Dodaj do ulubionych

Partnerstwo i.... pieniądze

18.11.11, 20:02
witajcie...
chciałbym Was zapytać o pewien poważny problem który zapewne dotyczy zdecydowanej większości. o pieniądze w domowym budzecie.
mam 31 lat i jestem facetem. od ponad 4 lat jestem w związku. jest OK choć czasem pod górkę ..generalnie się kochamy. po woli planujemy ślub etc...
Jednak zauważam dziwną tendencję w związku - to ja jestem płatnikiem jeżeli chodzi o każdą poważną sferę: wziąłem kredyt na spore mieszkanie w W-wie, za swoje pieniądze je wyremontowałem, utrzymanie auta - zgadnijcie sami
powoli zastanawiam się czy życie tak ma wyglądać. nie uważam żebym był matrialistą czy też żebym był sknerą. Od zawsze staram się motywować drugą połowę do pracy, inwestowania w siebie bo wiadomo jak jest jak nie ma się bogatych rodziców etc. Ona uważa że daje z siebie wszystko ale to oznacza 8h pracy i tyle. Efekt jest taki że przy każdej wspólnej inwestycji to z mojej karty kredytowej leci dym przy kasie.

nie wiem sam co dalej o tym myśleć jeżeli tak będzie wyglądało dalsze życie. nie zarabiam aż tak dużo żeby mnie to nie flustrowało. I coraz bardziej flustruje. Zaczynają sie kłótnie - oczywiście z mojej winy. Zaczynają się wypominki czego wcześniej nie robiłem.
Uczucia uczuciami ale uważam że partnerstwo powinno wyglądać jednak inaczej.

please advise '/
Obserwuj wątek
    • Gość: Zbyszek Re: Partnerstwo i.... pieniądze IP: *.e-wro.net.pl 18.11.11, 20:43
      Uciekaj stary jak najprędzej zanim podpiszesz papier ze ślubem albo wpadniesz z dziećmi. Wtedy to już lipa.
      Policz tak. Full serwis zaczyna sie już od 150.
      150 x 2 razy w tygodnu = 300
      300 x 4 tygodnie w miesiącu = 1200
      Niedużo, prawda? A jaka wygoda. I pomyśl sobie, te 12 razy to może być za każdym razem z inną. No chyba, że potrzebujesz 2 razy w tygodniu a 2 razy dziennie. Wtedy to już musisz sobie sam przekalkulować.
    • Gość: dd Re: Partnerstwo i.... pieniądze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.11, 21:32
      wy na starcie macie problem z komunikacją.
      Sfera finansowa w związku jest zbyt ważna,żeby ja zostawić, bo"jakoś to będzie"
      Tu nie ma innego wyjścia tylko trzeba usiąść i spokojnie pogadać, w jaki sposób będziecie się dzielić wydatkami.Jeżeli mieszkanie zakupione na kredyt wzięty tylko przez ciebie, ma być w przyszłości waszym wspólnym gniazdkiem,to twoja dziewczyna powinna się czuć zobowiązana, to partycypowania w kosztach jego wyposażenia i utrzymania.
      A swoja drogą ciekawe,jakie spojrzenie na tę sprawę ma twoja partnerka..??
    • mama_myszkina Re: Partnerstwo i.... pieniądze 18.11.11, 21:46
      Pogadaj z nią powaznie zanim się pobierzecie.

      Jest równouprawnienie, więc teoretycznie powinno być po połowie. Może tez nie być po połowie i to w każdą stronę, ale wymaga to uzgodnienia i zgody obu stron.

      Po ślubie bedzie gorzej, nie lepiej, więc jesli nie rozwiążesz tego teraz, to nie licz na poprawę. Jelsi Twoja partnerka nie lubi pracować, po ślubie moze się okazać, że urodzi dziecko i do pracy już nie wóci. Jeśli Tobie to nie odpowiada, to pora na rozmowy i decyzje jest teraz.
    • jack.diamonds Re: Partnerstwo i.... pieniądze 18.11.11, 22:08
      dzięki za posty.. widać że co płeć to inne spojrzenie

      rozmawiać próbowałem już dawno temu. to nie jest kwestia fifty/fifty bo na tym mi nie zależy. po prostu włącza mi się kontrolka. nigdy nie patrzyłem na kobiete pod kątem jej finansów bo zawsze uważałem że forse się robi a nie ma. Obawiam się przyszłości. Smutne to wszystko
      • mama_myszkina Re: Partnerstwo i.... pieniądze 18.11.11, 23:12
        Mi nie chodziło o to, że zawsze ma byc finansowo 50% wkład Twój i 50% jej, ale o to, że np. jeśli Ty zarabiasz więcej, to za Twoje idziecie do restauracji. Jak ona mniej, to robi fajową kolację w domu. Czaisz? Podobnie z mieszkaniem - jeśli nie stać jej na zobowiązanie, jakim jest wspólny kredyt, to ok, ale może warto pomyśleć o urządzeniu tego mieszkania na miarę jej możliwości?

        Myślę, że piszesz prawdę, kiedy twierdzisz, że nie chodzi Ci o kase ale o postawę partnerki. Cóż, to brzmi okropnie smutno, ale jej nie zmienisz. Jesli próbowałes rozmawiać i nie spotkałeś się ze zrozumieniem, to masz wybór: zostać z nią, wziąć ślub, być ojcem dla dzieci i jej mężem z perspektywą, że żonie moze odechcieć się pracować, inwestować w siebie itp. Pomyśl, czy umiesz tak żyć. Albo się rozstać i nie robić jej nadziei.

        Widzę wśód koleżanek (ciekawe, że jedynie Polek) taki trend, że owszem, równouprawnienie, ale płaci on. Może Twoja aprtnerka jest ofiarą tego pożal się boże feminizmu (z feminizmem nie ma to nic wspólnego) i sie temu bezrefleksyjnie poddaje? Z tego,co wiem, ten model lansuje większość popularnych pism kobiecych.
    • tehuana Re: Partnerstwo i.... pieniądze 19.11.11, 01:25
      co kupiles to Twoje; babe mozesz zawsze wywalic z prog; generalnie się kochamy. po woli planujemy ślub-zastanow sie jak to brzmi; naprawde sie kochacie czy tylko jestescie razem :Ty z przyzwyczajenia, a ona z wygody ?
    • Gość: edek Re: Partnerstwo i.... pieniądze IP: *.ntlworld.ie 19.11.11, 02:47
      jesli mieszkanie jest twoje a nie wasze no to trzeba placic , ale jakby co, zawsze twoje
      samochod bys mial pewnie tak czy inaczej wiec moim zdaniem troche narzekasz
      co do samej sytuacji mysle ,ze musisz sie przyzwyczaic , zaakceptowac i spokojnie czekac na dziecko i rozwod jak to ktos swietnie podsumowal na samym poczatku
    • enith Re: Partnerstwo i.... pieniądze 19.11.11, 08:09
      Rozumiem, że dysproporcje w waszych zarobkach są znaczne. Nie masz innego wyjścia, jak usiąść z partnerką i ustalić finanse na przyszłość. Czasem sprawdza się zasada oddawania równej procentowo części z pensji każdego z partnerów na wspólne wydatki, życie, opłaty, raty kredytu (jeśli razem wzięty), wyposażenie mieszkania. Wiadomo, kto zarabia mniej, będzie i mniej oddawał, ale przynajmniej nie będziesz miał poczucia, że w całości utrzymujesz partnerkę, że tylko z twojej karty kredytowej się dymi. Masz prawo się na to nie zgadzać. I mają rację przedmówcy: na takie ustalenia jest czas TERAZ, a nie po ślubie, urodzeniu się dzieci i zrezygnowaniu przez żonę z pracy.
    • potwor_z_piccadilly Re: Partnerstwo i.... pieniądze 19.11.11, 08:34
      A czego ty od niej oczekujesz ?
      Oczekujesz że dziś, przed ślubem, będzie inwestowała w cudze.
      1 - Trzyma ten swój węzełek na wypadek waszego ewentualnego rozstania i tyle. Asekuruje się i moim zdaniem, ma rację.
      2 - Możliwe że otrzymała tradycyjne wychowanie, czyli ma wiedzę że to samiec powinien latać z dzidą na polowania i że to na samca głowie jest utrzymanie związku w zasobności i poczuciu bezpieczeństwa.
      Takie życie.
      Co ty masz zrobić ?
      1 - Musisz na bazie dzisiejszej wiedzy o niej stworzyć sobie wirtualny obraz waszego przyszłego związku. Uzyskane dane masz położyć na - też wirtualnej - wadze i wszystkie pozytywy i negatywy wyważyć.
      2 - Masz sobie uzmysłowić że na tym świecie coś takiego, jak ideał, nie występuje.
      3 - Nie rozmawiaj z nią otwarcie na tematy finansowe, bo nie dość że i tak nic się nie dowiesz, to jeszcze wygenerujesz awanturkę. Stosuj sprytne, sondażowe zagajania i odgaduj ją.
      4 - Ostrożnie podchodź do rad typu "przecież mamy XXI wiek", "mamy inne czasy".
      Tak, mamy, lecz reszta, to g.... prawda.
      Mądrzy wiedzą że pieniądze to nie wszystko i że nie są one najważniejsze, a rzecz w tym tylko, by nie przeginać.
      Pozdrawiam.


      • zalosny.jestes No nie wiem... 19.11.11, 10:00
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > A czego ty od niej oczekujesz ?
        > Oczekujesz że dziś, przed ślubem, będzie inwestowała w cudze.
        > 1 - Trzyma ten swój węzełek na wypadek waszego ewentualnego rozstania i tyle. A
        > sekuruje się i moim zdaniem, ma rację.

        No i extra. Pozostaje intercyza w takim razie i sprawa załatwiona.

        > 2 - Możliwe że otrzymała tradycyjne wychowanie, czyli ma wiedzę że to samiec po
        > winien latać z dzidą na polowania i że to na samca głowie jest utrzymanie związ
        > ku w zasobności i poczuciu bezpieczeństwa.

        Extra. Szukam takiej kobiety od dziecka. Niestety większość widzi to inaczej. Owszem, ty masz chodzić na polowanie, ale ja nie zamierzam ani dbać o jaskinię ani gotować strawy. W ostateczności mogę z tobą pójść na obiad do jaskini obok, ale to ty musisz dać skórę z dzika jej właścicielowi jak gratyfikację za naszą strawę.

        > Takie życie.
        > Co ty masz zrobić ?
        > 1 - Musisz na bazie dzisiejszej wiedzy o niej stworzyć sobie wirtualny obraz wa
        > szego przyszłego związku. Uzyskane dane masz położyć na - też wirtualnej - wadz
        > e i wszystkie pozytywy i negatywy wyważyć.

        Bardzo dokładnie! Wszelkie wątpliwości na NIE. Pamiętaj, że będzie gorzej...

        > 2 - Masz sobie uzmysłowić że na tym świecie coś takiego, jak ideał, nie występu
        > je.

        Jasne, że nie. Szukaj kogoś bliskiego SWOJEGO ideału...

        > 3 - Nie rozmawiaj z nią otwarcie na tematy finansowe, bo nie dość że i tak nic
        > się nie dowiesz, to jeszcze wygenerujesz awanturkę. Stosuj sprytne, sondażowe z
        > agajania i odgaduj ją.

        Jeszcze się nie sprzedałeś całkowicie (czytaj umowa cywilno-prawna pod tytułem ślub, która powoduje, że wszystko co masz jest warte połowę) a tu ktoś Ci proponuje, żebyś się w podchody bawił, bo jeszcze urazisz księżniczkę. Chłopie! Kawa na ławę, bo jak teraz będziesz się bał otwarcie mówić o tym co Cię boli to po ślubie skończysz w kuchni tłukąc kotlety podczas gdy Twoja luba będzie pić kawusię z koleżankami w pokoju obok.

        > 4 - Ostrożnie podchodź do rad typu "przecież mamy XXI wiek", "mamy inne czasy".
        > Tak, mamy, lecz reszta, to g.... prawda.

        G... prawda to fakt, że mamy inne czasy. Nic się nie zmieniło od ery człowieka pierwotnego. Zawsze ktoś w taki czy inny sposób próbuje kogoś innego wykorzystać. Amen.

        > Mądrzy wiedzą że pieniądze to nie wszystko i że nie są one najważniejsze, a rze
        > cz w tym tylko, by nie przeginać.

        Nie wiem czy jesteś K czy M, ale generalnie dla kobiet NASZE pieniądze nie są najważniejsze..

        > Pozdrawiam.
        >

        Ja również.
        >
        • Gość: 36-latka Re: No nie wiem... IP: *.play-internet.pl 19.11.11, 10:47
          >Jeszcze się nie sprzedałeś całkowicie (czytaj umowa cywilno-prawna pod tytułem
          > ślub, która powoduje, że wszystko co masz jest warte połowę) <

          Ktoś tu chyba się mało orientuje... To, co zakupione przed ślubem, a więc mieszkanie Autora wątku, należy tylko do tej osoby. Natomiast to, co kupione po ślubie - jeśli oczywiście nie ma rozdzielności majątkowej - należy do obojga.

          Akurat w sprawie płacenia kredytu przez dziewczynę za mieszkanie, które należy do jej chłopaka, ją rozumiem. Ma inwestować w coś, co nie jest jej i nigdzie nie będzie?
          I tak poza tym zastanawiam się: może dziewczyna nie czuje się pewnie w tym związku, dlatego boi się inwestować swoje niewielkie pieniądze. A może zwyczajnie zarabia na tyle mało, że nie starcza jej na podstawowe potrzeby. Nie wiem, bo autor o tym nie pisze. Chętnie poznałabym opinię tej drugiej strony ;)
          • zalosny.jestes Re: No nie wiem... 19.11.11, 12:48
            Gość portalu: 36-latka napisał(a):

            > Ktoś tu chyba się mało orientuje... To, co zakupione przed ślubem, a więc miesz
            > kanie Autora wątku, należy tylko do tej osoby. Natomiast to, co kupione po ślub
            > ie - jeśli oczywiście nie ma rozdzielności majątkowej - należy do obojga.

            Orientuje się, orientuje ;-) To nie zmienia faktu, że jak facet zarabia 8K PLN na miesiąc, to po podpisaniu przeniesienia aktu własności siebie na innego człowieka (to się pięknie nazywa akt ślubu) jego pensja jest już warta tylko połowę.

            > Akurat w sprawie płacenia kredytu przez dziewczynę za mieszkanie, które należy
            > do jej chłopaka, ją rozumiem. Ma inwestować w coś, co nie jest jej i nigdzie ni
            > e będzie?

            Dla mnie to też jest jasne i w pełni zrozumiałe.

            > I tak poza tym zastanawiam się: może dziewczyna nie czuje się pewnie w tym zwią
            > zku, dlatego boi się inwestować swoje niewielkie pieniądze. A może zwyczajnie z
            > arabia na tyle mało, że nie starcza jej na podstawowe potrzeby. Nie wiem, bo au
            > tor o tym nie pisze. Chętnie poznałabym opinię tej drugiej strony ;)

            Racje drugiej strony? Facet sknera i tyle ;-)
          • jack.diamonds Re: No nie wiem... 19.11.11, 12:52
            to raczej kwestia niskich zarobków choć oczywiście wszystko jest względne a życie kosztuje więc nie ma sensu się rozpisywać. Chodzi mi o efekt że każda wspólna inwestycja jest moja lub w 95% moją. I nie chodzi o remontowanie czy wsadzanie kasy w moje rzeczy ale np. ja zapewniam mieszkanie ona zapewnia auto, ja zapewniam remont mieszkania ona zapewnia remont auta etc... I nie chodzi o jakieś 50/50 tylko o pewną równowagę. Choć to może ja zarabiam za dużo (tylko/aż 2x więcej niż ona) i oczekuję za dużo?

            Jak jest u Was?
            Jeżeli jest dysproporcja w zarobkach to nie stanowi to dla Was problemu na dłuższą metę?
            • mar.sew87 Re: No nie wiem... 19.11.11, 17:11
              jack.diamonds napisał:

              > Jak jest u Was?
              > Jeżeli jest dysproporcja w zarobkach to nie stanowi to dla Was problemu na dłuż
              > szą metę?


              Wypowiem się jako kobieta.. Stoję po drugiej stronie problemu - być może w podobnym położeniu jak twoja partnerka. Aktualnie nie inwestuję finansowo w związek, bo mnie zwyczajnie w świecie na to nie stać. Zarabiam tyle, ze wystarcza mi na podstawowe potrzeby. Mój partner dla porównania ma 3 razy więcej i coraz częściej wypomina mi tę nierówność. Wszystko w domu jest "moje", "twoje".
              Nie mamy wspólnych wydatków - jest podział na wszystko. To znaczy on opłaca mieszkanie, ja w zamian za to, że udziela mi nieodpłatnie dachu nad głową wykonuję wszelkie prace domowe. Aby móc swobodnie korzystać z dobrodziejstw lodówki - przygotowuję codziennie wszystkie posiłki.. itp.itd.
              Dla mnie to nienaturalna sytuacja. Dawno temu żyłam w przekonaniu, że jeśli ktoś chce stworzyć związek to przyjmuje na siebie również wszelkie zobowiązania składające się na wspólne życie.

              Odpowiadając na Twoje pytanie - dla mnie ta dysproporcja w zarobkach stanowi ogromny problem. Chciałbym być bardziej samodzielna finansowo i bardziej niezależna od partnera. Jako wciąż studiująca młoda mama nie mogę sobie pozwolić na bardziej wystawne życie. I tak uważam, ze nie radzę sobie najgorzej, godząc tyle obowiązków z pracą.
              Przykre, że mężczyźni są w tych czasach coraz bardziej wygodni i mają coraz mniej do zaoferowania (chociażby rezygnują ze wsparcia finansowego, które w oczach kobiety ma związek z poczuciem stabilności i zapewnieniem bezpiecznej przyszłości związku)..

              Zastanów się, czy rzeczywiście warto się kłócić, dlaczego to dla Ciebie taki problem? Bo bardzo możliwe, ze dysproporcja w zarobkach nie zmieni się.. chociażby z tego powodu, że w naszym kraju nadal mężczyźni mają większe szanse na wyższe stanowisko i większe zarobki. Nie ma co się oszukiwać - dopóki kobiety nadal będą spotykały się z dyskryminacją w pracy, to wciąż będą liczyły na wsparcie finansowe partnera.

        • potwor_z_piccadilly Re: No nie wiem... 19.11.11, 11:24
          zalosny.jestes napisał:

          Wierz mi.
          Nie musisz tu, publicznie, na forum, dokonywać samooceny.
          Owszem, w/g mnie, jest ona trafna, ale powtarzam, nie musisz.
          Zamiast tego popracuj nad sobą i przemyśl parę życiowych prawd.
          Może nie do końca ten konsumpcyjny, pędzący ku złotemu cielcowi świat, wypatroszył ci mózg.
          Aha, jeszcze jedno.
          Czekałem kiedy zaproponujesz autorowi targowanie się.
          Ot, coś w tym rodzaju
          www.youtube.com/watch?v=L1uuEv-GaJcPozdrawiam.


          • zalosny.jestes Po co te nerwy? 19.11.11, 12:40
            Wypatroszył mózg? Piszę o 90% ludzi chodzących po tym świecie. Zakładanie, ze trafił na 1-dną z 10-ciu jest łagodnie mówiąc myśleniem życzeniowym, tym bardziej, że jej zachowania wskazują na stereotyp, który będzie się pogłębiał. Zrobi co uważa, zapłaci też sam...gorzej jak pojawią się dzieci.
            • potwor_z_piccadilly Re: Po co te nerwy? 19.11.11, 15:38
              zalosny.jestes napisał:

              > Wypatroszył mózg?

              Faktycznie, tu to przegiąłem, za co przepraszam.

              Piszę o 90% ludzi chodzących po tym świecie.

              Przesadzasz.
              Gdyby podany przez ciebie procent był prawdziwy, to trup słałby się gęsto, a instytucja małżeńska już dawno by upadła.
              Domyślam się jednak co masz na myśli. Zapewne chodzi ci o ludzi którzy zachłyśnięci "cudami" tego świata - i choć nie stać ich na nie - łapczywie je biorą, by po czasie, sfrustrowani zacząć kombinować - czym by tu za te "cuda" zapłacić i jak na to coś zapracować.

              > jej zachowania wskazują na stereotyp, który będzie się pogłębiał. Zrobi c
              > o uważa, zapłaci też sam...gorzej jak pojawią się dzieci.

              Na bazie tego, co autor o niej napisał nie da się ocenić jej zachowań i tego co na co wskazuje. Tam mogą występować inne problemy o których my nie wiemy, a może nawet nie wiedzieć tego sam autor wątku.
              Po prostu, możliwym jest że kobita z jakiejś przyczyny, zaczęła od jakiegoś czasu chodzić po tym świecie jak po polu minowym. Ostrożną się stała.



              • zalosny.jestes Nie upadła, bo ciągle są nowi jelenie... 19.11.11, 19:25
                ...którzy budzą się po kilku latach odarci ze złudzeń. Inni w imię spokoju dają się zamienić w potulnych baranków, jeszcze innych nie stać na to, żeby z tym skończyć itp. Szacuję, że 2 na 100 par dożywają emerytury w extra komitywie, bez brudu, zdrad i tego całego syfu wokół...

                potwor_z_piccadilly napisał:

                > Gdyby podany przez ciebie procent był prawdziwy, to trup słałby się gęsto, a in
                > stytucja małżeńska już dawno by upadła.
    • ewa.zeromska Re: Partnerstwo i.... pieniądze 19.11.11, 10:03
      Jak na razie wychodzisz na tym nie najgorzej, bo wszystko jest twoje - nic do podziału. A to oznacza, że nie będzie żadnych problemów, gdyby związek poszedł nie w tę stronę, o którą ci, a właściwie wam chodzi.
      Również na przyszłość to ma znaczenie, nawet po ślubie.
      Ale sądzę, że nie o to ci chodzi, tylko o stosunek twojej pani, nie tyle do pieniędzy, ile do wydatków.
      Myślę, że na ten temat powinniście poważnie porozmawiać i coś ustalić. Nie chodzi o to, żebyś jej cokolwiek wypomniał, ale jakieś zasady obracania pieniędzmi w związku (wolnym czy małżeńskim) powinny obowiązywać.
      Nie jest dobrze, jeśli pieniądze więcej zarabiającej strony są wspólne, a ten kto zarabia mniej ma to tylko dla siebie.
      W razie jakiegokolwiek podziału, natychmiast tworzą się konflikty.
      A może toja dziewczyna jest po prostu skąpa i uważa, że to facet powinien zapewnić parze byt !?
      Proponuję, żebyś nie awanturował się, bo w nerwach do niczego nie dojdziecie. Po prostu spokojnie ustalcie zasady i trzymajcie się ich.
      Pozdrawiam
    • Gość: gośc Re: Partnerstwo i.... pieniądze IP: *.play-internet.pl 19.11.11, 12:22
      Jesteście przed ewentualnym slubem....narazie to tylko plany, a z planami róznie może byc...Ty kupiłes mieszkanie, Twój kredyt twoje lokum i Twoje zobowiązanie....nie jestescie małążeństwem nie braliście razem kredytu i nie figurujecie razem w akcien notarialnym....zawsze możecie sie rozejśc i moze nie dojsc do ślubu i ręcze Ci ze Ty byś też nie dokładał sie do wylącznego majatku przyszłej ewentualnie zony....To jest twój majatek i bedzie ...cokolwiek was nie spotka. Sprawa jest jasna, wiec sie partnerce nie dziw....wiele razy ludzie cos kupuja wspólnie nie ma tego na papierze a potem wychodża na tym jak zablocki na mydle....
      Co do benzyny....hm...a gdyby dziewczyny nie było auta bys nie miał? Ze wzgledu na nia je masz? Ekstra ja gdzies wozisz, pozyczasz jej auto? To wówczas tak uzupelni bak, jeździ na myjnie.....Jestescie razem i nigdy dziewczyna nie zrewanzowała sie typu ty transport do kina ona bilety? To moze trzeba porozmawiac że razem pracujecie dorosli jestescie wiec wypada sie dokładac choc czaszem dal zwyczajnej przyzwoitości do wydatków żebys nie czul sie jak jeleń.....

      Co do kredytu na mieskzanie i remontu....jest Twoje i to twój wydatek wcale dziewczyna nie musi tam zamieszkac....plany ślubu to nie slub....jesteście odrebnymi jednostkami i pracujecie na swój rachunek...nie wiem na ile posuniete sa plany , ale moze dziewczyna np. umeblowac chate....
      Ja przed slubem dołozylam mezowi do jego mieszkania - jego po w takiej sytuacji jak u Ciebie nabyte cos mu tam brakowalo wiec dolozyłam gotówke do reki i musiałam wyjsc z domu jak stoje a do tego czekac kiedy łąskawie pan mi odda to co dałam....a wcale nie chciał oddawac bo nigdzie sie nie zabezpieczyłam bo nie planowałąm rozwodu :-) .... i z perspektywy doświadczenia nigdy tak więcej nie zrobie, bo życie to nie bajka:-) Jak sie planuje to sa deklaracje achy i echy a potem g....z tego wychodzi.....Tyle w porzadku sie zachował, ze po pół roku od rozstania jego rodzice mu pomogli i zwrócili mi gotówke...a mogłam zostac z niczym.....
      • zalosny.jestes Święte słowa... 19.11.11, 12:42
        Gość portalu: gośc napisał(a):

        > Ja przed slubem dołozylam mezowi do jego mieszkania - jego po w takiej sytuacji
        > jak u Ciebie nabyte cos mu tam brakowalo wiec dolozyłam gotówke do reki i musi
        > ałam wyjsc z domu jak stoje a do tego czekac kiedy łąskawie pan mi odda to co d
        > ałam....a wcale nie chciał oddawac bo nigdzie sie nie zabezpieczyłam bo nie pla
        > nowałąm rozwodu :-) .... i z perspektywy doświadczenia nigdy tak więcej nie zro
        > bie, bo życie to nie bajka:-)
    • Gość: mika Re: Partnerstwo i.... pieniądze IP: *.play-internet.pl 19.11.11, 13:01
      Kiedyś było oczywiste, że facet che rodziny, więc ją utrzymuje. W niektórych krajach dalej tak jest. Jak każdy ma płacić sam za siebie, to po co zakładać rodzinę? Nie wystarczy spotkanie raz w tygodniu? I każdy żyje w warunkach, na jakie go stać. A ile ma pracować ta Twoja dziewczyna? 14 godzin na dobę? I co z tego będziecie mieli?
      Zrezygnowałam z faceta, który miał podobne podejście. Wolę być z facetem, który nie zarabia więcej, lub sama. Po co ktoś ma wypominać, że zapłacił za piwo, kwiaty, że więcej zarabia?
      Zgadzam się, żałosne.
        • Gość: Ada Re: Cieszę się, że masz takie tradycyjne podejści IP: *.clients.rysnet.com 19.11.11, 16:57
          Ja napiszę opinię mojego męża na ten temat, zresztą zbieżną z moją. Wychodzi z założenia, że tak, jak kobieta z natury dba o emocjonalną stronę związku, tworzy pewną bazę życiową, tak facet zapewnia bazę finansową. Oczywiście każda ze stron buduje związek, dba o relacje, finanse itp. Wszystko jest kwestią proporcji i odpowiedniego zazębiania się działań. Mąż lubi zarabiać więcej (co nie znaczy, że złości się, kiedy mi idzie dobrze. Jak zaczęłam zarabiać tyle, co on, bardzo się cieszył, po czym wziął się mocniej za siebie i znowu zaczął zarabiać więcej), lubi czuć, że dba o dom, o rodzinę. Ja płacę kilka rachunków, w sumie nie tak dużo. Robię codzienne zakupy żywieniowe/chemię itp. Dbam też o niego - kupuję odpowiednie kosmetyki, czasami ubrania. M wychodzi z założenia, że swoje zarobki mogę po prostu przeznaczać na siebie.
          Ale ogólnie, trzeba przyjrzeć się wszystkim sferom związku i tak go poukładać by było 50/50. Ale nie na zasadzie sztywnej linii podziału, tylko końcowego wyniku.
    • yoko0202 Re: Partnerstwo i.... pieniądze 19.11.11, 16:04
      jack.diamonds napisał:

      > Jednak zauważam dziwną tendencję w związku - to ja jestem płatnikiem jeżeli cho
      > dzi o każdą poważną sferę: wziąłem kredyt na spore mieszkanie w W-wie, za swoje
      > pieniądze je wyremontowałem, utrzymanie auta - zgadnijcie sami

      jeżeli mieszkanie jest na Ciebie, to dlaczego ona ma wykładać pieniądze, skoro w każdej chwili możesz podziękować jej za współpracę i ona zostaje na lodzie ...
      auto jest na Ciebie? pewnie tak. patrz wyżej. a gdybyś nie miał kobiety, to nie miałbyś auta?

      > Od zawsze staram się motywować drugą połowę do pr
      > acy, inwestowania w siebie bo wiadomo jak jest jak nie ma się bogatych rodziców
      > etc. Ona uważa że daje z siebie wszystko ale to oznacza 8h pracy i tyle.

      a gdyby pracowała po 16 g na dobę, to wtedy byłoby dobrze?

      ogólnie to nie wiem o jakich 'inwestycjach' piszesz, ale jeżeli np. rachunkami, zakupami itp. dzielicie się sprawiedliwie, to większego problemu nie widzę w tym, że np. pani nie jest zainteresowana wywaleniem 3000 peelenów na wannę z hydromasażem do łazienki, która formalnie nie jest jej.
      jeżeli jednak, pomimo iż oboje pracujecie, tylko Ty płacisz za większość zwykłej comiesięcznej konsumpcji a pani za swoje chodzi do kosmetyczki i fryzjera, no to jest problem, bo ewidentnie taka mentalność po prostu i na próby zmian może zareagować co najmniej nerwowo a na pewno z niezrozumieniem i niechęcią.
    • triss_merigold6 Re: Partnerstwo i.... pieniądze 19.11.11, 17:02
      Mieszkanie nabyte przed ślubem (podobnie jak samochód czy meble) jest tylko Twoje więc nic dziwnego, że dziewczyna nie wkłada w to kasy. Te inwestycje nie są wspólne, bo w razie rozpadu związku zostajesz z nieruchomością, samochodem wyposażeniem mieszkania etc. Wspólnie to możecie najwyżej finansować wakacje, bieżące zakupy spożywczo-chemiczne, życie towarzyskie, rozrywki.
      Hm... jak długo wg. Ciebie powinna pracować osoba, która nie ma zobowiązań typu kredyt i dzieci? 16 godzin?
      • zza_sciany Re: Partnerstwo i.... pieniądze 19.11.11, 18:33
        a ja mam tak, że zarabiam chyba porównywalnie ale wydaje niewspółmiernie dużo w stosunku do drugiej strony. Ta proporcja to 90% do 10%. Temat podziału pieniędzy nie istnieje bo mój partner po prostu go nie chce podjąć. Nawet nie wiem ile zarabia. I tak juz ze 4 lata będzie. Jak chce iśc z nim do kina to płacę za bilety w najlepszym razie za swój bilet, jakieś KFC, zakupy tak samo. Kładzie się to cieniem na całości, a u mnie objawia stresem przed 10tym kiedy to musze opłacić wynajem mieszkania.
        Jak analizuje swoje związki to za każdym razem utrzymanie domu spada na mnie.
        Czuję się jak samiec, który musi utrzymać stado:(.
      • n.wataha Re: Partnerstwo i.... pieniądze 21.11.11, 12:23
        Jest na Wasze problemy dość prosty sposób - po prostu miejcie jedno konto, na które będą spływały Wasze pensje i rządźcie się wspólnymi pieniędzmi. Taki sposób całkiem prawidłowo działa w moim małżeństwie i nikt do nikogo nie ma pretensji kto ile wydał na co.
        Jak robimy debet, to oboje musimy spauzować w następnym miesiącu, by debet zlikwidować.
        • Gość: zuza Re: Partnerstwo i.... pieniądze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.11, 13:25
          6 lat razem, 2 lata po ślubie. Wydatki: ja opłacam tp, media, dodatkowo zakupy codzienne. Mąż praktycznie resztę, ale chyba tą większą. Kino, restauracja itp raz ja, raz on. Z większymi zakupami podobnie, chodź częściej mąż. Ogólnie nie jest tak "ty to, ja tamto, to moje, tamto twoje" wychodzimy z założenia, że mimo osobnych kont, pieniądze są wspólne. Gdy potrzebuję za coś pilnie zapłacić, a na koncie 0zł, to nie ma problemu aby to M zrobił przelew. Innym razem to on pyta, czy mam jakąś kasę. Ogólnie to M zarabia 2x więcej, ale nigdy nie słyszałam z jego ust, że musi na mnie łożyć. Oczywiście chciałby abym więcej zarabiała, ale zna realia i wie, że z tym raz jest dobrze, raz źle.
          • blackglass Re: Partnerstwo i.... pieniądze 21.11.11, 14:41
            Każdy sobie sam ustala. kwestia dogadania się.
            Mój małż zarabia ponad 2 razy więcej niż ja. On płaci za mieszanie ( prąd, gaz ito.)itp ( poza tym ze mieszkanie jest tylko jego) z tego też powodu ja nie wkładam kasy w jego mieszkanie ( remonty itp), opłaca obiady w szkole, i kablówkę, dentystę dziecka. Ja dostaje 100 zł tygodniowo na dziecko ( ubrania książki, zabawki, jedzenie, itp).Mamy oddzielne konta, żadne z nas nie ma dostępu do konta drugiego. Nie biorę od męża ani grosza na siebie , ale ja czasem mu kupuje rożne rzeczy. Kiedy gdzieś wychodzimy płacimy po połowie lub tylko ja.
        • Gość: lulu Re: Partnerstwo i.... pieniądze IP: *.krak.tke.pl 21.11.11, 15:34
          Zgadzam się z Tobą. U nas też taki spsób sprawdza się w 100%. Żeby jednak tak funkcjonować trzeba mieć pełne zaufanie do drugiej strony i wierzyć w jej zdrowy rozsądek. My w pierwszej kolejności opłacamy rachunki, płacimy ratę kredytową, robimy zakupy, opłacamy bierzące wydatki, a resztą wspólnie gospodarujemy i decydujemy, czy odłożyć, czy kupić coś za to. I tak już od 9lat. Nigdy żadno z nas nie miało do drugiego pretensji o jakieś zbędne wydawanie pieniędzy itp. Ale do takiej postawy trzeba dojrzeć.
    • nabakier Re: Partnerstwo i.... pieniądze 20.12.11, 19:22
      Dziwnie pobrzmiewa ten wpis. Twoja partnerka pracuje i to w pełnym wymiarze, więc nie rozumiem uwagi o motywowaniu jej do pracy. Chyba nie polega to nakłanianiu jej do zmiany pracy? Lubi swoją pracę? Rozwija się w niej? Jeśli tak, to bardzo dobrze- pieniądze nie są najważniejsze.
      A co będzie, jak Ty będziesz mniej zarabiał (choroba, utrata pracy)- też ma Ci to wypominać, oczekiwać "symetrii"? A jak będzie wychowywała dzieci w domu?
      Ty pracujesz więcej niż 8 godzin dziennie? Jeśli tak, to Twój wybór, ale nie wymagaj tego od innych, bo to normalne nie jest. Nie samą pracą człowiek żyje.
      Kiepsko widzę Cię jako partnera.
    • Gość: nocnalampka Re: Partnerstwo i.... pieniądze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.11, 10:10
      Gdzies juz zostalo powiedziane wyzej i chyba to jest tu glownym problemem - zupelnie chyba nie porozmawialiscie jak ma wygladac temat finansów.

      Powiem Ci, ze z moim narzeczonym jeszcze zanim zamieszkalismy razem ustalilismy jak ta sfera ma u nas wygladac. Dla mnie osobiscie nieporozumienia na gruncie finansow sa chyba najbardziej ponizajacymi jakie moga sie przytrafic w zwiazku, wiec nie chcialam aby u nas do nich doszlo. My akurat zalozylismy pełną jawnosc naszych zarobków i wydatkow i traktowania calosci jako wspolnej. I u nas sie to sprawdza. Obydwoje wiemy czy stac nas na nowy monitor do jego komputera, czy na moj wyjazd z kolezankami. I choc byl czas sporej dysproporcji w zarobkach, to nie przyszlo nam do glowy wyliczac jedno drugiemu czegokolwiek. Albo NAS bylo stac na cos albo nie i wtedy OBOJE oszczedzalismy. Nam ten nas system odpowiada, choc pewnie nie kazdemu musialby. Wiec Wy zwyczajnie ustalcie jak widzicie sfere finansow, tak aby obie strony byly zadowolone i aby byl on jasny na tyle, aby obie strony czuly sie bezpiecznie.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka