Dodaj do ulubionych

dawno, dawno temu ...

08.12.08, 00:05
Byla sobie taki wpis niecaly rok temu ...

Z moich obserwacji wynika, że ceny transakcyjne na rynku
nieruchomości są już obecnie niższe o 15-20% w porównaniu z tym co
było na początku 2007 roku.
Wrażenie stabilizacji pochodzi tylko z tego, że cały czas w
internecie i agencjach wiszą oferty sprzedaży po starych zawyżonych
cenach, które niestety wchodzą do tych wszystkich bzdurnych
średnich, o których trąbią media.
Tymczasem rynek (tj poziomy transakcyjne) jest już niżej, a będzie
jeszcze dużo, dużo taniej (30-50%).

Dlaczego ?
To proste - załapaliśmy się na końcówkę globalnej hossy na
nieruchomościach (trwała do 2006 roku), do tego ludzie podkręceni
przez media po prostu dostali amoku i kupowali co popadnie i po
każdej cenie, biorąc przy tym kolosalne kredyty. Znam młode osoby,
bez żadnych oszczędności, za to z marnymi zarobkami rzędu 6-8k na
rodzinę 2+1 czy 2+2, którzy brali po 500k kredytu !!.
Efekt – mieliśmy hossę w pigułce, w dwa lata ceny wzrosły u nas
tyle, ile na innych rynkach przez ponad 10lat. Przegoniliśmy przy
tym wiele atrakcyjniejszych miast (m.in. Praga, Budapeszt, Berlin,
Wiedeń, Bruksela!!), a w relacji do dochodów ceny nieruchomości w
Polsce są dramatycznie drogie.

Główne czynniki, które spowodują załamanie cen:

1. Podaż nieruchomości w Polsce rośnie w szybkim tempie

2. Trwa cykl podwyżek stóp procentowych, pod koniec roku
oprocentowanie kredytów w pln zbliży się do 8%, wysokość rat
kredytowych galopuje. Przykład:
kredyt 400k, na 30lat
rata przy stopie 4,5% wynosiła ok.2600zł
rata przy stopie 7,5% wynosi ok.3600zł
Wzrost wysokości raty o 1000zł czyli prawe 40% !!
Tego żaden wzrost wynagrodzeń nie zrekompensuje, tym bardziej,
że...patrz pkt 3.

3. Efekt wzrostu wynagrodzeń został całkowicie zniesiony przez
skokowy wzrost kosztów utrzymania (ceny żywności, prądu, gazu,
komunikacji, paliwa etc).

Oficjalna inflacja wprawdzie wynosi ‘tylko’ 4.3% (dane za styczeń)
ale to ma się nijak to wzrostu kosztów utrzymania, które w ciągu
ostatniego skoczyły o jakieś 20-30%.
Co ludzi obchodzi ile staniały plazmy, hotele czy żarcie w
knajpach. Tego nikt nie musi kupować, a zwłaszcza ludzie, którzy
wzięli kredyty ‘na styk’. Natomiast za czynsz, jedzenie, rachunki
licznikowe, komunikację każdy MUSI płacić i tu jest prawdziwy ból.
Opowiadanie, że wzrost wynagrodzeń o te 10-15% poprawił sytuację
budżetów domowych to bzdura, bo ten wzrost nie nadąża za podwyżkami
podstawowych towarów i usług !!

4. Polskie banki zaraz ograniczą dostępność kredytów, bo się
zorientują, jak mocno koniunktura siada
www.biec.org/?display=show_me_news&id=226
www.biec.org/?display=show_me_news&id=227
Gros kredytów hipotecznych została zaciągnięta w jednym cyklu
koniunkturalnym (ostatnie 2-3 lata), więc ryzyko dla banków jest
gigantyczne. W momencie pogorszenia sytuacji gospodarczej w Polsce,
a to już powoli się dzieje a przybierze na sile za parę kwartałów,
jakość portfela kredytowego banków błyskawicznie się pogorszy.
Zacznie się zakładanie rezerw i ograniczanie dostępności kredytów.

Przecież wystarczy, że banki wprowadzą wymóg wkładu własnego na
poziomie 10-20% (co jest logiczne w sytuacji spadających cen
nieruchomości) i popyt kompletnie się załamanie.

5. Spada liczba ludności w Polsce (a więc i rodzin) i w niektórych
dużych miastach np. Warszawa ma ujemny przyrost mieszkańców (saldo
przyrostu naturalnego + saldo migracji jest ujemne!!)

6. Na świecie idzie recesja, jest ryzyko depresji stulecia!!

7. Nominalny wzrost cen mieszkań w połączeniu z aprecjacją złotego,
doprowadził do wyzerowania zagranicznego popytu inwestycyjnego na
polskie nieruchomości.
1k euro to już tylko niecałe 3600zł, więc 6k za m2 mieszkania to ok
1700eur!! Tyle albo mniej kosztują mieszkania w wielu europejskich
stolicach (m.in. Praga, Budapeszt, Berlin, Wiedeń, Bruksela) w
przyzwoitych lokalizacjach .
6k pln to naprawdę góra pieniędzy za m2 mieszkania w bloku w
brzydkiej Warszawie z kiepską komunikacją i relatywnie niskimi
zarobkami.
Musicie, ludzie, uwierzyć, że są miasta na w Europie, gdzie jest
dużo taniej i ładniej i gdzie zarabia się znacznie więcej.
Tak więc 6k pln za m2 mieszkania w Warszawie to wciąż drogo i
będzie taniej. Rynek nie rychliwy, ale sprawiedliwy.
Proces przeceny nieruchomości w Polsce dopiero się rozkręca i nie
jest to korekta, tylko odwrócenie trendu... czekają nas wieloletnie
i głębokie spadki cen (bessa w pigułce, tym razem gorzkiej).
Niestety mechanizmy rynkowe są bezwzględne i ukarzą wszystkich
nieroztropnych.

Oczekuję stabilizacji cen nowych mieszkań w dobrej lokalizacji na
poziomie ok 1,5k euro, co oznacza mniej więcej takie docelowe
poziomy cenowe w pln:
mieszkania w wielkiej płycie – 4k za m2 (to i tak grubo ponad 1k
EUR, więc baaardzo dużo za taki syf)
mieszkania nowe standardowe – 4-5k za m2
dom z działką 1000m2 w odległości do 20km od centrum – 500k
działki do 20km od centrum ok 150zł za m2

Dla tych co uważają, że to niemożliwe załączam link do cen domów w
UK:

www.hbosplc.com/economy/latestregionalsummary.asp?region=london

I od razu wyjaśniam, że Greater London to miasto Londyn wraz z
najbliższymi przedmieściami (łącznie ok.8m ludzi), czyli taka
Warszawa plus okolice typu Piaseczno/Pruszków/Stare
Babice/Izabelin/etc. Poniżej link:
en.wikipedia.org/wiki/Greater_London
A więc w jednym z najdroższych i najbardziej prestiżowych miast
świata, w momencie szczytu hossy nieruchomościowej, średnia cena
domu wynosi obecnie ok. 300k GBP, czyli ok 1.4m pln !!

Tymczasem u nas, gdzie średnia płaca w stolicy jest 4-5 razy
mniejsza niż w Londynie, ceny domów osiągnęły zbliżone NOMINALNIE
poziomy jak w Londynie!!!

„Gratuluję” kupującym domy i działaczki w Polsce po londyńskich
cenach, daliście się kosmicznie wkręcić kupując kilkukrotnie
przewartościowane aktywa. Za rok-dwa wasze domy/działki nie będą
nawet warte połowy tego co zapłaciliście.

Obserwuj wątek
    • gogologog Re: dawno, dawno temu ... 08.12.08, 00:06
      i taka niezbyt grzeczna odpowiedz:

      Gość: ttdd 28.02.08, 09:54 zarchiwizowany
      Szanowny glabie,
      pomijam wniesiony wysilek w ta - ponownie - kiepska analize... byl wielki.
      Skupie sie tylko na poszczegolnych fragmentach tej zenujacej paplaniny, i
      poprosze przy okazji o argumenty odpierajace moje sugestie.

      > Z moich obserwacji wynika,

      to pomine

      > 2. Trwa cykl podwyżek stóp procentowych, pod koniec roku
      > oprocentowanie kredytów w pln zbliży się do 8%, wysokość rat
      > kredytowych galopuje. Przykład:

      Twoja prognoza oprocentowania swiadczy o Twoim calkowitym braku znajomosci
      realiow rynkowych, gospodarczych i ekonomicznych.
      Po wczorajszej podwyzce stop procentowych rynek na dzien dzisiejszy zaklada na
      kolejne okresy na przod nast oprocentowanie:
      3*6 6.25%
      6*9 6.30%
      9*12 6.25%
      12*15 6.13%
      15*18 6.00%
      18*21 5.96%
      21*24 5.91%

      Rozumiem, ze lustro mowi Tobie, ze jestes znacznie lepszym analitykiem rynkowym
      niz suma wszystkich analitykow bankowych na calym swiecie patrzacym na rynek pln.
      Lustro chyba Cie oklamuje.
      Pomine wowczas przytoczony przez Ciebie przyklad.

      > 3. Efekt wzrostu wynagrodzeń został całkowicie zniesiony przez
      > skokowy wzrost kosztów utrzymania (ceny żywności, prądu, gazu,
      > komunikacji, paliwa etc).

      Zle glupcze! Podwyzki stop procentowych wynikaja przede wszystkim z obaw
      nadmiernego wzrostu wynagrodzen nie ciagnacych za soba wzrostu wydajnosci pracy.
      Pozatym ww wzrosty kosztow dotknely rowniez rynek producentow mat budowlanych -
      pomijasz to specjalnie.

      > Oficjalna inflacja wprawdzie wynosi ‘tylko’ 4.3% (dane za styczeń)
      > ale to ma się nijak to wzrostu kosztów utrzymania, które w ciągu
      > ostatniego skoczyły o jakieś 20-30%.
      > Co ludzi obchodzi ile staniały plazmy, hotele czy żarcie w
      > knajpach. Tego nikt nie musi kupować, a zwłaszcza ludzie, którzy
      > wzięli kredyty ‘na styk’. Natomiast za czynsz, jedzenie, rachunki
      > licznikowe, komunikację każdy MUSI płacić i tu jest prawdziwy ból.
      > Opowiadanie, że wzrost wynagrodzeń o te 10-15% poprawił sytuację
      > budżetów domowych to bzdura, bo ten wzrost nie nadąża za podwyżkami
      > podstawowych towarów i usług !!

      Strzal we wlasne kolano? Chcesz powiedziec, ze materialy stanieja a robocizna
      bedzie niedlugo za darmo?

      > 4. Polskie banki zaraz ograniczą dostępność kredytów, bo się
      > zorientują, jak mocno koniunktura siada

      To ciekawe. Fitch i S&P mowia cos calkowicie innego. RPP rowniez kierowala sie
      czyms calkiem innym podnoszac stopy. Jednak Ty musisz wiedziec lepiej, forumowy
      blaznie.

      > 5. Spada liczba ludności w Polsce (a więc i rodzin) i w niektórych
      > dużych miastach np. Warszawa ma ujemny przyrost mieszkańców (saldo
      > przyrostu naturalnego + saldo migracji jest ujemne!!)

      Ciekawe. A czy wiesz, ile ludnosci naplywowej w Warszawie nawet sie tu nie
      zameldowala? Nie? Wiec nie obrazaj naszej inteligencji.

      > 6. Na świecie idzie recesja, jest ryzyko depresji stulecia!!

      Wez pigulke na uspokojenie. Nic takiego sie nie dzieje. Depresje stulecia moze
      masz Ty.

      czekają nas wieloletnie
      > i głębokie spadki cen (bessa w pigułce, tym razem gorzkiej).

      Brzmi groznie..... (>tu smiech<)......

      > Oczekuję stabilizacji cen nowych mieszkań w dobrej lokalizacji na
      > poziomie ok 1,5k euro, co oznacza mniej więcej takie docelowe
      > poziomy cenowe w pln:
      > mieszkania w wielkiej płycie – 4k za m2 (to i tak grubo ponad 1k
      > EUR, więc baaardzo dużo za taki syf)
      > mieszkania nowe standardowe – 4-5k za m2
      > dom z działką 1000m2 w odległości do 20km od centrum – 500k
      > działki do 20km od centrum ok 150zł za m2

      Ja tez takich oczekuje. Moglbym wtedy wreszcie kupic mieszkanko 150-200 m2 w
      nowym budownictwie.... pieknie by bylo....
      Potem bym kupil ten dom z dzialka... na starosc...

      Co Ty bierzesz? Ma to aprobate min zdrowia?

      > „Gratuluję” kupującym domy i działaczki w Polsce po londyńskich
      > cenach, daliście się kosmicznie wkręcić kupując kilkukrotnie
      > przewartościowane aktywa. Za rok-dwa wasze domy/działki nie będą
      > nawet warte połowy tego co zapłaciliście.

      My dziekujemy za rzetelna analize. Kupa smiechu ;) - moze nawet bez tego slowa
      ''smiechu''.
      • gogologog Re: dawno, dawno temu ... 08.12.08, 00:08
        zapraszam spec i ttdd do skomentowania swoich prognoz ...
        • Gość: wist Ten ttdd to pewnie gdzieś tu siedzi ale... IP: *.centertel.pl 08.12.08, 07:12
          ... dawno już sie przepoczwarzył i to nie jeden raz. Nie licz, że
          uderzy sie w /swoje oczywiście/ piersi. Pozd.
        • Gość: Ursynowiak Troll śmietnikowy ttdd zmienił nick na dziadek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.08, 07:53
          I tak się obecnie podpisuje.
          Przestał pisać o widokach na śmietnik.
          • Gość: dziadek Re: Troll śmietnikowy ttdd zmienił nick na dziade IP: *.128.14.130.static.crowley.pl 08.12.08, 10:28
            > I tak się obecnie podpisuje

            cześć usrynowiak vel arek vel leszek
            jak tam interesa, opchnąłeś już swoje zapchlone m-2 ?
            jak nie, to daj 70% upustu, bo 20-30 to już za mało na takie nory.
        • Gość: rolnik Re: dawno, dawno temu ... IP: 89.250.198.* 08.12.08, 08:08
          komentować im nie warto, prościej im pisać o gruchach ... niestety prawda na
          rynku jest taka, że chwilowo mamy recesję na całym świecie, która jak by to nie
          bagatelizowali politycy powoli dotyka Polskę :(
        • Gość: spec Re: dawno, dawno temu ... IP: *.aster.pl 08.12.08, 23:37
          Witaj, z tego mojego lutowego postu praktycznie wszystko się
          sprawdziło albo jest w trakcie.

          Prognozy cenowe nieruchomości też się spełnią (kwestia 6-12
          miesięcy), albo nawet rzeczywiste ceny przestrzelą je w dół, bo
          wtedy (luty 2008) credit crunch był jeszcze był w powijakach i
          właściwie nikt nie wierzył w recesję na świecie a jakiekolwiek
          poważniejsze spowolnie gospodarcze w Polsce było wg
          różbych 'analytyków' absolutnie niemożliwe.

          Trzeba mieć świadomość, że bieżące wydarzenia na rynkach
          finansowych to NIE jest zapowiedź jakiegoś-tam kolejnego
          spowolnienia gospodarczego, o którym za 2-3 lata zapomnimy i
          wszystko będzie po staremu.
          To jest prawdziwy kryzys pisany przez wielkie „K”, który odmieni
          świat na długie lata, to jest rachunek za wieloletnie życie ponad
          stan, za rozpasanie konsumpcyjne i kredytowe.

          Jednym z wielu skutków tego kryzysu będzie to, że instytucje
          nadzoru finansowego na całym świecie położą definitywnie kres
          liberalnemu podejściu do ryzyka kredytowego oraz w różny sposób
          będą przeciwdziałać powstawaniu bańkom spekulacyjnym. Warto
          pamiętać, że ta wyhodowana w ostatnich latach na rynku
          nieruchomości jest uznawana za największą w dziejach ludzkości.
          Dlatego jej pękniecie jest tak bolesne.
          Ponieważ główną przyczyną obecnego kryzysu był ekstremalnie tani i
          powszechnie dostępny kredyt, który spowodował absurdalne zachowania
          zarówno wśród profesjonalnych inwestorów jak i zwykłych
          konsumentów, należy się spodziewać skokowego i nieodwracalnego
          przykręcenia kredytowego kurka.
          Trzeba więc zapomnieć m.in. o kredytach na nieruchomości bez wkładu
          własnego i to nie tylko teraz, gdy trwa kryzys i banki ze strachu
          same się ograniczyły, ale również w dalszej przyszłości. O to już
          zadbają instytucje nadzoru finansowego wydając bankom stosowne
          rekomendacje i zalecenia. Do tego wysokość raty kredytowej będzie
          musiała pozostawać w zdrowej proporcji do dochodu uwzględniając
          prawdzie koszty utrzymania.

          Pamiętajmy też, że obecne obniżki stóp procentowych na świecie nie
          są bynajmniej po to, aby ponownie nakręcać spiralę kredytową, ale
          po to, aby proces de-lewarowania (tj zmniejszania stopnia
          skredytowania) przedsiębiorstw, instytucji finansowych oraz
          gospodarstw domowych odbywał się w sposób uporządkowany a nie
          zakończył wieloletnią depresją gospodarczą na świecie. A i tak za
          ostatnie 20-lat szaleństwa kredytowego na świecie zapłacimy
          globalną recesją a potem kilkuletnim okresem wzrostu gospodarczego
          poniżej potencjału.

          Oznacza to, że proces normalizacji cen aktywów będzie trwał jeszcze
          dłuższy czas.
          Uważam, że w przypadku rynków akcyjnych jesteśmy już dość blisko
          dna i spodziewałbym się teraz mocniejszego odbicia a potem długiego
          trendu bocznego. Do szczytów z lipca 2007 prędko nie wrócimy.
          Sądzę, że w Polsce zajmie to minimum 5lat, w USA jeszcze dłużej.
          Rynek surowców to jak zawsze gigantyczna zmienność. Tam ceny
          dostosowały się do nowej sytuacji gospodarczej w dosłownie kilka
          miesięcy, żeby nie powiedzieć tygodni.
          Natomiast w przypadku rynku nieruchomości proces dostosowawczy jest
          powolny, zwłaszcza w początkowej fazie. Wynika to z faktu, że na
          rynku nieruchomości obecna jest największa ilość słabo
          wyedukowanych uczestników (zarówno po stronie popytowej jak i
          podażowej) nie mających właściwie zielonego pojęcia o prawach
          ekonomii, gospodarce a czasem nawet o zwykłej matematyce. Aby się o
          tym przekonać wystarczy chociażby poczytać niektóre wypowiedzi na
          tym forum.
          Wielu ‘inwestorów’ na rynku nieruchomości opiera się w swoich
          działań na różnych mitach (np. że na nieruchomościach nigdy nie
          można stracić, bo ich ceny zawsze idą w górę), łatwo ich nakręcić
          grając na emocjach (‘kto nie kupi mieszkania, ten przegra życia’) a
          powtarzając w mediach te i inne kłamstwa odpowiednią ilość razy
          można wykreować reakcję stadną.
          Generalnie trzeba powiedzieć, że sposób, w jaki deweloperzy i
          pośrednicy kredytowi, wspierani przez różne media, ‘ubrali’
          zwykłych ludzi w kilkukrotnie przewartościowane
          mieszkania/domy/działki było wyjątkowo obrzydliwe. Co gorsza te
          aktywa były kupowane na wieloletnie kredyty, a nie ma chyba gorszej
          ekonomicznie rzeczy niż zapakować się w coś na górce i to na lewar.
          Skutek tragiczny, bo wiele gospodarstw domowych zaraz będzie miała
          ujemne aktywa netto (zobowiązania będą przewyższać stan
          posiadania).
          Pierwsza faza spadku cen nieruchomości jest powolna, ponieważ to
          całe stado ‘inwestorów’ nie chce uwierzyć w odwrócenie trendu.
          Niechętnie więc obniża ceny, wierząc że wystarczy tylko trochę
          dłużej poczekać i kupiec się znajdzie. A to błąd...
          Uważam, że obecnie zbliżamy się do końca fazy pierwszej, po której
          nastąpi drastyczne przyspieszenie spadków cenowych. I tak będzie
          wyglądał cały 2009 a może i początek 2010.

          Oczekuję teraz następujących docelowych poziomów cenowych w
          Warszawie:
          mieszkania w wielkiej płycie: 3-4 k pln za m2 (to i tak około 1k
          EUR, więc baaardzo dużo za taki syf)
          mieszkania nowe standardowe: 4 - 5k pln za m2
          dom z działką ok. 1000m2 w odległości do 20km od centrum – 400-500k
          działki do 20km od centrum ok 100-200zł za m2

          A co dalej? Potem przyjdzie stabilizacja na tych urealnionych
          poziomach cenowych i tak już zostanie na wiele długich lat z
          ewentualnym wzrostem w tempie inflacji.
          Deweloperzy - już pewnie zupełnie inne firmy, bo większość
          dzisiejszych ‘gwiazd’ upadnie nie potrafiąc przystosować się do
          nowych realiów prowadzenia biznesu - będą dalej budować, ale przy
          normalnych 10-15% marżach; ludzie zanim kupią swoje mieszkanie
          będą musieli najpierw 2-3 lata oszczędzać na wkład własny, co
          będzie swoistym okresem próbnym dającym większą pewność, że klient
          podoła ratom; a banki, pilnowane przez instytucje nadzoru, będą
          prowadzić politykę kredytową w sposób bardziej racjonalny, który
          nie pozwoli na powstanie kolejnej groźnej bańki spekulacyjnej.

          Uważam, że po tym kryzysie świat będzie kręcił się wolniej, kapitał
          nie będzie już tak hojnie wynagradzany, giełdy będą rosły w tempie
          lepiej odzwierciedlającym wzrost zysków firm, a ludzie ograniczą
          konsumpcję dostosowując wydatki do realnych potrzeb. Będzie
          spokojniej, bardziej przewidywalnie a więc i mniej ryzykownie, co
          na dłuższą metę wyjdzie wszystkim na zdrowie :)
      • Gość: spec Używanie forwardów jako prognoz? IP: *.aster.pl 09.12.08, 00:04
        > Gość: ttdd 28.02.08, 09:54 zarchiwizowany
        > Po wczorajszej podwyzce stop procentowych rynek na dzien
        dzisiejszy zaklada na
        > kolejne okresy na przod nast oprocentowanie:
        > 3*6 6.25%
        > 6*9 6.30%
        > 9*12 6.25%
        > 12*15 6.13%
        > 15*18 6.00%
        > 18*21 5.96%
        > 21*24 5.91%

        Z tego postu napisanego przez ‘ttdd’ ciekawi mnie też podejście
        autora (pomijając chamstwo) do rynku stopy proc. Jakoś wtedy w
        lutym musiało mi to umknąć i się do tego nie odniosłem, więc teraz
        to zrobię.
        Od kiedy to forwardy niosą jakąkolwiek wartość prognostyczną?
        Przecież forward walutowy czy też na stopę procentową, to tylko
        działanie matematyczne i jego wartość prognostyczna jest żadna.
        Gdyby forwardy cokolwiek mówiły o przyszłości, to nigdy żaden carry
        trade nie miałby szans na zaistnienie, bo zgodnie z teorią (i
        punktami swapowymi) waluta wyżej oprocentowana musiałaby tracić na
        wartość a niżej oprocentowana zyskiwać. A co się działo przez
        ostatnie lata (bez 2008) z jpy i chf dobrze wiemy.

        Oczywiście warto patrzeć na frasy, ale nie należy wyciągać z tego
        zbyt daleko idących wniosków, bo pokazują one tylko obecny stan
        rynku (głównie krzywą wiborową) w przeliczeniu na przyszłe okresy a
        nie prognozują przyszłość.

        Obecnie interpretacja poziomów na rynku stopy proc (wibory, bondy,
        swapy, frasy) jest dodatkowo utrudniona, ponieważ w wycenę wielu
        instrumentów wliczone są wysokie premie za ryzyko i płynność i nie
        wiadomo jak te wartości będą się zmieniać w kolejnych miesiącach.
        Teoretycznie spready powinny się już powoli zawężać, ale kto wie,
        kiedy tak naprawdę credit crunch zacznie na dobre odpuszczać.
    • stoje_i_patrze Re: dawno, dawno temu ... 08.12.08, 07:49
      zgadzam się. Dzisiejsze dwa arty z prasy zagranicznej:

      1. Ceny powierzchni biurowych i magazynów spadną o 50% w Angli:
      www.telegraph.co.uk/finance/newsbysector/constructionandproperty/3660747/Office-space-set-to-halve-in-value.html
      2. Idzie rekordowa flaa bankructw na świecie (!!!!!)
      z ft.com
      Company crashes set to hit record next year
      By Richard Milne and Anousha Sakoui in London

      Published: December 7 2008 18:17 | Last updated: December 7 2008 18:17

      Record numbers of companies will go bankrupt next year with 200,000 insolvencies
      in Europe alone and “an explosion” of failed businesses in the US, according to
      the world’s largest credit insurer.

      The US will see 62,000 companies go bust next year, compared with 42,000 this
      year and 28,000 last year, says a report by Euler Hermes, part of German insurer
      Allianz.

      The absolute numbers, however, pale in comparison with the figures from western
      Europe, where the larger number of small companies mean insolvencies are
      expected to rise by a third from 149,000 last year to 197,000 next.

      “The financial crisis will increase the risk of bankruptcy dramatically,
      particularly next year,” said Romeo Grill, chief economist at Euler Hermes.
      “There will be an explosion in the US but also big rises in Europe and
      especially the UK.”

      Mr Grill said he expected most company failures in Europe to be focused around
      the struggling car, retail and textile sectors as well as logistics.

      The country with the highest number of insolvencies expected for next year is
      France with 63,000. But in Europe, Spain, Ireland and the UK are forecast to see
      the most dramatic rises.

      Nearly four times as many Spanish companies will go bust next year as in 2007
      while it will be nearly double in Ireland and the UK with 640 and 38,000
      businesses respectively.

      Japan, the only Asian country in the survey, will also be hit with the number of
      bankruptcies rising from 14,000 last year to 17,000 next. All countries except
      Japan will see more insolvencies than in the previous downturn of 2001-02.

      The Euler Hermes report comes after Moody’s, the ratings agency, forecast last
      month that defaults among companies with junk ratings below investment grade
      will rise from last year’s 1 per cent to 10 per cent next year. But the Euler
      Hermes survey is more comprehensive as relatively few companies have any kind of
      credit rating.

      Companies around the world have complained about getting credit. The volume of
      new loans arranged for companies globally has fallen off a cliff this year and
      deteriorated even faster during the past two months. Syndicated lending to
      investment-grade and junk-rated borrowers has roughly halved in both Europe and
      the US compared with last year but remained stable in Asia, according to data
      providers Dealogic.

      One difference in this downturn is that larger companies appear to be suffering
      as much as their smaller counterparts.
      Copyright The Financial Times Limited 2008

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka