poszi
04.12.08, 14:48
Ten artykuł tłumaczy nieźle mechanizm oferowanych swapów oraz praktyki banków
w zakresie kredytów we frankach
www.parkiet.com/news/art.jsp?idn=633153
W skrócie banki, które nie mają dobrego wujka w postaci spółki matki, muszą
teraz płacić ogromne marże za swapy walutowe (czyli za operacje wymiany
transferów pieniężnych z PLN na CHF). NBP oferuje po lepszych warunkach (ale
gorszych niż w czasie boomu) swapy na obsługę poprzednich zobowiązań (za 65bps
zamiast 20-30). To nie tylko chodzi o udzielone, kredyty tuż przed kryzysem
finansowym, ale też i starszych, których umowy swapowe się kończą.
Jeśli dobry wujek NBP będzie miał pojemne kieszenie (a to jeszcze nie jest
wcale takie oczywiste, rezerwy dewizowe kraju są skończone), to banki nie
wywrócą się na poprzednich kredytach. Ale 65bps to na granicy opłacalności i
będzie to dla nich ciężar. Stad też te różne tricki z powiększaniem spreadu
walutowego.
Swoją drogą NBP przekracza tu wg mnie swoje uprawnienia. Może nie w sensie
litery prawa, ale jego sensu istnienia. NBP powinien się zajmować płynnością w
walucie narodowej. Banki to mogą się bawić w kredyty walutowe na własne
ryzyko. Były zresztą do tego zniechęcane i gdyby nie ultra lobbing banków,
słynna rekomendacja S miałaby większe ograniczenia. Jasne, że w porównaniu z
tym, co dzieje się w USA, gdzie instytucje finansowe przyssały się do
podatnika jak pijawki, to i tak słabo, ale to i tak socjalizm dla bogatych. W
czasie boomu to było "ręce precz od wolnego rynku", "chcemy mieć prawo do
kredytów w walutach", a jak się robią problemy, to "NBP/rządzie ratuj". Innymi
słowy kolejna iteracja "prywatyzacji zysków, socjalizacji strat".
Tym niemniej, jeśli kryzys finansowy szybko nie minie (a na to nie wygląda),
to nowe kredyty we frankach to praktycznie martwy produkt.