anikam7
01.03.12, 00:08
Witam,
zdaję sobie sprawę, że temat pewnie oklepany, ale dla mnie jak nowy:)
Z powodów finansowych mój, od ponad 2 lat, mężczyzna postanowił wyjechać do pracy za granicę. Teoretycznie, bo wszystko palcem na wodzie pisane, jeśli uda się załatwić, mam dołączyć po 1-2 miesiącach. A jeśli nie, on tam zostanie na min. 2 lata, wracając co 3mies. na 2 tyg. Wyjazd raczej usprawiedliwiony finansami, mnie nie udało się znaleźć pracy w kraju już dłuższy czas (moja wina), on po redukcji pensji nie jest w stanie spłacać kredytów, siebie i pomagać mi.
Tylko nie ukrywajmy, czy związek na odległość ma jakiekolwiek szanse powodzenia, jesli nic oprócz uczucia ludzi nie łączy????? Nie jesteśmy małżeństwem, nie mieszkamy razem, nie mamy dzieci. Założenia są szczere, facet nie ma tendencji do zdrady, ale czas, inne środowisko, odległość i okazja czynią złodzieja. Ponadto jeszcze parę mies. temu gdy nie było finansowo aż TAK źle, nie ukrywałam, że w momencie wyjazdu kończę nasz związek, bo nie widzę sensu jego powolnego umierania i dlatego nie jechał. Teraz sama widzę, że w obecnej syt. nie mamy możliwości ani kupienia mieszkania ani dostania kredytu i jak dla niego i teoretycznie też dla nas to jedyna szansa.
Ale z drugiej strony CZY TO W OGÓLE MA SENS?
Jaką macie osobistą lub ze słyszenia znajomość tematu?
Dodajmy, że co tu ukrywać, jestem osobą zazdrosną (wiem, duży problem), podstaw nie miałam nigdy, ale zaufanie swoją drogą, a życie swoją i głównie fakt, że mój facet miałby mieszkać w domu z innymi, pal licho wolnymi czy zajętymi dziewczynami, doprowadza mnie już teraz do obłędu.
Czy to ma sens????