Heyka w 2004, mysle ze nikt nie stal sie PASIBRZUCHEM przez te pare dni?

)
Wracajac do tematu - mowi sie o Chironie jako
ranie/uzdrowicielu/bliznie/skaleczeniu naszego JA a miejsce gdzie sie on
znajduje ma +/- wskazywac co jest na rzeczy i jaka to "rane" w sobie nosimy.
Z wlasnego doswiadczenia i obserwacji, piszcie prosze jak to wyglada u Was,
czy interpretacja pozycji Chirona faktycznie zbiega sie Wam z wlasnymi (moze
bardzo gleboko ukrywanymi) spostrzezeniami i wiedza o sobie samym?
Nie prosze o szczegoly ale o generalne podjecie tematu i czy w ogole warto
sobie tym Chironem glowke zakrecac