Hej, pisalam juz na Promyczku, ale musze i tu popytac....
Byłam dziś u ginekolog tak znienacka, bo oddawałam mocz córki do badania i
akurat się zwolniło miejsce. Powiedziałam grzecznie, że 10 kwietnia poroniłam
i chciałam się przebadać na wszystkie wirusy i świństwa. W piątek mam wizytę u
mojego gina prowadzącego, to pomyślałam, że pójdę już w z wynikami do niego, w
końcu to tylko wypisanie kartki, on już dalej będzie badał. A ta babka że 40
procent ciąż się roni, że zdrowe kobiety ronią, że po co badać jakieś GLUPOTY,
wybłagałam ją o toksoplazmoze, rozyczke i listerioze - resztę nie chciała dać
!!! Powiedziała że na sprawdzanie prolaktyny iprogesteronu już za późno??? Czy
to prawda??? Załamałam się, bo jestem spokojna i nie umiem walczyć o swoje...A
dodam tylko, że za abonament płacę prawie tysiąc złotych miesięcznie za złoty
rodzinny pakiet- nieograniczone badania, szpital w cenie itd !! Noż mi się w
kieszeni otwiera, nie mam siły tak walczyć o wszystko! Okazuje się , że
wszystko dobrze, jak jesteś zdrowa, a jak coś się dzieje, to niezależnie, czy
prywatnie czy nie, gówno możesz dostać
Czy ta baba ma rację, że hormony już za późno, że tarczycy nie ma co badać, a
posiewy to może i owszem, ale po 1 miesiączce?
Boję się że mój gin też mi nie da tych pozostałych badań, paranoja!
Pieprzony Medicover!!!