Gość: normalny chłopak
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
13.03.06, 20:11
Mandat dla karetki
Poniedziałek, 13 marca 2006r.
Absurd! Wodzisławska policja karze kierowców ambulansów za przekroczenie
prędkości. Dwóch kierowców z wodzisławskiego pogotowia ma do zapłacenia kary
za przekroczenie prędkości. Przyłapał ich fotoradar. Sęk w tym, że jechali
ambulansami do chorych! Policjanci jednak skierowali wnioski o ich ukaranie
do sądu grodzkiego.
REKLAMA
Piotr Banko dostał już wyrok: do zapłacenia ma 180 zł, natomiast jego kolega
z innej karetki, Jan Kaczor, ma już dwa wyroki: - Pierwszy na 180 drugi na
230 zł - wylicza mężczyzna.
Zdaniem policji, kierowcy jechali bez sygnałów świetlnych, gdy ustrzelił ich
fotoradar przy ul. Jastrzębskiej, więc pojazdy nie były uprzywilejowane. -
Jechaliśmy do chorych ratować życie! Nie jesteśmy piratami drogowymi -
dowodzą kierowcy. Zapewniają, że mieli włączone sygnały świetlne, choć na
czarno białym zdjęciu z fotoradaru tego nie widać.
Piotr Frelich, kierownik pogotowia w Wodzisławiu Śląskim uważa, że cała
sprawa jest kuriozalna. - To jedno wielkie nieporozumienie. Rozmawiałem już z
szefem drogówki, przecież takie wnioski nie powinny trafiać do sądu - mówi
kierownik. Cała procedura oczyszczania kierowców z zarzutów jest bardzo
czasochłonna i niepotrzebna. - Trzeba pisać mnóstwo druków, uzasadnień, że
posiadają uprawnienia. A to są przecież karetki reanimacyjne i wypadkowe! -
mówi Frelich.
------------------------------------------------------------------------------
--
Feralny fotoradar znajduje się na ul. Jastrzębskiej w Wodzisławiu Śląskim.
Piotr Banko jeździ karetką od blisko 15 lat.
28 listopada o godz. 18.16 dostał pilne wezwanie do Jastrzębia Zdroju.
- Chory miał zawał, więc mieliśmy go zabrać do Zabrza. Sprawa nie cierpiąca
zwłoki. Jechałem ratować życie - przypomina kierowca.
Pamięta, że na ul. Jastrzębskiej "ustrzelił" go fotoradar, ale nie
przywiązywał do tego większej wagi.
- Przecież jechałem ratować człowieka. Miałem poza tym włączonego koguta.
Trudno jechać w takim przypadku 50 kilometrów na godzinę - pokpiwa kierowca.
Jak się okazuje, tego samego dnia ten sam fotoradar błysnął w oczy także
Janowi Kaczorowi, kierowcy karetki wypadkowej z tego samego pogotowia.
- Raz zrobił mi fotkę o godzinie 11. A kilka dni później, 3 grudnia, błysnęło
późno w nocy - przypomina Kaczor. - Mam codziennie kilkanaście transportów.
Gdybym jeździł przepisowo, nic bym nie załatwił.
W styczniu do biura pogotowia przyszło wezwanie z policji w sprawie
zapłacenia mandatu Piotra Banko.
W komendzie policjant od razu stwierdził, że nie miałem włączonego koguta i
pokazał mi czarno-białe zdjęcie, na którym faktycznie nie było widać sygnałów
świetlnych - przypomina Banko.
Przekroczenie prędkości było spore - zamiast 50 km na godzinę, ambulans
jechał 91 km/h.
Policjanci ustalili, że dyspozytor nie wydał zgody na włączenie koguta, więc
dla nich sprawa okazała się czysta.
- Ale przecież o włączeniu koguta w tamtym wypadku zdecydował lekarz.
Dlaczego nikt się go nie zapytał? - dziwi się mężczyzna. - Poza tym mamy
włączone syreny. Może przy fotoradarach powinni montować mikrofony, wtedy by
nam chyba uwierzyli.
Banko postanowił zrobić eksperyment. Wykonał cyfrowym aparatem serię zdjęć
swojego ambulansu z włączonymi sygnałem świetlnym. - Światło widać na co
piątym, przecież koguty migają - pokazuje fotografie.
O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego policjanci nie odstąpili od czynności?
- Nie było widać sygnału świetlnego. Policjant nie może takiego zdjęcia
przecież wyrzucić do kosza. Albo kończy postępowanie mandatem, albo wnioskiem
do sądu grodzkiego. To teraz sąd powinien rozstrzygnąć, kto ma rację -
wyjaśnia podinspektor Ernestyn Bazgier, rzecznik wodzisławskich policjantów.
I dodaje, że policjanci jeżdżący radiowozami przyłapani przez fotoradar na
przekroczeniu prędkości też dostają mandaty - jeśli nie widać na zdjęciach
kogutów.Policjanci skierowali więc wnioski do sądu grodzkiego. Kierowcy
karetki myśleli, że poczekają na rozprawę i wszystko wyjaśnią w oparciu o
dokumentację. Tymczasem sąd grodzki ukarał ich w tzw. postępowaniu nakazowym.
Dla oszczędności czasu - gdy zdaniem policji wina jest oczywista - sąd wydaje
wyrok bez rozprawy, bez wzywania obwinionego...
- W tym wypadku było przyznanie się do winy kierowcy, tak wynika z
przedstawionej nam dokumentacji - wyjaśnia sędzia Iwona Hyła, wiceprezes Sądu
Rejonowego w Wodzisławiu Śląskim.
Piotr Banko zdębiał, gdy kilka dni temu otrzymał wyrok, nakazujący mu
zapłacić 100 złotych mandatu plus 80 złotych opłat sądowych.
- Żadnej rozprawy, nic! Nikt nie zapytał o dokumenty. Oczywiście odwołałem
się - denerwuje się kierowca.
Podobne wyroki dostał pan Jan. Pierwszy na 180 zł, drugi na 230 zł. - Od
jednego się odwołałem, ale od drugiego już nie zdążyłem. Nie wiedziałem, że
jest na to tylko 7 dni - rozkłada ręce Jan Kaczor.
Wiceprezes wodzisławskiego sądu uspokaja. - Jeżeli panowie złożyli sprzeciw
od wyroku wydanego w trybie nakazowym, wkrótce zostanie wyznaczony termin
zwykłej rozprawy. Tam będą mieli szanse wszystko wyjaśnić - mówi pani
wiceprezes.
Tak czy inaczej, kierowców karetek czekają jeszcze korowody procesowo-sądowe,
w których będą musieli udowadniać, że... nie są wielbłądami.
Jacek Bombor - Dziennik Zachodni