Dodaj do ulubionych

Jacek Czachor - wicemistrzem świata

08.11.04, 08:50
Jacek Czachor został wicemistrzem świata w motocyklowych rajdach
długodystansowych w 2004 roku, natomiast Marek Dąbrowski drugim wicemistrzem
świata. W sobotę, w ostatniej eliminacji MŚ - Rajdzie Argentyny - Dąbrowski
zajął drugie miejsce, a Czachor szóste - obaj startowali na motocyklu KTM.
Zwyciężył Chilijczyk Carlo de Gavardo.
Mistrzostwo świata w 2004 roku przypadło Norwegowi Palowi Andersowi
Ullevaseterowi.

sport.gazeta.pl/sport/1,35335,2379278.html
Czachor przed kilkunastu laty uczył się jeździć na motorze w Siemiatyczach!!!
Obserwuj wątek
    • h.olender pustynny jeździec 25.01.05, 10:08
      Zwycięzca rajdu Dakar jest królem! - mówi Jacek Czachor. Jechał w nim
      motocyklem po raz piąty. Kiedy pierwszy raz wystartował, Afrykę znał z
      telewizora.
      Pamiętam Jacka jako 12-13-letniego chłopca. Poszedł zapisać się do sekcji
      motorowej. Miał motorynkę - powiedział Kulisom Roman Umiastowski, który wtedy
      opiekował się sekcją w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki. Znaleźliśmy go pod
      Siemiatyczami, dokąd się przeprowadził, gdy stołeczni urzędnicy zlikwidowali
      motocyklowe przedszkole.
      - Jacek był twardy już od małego - wspomina Umiastowski. Podaje przykład:
      podczas zawodów w Toruniu, w motorynce nastoletniego Czachora przebita została
      guma. Mógł jechać, ale wtedy zniszczyłby dętkę. Więc biegł z motorynką przez 4
      kilometry. Przed punktami kontroli pompował koło i zanim uszło powietrze,
      przejeżdżał linię. Potem znowu biegł, pchając motorynkę. Chciał ukończyć
      zawody. - Miał charakter - mówi Umiastowski.
      W Pałacu Młodzieży Czachor wsiadł na czeską Jawę i na niemiecki motorower
      Simson. Zaczął startować w zawodach. Jeździł szybko i dobrze. Wygrywał.
      - On zawsze był z górnej półki - zapewnia pierwszy opiekun Czachora. - Jacek
      był bardzo dobrym mechanikiem, szybko został w naszej sekcji instruktorem -
      mówi Umiastowski. To on uczył znanych dziś zawodników: Marka Dąbrowskiego i
      młodziutkiego wtedy (dziś ma 20 lat) Łukasza Kędzierskiego. I oczywiście Jacka
      Czachora. - Pasjonuje się nie tylko motocyklami. Jest też namiętnym kibicem
      piłki nożnej, interesuje się wszystkimi dyscyplinami. Dzień zaczynał od lektury
      sportowych gazet - dodaje Umiastowski.

      adrenalina.onet.pl/63143,0,1756,1148986,ludzie.html
      • h.olender odc. 2 - nazywany jest profesorem 09.02.05, 09:35
        Sześć lat temu, kiedy urzędnicy zlikwidowali sekcję motocyklową w Pałacu
        Młodzieży, przejął ją w całości Automobilklub Polski. Tam najwięcej do
        czynienia z Czachorem miał wiceprezes do spraw sportów motocyklowych Bogdan
        Kulczyk. - Jacek to bardzo zrównoważony człowiek. Zawsze wszystko rozważy,
        zastanowi się, musi przemyśleć. "Nie daj się ponieść" - powtarza bez przerwy
        młodszym zawodnikom. Dlatego nazywany jest profesorem - mówi prezes Kulczyk.
        W tegorocznym rajdzie Czachor był kierownikiem polskiego zespołu. - Ma talent
        trenerski i pedagogiczny - uważa wiceprezes i podkreśla, że czołowi polscy
        motocykliści - Czachor i Dąbrowski - to kulturalni chłopcy. - Tacy oni są -
        mówi prezes Kulczyk, który wie wszystko o zawodnikach polskich sportów
        motocyklowych.
        - Start w rajdzie Dakar był moim marzeniem od chwili, kiedy zacząłem jeździć na
        motocyklach - powtarza w wywiadach Czachor. W 1998 roku pojechał na rajd jako
        obserwator. Podglądał. Uważał, że jest na tyle dobry, że poradzi sobie na
        pustyni. Kiedy wrócił do kraju, zaczął szukać sponsora.
        - Jacek pracował w firmie, sprzedającej motocykle. Tam zetknął się z ludźmi z
        Orlenu. Namówił ich na sponsorowanie, chociaż było ono raczej symboliczne.
        Chodziło o to, żeby Polacy pokazali się na tej wielkiej imprezie - wspomina
        Umiastowski. Aby było mu raźniej, na rajd w 1999 roku namówił swego
        motocyklowego ucznia, Marka Dąbrowskiego.
      • high_level odc. 3 - jesteśmy czołówką światową 02.03.05, 16:22
        – Uważałem, że to jest niemożliwe do zrealizowania – opowiadał potem Dąbrowski,
        młodszy o pięć lat od Czachora. Pojechali na seryjnych Yamahach, w których
        przerobili baki na paliwo z 10-litrowych na 40-litrowe. Zamontowali zbiornik na
        wodę do picia i system orientacji terenowej GPS. Chodziło o to, żeby dojechać
        do mety. Dojechali. W 2000 roku Czachor był 46. Dąbrowski 52. W 2001 Czachor
        był 24. Dąbrowski złamał nogę i nie ukończył rajdu. W 2002 Czachor był 20.
        Dąbrowski 21. Uczeń doścignął „profesora”.
        – Możemy powiedzieć, że jesteśmy czołówką światową – stwierdził wtedy Czachor.
        Jeżdżą w barwach sponsora Orlen Teamu. Motocyklistom zapewnił najlepsze rajdowe
        motocykle austriackiej firmy KTM. To motocyklowe Honkery. W zespole jest załoga
        specjalnie skonstruowanego dla potrzeb rajdu Mitsubishi Pajero – Łukasz
        Komornicki i Rafał Morton. Polacy są w czołówkach klasyfikacji motocyklowej i
        samochodowej różnych rajdów.
        Tomasz Kamel w ubiegłym roku relacjonował dla telewizyjnej Jedynki wraz z
        Piotrem Kraśko rajd Paryż-Dakar. Marek Dąbrowski ukończył wtedy rajd na 9.
        miejscu, a Jacek Czachor na 13. – Na moich oczach narodził się wspaniały team
        motocyklowy – powiedział Kamel Kulisom. – Dąbrowski z podopiecznego Jacka
        Czachora stał się jego przyjacielem i partnerem. Za to na trasie ścigali się
        bez litości, bo obaj jeżdżą szybko.
        Tegoroczny rajd wystartował z Francji 1 stycznia. Trasa wiodła do Hiszpanii, a
        następnie przez Maroko, Mauretanię, Mali, Burkina Faso i Senegal. Miał
        zakończyć się 16 stycznia, ale w związku z dwudniową przerwą ze względów
        bezpieczeństwa, jego finisz odbył się 18 stycznia, jak zwykle w Dakarze
        (Senegal).
        Jechał w nim Jacek Czachor z młodziutkim Łukaszem Kędzierskim, bo Dąbrowski w
        grudniu podczas treningu, złamał nogę. Czachor zajął bardzo wysokie, dziesiąte
        miejsce.
      • high_level odc. 4 - nawet sen jest na komendę 10.03.05, 15:46
        – Mnie od dziecka fascynowały motocykle – zwierzał się Jacek Czachor. Miał 13
        lat, gdy za oszczędności uskładane z kieszonkowego kupił motorower Komar. Od
        razu przydarzył mu się wypadek, jak do tej pory najpoważniejszy. Gdy zjeżdżał z
        górki, odpadło koło od Komara i przez miesiąc Jacek leżał w szpitalu. Lekarze
        dwa razy go operowali. Kiedy wyzdrowiał, naprawił Komara, ale postanowił
        jeździć nie po asfalcie, tylko po czymś bardziej miękkim. Zafascynowała go
        jazda w terenie: wśród drzew, po łąkach, górkach.

        – Kiedyś był czas na myślenie podczas jazdy – uważa Czachor. Teraz, podczas
        rajdu Dakar, motocyklista musi patrzyć jednocześnie na rolkę z opisem trasy,
        przesuwającą się na specjalnym urządzeniu zamontowanym nad kierownicą, na ekran
        GPS, na którym widać punkty orientacyjne, na licznik szybkości i przed przednie
        koło, aby nie wpaść w dziurę.

        Zawodnicy na wysokie wydmy wjeżdżają z szybkością ponad 100 kilometrów, bo
        inaczej nie można ich pokonać. Za wydmą może być dół. Po upadku rajdowiec
        dochodzi do siebie przez pięć minut, potem wsiada na motor i jedzie. Często w
        piachu zakopuje się przednie koło. Wtedy trzeba motocykl, ważący 170
        kilogramów, położyć na bok i go wyciągnąć. Zawodnik ma na plecach zasobnik z
        trzema litrami wody. Wozi zestaw kluczy i batony regeneracyjne. Ubrany w
        kombinezon, kask z osłoną na twarzy, hełm i okulary pędzi 180 kilometrów na
        godzinę. – W rajdzie Paryż-Dakar nie ma czegoś takiego, jak czas wolny. Nawet
        sen jest na komendę – twierdzi Czachor.
      • high_level odc. 5 - najważniejsze są motocykle i rodzina 21.03.05, 16:48
        – Jadący na motocyklach są potwornie zmęczeni – wspomina Tomasz Kamel. –
        Startują pierwsi, jeszcze w nocy. Przyjeżdżają co prawda wcześniej, ale w
        Afryce dni są krótkie. Za zawodnikami z teamów fabrycznych jadą ciężarówki ze
        sprzętem, ale większość startujących to amatorzy, zdani na własne siły. Dla
        nich samolot na kolejną metę przywozi skrzynki z narzędziami. One tam na nich
        czekają. Zawodnik, kiedy dojedzie, nie myje się, nie je, tylko otwiera swoją
        skrzynkę i zaczyna naprawiać motocykl. To dla niego jest najważniejsze – dodaje
        Kamel.

        – Działam jak robot – potwierdza Czachor. – Dla Jacka najważniejsze są
        motocykle – mówi wiceprezes Kulczyk – i rodzina. Myśli o zapewnieniu im
        przyszłości. To poważny człowiek.

        Jacek Czachor ma dziś 37 lat. Kiedy nie startuje, odpoczywa w domu z żoną Martą
        i trzyletnim synkiem Jakubem. Będzie drugie dziecko. Oszczędza na domek za
        miastem, który buduje na działce porośniętej drzewami, po której mają biegać
        jego dzieci i pies.

        Autor publikacji: Andrzej Gass, Kulisy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka