Dodaj do ulubionych

historia piłki ręcznej w Siemiatyczach

28.04.06, 18:14
1. Legenda profesora Tymińskiego

Historia piłki ręcznej w Siemiatyczach nieodłącznie wiąże się z osobą
Profesora Tadeusza Tymińskiego. Przyszedł on do siemiatyckiego liceum w 1961
roku. W latach 1959-61, podczas nauki w Ełku, w Nauczycielskiej Szkole,
poznał zasady tej nowej, 7-osobowej gry. Był bramkarzem tamtejszej drużyny.
Przypomnę, że wówczas w piłkę ręczną grało też po 11 zawodników na boisku do
piłki nożnej. Pierwsze Mistrzostwa Polski Mężczyzn w piłce 7-osobowej (na
małym boisku) rozegrano dopiero w 1955 roku.

W naszym liceum krótko pracował profesor Stefan Bogdaniuk (w latach 1959-60),
który wprowadził do programu podstawy tej gry. Jednak dopiero przyjście
profesora Tymińskiego wyzwoliło niesamowitą modę na piłkę ręczną. Pod
kierunkiem nowego nauczyciela uczniowie w pocie czoła budowali prawdziwe
bieżnie, rzutnie, skocznie oraz regulaminowe boisko do piłki ręcznej. Moda na
nową grę była tak zaraźliwa, ze przez kilka lat w szkole nikt nie grał w
piłkę nożną, ponieważ nie było chętnych.

Postrach bramkarek

Bardzo szybko przyszły też sukcesy. W 1964 roku dziewczęta i chłopcy
zdobywają III miejsca w województwie. Lidka Manturewicz była wtedy prawdziwym
postrachem bramkarek. Trzeba przypomnieć, że województwo białostockie było o
wiele większe niż dzisiaj, więc i o sukcesy było trudniej. Dwa lata później
Irena Androsiuk i Krystyna Lewocka dostają powołanie do Kadry Okręgu. Na
obozie Kadry w Augustowie (1966 rok) odbył się pierwszy kurs instruktorów
piłki ręcznej. Uczestnikiem był profesor Tymiński. Zajęcia prowadził trener
Mistrzów Polski (Śląsk Wrocłw) – pan Szymański i trener Kadry Polski – pan
Zając.

Obóz w Wólce, turniej na Jagielloni

W latach 60-tych szybko rozwijała się rywalizacja wojewódzka. W mistrzostwach
brały udział reprezentacje powiatów. Nasi zawodnicy mieli prawdziwy obóz
przygotowawczy w Wólce nad Bugiem, gdzie ostro trenowali na trawie. W piłkę
ręczną grały wszystkie miasta. Liga okręgowa składała się z 12 zespołów. W
czołówce wojewódzkiej były trzy miasta: Olecko, Augustów i Siemiatycze. Ale
Białystok szybko nadrobił zaległości i stał się ośrodkiem wiodącym, z II-
ligową drużyną. Prawdziwym przeżyciem dla Siemiatyczan były wyjazdy na zimowe
turnieje do Białegostoku. Tam była już hala Jagiellonii. Z zakurzonego lub
mokrego boiska przenieść się na czystą halę, to prawdziwa frajda. Turnieje
miały regulamin „open”. Nasi licealiści grali przeciwko studentom
Politechniki, Akademii Medycznej, AZS-owi. W AZS-sie występował Jerzy Melcer,
późniejsza gwiazda szczypiorniaka (reprezentant Polski, brązowy medal na
Olimpiadzie). Nasi, mimo mniejszych umiejętności i ogrania, nigdy na tych
zawodach nie byli kopciuszkami. Siemiatyczan charakteryzował niesamowity upór
i ambicja.

Plejada gwiazd

W tych historycznych bojach brali udział między innymi: M. Matosiuk (dzisiaj
lekarz), R. Sudnik, B. Oreszczuk (nauczyciel w-f), W. Brzozowski (były
Burmistrz), S. Fleks (dzisiaj wice Burmistrz), A. Wasilewski, J. Wilgat (brat
Dyrektora SOK), W. Pura (dzisiaj lekarz), A. Nowak (dzisiaj bankowiec). W
tamtych latach zbudowano przy siemiatyckim liceum salę sportową. Na owe czasy
był to największy obiekt tego typu w całym powiecie. Mimo, że za mały dla
piłki ręcznej, to jednak oddał nieocenione zasługi w rozwoju dyscypliny.
Pozwalał na treningi podczas złej aury i zimą. Procentowało to zwycięstwami w
sezonie letnim.

Autor: K. Wieczorek
Obserwuj wątek
    • high_level początki piłki ręcznej – lata 70-te 05.05.06, 17:27
      Zacznę od niewiarygodnie brzmiącej dziś informacji. W latach 1973-76 Dyrektorem
      Liceum był prof. T.Tymiński a Naczelnikiem Miasta – Zbigniew Radomski
      (dzisiejszy Burmistrz). Rozmowy między tymi panami były bardzo zaawansowane i
      konkretne a dotyczyły budowy przy liceum krytego basenu i hali sportowej.
      Polityczne zawirowania spowodowały, że obaj przestali pełnić swoje funkcje
      zanim doszło do realizacji pomysłu. Do dzisiaj takiej szansy miastu i młodzieży
      los nie chce dać. Liceum wzbogaciło się jedynie w sprzęt sportowy: namioty,
      śpiwory, rowery, narty, łyżwy i kilkaset piłek (!).

      Tymczasem piłka ręczna rozwija się. Regularne treningi i niesamowity zapał do
      gry przynoszą największy sukces: mistrzostwo województwa dziewcząt w 1971 roku.
      Podporą zespołu była kapitan drużyny Walentyna Golonko ( dzisiaj Przychodzeń),
      od wielu lat profesorka tutejszego liceum. Jej zapał, zaangażowanie i
      umiejętności spowodowały, że siemiatyczanki corocznie docierały do finałów.
      Oto skład pierwszej w historii drużyny mistrzowskiej: M.Masłowska, A.Czapko,
      T.Sztejman, J.Rokicka, L.Miłkowska, A.Golonko, W.Golonko. Również drużyna
      chłopców prezentowała wysoki poziom. Grali w niej między innymi: J.Izdebski,
      J.Wiligórski, S.Olędzki, E.Prochowicz, M.Mojsiuszko, M.Falkowski, J.Mojsiej.
      Siemiatycze uczestniczyły we wszystkich turniejach wojewódzkich a gry przeciwko
      zespołom białostockim często przypominały „ świętą wojnę”. Jedynymi sędziami
      byli zawsze białostoczanie. Oni uważali, że tak powinno być a nasi często
      wracali z poczuciem krzywdy i upokorzenia. Do kadry województwa dostał się
      Marek Falkowski – prawdziwy super strzelec. W pewnym w meczu z Bielskiem
      sędziował trener tamtejszej drużyny bo arbiter z Białegostoku nie dojechał.
      Nasi przegrali 18-19 a mecz przypominał rugby. Marek robił co mógł strzelając
      17 goli. W rewanżu wygraliśmy 16-toma golami a Marek ponownie dał się we znaki
      strzelając 25 bramek..

      W tych latach zbudowano przy liceum asfaltowe boisko, które znacząco zmieniło
      technikę gry. Boisko budowali nauczyciele i uczniowie sami wożąc piach, cement
      i wodę. Nowatorski na owe czasy asfalt tylko podgrzał modę na szczypiorniaka.
      To był już nieomal fanatyzm. Zawodnicy aplikowali sobie dodatkowe,
      indywidualne treningi, uczyli się na pamięć zagrań i podań. Rozgrywki między
      klasowe gromadziły kilkuset kibiców. Na mecze międzyszkolne przerywano lekcje i
      wychodziła cała szkoła. Obcym było bardzo ciężko wygrywać na siemiatyckim
      terenie.

      Kolejną nowością zmieniającą grę był klej ułatwiający chwytanie piłki. Gra
      stała się szybka, finezyjna, pełna technicznych sztuczek. Klej był drogi i
      niedostępny zastępowaliśmy go maścią do drzewek, tak zwaną żywicą. W chwytaniu
      pomagało ale ręce były czarne. By uchronić piłkę przed piachem, który się do
      niej przyklejał, musieliśmy przed meczami zamiatać boisko. Gdy padał deszcz
      żywica była nie przydatna a ręce trzeba było wycierać o własną koszulkę.

      Kolejne drużyny (1972-76) to kolejne sukcesy. Wicemistrzostwo dziewcząt i
      chłopców. Srebrne medale wywalczyły między innymi: J.Deptuła, G.Walczuk,
      R.Kochańska, I.Muśko, B.Szyszko, I.Sołomianko, E.Brzozowska, J.Dobrowolska,
      K.Laszuk. W drużynie chłopców grali: J.Oksentowicz, K.Wilczyński, J.Bobienko,
      J.Wieczorek, K.Wieczorek, A.Zawadzki, J.Dawidziuk, L.Szczepaniak. Do kadry
      okręgu dostają się kolejni uczniowie – Alina Konachowicz i Janusz Wieczorek.
      Najlepszą bramkarką w województwie była Grażyna Walczuk (dzisiaj Wilczyńska) a
      czołową skrzydłową – Jadwiga Dobrowolska (dzisiaj Wieczorek).

      Opisywaną dekadę zamyka drugie w historii mistrzostwo dziewcząt wywalczone w
      roku 1979. Kapitan zespołu Alina Konachowicz dostaje się nie tylko do Kadry
      województwa, otrzymuje powołanie do Kadry Polski Młodziczek Jest to pierwszy
      przypadek tak wysokiego awansu siemiatyczanki.

      Wojewódzka rywalizacja chłopców przebiegała pod dyktando białostoczan. Nie
      dlatego, że grali na halach sportowych i mieli ligowe drużyny. Tam zawsze
      istniała koalicja zawodników i sędziów. Żeby ich pokonać trzeba było być
      dwukrotnie lepszym a to nie było łatwe. Te krzywdzące zasady udaje się zmieniać
      dopiero w latach 2000-05.

      Charakterystycznym elementem lat 70-tych były coroczne obozy sportowe. Licealne
      drużyny wyjeżdżały na Mazury, w Bieszczady, a nawet na Węgry i do Niemiec.
      Atmosfera była tak przyjacielska, że więzi tam zadzierzgnięte zamieniły się w
      co najmniej trzy małżeństwa.

      K. Wieczorek
    • high_level lata 80-te 12.05.06, 17:37
      W dekadzie lat osiemdziesiątych powiat siemiatycki nadal słynął z piłki
      ręcznej. W rywalizacji województwa białostockiego liczyły się nie tylko
      Siemiatycze, dobrze wyszkolone zespoły miały Milejczyce, Ciechanowiec,
      Drohiczyn, Mielnik, Nurzec i malutka Osmola bez przerwy sprawiająca
      kłopoty „wielkim”.

      W kategorii szkół średnich zaznaczyła się specjalizacja: Czartajew doskonalił
      lekką atletykę, Ciechanowiec – piłkę siatkową, siemiatyckie liceum – piłkę
      ręczną. Rozgrywane co roku mistrzostwa powiatu były imprezą ważną i prestiżową.
      Wszystkie szkoły miały obowiązek startowania a władze oświatowe czujnym okiem
      przyglądały się tej rywalizacji. Młodzież chętnie uczestniczyła w zawodach i
      wygrywać na własnym podwórku nie było łatwo.

      Siemiatyckie liceum z racji wieloletniej tradycji brylowało w piłce ręcznej.
      Szkolne drużyny awansowały do ligi wojewódzkiej i corocznie dochodziły do
      finałowych pozycji. Jednak w tej dekadzie skończyła się pewna epoka w
      sportowych dziejach szkoły. Pod koniec lat 70-tych profesor T.Tymiński przestał
      pełnić funkcję dyrektora szkoły. Jak zgodnie twierdzą moi rozmówcy zmiany na
      kierowniczych stanowiskach w liceum spowodowały znaczne zmniejszenie prestiżu
      piłki i sportu. Nie dla wszystkich ta dziedzina uczniowskiej aktywności miała
      wydźwięk pozytywny. Skończyły się bale sportowca, zaprzestano wyborów
      najlepszego sportowca szkoły. Ale zapał do gry nie minął. Pojawili się nowi
      zawodnicy, tacy jak: T. Przesław, D.Berski, J. Borkowski, B.Wołosiński, C.
      Kryński, J. Sołomianko, którzy dzielnie przeciwstawiali się koalicji
      białostockich liceów.

      Szkolny Związek Sportowy zreorganizował zawody, powstała liga. Siemiatyckie
      liceum pod wodzą kapitana Cezarego Wieczorka walczyło w niej przez kilka lat. W
      1980 roku drużyna chłopców zostaje wicemistrzem województwa, w kolejnych latach
      zdobywa brązowe medale. Chłopcy grali w składzie: J.Szymaniuk, A.Sosna,
      C.Korneluk, R.Mioduszewski, J.Wiszenko, K.Krasowski, K.Olędzki, K.Dunajko,
      J.Zarzecki, C.Wieczorek.

      Moi rozmówcy podkreślają jak wiele złego dla sportu młodzieżowego uczynili
      białostoccy sędziowie. Stronnicze sędziowanie to bardzo łagodne określenie na
      to co wyczyniali na zawodach. Przez kilkadziesiąt lat nikt na to nie reagował,
      mimo, że władze naszego powiatu interweniowały w Kuratorium.

      Tymczasem młodzież nadal garnęła się do sportu. Do liceum przyszła drużyna
      dziewcząt ze sportowej klasy SP-2. Już w 1984 roku zajęła czołową lokatę w
      lidze. Dziewczęta grały w składzie: B.Kowalska, E.Gromek, E.Chwaszczewska,
      B.Furchel, H.Kobus, K.Kalinowska, R.Parafiniuk, J.Żukowska, M.Arbaszewska,
      B.Korowicka, U.Piotrowska.

      W końcu dekady sporo wygrywa w województwie kolejna drużyna chłopców. Oto skład
      z 1988 roku: R.Moczulski, K.Krzywicki, A.Moczulski, A.Kochański, K.Teszner,
      A.Wielkosielec, W.Boratyński, J.Jaroszyk.

      Na przełomie lat 80/90 pojawiają się w szkole niezwykle utalentowane
      zawodniczki: Mirosława Daniłow (dzisiaj Stradczuk, lekarz rodzinny), Agnieszka
      Klepacka (dzisiaj Maciejewska, nauczyciel w-f w Gimnazjum Gminnym), Agnieszka
      Raczyńska (dzisiaj Sitarska, nauczyciel w SP-1), Iwona Hapanowicz (dzisiaj
      Charko, nauczyciel w liceum). Dzięki nim o siemiatyckiej piłce ręcznej nadal
      było głośno.

      K. Wieczorek
    • high_level Bogdan Oreszczuk 19.05.06, 19:32
      Bogdan Oreszczuk – wieloletni nauczyciel wychowania fizycznego i wielki
      miłośnik piłki ręcznej, z wykształcenia historyk. Piłkę zaczął łapać już w 1959
      roku w szkole podstawowej, ale była to gra "dwa ognie". Wówczas tak popularna,
      że rozgrywano międzyszkolne mistrzostwa. Ta gra była dobrym przygotowaniem do
      piłki ręcznej. Niemniej już w podstawówce poznał podstawy gry, gdyż bardzo
      krótko pracował w SP-1 nauczyciel, który im tą dyscyplinę pokazał.

      Jako uczeń liceum, pod okiem prof. Tymińskiego, czynił szybkie postępy i
      wkrótce był podporą drużyny. Miał smykałkę do rozgrywania. Poświęcił się piłce
      bez reszty. Prof. Tymiński zaczął treningi z dziewczętami, gdyż w liceum
      funkcjonował żeński internat i drużyna była stale pod ręką. Chłopcy nie mogli
      darować, że ich traktuje po macoszemu. Podglądali zajęcia, ćwiczyli sami.
      Profesor widząc taki zapał szybko powołał sekcję męską. Chłopcy chcieli ćwiczyć
      codziennie, trzeba było ich wyganiać z boiska, aby nie zapomnieli o nauce.

      W Szkole Nauczycielskiej w Białymstoku, którą B. Oreszczuk ukończył, królowała
      siatkówka, ale piłki ręcznej nie zdradził. Uczył wychowania fizycznego w
      Siemichoczach, Osmoli, Szerszeniach i SP-1, wszędzie propagując ulubioną grę. W
      naszym powiecie poziom piłki był bardzo wysoki. Medale dzieliły między siebie
      szkoły siemiatyckie z Drohiczynem i Ciechanowcem. A tu nagle, w roku 1972,
      zawody wygrywa mała wioska – Osmola. Zaskoczenie faworytek z Siemiatycz było
      tak duże, że nie chciały przyjąć srebrnych medali.

      Kolejnym epizodem były Szerszenie. B. Oreszczuk tak mocno zainteresował
      chłopców grą, że z powodzeniem rywalizowali z licealistami. Efektem było
      dojście do finału wojewódzkiego. W 1986 r. przeszedł do pracy w SP-1. I tu
      szybko przyszły sukcesy. Wywalczył finał wojewódzki. Drużyna grając z ogromną
      ambicją i skutecznością była "czarnym koniem" zawodów. Jego wychowanek – A.
      Dzikowski, ukończył szkołę sportową, a tacy jak. N. Marks, C. Kudelski, E.
      Kapela, J. Burzyński do dzisiaj zajmują się piłką ręczną.

      K. Wieczorek
    • high_level Stanisław Waldemar Fleks 02.06.06, 18:11
      Stanisław Waldemar Fleks – absolwent siemiatyckiego liceum i Wyższej Szkoły
      Inżynierskiej w Białymstoku, wieloletni dyrektor Państwowego Ośrodka
      Maszynowego, były Burmistrz Miasta, aktualnie Zastępca Burmistrza. Członek
      drugiej drużyny piłki ręcznej z lat sześćdziesiątych.

      Rzucali w niego kamieniami

      Stanisław Fleks z piłką zetknął się po raz pierwszy w V klasie szkoły
      podstawowej (rok 1962). Mimo młodego wieku zapisał się na zajęcia szkolnego
      klubu sportowego i nie był tam wcale najgorszy. Był szybki, zwinny i odważny,
      więc prof. Tymiński postawił go na bramkę. Nigdy nie zapomni meczu w Hajnówce.
      Grano na żużlu, siemiatyczanie byli wyraźnie lepsi. Nie podobało się to
      miejscowym kibicom i rzucali w bramkarza kamieniami. Nasi wygrali 17-3, ale
      S.Fleks dostał tydzień zwolnienia na wyleczenie krwiaków.

      W pierwszej klasie LO podrósł o 20 centymetrów (osiągnął 184 wzrostu), znacznie
      poprawił siłę i sprawność, zmienił pozycję na rozgrywającego. Był to dobry
      pomysł. Wspólnie z leworęcznym A. Nowakiem zdobywali większość goli, a rywale
      długo nie mogli zrozumieć w jaki sposób ci dwaj przekazywali sobie piłkę. W
      innym meczu z Drohiczynem, ich kolega, środkowy J. Jakoniuk (dzisiaj górnik)
      popisał się atomowym rzutem urywając poprzeczkę. Meczu nie dokończono gdyż
      rywale zeszli z boiska mówiąc, że nie chcą być pozabijani.

      Pokonali nawet Juvenię

      Ten skład drużyny był groźny dla wszystkich rywali w województwie. Długo nie
      mogli pokonać jedynie słynnej białostockiej Juvenii. W roku 1968 doszli do
      wojewódzkiego finału. Przegrali z Augustowem, ale w meczu o II miejsce pokazali
      na co ich stać. Juvenia musiała uznać wyższość siemiatyczan i nasi zdobyli po
      raz pierwszy wicemistrzostwo województwa. Oto skład drużyny: A. Nowak, K.
      Wołyniak, J. Jakoniuk, R. Mikołajewicz, J. Sulik, W. Brzozowski, M. Matosiuk,
      S. Moskaluniec, B. Oreszczuk, J. Roszczenko, W. Masłowski, S.Fleks.

      Okres licealny to nie tylko piłka. Zimą trenowano narty biegowe i S. Fleks był
      trzykrotnym mistrzem powiatu. W roku 1970, po zdaniu egzaminów na WSI, razem ze
      szkolnym kolegą J. Sulikiem zapisali się do sekcji piłki ręcznej II-ligowego
      AZS. Ćwiczono już nie na dworze, lecz na hali przy ul Jurowieckiej. W składzie
      AZS występowali między innymi reprezentanci Polski Jan i Jerzy Melcerowie.

      Z AZS-em po złoto

      Słynny trener Wolny szybko docenił umiejętności rzutowe naszego bohatera
      dołączając go do składu na Mistrzostwa Polski AZS. Finały z udziałem Warszawy,
      Olsztyna, Poznania i gospodarzy odbyły się w 1971 roku w Białymstoku. Mecze
      stały na bardzo wysokim poziomie, były ciężkie i dramatyczne. W grających
      drużynach występowała cała reprezentacja Polski, która wywalczyła brązowy medal
      na Olimpiadzie. Pod wodzą Jerzego Melcera białostoczanie zdobyli złote medale i
      tytuły Mistrzów Polski. S. Fleks do dzisiaj przechowuje ten cenny medal. Mimo
      ukończenia studiów kontynuuje sportową karierę. Podczas odbywania służby
      wojskowej w Poznaniu trenuje z I-ligowym Grunwaldem. Po wojsku wraca do
      Siemiatycz i podejmuje pracę zawodową. Skrzykuje starą drużynę i gra przeciwko
      licealistom mocno im dokładając. Bawi się w sport do 1976 roku. Kiedy
      licealiści wzięli srogi rewanż nad absolwentami uznaje, że czas odłożyć
      adidasy, a piłkę przekazać młodszym. Cały czas aktywnie działa w różnych
      sportowych strukturach, promuje rekreację, pomaga młodym sportowcom. I tak jest
      do dzisiaj.

      (K. Wieczorek)
    • high_level Marian Matosiuk 18.06.06, 12:04
      Marian Matosiuk – absolwent naszego liceum ( 1964-68) i Akademii Medycznej w
      Białymstoku, lekarz w siemiatyckim szpitalu.

      Takie przekazał nam wspomnienia: Jesteśmy pokoleniem, które na tym
      terenie „rozniecało kaganek” szczypiorniaka bo tylko tak wtedy nazywaliśmy grę
      w piłkę ręczną. Przed tym przeważnie grało się w palanta i w „dwa ognie”. Wielu
      z nas pierwszy kontakt z piłką do szczypiorniaka miało na boisku przy szkole
      podstawowej na ul. Drohiczyńskiej. Boisko było nierówne ze żwirowo-piaszczystą
      nawierzchnią częściowo porośnięte trawą. Wspominam o tym dlatego, że w tym
      czasie graliśmy zupełnie inaczej niż obecnie. Było dużo „kozłowania” a na
      boisku o takiej nawierzchni było to nie lada wyczynem. Zdarzało się jednak, że
      co sprytniejsi potrafili „okiwać” kolegów i „przekozłować” całe boisko
      strzelając bramkę. Należy jednak dodać, że nagminnie popełnialiśmy błędy w
      tzw. „krokach”, na które sędziowie czyli nauczyciele w-f patrzyli z
      pobłażaniem. Najważniejsze, że „chłopaki grały”. Potem był „ogólniak”. Już na
      pierwszych lekcjach w-f zostaliśmy „obśmiani” za tak prowincjonalny sposób gry.
      Pan T.Tymiński, który był wówczas głównym nauczycielem chłopaków, przyglądał
      się bacznie naszej grze i „wyłuskiwał” talenty. Ci wyróżnieni poza lekcjami w-f
      chodzili na tzw. „SKS” /Szkolne Koło Sportowe/ i tam doskonalili grę. Pan
      Tymiński profesjonalnie podchodził do tej zabawy. Na SKS oprócz gry w piłkę
      mieliśmy zajęcia siłowe i sprawnościowe poprawiające kondycję. Często były to
      zwariowane slalomy i biegi po leżących nieopodal szkoły pagórkach i to bez
      względu na porę roku. Pan Tymiński biegał razem z nami.

      Graliśmy na szkolnym boisku o utwardzonej w miarę równej nawierzchni. Nie
      mieliśmy żadnych strojów, ochraniaczy, rękawic, itp. Często graliśmy w
      niepogodę. Mała, twarda, namoknięta piłka albo wybijała nam palce albo
      niedokładnie złapana prześlizgiwała się przez palce waląc prosto w nos.

      Ale to wszystko prowadziło do stworzenia całkiem niezłego zespołu, który zaczął
      wygrywać z „ogólniakami” z okręgu. Był rok 1964 lub 65. Pojechaliśmy do
      Białegostoku na ważne zawody. Mieliśmy grać mecze ze zwycięzcami w swoich
      okręgach. Zawody odbywały się na boisku przy ul. Mickiewicza tuż obok budynku
      Wojewódzkiej Rady Narodowej (boisko Juvenii – przyp. autora). Boisko było
      otoczone wysokimi drzewami i miało równiutką kortowo-czerwoną nawierzchnię. To
      było dobre dla nas boisko. Zdobyliśmy I miejsce ku ogromnemu zadowoleniu
      naszego nauczyciela i trenera. Ale czekała nas niespodzianka. Zwycięska drużyna
      miała rozegrać mecz z drużyną Akademickiego Związku Sportowego czyli AZS (II
      liga-przyp.autora, grał wówczas m.in. J.Melcer – przyszły Olimpijczyk, Z. Bura,
      M.Grużewski – dzisiaj trenerzy piłki ręcznej w B-stoku). Nie bardzo
      wiedzieliśmy czy to w nagrodę czy za karę.

      Na trybunach sporo ludzi. Przeważnie rodziny i dziewczyny chłopaków z AZS. Na
      boisko wybiega drużyna AZS, chłopaki „wypasione”, rosłe i pewne siebie. Po
      chwili wbiegamy my. Pamiętam, że w przeddzień tego meczu dostaliśmy nowe,
      czarne, trykotowe koszulki. To sprawiło, że na tle kolorowych AZS-iaków
      wyglądaliśmy bardzo „chudo” i biedniutko do tego stopnia, ze z trybun dały się
      słyszeć słowa współczucia. Gwizdek sędziego. Zaczęła się „rzeź niewiniątek”. My
      graliśmy jeszcze piłkę ręczną „soft”, AZS niestety preferował już grę „hard”.
      Większość starć z przeciwnikami kończyła się zaliczeniem „gleby” przez naszych
      chłopaków. Pierwsza przerwa na prośbę naszego trenera. Akademicy prowadzą 9-2.
      Nie pamiętam co mówił prof. Tymiński, ale mieliśmy grać inaczej. Mniej
      kozłowania, więcej podań. Wracamy do gry. W miarę możliwości próbujemy zmienić
      styl. Wykorzystując nasz mniejszy wzrost i zwinność, zaczynamy pod rękami i
      nogami tych „dryblasów” strzelać bramki. Akcje były na tyle skuteczne, że do
      przerwy AZS wygrywał tylko dwiema bramkami. Widziałem zdenerwowanie i niepokój
      w oczach ich trenera. Druga połowa meczu była bardziej wyrównana jakkolwiek
      rutyna i większe doświadczenie AZS wzięło górę i mecz zakończył się ich
      zwycięstwem, wygrali chyba 6 golami. To był jednak nasz wielki dzień.
      Schodziliśmy z boiska przy aplauzie całej widowni. To było nasze „5 minut”.
      Potem już byli następni, młodsi i lepsi.

      Uczestnikami tego meczu byli między innymi: W.Brzozowski, B. Oreszczuk,
      R.Sudnik, M.Bortniczuk, R.Leszkiewicz, R.Masłowski, E.Wasilewski ( bramkarz) i
      M.Matosiuk.

      Ja kontynuowałem trochę grę na studiach ale niezbyt długo. Chcąc dobrze grać i
      utrzymać kondycję trzeba trenować i to dość często. Poza tym stwierdziłem, że
      mimo nazwy AZS w tych drużynach prawie nie było studentów, a z Akademii
      Medycznej w szczególności. Gra stawała się coraz bardziej agresywna i brutalna,
      więc nie było chętnych na kontuzje. Było jeszcze sporo dyscyplin godnych
      zainteresowania.
      (K. Wieczorek)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka