gangsta.eve
05.11.05, 16:51
Trochę nietrafiony tytuł postu; chcę Was zapytać, czy po odejściu Waszych
Maluszków miały miejsce niewytłumaczalne racjonalnie sytuacje. U mnie były
takie dwie...
***
W prezencie ślubnym dostaliśmy kilka fikusów beniaminków splecionych w jednej
donicy. Roślinki zrosły się w jeden pień; nazwałam je Drzewkiem Rodzinnym.
Drzewko jest z nami ponad 5lat.
Gdy po poronieniu wróciłam do domu zobaczyłam, że wszystkie listki
beniaminka opadły. Poczułam się wtedy tak blisko z nim- naga,pusta, martwa.
Przypomniała mi się historia ze starożytnego Rzymu związana z Gajem Cezarów-
gdy tylko rodził się nowy władca- sadzono dla niego w ogrodzie drzewo. Gdy
czas życia monarchy dobiegał końca, owo drzewo usychało.
Nie umiałam wyrzucić mojego beniaminka. Został. Niczym pamiątka marcowego,
ostatniego wieczoru. Ale bałam się go oglądać. Po pewnym czasie Drzewko
zazieleniło się delikatnymi, jasnymi lisćmi. Rodzina żyła dalej.
***
Przed owinięciem w białe kawałki jedwabiu i włożeniem do trumienki natarliśmy
ciałko Maluszka olejkiem hiacyntowym. W tym samym czasie w przydomowym
ogródku ze stulonych lisci wychylały się zielone jeszcze, uśpione głowki
hiacyntów. To wszystko tak bolało. Płakałam nocami, wołałam synka cicho. I
wtedy zawsze czułam delikatny zapach kwiatów- hiacyntów oczywiście. Bałam
się,że to skołowany, zmęczony mózg ma jakieś omamy. Ale nie. Wiele razy
potem,na jawie ogarniał mnie zapach tych białych, fioletowych i
różowych 'trąbek'. W międzyczasie przeczytałam, ze gdy dusze zmarłych
przychodzą do nas- pachnie różami. Wiedziałam juz, kto wpadł do mnie z
króciutką wizytą. Teraz już nie przychodzi. Jest juz daleko. Czuję tylko nić
niewidzialną pomiędzy nami. Całe życie będę po niej szła, aż do kłębka,aż do
małych, bosych stópek.