Gość: Jurek
IP: 212.162.228.*
14.11.01, 21:26
Jest to tekst, ktory pojawil sie niedawno na lamach GW...zastanawia mnie, co
sadzicie o poruszonym w nim problemie ?
Co pcha młodych brytyjskich muzułmanów w objęcia talibów?
Marek Rybarczyk, BBC, Londyn (14-11-01 16:21)
- Zazdroszczę siostrom i braciom, którzy oddali życie w obronie islamu na całym
świecie - mówią młodzi brytyjscy muzułmanie. Także umiarkowani muzułmanie
apelują o przerwanie bombardowań w Afganistanie. Czy Tony'ego Blaira czeka
islamska rewolta na tyłach? - zastanawia się Marek Rybarczyk
W Luton nieopodal Londynu mała, ale prężna ekstremistyczna organizacja islamska
al Muhadżiroun zwerbowała wielu ochotników na stronę ben Ladena i talibów.
Według niepotwierdzonych danych w Afganistanie jest co najmniej 60 młodych
brytyjskich muzułmanów gotowych do walki z amerykańskimi i brytyjskimi
komandosami. Al Muhadżiroun twierdzi, że jest ich kilkuset. Za zdradę grozi im
w Zjednoczonym Królestwie dożywocie. Jednak nikt z młodych ludzi nie ma
przecież napisane na plecaku, że jedzie na dżihad.
Gotowi zabijać
Z londyńskiego lotniska Heathrow zwerbowani muzułmanie trafiają do Pakistanu.
Tam, w obozach, szkolą się w strzelaniu z kałasznikowów i rzucaniu granatami.
Z brytyjskimi mudżahedinami-instruktorami rozmawiał w Lahore korespondent BBC
Adam Brookes. - Przedstawiciel Muhadżiroun Hussan Bat zabrał mnie do jakiegoś
brudnego mieszkania. Zrobili mi rewizję osobistą i posadzili na podłodze
naprzeciwko dwóch młodych ludzi - opowiada Brookes. - Twarze zakryte chustami,
w rękach karabiny. Pierwszy przedstawił się jako Abdul Saleem; mówił, że
przyjechał ze wschodniego Londynu.
- Najpierw sprawdzamy, czy nadają się do szkolenia i czy gotowi są umrzeć jako
męczennicy. Nadajemy im odpowiednią kategorię. Potem rozpoczyna się szkolenie
wojskowe - mówił Abdul Saleem. Jego zdaniem muzułmanie nie czują żadnej
lojalności wobec Wielkiej Brytanii i gotowi są zabijać brytyjskich żołnierzy. -
To przecież jasna sytuacja - albo ja, albo on - wyjaśnia drugi brytyjski
muzułmanin Abdullah bin Neshar.
- Umiem już walczyć. Przeszedłem szkolenia z użyciem kilku rodzajów broni,
szczególnie karabinu AK-47 i ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych. Są nas setki.
Muzułmanie nie mają ojczyzny. To wojna religijna w obronie islamu - mówił BBC
Anon, 19-latek z południowego Londynu.
Sześciu brytyjskich śmiałków zapłaciło już najwyższą cenę. Wiadomo, że trzech z
nich zginęło w październiku w wyniku nalotu na jeden z meczetów w Kabulu, który
talibowie zamienili w koszary.
- Sprawa jest jasna jak słońce: ci ludzie mogą być oskarżeni o zdradę na mocy
prawa sięgającego 1351 r. - grzmiał lord Rooker z MSW. Zapytany, czy rząd gotów
jest doprowadzić do banicji "zdrajców" i terrorystów azylantów, odparł: -
Wielka Brytania nie może być sanatorium dla terrorystów z całego świata.
Podobne, choć nieco łagodniejsze w tonie, stanowisko przedstawił sekretarz MSW
David Blunkett.
Dlaczego wolą talibów?
W Wielkiej Brytanii jest od 1,5 do 2,5 mln muzułmanów; połowa nie ma jeszcze 18
lat. Co myślą o wojnie z terrorystami?
Wyniki niedawnego sondażu radiowego były dalekie od optymistycznej analizy
rozpowszechnianej przez rząd, że bojownicy jadący Afganistanu to garstka
fanatyków reprezentujących siebie samych. Okazało się mianowicie, że aż 98
proc. muzułmanów z Londynu poniżej 45. roku życia sprzeciwia się operacji w
Afganistanie, 45 proc. nie chciałoby walczyć w armii brytyjskiej, a 48 proc.
chciałoby walczyć w szeregach talibów.
Potwierdzają to sondy uliczne. - Tak się składa, że mieszkam w Wielkiej
Brytanii, ale nie zmienia to tego, że jestem muzułmaninem. Lojalność wobec
królowej? Jako muzułmanin jestem odpowiedzialny jedynie przed Allahem - mówi
młody sympatyk Muhadżiroun.
- Londyn to miasto moralnej zgnilizny. Brytyjska demokracja to totalitaryzm -
młodzi aktywiści powtarzają strzępy wystąpień wojujących szejków Omara Bakri i
Abu Hamzy.
- Dlaczego tylu muzułmanów, tu urodzonych i wychowanych, zaciąga się do armii
wroga? - zastanawia się Manzoor Moghal, przewodniczący Federacji Organizacji
Islamskich w Leicester. - Myślę, że największa wina leży po stronie
ekstremalnie pojętej polityki społeczeństwa wielokulturowego forsowanej od
czasów rządów Partii Pracy w latach 60. poprzez epokę konserwatystów. Z czasem
niezintegrowane części wieloetnicznej mozaiki rozpadają się jak puzzle.
Zdaniem wielu socjologów i politologów system ustaw antyrasistowskich nie
zapobiegł powstaniu w miastach etnicznych i religijnych gett. Al Muhadżiroun
czuje się w nich jak ryba w wodzie. Zawdzięcza swoje wpływy umiejętnej grze na
nastrojach młodego pokolenia imigrantów.
- Młodzi muzułmanie zdają sobie sprawę, że mimo swoich kwalifikacji, zawodów i
wspomagających ich rodzin jako potomkowie Azjatów nigdy nie zostaną uznani za
stuprocentowych Brytyjczyków - twierdzi Paul Harris, publicysta
tygodnika "Observer".
Ten ukryty brytyjski rasizm tolerowali rodzice jadących na dżihad brytyjskich
Pakistańczyków i Afgańczyków. Synowie dawnych imigrantów czują się sfrustrowani
i niedowartościowani. Islam daje im honorową odpowiedź: "Skoro Zachód cię nie
akceptuje, odrzuć go! Należysz do świata islamu".
Obcy są obcy
Choć mniejszości etniczne stanowią 6 proc. ludności, Brytyjczycy postępowali z
nimi niemal tak samo, jak to robili w koloniach. Nie starali się porządnie
uczyć przybyszów angielskiego, wartości demokratycznych, tradycji i
historii "nowego" kraju. Prawda, że sami przybysze nie zawsze garną się do
integracji - socjologowie alarmują, że muzułmanie z Pakistanu i Bangladeszu
chętnie żyją w izolacji.
Władzom - poza momentami sporadycznej aktywności na pokaz - wystarcza względny
spokój w poszczególnych "enklawach" etnicznych.
Kiedy minister spraw wewnętrznych David Blunkett, polityk z lewicy Partii
Pracy, wspomniał niedawno o konieczności wprowadzenia systemu edukacji dla
azylantów (język i kultura), został okrzyknięty rasistą przez silne lobby
politycznej poprawności. Lobby za rasistowską uważa już flagę brytyjską i
wystrzega się obchodzenia Bożego Narodzenia.
Strach brytyjskiego establishmentu przed reakcjami muzułmanów napędza błędne
koło. Premier Blair, który tak pryncypialnie opowiada się za walką ze światowym
terroryzmem, nie chce doprowadzić do postawienia przed sądem ludzi
rekrutujących na afgański dżihad młodych muzułmanów, bo boi się gniewu
islamskiej opinii publicznej. Ostatnio ambasadorowie 11 krajów wystosowali do
rządu apele o likwidację ośrodków terrorystycznych działających legalnie w
Londynie.
Brytania zapłaci?
- Blair wie, że wojna z Afganistanem nie jest wojną słuszną. I zapłaci za to.
Zmienimy Wielką Brytanię w państwo islamskie. Zamieniamy Biblię na Koran.
Downing Street jest uprawnionym celem ataków uczestników świętej wojny -
peroruje do grupki młodych w okolicach meczetu Finsbury Park szejk Omar Bakri,
ojciec ideowy grupy Muhudżirun. Mówi, że akcja w Afganistanie to próba
kolonizacji braci w islamie. Grozi, że w przypadku represji wobec jego
ugrupowania "Wielka Brytania zmieni się w Bośnię".
Bakri kończy wystąpienie i znika. Ulotki zachęcające do walki w szeregach
talibów rozdają młodzi aktywiści ugrupowania. Policja nie interweniuje.
Wiadomo - wolność słowa i demokracja.
Coraz więcej Brytyjczyków uznaje jednak, że rząd jest zbyt pobłażliwy. "Po
potępieniu zamachu na USA przez społeczność muzułmańską teraz nie słychać jakoś
aprobaty wobec bombardowania Afganistanu" - pisze z niepokojem
publicystka "Timesa" Mary Ann Sieghart. - "Takie wbicie klina w muzułmanów
wygląda na sukces ben Ladena. Często zastanawiam się, czy antyzachodnie
organizacje islamskie [takie jak Muhadżiroun - red.] winny zachować prawo
bezkarnego działania. Czy nie powinno się przyjąć stanowiska wielu ludzi,
którzy mówią islamskim fundamentalistom: )Jeśli tak pogardzacie Za