Dodaj do ulubionych

opóźnienie

IP: *.jjs-isp.pl 31.01.09, 09:15
jestem mamą małego dziecka o opóźnionym rozwoju bez ustalonej
przyczyny - są różne propozycje: upośledzenie umysłowe, autyzm, cmv,
porażenie mózgowe

sęk w tym że chyba się wstydzę własnego dziecka
nie spotykamy się z rodziną, znajomymi
niby dlatego że dziecko nie lubi zmian, je tylko to co je i to tylko
w domu, ma różne terapie i rehabilitacje oraz przedszkole
integracyjne, w weekendy do domu przychodzi terapeutka, więc niby
nie ma czasu

nie chcę żeby po rodzinie krążyły jakieś opowieści
żeby ludzie mi radzili, albo się litowali
nie znoszę teściów, bo uważam że są złośliwi i cały czas mówią co
mam dać dziecku jeść, ostatnio próbują na siłe domeblowac nasze małe
mieszkanie, najchętniej nie oglądałabym ich wcale (muszę bo mocno
pomagają finansowo)

nic mi się nie podoba, uważam że terapeuci nie dość dobrze zajmują
się dzieckiem, lekarze olewają, inni ludzie po cichu sobie
mówią "dobrze że to nie mnie spotkało" "kara za grzechy" "coś musi
być z nią nie tak, że ma TAKIE dziecko" itp.
nie pamiętam co mnie ostatnio ucieszyło albo sprawilo żebym się
zaśmiała, najchętniej siedziałabym przy komputerze, druga rzecz
która mnie relaksuje to zakupy, no i filmy i książki
Obserwuj wątek
    • szalicja Re: opóźnienie 31.01.09, 11:53
      Wisz, mam podobne zmartwienie, może trochę mniejsze, ale też jest u nas
      opóźnienie i jakieś cechy autyzmu (nie mamy diagnozy jeszcze). Dół przechodziłam
      nie raz, żyć mi się nie chciało. Jednak jakoś się wykaraskałam, dla dziecka.
      Pomyśl tak: zapewniłaś dziecku wsparcie terapeutów, rehabilitantów, przedszkole
      integracyjne (zazdroszczę, bo ja o to jeszcze walczę). A więc zrobiłaś wszystko
      co w Twojej mocy, aby dziecku pomóc w zwalczaniu zaburzeń.Nie siedzisz z
      założonym rękami i nie beczysz, lecz działasz. Coś się dzieje, zmienia. Nie
      możesz oczekiwać, że poprawa nastąpi ot tak, na zawołanie. Czasem długo trzeba
      czekać. Jeśli uważasz, że nie robią tego dość dobrze, to czemu im tego nie
      powiesz? Może w taki delikatny sposób, że masz watpliwości, czy ta terapia
      przyniesie efekt, czy może zmienić coś itp. itd.
      Z drugiej strony jesteś zabezpieczona finansowo, więc o to już nie musisz się
      martwić. Obwiniać siebie jako matkę, że urodziłaś chore dziecko - nie wolno Ci.
      Na pewno nie jesteś jedną z tych, która pali i pije w ciąży, inaczej by Ciebie
      nie było na tym forum. Niestety nie na wszystko mamy wpływ, czasem nie wiemy, że
      coś nam dolega i to zagraża naszemu dziecku. Trudno. Ja byłam pod opieką dwóch
      lekarzy a efekt widać w sygnaturce. I co? Mogłabym obwiniać siebie, bo to ja się
      nie sprawdziłam jako matka. Ale czy to naprawdę moja wina? Nie. Nie można tak
      myśleć. A co ludzie myślą? Miej w nosie! Ile razy moje dziecko robi mi sceny na
      ulicy a ktoś dogaduje, mam to gdzieś. Nikt nie wie, jak z nim jest naprawdę i
      nie ma prawa sugerować mi np. - wlać mu w dupę - często to słyszę. A skąd Wiesz,
      że tak mówią po cichu, że to kara za grzechy? Słyszałaś to na własne uszy? Jeśli
      tak nie potrafisz tego odpowiednio zripostować? Rozumiem, jaka jesteś
      zdołowana...Ja dopiero od niedawna znów sobie podśpiewuję w samochodzie...Myślę
      tak, że co mogłam zrobić zrobiłam i robię ile mogę. Szukam, drążę, coś się
      czasem wykluje, co okazuje się, że zaburza rozwój. Walczę o dziecko ale wiem, że
      nie mogę teraz chlipać gdzieś po kątach tylko żyć normalnie. Cieszyć się tym co
      mam, dawać dziecku miłość i radosną, uśmiechniętą mamę. Dziecko przestałam
      porównywać z innymi, znajomi wiedzą o naszych kłopotach i to ich problem, czy im
      odpowiada spotkać się z nami czy nie. A generalnie trzeba nabrać trochę
      optymizmu. Są większe nieszczęścia niż nasze, dzieci cierpią, są kalekie,
      umierają....Pomyśl o tym i doceń, że choć jest trudno i nie tak różowo, jak
      chciałaś to jednak może nie aż tak strasznie? A jakie są rokowania? Czy ktoś
      powiedział Ci jaka będzie czy może być przyszłość dziecka? Może to wszystko jest
      do pokonania? Czasem trzeba pracować latami, aby wywalczyć zdrowie, ale można. A
      co do siedzenia przed komputerem, to lepiej nie siedź za długo. Za dużo można
      wyczytać, przeinterpretować. Zresztą im dłużej się czyta o problemach innych,
      tym bardziej człowiek się dołuje.
      Może przełam się, wyjdź z domu. Może spotkaj się na kawce z przyjaciółką? Może
      wspólny obiad? Ja spotkałam się z moją przyjaciółką miesiąc temu (zalatane
      jesteśmy niestety). Poszłyśmy do fajnej knajpeczki, zjadłyśmy pyszny obiad,
      pogadałyśmy. Potem jeszcze zajrzałyśmy do paru sklepów. To mi dużo dało. Polecam
      ;-)
    • Gość: aaaa Re: opóźnienie IP: 87.116.237.* 31.01.09, 14:41
      hEJ ja tez mam dziecko opoznione z roznymi wiekszymi i mniejszymi
      problemami.Moje dziecko chodzi do szkoly zwyklej masowki ma
      orzeczenie oksztalceniu specjalnym jako jedyne w klasie no i
      oczewiscie odstaje od reszty klasy ale wiesz ja poza praca
      cwiczeniami terapia niewiele moge zrobic coz ciesze sie jak wogule
      zrobi jakies postepy.Na poczatku strasznie mi bylo ciezko pogodzic
      sie z tym ze nie dorownuje rowiesnikom wstydzic sie go nie wstydze
      tylko ciezko mi zniesc ze bedzie mial ciezko w zyciu.Sama jestem
      osoba niepelnosprawna i wiesz co po tylu latach zycia mysle ze to ja
      mialam wiekszy problem ze wstydem przez to ze rodzice sie tego
      wstydzili tak naprawde ludzie ktorych ty sie wsydzisz wychodzac ze
      swoim dzieckiem na ulicy czy dookola to tego tak nie przezywaja jak
      ty to ty bardziej sie tym przejmujesz,nie okazuj tego dziecku zeby
      nie bylo pozniej nieszczesliwe.Wiesz mozesz powiedziec ze sie
      wymadrzam ale chce ci napisac co ja otym mysle w zyciu tak naprawde
      powinismy nauczyc sie cieszyc z tego co mamy a nie byc wiecznie
      nieszczesliwymi bo nie mamy tego co dla nas nieosiagalne.Mi tez
      jest ciezko i tez mam dola ale zycie jest za krotkie aby sie ciagle
      zamartwiac.ucze sie malymi krokami jak doceniac to co mam,tak
      naprawde to nie wiem czy bylabym szczesliwa w innej sytuacji,jest
      takie chinskie powiedzenie a wlasciwie przeklenstwo < oby ci sie
      wszystkie marzenia spelnily>pozdrawiam
    • Gość: gosc a Re: opóźnienie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:01
      Halinko,tak sie zapatrzylas w siebie,ze juz nikogo tak naprawde nie
      zauwazasz.Przykro mi to mowic, ale tak cie odbieram.
      Ludzie patrzac na rodzicow z uposledzonymi dziecmi moze czasami mysla tak jak
      mowisz.ALE TO ICH PROBLEM(!!!!!!!!!!!!),nie Twoj.
      Ale,bardzo,bardzo czesto ludzie podziwiaja ogromnaa odwage i nieugietosc
      opiekunow w obliczu tak ciezkiej proby.
      Poki masz male dziecko,masz szanse "naprawic" je, cokolwiek to mialoby dac!Nie
      uzalaj sie nad soba,bo jestes zdrowa,dorosla,masz sile i mozliwosc zmieniac
      swoje zycie i zycie tych ktorych kochasz.Ludzie sa szczesliwsi kiedy przestaja
      plakac nad soba.
      Wiem co mowie,mialam dwoje dzieci z ogromnymi.. problemami.Mialam,bo 7 lat
      pracuje nad nimi i jest co raz lepiej.Mlodsze - w wieku 8 mcy ruszalo tylko
      paluszkami dloni - teraz biega,siada, wspina sie, plywa...
      Starsze - mialo nienauczyc sie pisac,liczyc,myslec - a teraz opowiada o delcie
      Nilu...
      To co piszesz - to to,co myslisz o sobie.
      Nie masz zbyt wiele szacunku do siebie.Nie sznujesz wiec tego dzieciaka
      Nie cenisz siebie.
      Chyba sie wstydzisz tez siebie. Dlatego wstydzisz sie tego dzieciaka.
      I skoro nie podoba Ci sie praca specjalistow, sama stan sie specjalista.
      Powaznie mowie.Masz lepsze atuty niz oni.Znasz na wylot pacjeta!
      Jestes nieszczesliwa? Nie.Ty nie jestes szczesliwa.Bedziesz miec problem kiedy
      twoje dziecko zamiast nie czuc sie szczesliwie poczuje sie nieszczeslwe.
    • Gość: halinka Re: opóźnienie IP: *.jjs-isp.pl 01.02.09, 17:27
      dziękuję za odpowiedzi

      wszystko jest ładnie napisane, teorię to ja też znam
      tylko jak rady mam wprowadzić w życie
      czasem (ostatnio raczej często) nie mam siły nawet się umyć czy
      uczesać
      w domu bałagan, nie uprane, nic nie zrobione
      mąż twierdzi że dziecku już nic nie pomoże i jest przeciwnikiem
      wszelkich terapii, najlepiej żeby siedziała przed telewizorem i nie
      dawała znaku życia
      na starość wszyscy po koloei poumieramy z głodu
      • Gość: Gosc aaaa* Re: opóźnienie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.09, 23:28
        Halinko,na pewno ladnie brzmi.
        Mam wrazenie, ze tak naprawde problem nie lezy w tym jak postrzegaja Cie
        inni,ale jak Ty patrzysz na siebie.
        A ten Twoj maz? Jakie ma kwlifikacje zeby ferowa tak ostateczne diagnozy? Nawet
        jesli bylby profesorem nauk med.,to nawet wtedy,a zwlaszcza wtedy nie ma prawa
        kreowac sie na Pana Boga Wszechwiedzacego, bo nikt nie wie co bedzie za
        rok,dwa.Moze nauka da rozwiazanie na to co teraz wydaje sie byc
        nierozwiazywalnym.Mysle,ze to co opisalas to czubek gory lodowej.Nie potempiam
        cie.Jestem daleko od tego!Opis,ktory przedstawilas jest mocno przefiltrowany
        przez twoja glowe.Jest mocno skoncentrowany na Tobie.Ktos zwrocil uwage,ze
        wlasciwie nic nie mowisz na co choruje dziecko,ile ma lat, jakimi metodami go
        kurujecie, ile Ty masz lat,gdzie mieszkacie - na wsi, moze w miescie itd.
        Jesli masz ochote i wierzysz,ze to cos moze zmienic napisz.
        e mail: clearsituation@vp.pl
    • Gość: aaaa Re: opóźnienie IP: *.ostrowmaz.mm.pl 01.02.09, 18:26
      jesli mozesz napisz cos wiecej o swoim dziecku ile ma lat czemu twoj
      maz je przekresla?
      • kirkke7 Re: opóźnienie 02.02.09, 15:29
        Witam:)jestem mamą 10 latka z MPD,epilepsią.Syn mój od niedawna zaczął wstawac
        (sam blokuje kolana).Ma stwierdzone upośledzenie głębokie.Do 4 roku życia był
        dzieckiem leżącym,bardzo mocno spastycznym.Jest po 2 operacjach min nacinaniu
        ścięgien.Oczywiście mój świat głównie kręci się wokół choroby syna(ciągła
        rehabilitacja i stymulacja jego rozwoju - by nam żyło się łatwiej). Pisze "mój"
        świat ponieważ kiedy dziecię moje miało ok 1 roku, zostałam sama gdyż ojciec
        dziecka zginął tragicznie w wypadku. Miałam 20 lat,chore dziecko i zawalony
        świat.Marzyłam by nie czuc,nie myślec,nie istniec...a zarazem chciałam krzyczec:
        żal,gorycz,bół przeszywał moją całą dusze.Nie nawidziłam wszystkich i
        wszystko.Miliony ,tysiące pytań które kłębiły się w mojej głowie:dlaczego go
        zabrałes? dlaczego mam takie dziecko?dlaczego ja? dlaczego muszę tak
        cierpiec?.Nikogo mądrego by mi na nie odpowiedział..Tak jak Ciebie Halinko nic
        mnie nie cieszyło a opiekę nad dzieckiem traktowałam jak obowiązek.O 7 rano
        siedziałam już z dzieckiem w autobusie by po 2 godz,byc na rehabiltacji.I tak
        przez 6 lat..(później udało się załatwic rehabilitacje w domu,zajęcia
        rewalidacyjno-wychow.przedszkole, a teraz syn uczęszcza do orew).Owszem
        przechodziłam wszystkie etapy godzenia się z Panem Bogiem,uczyłam się pokory
        wobec swojego życia.Ktoś mądry mi powiedział "żeby poczuc się szczęśliwą
        pokochaj swój krzyż..."przez 1,5 roku korzystałam z usług psychiatry, pomógł mi
        na świat spojrzec bardziej kolorowo tzn,przepisał mi psychotropy.Trochę pomogło
        ustąpił bunt i to właśnie wtedy zaczęłam szukac kontaktu z ludźmi.Swoje dziecko
        pokochałam i zaakceptowałam już dawno lecz nigdy nie mogłam pogodzic się ze
        stratą męża.Przestałam tylko zadawac pytania:dlaczego?.bo wiem że kiedyś
        przyjdzie taki czas że poznam odpowiedź na nie wszystkie(uczę się
        cierpliwosci:)).Wiem jak ciężko jest się dzwignąc,kiedy się czuje że życie
        gniecie nas jak robaka.Kazdego dnia u nas toczy się walka nie tylko o zdrowie i
        sprawnosc mojego syna ale rowniez o moje życie... przestałam wypatrywac
        szczęścia sama zaczełam sobie je "fundowac".Mowie sobie nie jestem samotna a
        samodzielna,moje dziecko nie jest "normalne" a wyjatkowe,moje życie tez nie jest
        standardowe...ale mogę powiedziec że jestem szczęsliwa.pozdrawiam wszystkie
        specjalne mamy:)
    • agatamarszalek Re: opóźnienie 02.02.09, 19:32
      Witam,
      Najogólniej uznaje się, że na chorobę przewlekłą dziecka można
      zareagować na trzy sposoby: postrzegać ją jako krzywdę, zagrożenie
      lub wyzwanie. Nie pisze Pani, jak długo żyjecie z chorobą. Wydaje
      się jednak, że jest Pani w momencie, kiedy wszystko czego Pani
      doświadcza traktuje Pani w kategorii krzywdy i bycia skrzywdzoną.
      Taki sposób patrzenia na swoje doświadczenie powoduje , że przezywa
      Pani żal, gniew i złość. Uczucia, do których dołącza się drażliwość
      i napięcie, o których Pani pisze, w efekcie powodują liczne
      konflikty z ludźmi: z teściami ( którzy jak rozumiem chcą pomóc), z
      terapeutami ( których jak rozumiem sama Pani wybrała), z innymi
      ludźmi (z którymi sama Pani ucina kontakty). Jak tu być z
      czegokolwiek zadowolonym? Niestety, Pani podejście do sytuacji może
      powodować coś co nazywa się sprzężeniem zwrotnym – im więcej
      negatywnych uczuć wychodzi z Pani, tym więcej ich do Pani wraca.
      Rzeczywiście, najlepszym wyjściem dla Pani wydaje się uciec w inny
      świat: fabuły książki, komputera, kolorowych wystaw – czyli w świat
      nierealny. Czy to jednak coś zmieni? Powrót z takich odrealnionych
      światów powoduje pewnie, ze jeszcze ciężej przezywa Pani swoje
      codzienne , trudne doświadczenie bycia mamą chorego dziecka.
      To co najsmutniejsze to to, że Pani złość, frustracja wydają się
      nie być czymś innym, jak wołaniem o pomoc. Tyle że w takiej formie
      to wołanie może być zupełnie niezrozumiałe dla innych - i krąg się
      zamyka. A Pani pozostaje nadal osamotniona.
      Sami tworzymy swój świat – sposób w jaki myślimy i postrzegamy
      innych i siebie, w niemały sposób wpływa na nasze życie. A gdyby
      tak pomyśleć o tym, że teściowie chcą ułatwić Pani życie, pomóc w
      tym czym mogą – chociażby umeblowaniu mieszkania? Gdyby zamiast
      podejrzewać innych o złośliwość i obwinianie Pani zastanowić się,
      czy przypadkiem ktoś Pani nie podziwia za Pani trud bycia mamą
      chorego dziecka? Gdyby tak umówić się z koleżanką na zakupy i
      porozmawiać o tym, jak Pani trudno? Może taki sposób pozwoliłby
      Pani trochę inaczej przeżywać siebie i innych. Bo tego, że Pani
      dziecko choruje Pani nie zmieni. Swoim podejściem może Pani
      natomiast wiele zrobić i dla dziecka, i dla siebie.
      Nie jest to łatwe, jak Pani pisze. Rady radami, a życie życiem. Ale
      prawda jest taka, że nikt nie jest odpowiedzialny za Pani życie
      bardziej niż Pani sama.
      Pozdrawiam, A.M.


    • Gość: gość Re: opóźnienie IP: *.gprs.plus.pl 08.02.09, 21:38
      witaj,
      przechodzisz to, co wszyscy rodzice chorych dzieci...nie wierzysz ze
      dasz radę, nie masz wsparcia w mężu,który już się poddał, wszystko
      cię denerwuje a nic nie motywuje.
      moje dziecko ma dziś 14 lat,wychowuję je sama, te wszystkie twoje
      rozterki są moimi, mam chwile załamańi niewiary, poczucie krzywdy i
      osamotnienia, ale ...żyję.tak po prostu.i widzę że inni też mają
      problemy, dzieci gorzej chore niż moje, jakoś sobie radzą więc ja
      też mogę! zacznij od małych rzeczy a najlepiej od siebie-zrób sobie
      makijaż:) pogódź się z tym, że twoje życie będzie inne ale to nie
      znaczy że beznadziejne-przeżyjesz je intensywniej czując, bo choroba
      dziecka wyczuli cię na sto innych spraw:)i weź męża do galopu,
      niech sobie nie myśli,że to on jest najnieszczęśliwszy.
    • Gość: quistiska Re: opóźnienie IP: 89.174.23.* 11.02.09, 23:09
      Ciesz się. Jesteś matką, masz swoje ukochane dziecko.
      Każdy jest jakiś, jeden nie chodzi, drugi ma dysleksje, inny nie potrafi tak
      szybko biegać, a inny jest upośledzony. Kochajmy wszystkich, za to kim są, a nie
      jacy.
      Masz na pewno wrażliwe dziecko, które potrzebuje miłości. Takiej, które tylko ty
      potrafisz mu dać również.
      Nie wstydź się jego ani siebie. Tacy już jesteście.
      Życzę dużo miłości.
    • aga377 Re: opóźnienie 12.02.09, 13:53
      Witam, czytam odpowiedzi na Twój post i zaczęłam się zastanawiać czy ze mną jest
      wszystko ok??? O chorobie dziecka dowiedziałam się w 6 miesiącu ciąży...
      Miesiąc wcześniej zostawił mnie ojciec dziecka. Po prostu odszedł bez słowa...
      Od początku byłam e wszystkim sama, z chorobą dziecka z brakiem pieniędzy, z
      wszystkim... Ola urodziła się z wadą, która podejrzewali lekarze. Przysłali mi
      szpitalną panią psycholog, tylko, że ona nie była mi potrzebna. Po co mam z nią
      rozmawiać skoro urodziłam wyczekiwaną córcie, która żyje a ja nie cierpię na
      poporodową depresję??? Odesłałam ją. Nie zadałam nigdy pytania dlaczego ja,
      dlaczego ona? I tak pewnie nie dostałabym żadnej satysfakcjonującej mnie
      odpowiedzi. Choroba Oli jest widoczna. A nigdy nie miałam z tym problemu, nigdy
      się nie wstydziłam, że moje dziecko wygląda tak a nie inaczej!!! Parzą się na
      nią ludzie? Owszem, patrzą się... I co z tego? A niech sobie patrzą ile chcą. A
      ja już wypracowałam takie spojrzenie odwzajemniające ich spojrzenia na Olę, że
      od razu chowają wzrok i są zawstydzeni. Chodzę z nią wszędzie gdzie tylko mogę
      ją zabrać, nie chowam jej niepełnosprawności... Chodzimy na basen, nad wodę,
      rozbieram ją do pieluszki i jestem szczęśliwa, że ona jest szczęsliwa bo
      uwielbia pluskać się w wodzie. Los dał mi chore dziecko bo wiedział, że będę
      umiała się nią zająć jak należy, że zapewnię jej wszystko czego potrzebuje. Mam
      przy niej po prostu więcej obowiązków niż gdybym miała dziecko zdrowe. Mam chore
      dziecko bo ktoś inny zrobiłby jej krzywdę zostawiając w szpitalu, oddając do
      placówki albo jeszcze gorzej. Mam moją chorą Olę bo jestem wyjątkowa...i ona też
      jest wyjątkowa!!!
      Pozdrawiam wszystkich
      • Gość: halinka Re: opóźnienie IP: *.jjs-isp.pl 12.02.09, 17:06
        zazdroszczę Ci

        moje dziecko też jest wyczekane, właściwie wypracowanie niemal w
        pocie czoła:) wcześniej mieliśmy różne niepowodzenia
        kocham ją niesamowicie
        mam jednak takie dni w miesiącu (wydaje mi się że to przed moim
        okresem) ze ... hm ... nie nadaję się do niczego oprócz użalanie się
        głównie nad sobą
        mało piszę o dziecku i rodzinie bo nie chcę identyfikacji, fora
        czyta mnóstwo ludzi

        to że teraz jest źle już przebolałam
        naprawdę przeraża mnie starość, co będzie jak my z mężem już nie
        będziemy w stanie zarabiać, opiekować się córką, co jak nas już nie
        będzie... co? zamkną ją w szpitalu, naszpikują lekami uspokajającymi
        i umrze z głodu i wycieńczenia z odparzeniami itp. itd.
        przerasta mnie to
        • danutasy Re: opóźnienie 19.02.09, 00:12
          Rozumiem ciebie znakomicie,moja córeczka jest lekko upośledzona, ma 9 lat, też
          już wszystko przebolałam POGODZIŁAM SIĘ, ŻE TAK PO PROSTU JEST.Neurolog
          powiedział mi: proszę postarać się o drugie, to nie da wam satysfakcji. A JA
          JESTEM Z NIEJ DUMNA, JEST ŚLICZNA, MĄDRA SWOIM ROZUMKIEM, PIĘKNIE RYSUJE. JEST
          JEDNA MYŚL, Z KTÓRA SIĘ BUDZĘ I ZASYPIAM: prawdopodobnie mnie przeżyje...I CO
          WTEDY?..
          • Gość: kkkkk Re: opóźnienie IP: *.radom.vectranet.pl 21.02.09, 10:18
            Witam. Mam 30 lat, dwie starsze siostry i jednego brata. Brat niestety urodził
            się ze znaczną wadą mózgu. Jest upośledzony w stopniu znacznym. Ma ogromne
            problemy z koordynacją ruchu. Zaczął poruszać się w wieku 12 lat. Dodatkową
            trudnością są nieprzewidywane ataki agresji brata. Ma bardzo dużo siły i w ogóle
            jest duży, zdarza się że podczas szału robi krzywdę.
            Odkąd pamiętam rodzice fajnie sobie radzili z jego upośledzeniem. Mieszkaliśmy
            na wsi gdzie niektórzy ludzie są mało dyskretni, przesądni i co tu dużo mówić -
            niezbyt inteligentni. Na początku różnie się układało, parę razy mój ojciec z
            kimś się bił, parę razy mama :) Po jakimś czasie się to zmieniło, może ludzie
            dojrzeli, nie wiem, w każdym bądź razie - rodzice zaczęli być bardzo szanowani.
            Ludzie patrzyli jak się zmagamy z ciężarem choroby i zaczęli nas zupełnie
            inaczej odbierać. W szkole, wszystkie miałyśmy takie same doświadczenia. Jak się
            dzieci dowiadywały, jak udało im się zobaczyć naszego brata to znalazły się
            takie co dokuczały. Pomagałyśmy sobie nawzajem jak mogłyśmy, z czasem stawała w
            naszej obronie większość klasy a potem jakby bardziej nas poważano. Tak było w
            podstawówce, w liceum, nawet na studiach.
            No właśnie, odkąd pamiętam to jedno nas wszystkich napawało lękiem. Co będzie
            jak umrzemy? Rodzice raz na jakiś czas pocieszali się że któraś z nas się będzie
            opiekować bratem. Podejrzewam że każda z nas prosiła Boga "żeby to nie spadło na
            mnie". Ale wszystko rozwiązało się inaczej. Taty już z nami nie ma, mama jest co
            raz słabsza i mieszka z najstarszą siostrą. Brat mieszkał trochę z nimi, trochę
            ze mną, trochę z drugą siostrą. Jemu wszędzie było źle. To się czuło. Co raz
            częściej nas atakował słownie, niszczył nasze rzeczy. Przegadaliśmy sprawę z
            panią psycholog i na próbę oddaliśmy go do dps-u. Bardzo to było ciężkie
            doświadczenie dla nas wszystkich, dla mamy okupione chorobą. A jak się okazało
            nie dla brata. On tam jest naprawdę szczęśliwy. Ma kolegów z którymi czuje się
            dobrze. Z żadnym z nas nie mógł czuć się "dorośle". A przecież to dorosły czlowiek.
            Oczywiście nadal wszyscy mamy wyrzuty sumienia wobec czego mój brat jest
            nieustannie odwiedzany :) Często wygląda to tak że on oprowadza nas po domu, a
            potem zajmuje się sobą i tylko z rzadka na nas spogląda. Ataki zdarzają się
            teraz rzadko, informują nas o każdym z nich. Potem długo leży i dochodzi do
            siebie. Opiekę ma bardzo dobrą - nie ma mowy o odleżynach, głodzie. Wszyscy tam
            mają dobrą opiekę, nawet ci do których nikt nie przyjeżdża. Nawet ci którzy już
            tylko siedzą. I pomimo tego że nam wydaje się to niemożliwe - on tam odnalazł
            swoje miejsce i jest szczęśliwy. Ja nadal mam nieustanne myśli - jeżeli mnie
            przeżyje, co wtedy? Ten lęk chyba jest po mojej stronie, jest wynikiem mnie,
            mojego związania, mojego nie radzenia sobie z przyjętym i utrwalonym schematem.
            "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Powinnam, Muszę". Pominięcie tego jest
            nie możliwe, bo żyłam wg niego zawsze i jest on moją podstawą, ziemią po której
            chodzę. Ale czasem pomaga mi myśl - ten lęk jest tylko we mnie, tylko mój. Nie
            jego. On jest szczęśliwy. Powinnam zaufać że będzie dobrze. Na razie nie umiem
            ale miło pomyśleć że powinnam zaufać.
            Ależ się rozpisałam. Mam nadzieję że choć troszeczkę pomogłam. Bo myślę że mój
            ojciec gdyby wiedział to co ja teraz 30 lat temu, miał by więcej szczęśliwych
            wieczorów i przespanych nocy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka