Gość: mala mi
IP: *.dynamic.chello.pl
12.04.11, 11:16
Wszystko zaczelo sie od tego, ze brat meza zaczal starac sie zniszczyc nasz zwiazek.
Bral mojego meza na bok i mowil najrozniejsze rzeczy. Przez co maz czasami klocil sie ze mna o rozne glupoty i za przyklad dawal to co mowil brat. Zrobil nam bardzo wiele swinstw.
W koncu nie wytrzymalam i powiedzialam mu, ze mam tego dosc i niech cos z tym zrobil.
Brata nie obchodzilo co czujemy, co myslimy. Maz przez kilka miesiecy z nim nie rozmawial.
Spotkali sie na nowo, bez mojej wiedzy, maz sklamal ze idzie do sklepu. Wrocil po 2 dniach.
Nie odbieral telefonu, dzwonilam co chwile, na smsy czasami odpisywal tak, ze nei chce ze mna rozmawiac. I ze nie wraca.
Mamy male dziecko.
Wrocil do domu, zrobil wielka awanture. Powiedzial ze brat jest jego rodzina i cokolwiek by nie mowil, jego to nie obchodzi. To ma zostac miedzy mna a bratem, on sie wycofuje. I od dzisiaj bedzie sie z nim ciagle spotykal, nie wazne co ja powiem.
Ok, rozumiem ze rodzina to rodzina. Ale brat-manipulator, ktory za wszelka cene chce zniszczyc to co jest miedzy nami? Maz naprawde bardzo sie zmienia po kazdym spotkaniu z nim, kloci sie, robi awantury... Przez brata staje sie agresywny. Nie podoba mi sie to, nie potrafie zyc w ten sposob ani sie z tym pogodzic. Naprawde - rodzina mimo wszystko? Wazniejsza niz zona i dziecko??