Dodaj do ulubionych

Sprzedani na Zachód

17.10.04, 20:54


REPORTAŻ, PUBLICYSTYKA:: MAJĄTEK PO WYJEŻDŻAJĄCYCH OTRZYMYWALI LEKARZE,
NAUCZYCIELE, URZĘDNICY, PRZEDSZKOLA I SZKOŁY

Sprzedani na Zachód

Pani Weronika z Dziewkowic chce odzyskac dom po matce. Wójt Jelito, czlonek
mniejszości niemeckiej, mówi, ze to niemozliwe. Doskonale rozumie krzywdy
Ślązaków, ale jako urzednik stoi na strazy polskiego prawa. (Fot. Paweł
Stauffer)





Lapówki za paszporty, podstepne wyludzanie domów, dorabianie śląskich
tozsamości komunistycznym agentom - tak tez wyglądala wielka akcja lączenia
rodzin.


Exodus śląskich Niemców
Wyjazdy Niemców z Polski i wschodnich prowincji Rzeszy, przylączonych po
wojnie do panstwa polskiego, objely ok. 4 miliony osób. Niemcy wyjezdzali
przymusowo (w ramach wysiedlen) i dobrowolnie (w ramach akcji lączenia
rodzin).
W tym:
- Do 1947 roku, w ramach przymusowych wysiedlen Niemców, wyjechalo ok. 3
miliony osób.
- 1952-55 - z Polski wyjechalo ok. 11,5 tysiecy Niemców, z czego zdecydowana
wiekszośc (10,8 tysiecy) do NRD.
- 1956-59 - wyjechalo ok. 271 tysiecy osób (do RFN ok. 232 tys.).
- 1960-70 - liczba podan o wyjazd przekroczyla 550 tysiecy, z czego tylko
okolo 100 tysiecy zostalo rozpatrzonych pozytywnie.
- 1971-75 - wyemigrowalo okolo 59 tysiecy osób (na 280 tysiecy podan).
- 1976-79 - 120 tysiecy wyjazdów.
- 1980-81 - 46 tysiecy.
- 15 VIII 1983 - formalne zakonczenie akcji lączenia rodzin. Emigracja trwala
jednak nadal.
- 1983-87 - 59 tysiecy wyjazdów
- 1988 - 140 tysiecy.
- 1989 - 250 tysiecy.
Lącznie w latach 1950-89 wyjechalo z Polski do Niemiec okolo 1,1 milionów
osób.

Wjej ramach z Polski do Niemiec wyjechalo w ubieglym wieku od lat 50. do 1989
roku lącznie ponad milion bylych obywateli Rzeszy. Nie otrzymywali
paszportów, tylko dokumenty podrózy. Wielu jechalo ze świadomością, ze do
konca zycia nie bedą mogli wrócic. Dziś, kiedy mogą juz wracac, coraz śmielej
wspominają o krzywdach zaznanych od ówczesnych wladz. Proszą tylko o
anonimowośc, na wszelki wypadek...

Dac komu trzeba
- To byla sprawa znana na calą ulice - opowiada B., mieszkający w
peryferyjnej dzielnicy Opola. - Śląska rodzina wiele lat skladala papiery na
wyjazd do Niemiec i za kazdym razem przychodzila odpowiedL odmowna. Po pomoc
poszli do znanego w Opolu malzenstwa prawniczego, które chwalilo sie
dojściami w Sluzbie Bezpieczenstwa. Prawnicy zgodzili sie zalatwic paszport
za kilka tysiecy marek honorarium. Ale potem, niespodziewanie, kazali jeszcze
tej rodzinie przepisac dom na ich córke, wówczas mlodą dziewczyne. Wszyscy
sąsiedzi o tym wiedzieli, oburzali sie, ale nic nie mozna bylo zrobic. Bo kto
by sie tam wtedy wychylal.
Dziś sąsiedzi nie chcą o tamtej sprawie rozmawiac, mówią, ze nie ma sensu
rozdrapywac starych ran. Nie chcą tez podac kontaktu do rodziny, która
zostala wykorzystana przez opolskich prawników.
- Wystarczy sie rozejrzec, ilu bylych milicjantów i esbeków mieszka dziś w
domach po Ślązakach - powtarza publicznie posel Henryk Kroll.
Ale kiedy zapytac posla o konkrety, tez woli milczec.
- Te rodziny sobie nie zyczą, zeby mówic o tamtych czasach - twierdzi. -
Powiem i w razie klopotów wszystko bedzie na mnie...

Takie bylo prawo
Docieramy do X., bylego wysokiego oficera opolskiej Sluzby Bezpieczenstwa,
który mieszka na peryferiach duzego miasta na OpolszczyLnie w domu
pozostawionym przez wyjezdzających Ślązaków.
- Otrzymalem go od Powiatowej Rady Narodowej w zamian za oddane mieszkanie w
centrum Opola - zapewnia X. - Na takiej zasadzie domy po wyjezdzających
otrzymywali lekarze, nauczyciele, wazni urzednicy, ale tez przedszkola i
przychodnie zdrowia. Nic zdroznego, taki byl wtedy mechanizm.
X. przypomina, ze obowiązek wyzbycia sie nieruchomości byl wtedy oficjalnym,
jawnym prawem, w związku tym trudno dziś mówic o jakichkolwiek wymuszeniach
czy podstepach.
- Ci, którzy chcieli jechac do Niemiec, dostawali dokument podrózy, bilet w
jedną strone - mówi X. - Wiedzieli tez, ze za mienie pozostawione w Polsce
dostaną w RFN odszkodowanie. I dostawali. Dlatego teraz ządania zwrotów
majątków powinny byc bez szans.

Dom oddala, nie wyjechala
Weronika B. z Dziewkowic domaga sie od gminy Jemielnica zwrotu rodzinnego
domu, przepisanego w 1979 roku na Skarb Panstwa przez jej matke.
- Mama zrobila to wprawdzie świadomie, ale padliśmy ofiarą podstepu -
argumentuje B. - Moja mama i ja z mezem wiele lat staraliśmy sie o wyjazd do
Niemiec, odpowiedzi byly zawsze odmowne. W koncu naczelnik obiecal to
zalatwic, jak zrzekniemy sie domu. Mama dostala zgode na wyjazd, poszla do
notariusza i przepisala dom. Naczelnik mówil, ze zgoda dla mnie i meza
dojdzie po kilku tygodniach, wiec mama spakowala skrzynie i wyjechala.
OdpowiedL nadeszla, tyle ze odmowna. Wladze komunistyczne nie tylko pozbawily
rodzine B. ojcowizny, ale i rozlączyly ją na wiele lat.
- Bylam uwieziona w Polsce, nie dali mi nawet zgody na wyjazd na ślub
siostry - Weronika B. wzrusza sie, kiedy wspomina tamte czasy.
Ślązacy w ciemnych okularach
Podczas kiedy dziesiątki tysiecy Ślązaków czekalo na zgode na wyjazd do
Niemiec, w ramach akcji lączenia rodzin wyjezdzali z Opolszczyzny "podrobieni
Ślązacy”, w rzeczywistości komunistyczni agenci.
Te sensacyjną informacje przekazal nam jeden z wysokich oficerów opolskiej
Sluzby Bezpieczenstwa z czasów PRL, pelniący przez wiele lat wazne funkcje w
resorcie bezpieczenstwa i w PZPR.
- Trudno, zeby wywiad nie wykorzystal tak wielkiego ruchu ludności - śmieje
sie C. - Do tysiecy Ślązaków, którzy ciągneli na Zachód, dolączaliśmy
przeszkolonych szpiegów, którzy z podrobionymi paszportami lądowali w RFN.
Jedni wykonywali swoją robote na miejscu, inni rozjezdzali sie po calym
zachodnim świecie.
Oficer X. potwierdza: - Bywalo, ale to nie byly jakieś masowe wyjazdy.

Dlaczego nie?
Ślązacy, którzy za ciezkiej komuny chcieli jechac do RFN, musieli miec
anielską cierpliwośc. Rekordziści skladali na milicji po 30 - 40 wniosków o
paszport. I za kazdym razem przychodzila odpowiedL, którą po pewnym czasie
znali juz na pamiec.
"Zawiadamia sie, ze na podstawie artykulu 4. ustawa 2 punkt 5. ustawy o
paszportach z dnia 17 czerwca 1959 roku (tutaj kolejne paragrafy) podanie
obywatelki o wydanie dokumentu paszportowego na wyjazd staly do RFN zostalo
zalatwione odmownie. Od powyzszej decyzji przysluguje odwolanie...”.
- Nigdy nie wiedzieliśmy, dlaczego sąsiedzi dostali, a my nie - mówi
mieszkanka jednej z podopolskich wiosek.
Wedlug oficera C., który w PRL pracowal w komisji opiniującej podania, o
odmowie wydania komuś paszportu decydowaly dziesiątki powodów, jednym z nich
bylo np. wyksztalcenie i praca ubiegających sie o wyjazd.
- Wazne bylo, czy ktoś byl potrzebny dla gospodarki regionu - mówi C. - Byl
taki czas, ze np. pracownicy Huty Malapanew z Ozimka masowo skladali wnioski
o wyjazd. Gdyby dac im wszystkim zgode, huta przestalaby pracowac. Podobnie
bylo z pracownikami opolskich cementowni.
Byly pracownik wydzialu paszportów opolskiej SB zapewnia, ze decyzje komisji
kwalifikacyjnej, która opiniowala wnioski w Opolu, byly czesto utrącane w
Warszawie.
- Czesto na tysiąc wniosków tylko dziesiec wracalo rozpatrzonych pozytywnie -
mówi X. - Kierownik jednostki wojewódzkiej mógl co najwyzej interweniowac u
kogo trzeba w Warszawie, ale i to nie zawsze skutkowalo.


Obserwuj wątek
    • hassan_hans Re: Sprzedani na Zachód 17.10.04, 20:55
      Byl taki proces
      Do najwiekszych patologii towarzyszących procedurze wyjazdów Ślązaków do
      Niemiec dochodzilo na OpolszczyLnie w latach 60. Lapówkarstwo milicjantów i
      esbeków, którzy byli związani z wydawaniem paszportów, przybralo takie
      rozmiary, ze Ślązacy, zwykle pokornie znoszący fanaberie wladzy, zaczeli pisac
      skargi do Warszawy. - Wladza nie mogla juz udawac, ze nie ma problemu - mówi
      pracownik aparatu bezpieczenstwa, który dobrze pamieta tamte czasy. - Kilku
      opolskich milicjantów i esbeków poszlo siedziec, kilku wydalono ze sluzby,
      dwóch wysokich oficerów przeniesiono na brak nadzoru do Krakowa i Szczecina.
      W procesie wyszlo na jaw, ze w zamian za zezwolenie na wyjazd do Niemiec
      funkcjonariusze przyjmowali pieniądze, domy, ale takze np. suto zakrapiane
      kolacje w opolskich restauracjach.
      Jeden ze świadków, proszący - jak wszyscy bohaterowie tamtych czasów - o
      zachowanie anonimowości:
      - Decyzje o zgodzie lub odmowie wyjazdu byly podejmowane w Warszawie. Jak ktoś
      mial tam plecy, to wystarczy, ze zadzwonil do kogo trzeba i do Opola
      przychodzila decyzja pozytywna. Ale byly tez bardziej prymitywne zagrywki. Np.
      podmienianie zgody dla róznych osób. Zgoda dla pana A. lądowala u pana B.,
      który dal lapówke, a pan A., który dostal w Warszawie zgode na wyjazd, dostawal
      w Opolu odmowe.
      Świadek W.:
      - Za "ciezkiej komuny” niektórzy milicjanci nie mieli oporów, by chwalic sie po
      wódce, ze za psie pieniądze zdobyli dom. Sam slyszalem taką opowieśc od bylego
      komisarza w komendzie powiatowej, który dziś juz jest na emeryturze.

      Prawo mówi: nie
      W rodzinnym domu Weroniki B. z Jemielnicy, po przekazaniu go na Skarb Panstwa,
      gmina urządzila przedszkole. Potem placówke zlikwidowano, dom popadal w ruine,
      dziś gmina podnajmuje go na ciastkarnie.
      B. zapowiada walke o odzyskanie domu, który - jak twierdzi - zostal zabrany jej
      podstepem. Jak bedzie trzeba, poskarzy sie w Strasburgu.
      Póki co napisala list do wojewody:
      "Zwracam sie z prośbą o umozliwienie mi odzyskania mojego domu rodzinnego” -
      pisze B. "W 1979 roku moja matka zostala zmuszona do przekazania swojej
      nieruchomości na Skarb Panstwa. Natomiast ja jako córka nie otrzymalam wyjazdu
      za przekazanie mienia mimo ubiegania sie. Do dnia dzisiejszego zostalam w
      Polsce i z zalem obserwuje moją ojcowizne. Caly majątek zostal przekazany za
      darmo, a koszty sądowe zostaly pokryte przez matke. Wlaścicielka juz nie zyje,
      natomiast ja uwazam, ze mój dom rodzinny powinien wrócic do spadkobierców.”
      Sluzby wojewody przekazaly sprawe do gminy Jemielnica. Wójt Joachim Jelito,
      dzialacz mniejszości niemieckiej, mówi, ze jest w trudnej sytuacji, bo
      doskonale rozumie krzywde Ślązaków, którym nierzadko szantazem odbierano
      ojcowizne, ale z drugiej strony musi stac na strazy polskiego prawa. Dlatego
      tez kilka dni temu odpisal B., ze nie ma podstaw prawnych do oddania jej
      budynku.
      - Jest akt notarialny, jest ksiega wieczysta, wedlug której mama tej pani
      zrzekla sie nieruchomości dobrowolnie - mówi wójt. - Ja nie mam wplywu na to,
      by zmieniac ksiegi wieczyste. Ani tym bardziej bieg historii.



      Krzysztof ZYZIK
      kzyzik@nto.pl

      Ostatnie zmiany: 15. Października 2004 20:26
      www.nto.com.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20041015/REPORTAZ/41015012
      • ignorant11 Re: Sprzedani na Zachód 17.10.04, 21:22
        Sława!

        Niezle!

        Niemcy pilnuja polskich interesów, moze sprowadzimy wiecej urzedników z Niemiec?
        smile)))

        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka