestety dotyczy to tych bogatszych. Jak
długo dacie się na własną prośbę nabijać w butelkę? A może ma to jakiś inny
wymiar o którym nie mam pojęcia i zmieni się coś w moim myśleniu. Machina jest
kusząca, ale za jaką cenę?
Nie wiem jak zakończyć. Czy wykładem o odstarszającej niejednokrotnie
architekturze współczesnego budownictwa, czy o tym, że chodzi o czasową lokatę
kapitalu (to jeszcze ma jakiś sens), czy o to, że jeśli się już gdzieś żyje -
to trzeba walczyć o coraz to nowsze, większe, lepsze i droższe, czy o tym, że
jesteście bezmyślnymi robbotami, czy to tym, że wcale nie jest tak źle jak to
wygląda, że jednak życie w stolicy jest sielanką, coż w sobie ma to śmierdzące
zatłoczone miasto czego ja szukam w sobie?, sami zakończycie za mnie...
Widziałem już różne miasta, mniejsze, większe, droższe i tańsze, widziałem
miasta zaliczane do największych na świecie, najdroższych, niebezpiecznych czy
przeciwnie. Powiem wam jednak, że jeśli "Och Warszawa, Warszawa" ma tak
wyglądać za kilkanaście lat - to radzę wam kupić dwa zestawy rzeczy: 1.
solidne buty traperskie, plecak i mapę prowincji i wiać szybko gdzie się da
(jeśli jesteście nad-wrażliwi), lub zestaw drugi: dwa nowe auto-alarmy w
aucie, pistolet:gazowy i na ostre pestki, gaz paraliżujący dla rodziny i
najnowsze zamki w drzwiach + monitoring zaufanej spółki. Co bogatszy
opcjonalnie wybierze wersję zestawu z własnym ochraniarzem...ktory zapewne
jako pierwszy was oskubie i zgwłaci córkę.
Przeniósłbym się do was, kochani, ale mam złe przeczucia, nadchodzi chaos wraz
z małolatami biegającymi po ulicach. Na prowincji ten problem jeszcze nie
jest nazywany problebemem, a może jeszcze nie czas by zostawić wkitnące sady
jabłek, kilka dużych sklepów, dwa tory kolejowe (typowa prowincja w Polsce,
miast takich jest około 400).Zakończcie za mnie mój post, porozmawiajmy... do
zobaczenia.
Obserwuj wątek
    • a_kacprzycka Re: Warszawa kontra prowincja 11.12.05, 10:47
      Do autora: Wiele z tego co mówisz jest prawdą. Myślę tu konkretnie o cenach
      mieszkań "w dobrych dzielnicach" przekraczających zdrowy rozsądek i cenę nie
      domu, ale willi poza Warszawą. Do tej ceny nieraz doszedłby też całkiem dobry
      samochód, płatne studia dla dzieci i sporo oszczędności.
      Pochodzę spoza Warszawy, choć z miasta wojewódzkiego. Powiem Ci, co było
      motorem napędowym w moim przypadku.
      Jesteśmy parą, oboje skończyliśmy studia z dobrymi wynikami, mieliśmy szczere
      chęci iść do pracy. Mieszkaliśmy jeszcze niesamodzielnie, ale czekało na nas
      mieszkanie wolne od jakichkolwiek obciążeń, 4-pokojowe w przyjemnej okolicy,
      blisko do centrum etc.
      Sytuacja super - rodzina na miejscu, mieszkanie, wyższe wykształcenie (oboje po
      informatyce). Pierwsze rozeznanie w pracy: akwizytor, telemarketer, kasjer w
      Auchan, serwisant komputerowy, sprzedawca w sklepie komputerowym,
      przedstawiciel handlowy, własna działalność (w otoczeniu samych
      upadających "własnych działalności"). Wtedy zdecydowaliśmy się na wyjazd na
      work&travel i po powrocie kupiliśmy samochód. Mieliśmy też nadzieję, że coś się
      do tego czasu zmieni. Oczywiście tak się nie stało i był wybór: praca po
      studiach za 800 zł, praca jako serwisant komputerów (niby ma związek
      z "informatyką", ale każda dłuższa przerwa i brak rozeznania w technologiach
      jest - nie tylko w przypadku informatyków - pętlą na szyję). Wiedzieliśmy, że
      nie mając nic wspólnego z tym, co umiemy przez dłuższy czas, wypadniemy z
      obiegu i nie znajdziemy wymarzonej pracy nawet jeśli się pojawi (co w tym
      mieście raczej graniczyło z cudem).
      Najbliżej od tego miasta (spośród miejsc, gdzie da się znaleźć pracę) leży
      właśnie Warszawa. Tu znaleźliśmy dobrą i stosunkowo nieźle płatną pracę w
      tydzień, zanim zjechaliśmy tu na stałe. Nie powiem, żeby było łatwo. Jedna
      pensja szła na wynajem i na życie (pierwsza pensja nie była spełnieniem
      marzeń), a drugą odkładaliśmy na przyszłość.
      W chwili obecnej mamy już jasną i korzystną sytuację. Praca nadal jest i można
      ją zmienić (jeśli się tylko wie gdzie szukać). Oboje mamy niezłe stanowiska,
      ciekawe zajęcia i dobre pensje (w sumie 3 x wyższe niż na początku) i teraz
      stać nas na kredyt zabierający nam 1300 zł, bo po opłaceniu wszystkiego innego
      zostają nam jeszcze spore zapasy. Poza tym umiemy żyć oszczędnie.
      Nie kupiliśmy mieszkania na Wilanowie, nie budujemy domu w Konstancinie, nie
      będzie to mieszkanie dużo większe od tego, które mieliśmy za darmo w rodzinnym
      mieście, ale jest jedna zasadnicza różnica, którą piszę na podsumowanie:

      W miastach gdzie jest praca (nie mówię tu tylko o Warszawie) startujesz od
      słabszej posady i 1500zł, ale po roku masz 2000zł, po 3 latach lepszą posadę i
      5000zł, a po 6 latach masz szansę i na 8000zł (i wtedy kredyty ci "lotto"). W
      miastach, które określasz "prowincją" najczęściej spędzasz spokojniejszy żywot
      wśród zieleni, zdala od zgiełku, nie tracąc czasu w korkach, ale startujesz od
      800zł, po roku masz 800zł, po 3 latach masz 850zł i "awansujesz" na 1100zł, po
      3 latach masz 1400zł, po 6 latach masz 2000zł i na kredyt całe życie ledwo co
      Cię stać (choć kredyt 3x tańszy).

      Niemniej cieszy mnie ten post, bo zauważasz duży problem wielkich miast...
      Agness
      • Gość: jan Re: Warszawa kontra prowincja IP: 62.57.154.* 11.12.05, 13:12
        Pozdrawiamy Bialystok i pociagi za chlebem jak to pisala Rz, to samo mamy w
        Lublinie ,Kielcach ,Rzeszowie -a jak rozwija sie ruch busow aj waj aj waj
      • lusia48 Re: Warszawa kontra prowincja 11.12.05, 14:12
        Zgadzam sie w 100%
    • lusia48 Re: Warszawa kontra prowincja 11.12.05, 14:15
      Pewnie ze na prowincji zyje sie spokojniej, jednak pracujac w centrum Wawy pol
      dnia spedza sie w samochodzie stojacym w korkach. Dlatego trzeba sie zastanowic
      czy kupic drogie mieszkanie w miescie i miec czas dla rodziny, czy tanszy domek
      na przedmiesciach i wydawac pieniadze na paliwo, 2 samochody i tracic czas w
      korkach?
      • Gość: obserwator Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.chello.pl 11.12.05, 14:24
        czy życie bez samochodu już nie istnieje? Przeciez mozna kupic bilet za 66 i
        jeszcze kilka razy pojechac taksowka i to wyniesie taniej niz paliwo do malego
        samochodu.
    • Gość: kasiulla Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.05, 14:53
      Wiesz, marzy się mnie i męzowi powrót do rodzinnych Kielc, życie bez zgiełku,
      pośpiechu, korków, smrodu. Życie spokojne, bez obaw o bezpieczeństwo naszego
      synka, bez strachu chodzenia wieczorem po ulicach miasta. Oczywiście to
      względne, bo i w Kielcach nie jest super bezpiecznie, ale na pewno nie jest to
      żadną miarą wraszawski poziom zagrożenia. Marzy nam się świeże powietrze, ostre
      zimą, pachnące latem, domek gdzieś pod Kielcami z widokiem na pasmo gór - o
      łagodnych zboczach, porośniętych lasami. Z jednego końca miasta na drugi
      przejaz samochodem zamuje nie więcej niż 20 minut... Raj na ziemi.

      Uciekaliśmy z Kielc za wiedzą (studia), za pracą, za wielkomiejską
      anonimowością, za rozrywkami. Masz rację, teraz nie mamy czasu na rozrywki,
      anonimowość często doskwiera, bo można zemrzec na oczach ludzi, a oni nic nie
      zrobią. Były jednak dobre studia, jest niezła praca.

      Marzeniem stało się mieszkanie, własny kawałek świata. Tak, szukaliśmy
      w "lepszej" dzielnicy, zdecydowaliśmy się płacić jakąs zupełnie koszmarną cenę
      za "rozwojowe" M4, za garaż, za poczucie, że ma się coś swojego.

      Co czekałoby nas w Kielcach? Pewnie brak pracy, a jesli praca, to za nie więcej
      niż 1000-1500 złotych netto. Mieszkania są tam sporo tańsze, ale i tak byłyby
      poza naszym zasięgiem. Pozostałoby liczenie na spadek po dziadkach, może na
      pomoc rodziny, która nadludzkim wysiłkiem była w stanie pomóc nam przezyć
      pierwsze miesiące w Warszawie. Ponure to strasznie.

      Niestety Warszawa - mimo wszystkich swoich wad - ma jedną szalenie ważną rzecz,
      której nie dadzą nam Kielce - ma pracę. Udało nam się jakoś zaistniejć na rynku
      pracy, coś już osiągnąć. Przeprowadzka z powrotem do rodzinnego miasta
      oznaczałaby odcięcie się od jedynej mozliwosci rozwoju, pracy, godnego życia.

      Niestety nie zawsze da się pogodzić pracę w wielkim mieście z mieszkaniem z
      dala od niego, choć to byłoby spełnieniem naszych marzeń.

      Zgadzam się więc całkowicie z tym, co piszesz, choć wiem, że niestety nie
      zawsze w życiu jest tak, jakbyśmy chcieli.
      • Gość: nadal_zamyślony Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.zamosc.mm.pl 11.12.05, 19:35
        No cóż, zgadzacie się, wcale nie jestem zaskoczony. Ale tak szczerze proszę mi
        odpowiedzieć: jeżeli Wasza praca i wynagrodzenie nie byłaby związana z Warszawą,
        gdyby "dom" był Waszym przysłowiowym miejscem pracy - to czy bez najmniejszego
        zawachania opuścilibyście Warszawę? Pytam, bo walczę sam ze sobą i nikt nie jest
        w stanie mnie racjonalnie przekonać, że będzie lepiej w stolicy, przecież to
        nonsens. Jeśli mogę siedzieć z dala od miasta i w spokoju pracować, na przykład
        pisać książki to bycie w Stolicy bynajmniej tego nie ułatwia, wręcz przeciwnie.
        Wydaje mi się (i to chciałbym od Was usłyszeć), że jeśli się nie musi być w
        wielkim mieście (ze względu na pracę w większości przypadków) to chyba nie warto
        i lepiej wyjechać, prawda? Ja ostro walczę sam ze sobą, czy lepiej będzie
        siedzieć na werandzie wśród drzew, czy w wielkim mieście przy małym okienku, na
        przysłowiowych "szpilkach". Nie wiem, już mi od tego głowa pęka.
        • Gość: Beata Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.devs.futuro.pl 11.12.05, 21:21
          Hej! Po Twoim adresie IP widzę,że jesteś z Zamościa lub okolic.Pozdrowienia od
          Zamojszczanki!
          Powiem Ci tak, wychowałam się w Zamościu, później wyszlam za mąż za żołnierza
          zawodowego i zaczęło się...... 15 lat małżeństwa i 5 miasto w jakim mieszkamy-
          teraz oczywiście Warszawa. Kupiliśmy tu własne mieszkanie i chyba zarzucimy
          kotwicę..... ale tylko do emerytury, bo potem na pewno wrócimy do Zamościa.
          Gdybym miała taki wybór wróciłabym tam już dziś, ale mąż jeszcze trochę musi
          popracować, ja zresztą też.
          Jeżeli nie musisz, to nie pchaj się w ten wyśćig szczurów, on czasami jest
          straszny....
        • a_kacprzycka Re: Warszawa kontra prowincja 11.12.05, 21:57
          nadal_zamyślony: Gdyby nie praca, dalsza nauka i lekkie ciągotki (bo któż ich
          nie ma...) to NIGDY nie wyjechałabym ze swego miasta. W chwili obecnej, gdyby
          nie powyższe przyczyny oraz nowe mieszkanie, ani chwili nie zastanawiałabym się
          nad powrotem.

          Prawda jest taka: jeśli masz szansę na pracę w swoich rodzinnych stronach,
          jesteś emocjonalnie związany z tym miastem, to nie pchaj się do stolicy.
          Inaczej szybko tego pożałujesz :(

          Agness
          • Gość: jan Re: Warszawa kontra prowincja IP: 62.57.154.* 11.12.05, 23:05
            tylko z czasem pojawia sie problem bo wszyscy znajomi juz tu sa i nie ma po co
            wracac na nasza kochana sciane wschodnia , ja to lubie piwko w lokalu po 3zl
            ale to jest fajne na weekend pozniej ch..oza i wielka groza, jak spiewa Kazek
          • Gość: przemyślony Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.zamosc.mm.pl 11.12.05, 23:14
            Hmmm...
            Chyba, że Kraków, to co innego....zgadzacie się?

            Na samą myśl o tym, że (jednak) przekonałem samego siebie, że nie warto (i
            trudno, może ktoś ważny mi przepadnie), ale na samą myśl, że jednak stolicę
            zostawię daleko od siebie zrobiło mi się wesoło, od razu lepiej. Życzę więc i
            Wam takich sytuacji, żebyście sobie mogli pozwolić na życie z dala od chaosu i
            wyścigu szczurów, skandalicznych cen za jeden metr kwadratowy, korków i innych
            przemiłych atrakcji Warszawy. Tak sobie myślę (bo nie da się ukryć iż od wczoraj
            męczę Was moim "zamyśleniem"), że połowa ludzi mieszkających na wsiach
            (niekoniecznie prowincja to zaraz wieś) przez całe życie nie widziała na raz
            tyle kasy co inni płacą na przykład za "głupie" miejsce garażowe w nowoczesnym
            osiedlu, które za 20 lat będzie odstraszalo podobnie jak dziś wielka płyta. To
            nie ma sensu, ale się porobiłona świecie, taka szkoda (poczciwej
            skądinąd)...istoty ludzkiej. Ech, jak to ktoś sprytnie zaprogramował ten schemat
            nagrody, kary, pracy i zakamuflował w to rdzeń, którym jest z jednej strony
            wyzysk, a z drugiej podsycana chciwość. Pozdrawiam i dobranoc.
        • szczoter Re: Warszawa kontra prowincja 11.12.05, 23:34
          witam

          > No cóż, zgadzacie się, wcale nie jestem zaskoczony. Ale tak szczerze proszę mi
          > odpowiedzieć: jeżeli Wasza praca i wynagrodzenie nie byłaby związana z Warszawą
          > ,
          > gdyby "dom" był Waszym przysłowiowym miejscem pracy - to czy bez najmniejszego
          > zawachania opuścilibyście Warszawę?

          Ja właśnie tak mam. Pracuję w domu, mieszkać mógłbym wszędzie tam, gdzie jest
          szybki Internet. Ale póki co wolę Warszawę, ale chyba tylko dlatego, że jestem
          od pokoleń Warszawiakiem. To jest moje miejsce, choć jestem świadom jego wielu wad.
          Nie wykluczam natomiast, że za kilka lat wyprowadzę się na dalekie przedmieścia,
          albo np. na Mazury. Autor tego wątku ma wiele racji.

          pzdr
        • Gość: Blekota Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.mofnet.gov.pl 14.12.05, 09:49
          Mam podobne rozterki. Przyjechałem do W-wy "za chlebem" mam pracę, mieszkanie
          (na krechę) dośc dobrze zarabiam,ale gdybym pojawiła się możliwośc uciekam z
          tego miasta w pięć minut.
      • Gość: mala Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.12.05, 23:00
        Tez mam rodzine pod Kielcami i z tym swiezym powietrzem w Kielcach to przesada!
        Moze w maje wsi pod Kielcami jest przyjemnie ale na pewno nie w Kielcach!!!
        Przeciez to jest zatloczone miasto pelne starych blokow z wielkiej plyty!!!No i
        pelne "Scyzorykow" na kazdym rogu-gdzie tu bezpieczenstwo??
        • Gość: kasiulla Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.05, 17:44
          Mała, ale scyzoryk scyzorykowi oka nie wykole... ;-))) Pół życia mieszkałam na
          osiedlach na obrzeżach Kielc i tam naprawdę powietrze pachniało. I widok z
          mojego panieńskiego pokoju na pasemko gór... A teraz w Warszawie mam biurowiec
          za oknem... Ach, rozmarzyłam się.
          • Gość: roberto Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.bph.pl 14.12.05, 10:22
            nie można mieć wszystkiego naraz - to przecież aksjomat.. cały ten "zamyślony"
            wątek jest właściwie o czym? i do czego niby ta dyskusja ma prowadzić? do
            stwierdzenia oczywistości iż wawa jest be i me ale jest tu praca więc tu
            mieszkamy..bo wiadomo że poza tym syf malaria..to już tak powszechne i
            wyeksploatowane tezy że aż nudne i ta dyskusja niczego nowego w tym jak widzę
            nie wprowadza..ja akurat jestem wawiakiem i nie wyobrażam sobie mieszkać gdzie
            indziej..gdziś niby ładniej, czyściej, bezpieczniej, spokojniej, z naturą za
            pan brat ale zawsze po jakimś czasie pojawia się pytania..no ale co tam dalej
            robić? czysty marazm i nuda...w wawie mam możliwości i mam niezłą pracę by mieć
            jeszcze więcej możliwości i coraz szerszy wybór i stać mnie by to potem
            realizować (np wyskoku gdzieś poza wawę)..gdzie indziej jest już bardzo wąski
            wybór i pozostaje tylko zgorzkniałe utyskiwanie jaka ta wawa beee..nie
            zapominajcie iż cały naród buduje swą stolicę..skoro tu przyjeżdżacie,
            mieszkacie i zarabiacie (a takiego napływu jest ponoć 50% stanu wawy) to wy też
            tworzycie to miasto więc co? narzekacie na samych siebie że nie potraficie tak
            tego zrobić by z niego nie uciekać..?!?
    • Gość: Maciek Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.bas.roche.com 14.12.05, 10:28
      Pytanie za chwilę będzie bezprzedmiotowe.
      Warszawa już niedługo zacznie odchodzić do lamusa - w Polsce są miasta które
      rozwijają się dynamiczniej - znam już pierwsze osoby które za chlebem wyjeżdżają
      z Warszawy - na razie głównie do Wrocławia. Ale Kraków też się mocno rozwija.
      • paulajal Re: Warszawa kontra prowincja 14.12.05, 11:48
        A mi sie wydaje, ze odpowiedź jest dość prosta:

        1. za chlebem, wiele osób bezskutecznie szuka pracy tam skąd ochodzi, więc musi
        wyjechać szukać tej pracy gdzie indziej

        2. jeżeli ktoś wielkim kosztem (zarówno finansowym, jak i czasowym, wysiłkiem
        intelektualnym itd) przez 5 lat studiował i miałby wrócic na łono rodziny do
        jakiegoś miasteczka, gdzie zarobi 600zł na stanowisku ponizej własnych
        kwalifikacji, typu pomoc w rodzinnym sklepiku, praca na stacji beznynowej itd,
        to woli realizować swoje zawodowe ambicje tam, gdzie ma większe możliwości,
        saomrealizacja i zapokojenie ambicji zawodowych daje wielu osobom wielka
        satysfakcję, a do tego pieniądze na godne życie.

        Ceny w niektórych dzielnicach sa faktycznie absurdalne, mój ukochany rodzinny
        Mokotów jest tego najlepszym przykładem, ale przecież nikt nikogo nie zmusza,
        by akurat tam kupować swoje M, dlatego tez kupiłam mieszkanie w innej, zwykłej
        dzielnicy, ale na ślicznym nowym osiedlu i też jestem zadowolona.

        A te opisy wyścigu szczurów w Warszawie są często przesadzone, mój mąz ma
        odpowiedzialne stanowisko, a pracuje zwykle 8 godzin dziennie, szef go nie
        malteretuje, ludzi w pracy ma super fajnych.

        Ja sie w tym mieście urodziłam i za nic gdzieś indziej w Polsce bym się nie
        wyniosła na stałe, jak dotąd spaliny mnie nie zabiły:-) korki mnie wkurzają, a
        i owszem, ale jaknym miała np na wsi codziennie zimą stać kilkanaście minut na
        mrozie czekajac na PKS, to zapewne bardziej by mnie to wkurzało. Albo jakbym
        miała ponad godzinę autem do domku pod W-wą jeździc codziennie, ruszac o
        świcie, bo dzieci do przedszkola, szkoły itd, utrzymanie 2 samochodów itdteż by
        mnie wkurzało, nawet bardziej.

        Warszawa (czy inne duże miasto) daje wiele mozliwości: tutaj możesz uczyć się
        chińskiego, praktykować jaido (dosć rzadki sport walki), zapisać roczne dziecko
        na angielski metodą Helen Doron, czy tez w pół godziny znaleźć się na lotnisku,
        by tanimi liniami skoczyc na weekend do Paryza:-)

        Dlatego mi się tu na dzień dzisiejszy podoba i takie życie mi odpowiada, a
        każdy swój sposób na życie musi znaleźć, chociaż nie zawsze mamy na to aż taki
        wpływ, jak bysmy chcieli.

        Pozdrawiam:-)
        • Gość: Blekota Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.mofnet.gov.pl 14.12.05, 14:27
          "Dlatego mi się tu na dzień dzisiejszy podoba i takie życie mi odpowiada".
          "Na dzień dzisiejszy"? Co to jest? Od kiedy tak się mówi? Może jeszcze "cofnę
          się do tyłu" i zjem "masło maślane"
          • paulajal Re: Warszawa kontra prowincja 14.12.05, 14:55
            Gość portalu: Blekota napisał(a):

            > "Dlatego mi się tu na dzień dzisiejszy podoba i takie życie mi odpowiada".
            > "Na dzień dzisiejszy"? Co to jest? Od kiedy tak się mówi? Może jeszcze "cofnę
            > się do tyłu" i zjem "masło maślane"


            Nie wiem od kiedy, ale się mówi i nawet jest to poprawne.
    • Gość: Michal Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.pseinfo.pl / *.pseinfo.pl 14.12.05, 12:20
      Dla mnie Warszawa to nie tylko kwestia pracy. Zapominasz ze sa ludzie, ktorzy
      NIE CHCA mieszkac na spokojnej prowincji i NIE LUBIA widoku smutnych jakichs
      takich przygaszonych miast. Ja cenie Warszawe za to ze jest tu ZYCIE, cos sie
      dzieje, ciagly mlyn i jak to mowisz "wyscig szczurow" jest inspirujacy-
      inspirujacy to myslenia, rozwijania sie, kombinowania pozytywnego z wlasnym
      zyciem.
      Moze to dlatego, że sie tu urodziłem- ale nie chcialbym mieszkac w innym
      miescie w Polsce. Owszem, fajnie sobie skoczyc np. na piwo do Krakowa - ale
      mieszkac w tej nudzie ? Brrr... Fajnie jest pojechac na cudowne mazury na kilka
      dni, fajnie pojechac nad piekne nasze morze - no ale mieszkanie w tych
      miejscach na stale to jakby sie zaczac zegnac z zyciem powoli :)
      Mysle ze zawsze bedzie istnial problem "Warszawa kontra prowincja" ale jest to
      troche sztuczny problem. Wiadomo ze "kazda sroka swoj ogonek chwali":)
      Prawdopodobnie dla osoby z tzw. prowincji (choc nie lubie jakos tego slowa)
      przyjazd do Wawy bez posiadania zadnego punktu zaczepienia jest BARDZO trudny i
      mysle ze może byc to glupi pomysl. Stresy z tym zwiazane moga nie zrownowazyc
      korzysci. Wszystko zalezy od tego czy w swoim miescie ma sie prace, szanse na
      rozwoj, czy jest tam milo, czy sie to miejsce kocha.. Jezeli nie za bardzo to..
      tylko Wawa. Choc z mojego egoistycznego punktu widzenia to lepiej by te osoby
      jechaly do innych duzych miast;) Warszawa jest tak w Polsce strasznie nie
      lubiana, ze moze niech ludzie emigruja do Poznania, Krakowa itd ;)
      • Gość: allo Re: Warszawa kontra prowincja IP: 80.72.40.* 14.12.05, 16:06
        Ja z mezem wlasnie szykujemy sie opuscic Warszawe i nigdy tu nie wracac!
        Mieszkamy tu od 4 miesiecy i stwierdzilismy ze to byla pomylka. W tym miescie
        nie da sie funkcjonowac normalnie a nie mowiac o dojechaniu gdzies zeby
        zalatwic sprawe w centrum. Mieszkamy obecnie a obrzezach W-wy (okolice
        Piaseczna) i zeby sie wybrac do Centrum musimy stracic pol dnia! Maz musi brac
        urlop na te okazje. Jak znajoma przyjechala zeby nas odwiedzic to dojechanie do
        dworca i powrot zajol mi 5 godzin! Nie przesadzam!
        Mieszkanie gdzies blizej W-wy tez nie rozwiaze klopotu, bo musielibysmy
        mieszkac we wstretnych blokowiskach. W ogole W-wa to jakas karykatura
        komunistycznego zapijaczonego architekta. Poprostu Moskwa! Smierdzi tu rusami
        bieda a zarazem snobizmem. W zadnym polskim miescie tak zle sie nie czulam jak
        tu (nie, no moze Katowice to cos podobnego).
        P.S Do warszwiakow; wspolczuje wam ze musieliscie sie tu urodzic i nie znacie
        lepszych miejsc w Polsce.
        • Gość: jan Re: Warszawa kontra prowincja IP: 62.57.154.* 14.12.05, 17:27
          jestem pod wrazeniem ilosci jadu
          • paulajal Re: Warszawa kontra prowincja 14.12.05, 18:00
            >P.S Do warszwiakow; wspolczuje wam ze musieliscie sie tu urodzic i nie znacie
            >lepszych miejsc w Polsce.

            A kto powiedział, ze nie znamy???
          • Gość: aha Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.12.05, 18:13
            ..a ja ilości błędów.....
        • Gość: rolmops Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.05, 23:37
          Krzyzyk na droge...
        • Gość: Michal Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.pseinfo.pl / *.pseinfo.pl 15.12.05, 09:34
          Zdradz tylko sekret to jakiego pieknego miasta wybywasz bo to ciekawe:)
          A poza tym jak sama powiedzialas nie mieszkasz w Warszawie tylko gdzie pod Wawa
          i to na jednym z bardziej beznadziejnych kierunkow pod wzgledem dojazdow:)
        • Gość: roberto Re: Warszawa kontra prowincja IP: *.bph.pl 15.12.05, 10:52
          a wyjeżdżaj i nie wracaj! przynajmniej będzie mniejszy tłok i takich nam tu
          wcale nie potrzeba co są aż tak obiektywni po 4 miesiącach mieszkania akurat w
          najgorszym z możliwych kierunków pod kątem zatłoczenia.. więc bye bye i udanego
          zagospodarowywania pgr-ów..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka