kasiolda1
31.08.04, 16:25
czesc!!trafilam na twoja strone przez przypadek i otworzyly mi sie oczy.tak
jak ty od kilku lat zmagam sie z kompulsywnym jedzeniem, ale nie traktowalam
tego do tej pory jako chorobe, na poczatku wydawalo mi sie ze to chwila
slabosci, kiedy moge sobie pozwolic na wszystko ale z czasem nie przestalam
normalnie jesc,nie potrafilam sie pohamowac,caly czas myslalam o
jedzeniu,planowalam co by tu zjesc,cieszylam sie gdy zostawalam w domu sama
wtedy nikt mnie nie widzial nie patrzyl krzywo ze jem.przestalo mi jednak
wystarczac podjadanie domowych zapasow.zaczelam wylazic potajemnie do sklepu
kiedy nikogo nie bylo lub pod pretekstem pojscia do kolezanki.lazialm po
miescie i zjadalam to co kupilam lub chowalam i przynosilam do domu by
pozniej po kryjomu zjesc.ostanio nawet sie z tym nie kryje.jem przy rodzicach
znajomych,pozwalam im patrzec jak sie upadlam,chce zeby ktos sie
zainteresowal mna,zeby powiedzial cos jest nie tak,zauwazyl ze nie jem bo
jestem glodna ze problem jest w czym innym.caly czas tyje i zle mi z tym ale
nie potrafie przestac.co z tego ze jednnego dnia jem malo, jak drugiego dnia
pozeram ogromne ilosci jedzenia.wystraczy jedno krzywe spojrzenie kogos,slowo
krytyki.nie radze sobie z wlasnym zyciem,nie wiem czego chce, jaka jestem
naprawde,tak jak ty czuje ze sa we mnie dwie osobowosci:grzeczna dziewczynka
i zbuntowana niepokorna,wesola,pelna zycia i nie wiem co jest gra a co
prawda.siedze w domu i coraz bardziej uzalezniam sie od internetu,nie mam
ochoty z nikim rozmawiac,zamykam sie w sobie,wiem ze i tak mnie nikt nie
zrozumie,gdybym powiedziala o tym problemie rodzicom pewnie ojciec
popatrzylby sie na mnie zpolitowaniem i sweirdzil ze wydziwiam ze powinnam
sie wziac garsc i nie robic z siebie ofiary,mama tez by mi nie pomogla,ma
taki sam problem i predzej chcialabym zeby to do niej wyciagnac
reke.przyjaciol nie mam wielu,wlasciwie sa tylko dwie osoby ktorym
ufam,ktorym sie zwierzam,ale one tez nie poradzilyby nic, zasypalyby mnie
dobrymi radami,kazaly usmiechac sie i powtarzac ze zycie nie jest zle i ze
nie ma nic zlego wtym ze lubie jesc, ze nie powinna sobie niczego
odmawiac.pozostali uwazaja mnie za osoba dumna wyniosla,boja sie mnie,igdy by
im nie rzyslo do glowy ze mam taki problem,w koncu jestem
madra,rozsadna,poukladana.chcialabym w koncu zaczac normalnie zyc,podejmowac
decyzje sama patrzac na wlasne dobro a nie dobro innych.zaczac myslec po
swojemu i mowic to co mysle, czuc ze nie robie nic wbrew sobie ze nie ulegam
presji innych,nie czuc strachuw kontaktach z ludzmi, nie miec pustki gdy
przychodzi do rozmowy z kims.wiee razy obiecywalam sobie,od dzisiaj bede soba
nie pozwole by ktos decydowal o moim samopoczuciu,nie bede bezradna.i na tym
koniec.napisalam do ciebie bo cie rozumiem czuje to co ty.lzej mi teraz gdy
wyrzucilam to z siebie,moglam w koncu o tym powiedziec i nie zastanwaiac sie
co o mnie pomysli.dziekuje.bardzo mi pomoglas.gdy czytalam twoje wypowiedzi
mialam wrazenie jakbys czytala w moich myslach.dobrze wiedziec ze nie estem
sama,ze ktos boryka sie z podobnym problemem podobnie patrzy na
swiat.podziwiam cie ze mimo wlasnej choroby znajdujesz jeszcze sily zeby
wspierac innych.powodzenia