Dodaj do ulubionych

i ja się witam...

21.02.12, 21:40
3 dni temu straciłam mojego syneczka... mimo, że wszyscy w koło podziwiają mnie za twardość (bo nie umiem ukazać swoich emocji publicznie) siedzę właśnie w kącie z laptopem na kolanach i płaczę...
mieliśmy z mężem piękne plany: 2ka wspaniałych dzieciaczków w podobnym wieku, wakacje nad morzem (mąż by ze starszakiem jeździł na wycieczki a ja w cieniu nadmorskich sosenek miałam leżeć na leżaczku i głaskać brzuchol) itp.... i co?

w sobotę zaczęłam krwawić, pojechałam do szpitala i okazało się, że maleństwo już od 3 tyg nie żyło... w niedzielę rano wywołali poród i wyskrobali....

dziś załatwiłam pogrzeb...
nigdy w życiu nie myślałam, że będę chować własne dziecko...

Boże Dziewczyny! To takie niesprawiedliwe, miejsce takich maleństw jest w maminych brzuszkach a nie w chłodniach.... crying
Obserwuj wątek
    • patrysmarcina Re: i ja się witam... 21.02.12, 23:20
      Witam

      To samo przezylam 5 lutego.... 11 tydzien, a dzidzius byl w 7, czekam teraz na wyniki co bylo przyczyna... tez mialam takie plany wakacje duza rodzinka..... nie wolno planowac a zyc trzea dobrze ze rodzina jest. Trzymaj sie bedzie dobrze. Mysle ze to tak jest jak kolezanka mi powiedziala: DZIDZIUS PRZYJDZIE INNYM RAZEM ZDECYDOWAL ZE INNU TERMIN BEDZIE LEPSZYsmilebuziak pozdrawiamy
      • asmi7 Re: i ja się witam... 22.02.12, 00:23
        Przytulam wirtualnie, wiem jak to boli....
    • neellaa Re: i ja się witam... 22.02.12, 09:47
      Jak ja Ciebie rozumiem tymbardziej ze wydaje mi sie ze bylas na wrzesniowkach ze bylysmy tam razem....teraz tutaj.... Ja nie zrozumien czemu nigdy, chociaz ponoc dla kazdego jest przewidziany jakis plan, bo jak to wytlumaczyc bo przeciez chcialysmy dbalysmy a stalo sie cos na co wplywu nie bylo. Ja bedac w ciazy bardzo balam sie ospy (mam synka w przedszkolu) tak bardzo bardzo sie balam ze chyba strachem zarazilam moje dziecko w brzuchu bo odeszlo a teraz przyszla ospa (synek chory) i tak sobie mysle ze jak juz wiem ze jest po ospie to nie ma sie czego niby obawiac i malenstwo wroci w kolejnej ciazy. Bo chce wierzyc ze to tak jest choc z drugiej strony kazde dziecko jest inne przeciez, to juz pokolchalam juz istnialo, kim bezdzie nastepne jesli bedzie lub jesli wroci? Sama sid gubie. Ciezko Tobie mnie nam wszystkim. Po glebokich ranach sa blizny i ta pozostanie.
    • olesia301 Re: i ja się witam... 22.02.12, 10:41
      Bardzo mi przykro sad
      Smutne, że ciągle nowe osoby pojawiają się na tym smutnym forum.
      Z drugiej strony znajdziesz tu wsparcie i ukojenie a także wyjaśnienie różnych spraw.
      Załatwianie pogrzebu jest straszne, ale potem jakby łatwiej.
      Pozdrawiam
    • migotka.s Re: i ja się witam... 22.02.12, 13:27
      Kasiekonik sad crying bardzo mi przykro sad
    • jasmina_4 Re: i ja się witam... 23.02.12, 10:24
      żadne słowa nie ukoją bólu po stracie maleństwa,ale zrobi to czas
      ja przezyłam to na początku stycznia i ból był ogromny ,teraz już jest troszkę lepiej ,a wynik histopatologiczny niczego mi nie wyjaśnił ,pozostało tylko pytanie dlaczego?

      przytulam Cię .....
      • gulis1 Re: i ja się witam... 23.02.12, 12:57
        Moja poprzedniczka ma racje, z czasem będzie lepiej. Ja również przeżyłam to w styczniu.... Teraz już mniej boli, ale wspomnienia, myśli wciąż powracają! Przeczytałam fragment książki "Niebo istnieje na prawde" (wczoraj w necie) i jest tam taki fragmencik o dzieciach które nie zdążyły przyjśc na świat- one są w niebie- Bóg je adoptował! Po przeczytaniu tego miałam łzy w oczach! Nasze dzieci są, ale w niebie i kiedyś bedziemy mogly je przytulic! Bardzo w to wierze!
      • asia_1_2 Re: i ja się witam... 23.02.12, 18:40
        Przytulam Cię mocno! Ja swoją stratę przeżyłam na początku grudnia i wiem, że żadne słowa nie są w stanie pocieszyć, niestety. Powiem Ci tyle, że z czasem rzeczywiście będzie lepiej, nie zapomni się oczywiście o stracie, ale jednak jest lepiej..
        Przykro mi za każdym razem, jak widzę, że ciągle nas tu przybywa, nie umiem tego zrozumieć i chyba nigdy się nie nauczę.
    • kasiekonik Re: i ja się witam... 23.02.12, 20:38
      Jutro pogrzeb Maleńkiego. Jest mi smutno, łzy same lecą, ale przecież wierzę, że dla niego życie się nie skończyło, wierzę, że będzie czuwać nad naszą rodziną i cieszyć się jak pojawi się kolejne dzieciątko. Tylko czemu ja nie mogę go przytulić, czemu w sierpniu nie ululam go do snu??? Dlaczego na przytulenie Maurycątka będę musiała czekać tyle lat?
      • emi.uk Re: i ja się witam... 23.02.12, 22:02
        Bardzo Ci wspolczuje sad I ja nigdy nie przypuszczalam, ze bede chowac swoje dzieciatko. U mnie minelo wlasnie pol roku....Przed Toba trudny dzien, ale wierze,ze dasz rade. Przytulam Cie mocno.
        • annika23 Re: i ja się witam... 24.02.12, 12:39
          Przytulam...
      • olesia301 Re: i ja się witam... 24.02.12, 13:12
        Smutno mi sad
        Bedę jutro myslami w Tobą.
    • ciasteczko_cynamonowe Re: i ja się witam... 24.02.12, 13:08
      Bardzo mi przykro.... :,(

      Ale wierz mi, że czas goi rany.. Teraz bardzo boli, ale będzie lepiej..

      Przytulam i trzymaj się ciepło..
      • dziwna8 Re: i ja się witam... 25.02.12, 20:22
        Tak mi przykro że spotykamy się na tym forum, zamiast dalej pisać na wrześniówkach i cieszyć się naszymi ciążami... Moje maleństwo tez nie żyło już 3 tygodnie zanim się dowiedziałam i jeszcze tydzień temu głaskałam mój brzuch z myślą, że rośnie tam mój maluszek. Nadal mam ten odruch, tylko że jak kładę rękę na brzuchu, to pojawia się ta okropna myśl, że tam już nic nie ma... Ja jeszcze jestem przed pogrzebem. Ciężko jest i pewnie jeszcze długo będzie...
        • kasiekonik Re: i ja się witam... 25.02.12, 23:01
          Kochane Moje!

          Już po. Jestem dziwnie spokojna. Nie wiem czy dlatego, że wierzę, że moje dzieciątko jest już w Raju czy jeszcze jadę na adrenalinie. Pogrzeb był wczoraj a dziś Msza pogrzebowa była. Ksiądz dziś zmienił intencję Mszy z pogrzebowej na Mszę za Nas (rodziców) bo tłumaczy, że nie potrzeba się modlić za dzieciątko, bo urodziło się martwe i nie zdążyło zgrzeszyć i cieszy się Niebem. Wiem, że tam jest, że nad nami czuwa... wiem też, że 9mc ciąży to krótki czas oczekiwania na dziecko, My musimy poczekać kilkadziesiąt lat nim przytulimy nasze Aniołki i to mnie jeszcze najbardziej boli. Jest lepiej....
    • ela_dobosz Re: i ja się witam... 26.02.12, 15:29
      ja poroniła tygodnie temu. moje dziecko tez juz nie żylo jak pojechałam do szpitala...w tym tygodniu pochowalismy swojego maluszka a ja dalej nie umiem sie z tym pogodzic...
      • kropka73 A mnie bardzo, bardzo przykro... 27.02.12, 11:57
        Witajcie Dziewczyny,
        W tym całym wiekim nieszczęściu, które przydarzyło się nam wszystkim macie jednak chyba niewątpliwą przewagę emocjonalną. Niestety poroniłam dwukrotnie, a nie było nam dane uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych... Niestety, podczas pierwszego poronienia byłam w takim szoku po badaniu USG, że pozwoliłam mojej córeczce popłynąć rurami kanalizacyjnymi. Jakże mogłam Ją przeoczyć??? Jakże mogłam nie zauważyć???Jak mogłam Ją " zgubić"? Co ze mnie za matka, to straszne uczucie i już nigdy nie przestanę się o to obwiniać. To już we mnie zostanie. Na zawsze. Za drugim razem nawet nie zdążyliśmy dobrze nacieszyć się ciążą, 4-5 tydzień, pusty pęcherzyk ciążowy, bez zarodka. Poroniłam w domu. Tu, w mieście gdzie mieszkam, a które ma 250 000 mieszkańców mieliśmy potężne problemy, żeby załatwić nawet formalności związane z wydaniem aktu urodzenia i nazwaniem naszej pierwszej, małej kruszynki. Niestety formalności związane z pogrzebem to było nasze marzenie w tamtym trudnym czasie, nie mieliśmy ciała, a teraz to już wogóle nawet siły na walkę, zresztą tu wogóle spojrzeliby na mnie jak na wariata, bo nie był widoczny zarodek. Tutaj nie uznaje się za dzieci, którym należy się szacunek dzieci urodzonych w I trymestrze. Zaniżałoby statystyki...Taki szok, smutek, łzy, ciężar nieprzebaczenia samej sobie chyba już nigdy, choć to przecież pomogłoby tylko mnie ( nam). Nasze dzieciaki i tak ciałka opuściły, jakiekolwiek by one nie były i są szczęśliwe.
        Od czasu śmierci Marysi w lipcu 2010 roku chodzę pomodlić się na cmentarz, przyklękam przy bezimiennym nagrobku z malutką płytą z lastriko o wymiarach 30cm x 60cm, z chylącym się, starym krzyżem. Przynoszę kwiaty, zapalam światełka, sadzę dookoła błękitne bratki... I tylko to takie przykre, że przechodzący ludzie tak dziwnie patrzą, że dają czasem do zrozumienia, że powinnam się tego wszystkiego wstydzić... Bo ten nagrobek kojarzy się w świadomości mieszkańców głównie z dziećmi, które nie przyszły na świat, bo zostały zabite. Pierwotnie im został poświęcony. Moje utracone, choć bardzo upragnione dzieci nie mają "własnego miejsca na tym świecie", choć bardzo tego pragnęłam...Przez to wszystko, i choć bardzo się staram, wydaje mi się, że kwestia żałoby po Marysi i teraz Paulince (lub Pawełku) zostanie niedomknięta już na zawsze. Więc cieszcie się dziewczyny, mogłyście pożegnać Wasze dzieci. Wiecie, gdzie są ich ciałka. To naprawdę ważne. Mnie jest tak bardzo, bardzo smutno...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka