aneta.mmm
07.05.09, 11:19
Chciałabym, żeby to, co napiszę było apelem do tych dziewczyn, które
poroniły, a nie kontrolowały dotąd tarczycy. Otóż mam stwierdzoną
niedoczynność od kilku lat. Byłam pod opieką endokrynologa, który
mówił, że jak zajdę w ciążę, to trzeba kontrolować tarczycę. No i
zaszłam w ciążę, zrobiłam badania, TSH w normie (zgodnie z normami
podanymi na wyniku). Wizyta u endokrynologa (teraz bym go już nie
nazywała specjalistą) i jego opinia, że wszystko jest w normie, że
mam się zgłosić za kilka miesięcy!!! Nie zalecił żadnych leków, a
teraz już wiem, że trzeba zażywać hormony w takim przypadku. 12
grudnia poroniłam 8 tyg. ciążę. Pokazywałam w szpitalu wyniki
hormonów i żaden lekarz nie zainteresował się problemem bliżej... Po
prostu kolejna pacjentka do zabiegu, antybiotyk i do domu. Wiadomo
żal i ból po stracie wyczekiwanego dziecka ogromny! Dopiero za
namową koleżanki z pracy udałam się do bardzo dobrej lekarki z
dziedziny endokrynologii, która z miejsca powiedziała mi, że ta
ciąża przy tych wynikach była z góry skazana na niepowodzenie. Otóż
okazuje się, że normy normami, a kobiety planujące ciążę i będące w
ciąży mają określoną, znacznie zawężoną normę. Obecnie leczę
tarczycę i cieszę się, że ktoś wreszcie mi otworzył oczy i
wytłumaczył problem. Mam jednak ogromny żal do lekarzy w szpitalu w
Pszczynie, którzy wiedząc o tarczycy nawet nie próbowali się
skonsultować z endokrynologiem w czasie mojego pobytu na oddziale, a
przecież mają tam chyba specjalistę z tej dziedziny, jak sami sie
nie znają. Przez ich obojętność na pewno o kilka miesięcy później
rozpoczęłam właściwe leczenie. Teraz zażywam odpowiednie leki,
wyniki się poprawiają i mam nadzieję, że wkrótce pani doktor pozwoli
znów rozpocząć starania. Gdyby nie ona, to pewnie byłabym już po
kolejnej stracie…
Pozdrawiam Was wszystkie