ignorant11
14.01.05, 11:41
Sława!
Węzeł moskiewski
Tygodnik "Wprost", Nr 1154 (16 stycznia 2005)
http://www.wprost.pl/ar/?O=71884
Rosja nie chce, ale musi się dogadywać z nowymi członkami Unii Europejskiej
Irina Kobrinska
Główny naukowy współpracownik IMEMO Rosyjskiej Akademii Nauk, dyrektor
wykonawczy Fundacji Studiów i Inicjatyw Rozwojowych
W otoczeniu prezydenta Putina walczą o wpływy dwie grupy. Pierwsza ocenia
Rosję raczej jako państwo słabe, zważywszy na jej udział w światowej
gospodarce i handlu oraz wskaźniki rozwoju ekonomicznego i socjalnego.
Stanowisko tych polityków i ekspertów jest jednoznaczne: Rosja, by się stać
współczesnym cywilizowanym państwem, musi się stopniowo integrować z
zachodnim obszarem współpracy ekonomicznej i politycznej. Druga grupa na
kremlowskim dworze, uwzględniając przede wszystkim posiadanie broni jądrowej
i geopolityczne położenie Rosji, uważa ją za silny kraj i opowiada się za jej
samodzielną drogą rozwoju. Priorytetem pierwszej grupy jest współpraca z Unią
Europejską i USA, drudzy za ważniejszą uważają przestrzeń postsowiecką. Walka
tych obozów o wpływ na prezydenta, będącego w Rosji jedynym centrum
decyzyjnym, to podstawa życia politycznego kraju.
Dwie integracje
Putin, będący ze względu na wykształcenie i doświadczenie politykiem
europejskim, bardzo zwraca uwagę na to, jak przyjmowana jest jego polityka na
Zachodzie. Do niedawna neutralizował krytykę swych działań dzięki osobistym
kontaktom z zachodnimi liderami. Poglądy rządów i kręgów biznesowych wielu
krajów europejskich, dla których podstawą w stosunkach z Rosją jest
stabilność polityczna i korzyści gospodarcze, nie są jednak popierane przez
zachodnie media i opinię publiczną. Do ostrożności w stosunkach z Rosją
nakłaniają też Zachód nowi członkowie UE i NATO z Europy Środkowej i
Wschodniej. Jeśli negatywna reakcja Zachodu na politykę Rosji wywoła z jej
strony reakcję odwetową, co zdarzyło się już w czasie kryzysu na Ukrainie,
może nastąpić efekt samospełniającego się proroctwa.
W przestrzeni postsowieckiej zarówno realnie, jak i wirtualnie panuje
swoista "konkurencja integracji". W odpowiedzi na obiecaną przez Zachód
integrację krajów WNP z NATO i - bardziej odległą - UE Rosja zaktywizowała
politykę tworzenia nowych struktur integracyjnych w WNP i umacniania już
istniejących.
Integracja to sposób na stały rozwój w warunkach globalizacji. Kraje nie
włączane w ten proces lub "nieintegrowalne" są skazane na peryferyjność,
odczuwają naciski albo i jedno, i drugie. Chęć udziału w rozszerzających się
strukturach międzynarodowych to naturalna reakcja niewielkich i słabszych
krajów. Nad nieintegrowalną Rosją, szczególnie po kryzysie finansowym w 1998
r., wisiała groźba marginalizacji. Sytuacja zmieniła się dzięki silnej w
Rosji (szczególnie po atakach z 2001 r. w USA) potrzebie bycia aktywnym
graczem w sferze bezpieczeństwa międzynarodowego, dzięki imponującemu tempu
rozwoju ekonomicznego i reformom gospodarczym z lat 2001-2003 oraz wysokim
cenom ropy, a wreszcie - politycznej stabilizacji.
Z jednej strony, Rosja poczuła się dostatecznie silna, aby poważnie
rozpatrywać scenariusz rozszerzenia - tak naturalny dla tego kraju - jako
optymalny wariant rozwoju. Z drugiej - współpraca z Zachodem, wspólnota
interesów w walce z terroryzmem i rosnące w latach 2001-2002 zaufanie do
Kremla rozpatrywano w Moskwie jako gwarancje tego, że odzyskanie przez Rosję
pozycji w WNP nie wywoła poważnych prób przeciwdziałania jej dążeniom. W
ostatnich czterech latach Moskwa okazywała zdrowy pragmatyzm, nie zaostrzając
sytuacji pustymi groźbami z powodu rozszerzenia NATO, zgadzając się na
rozmieszczenie baz wojskowych w Azji Środkowej, działając realistycznie i
elastycznie w sprawach operacji w Iraku itp.
Do integracji pchał Rosję wielki rosyjski biznes. Wysiłki w tej dziedzinie
koncentrowały się na gospodarce, a podejście było bardzo pragmatyczne.
Nasze sukinsyny
Od końca 2003 r. pozycja Rosji zaczęła się jednak zmieniać. Wpłynęły na to, z
jednej strony, zmiana elit rządzących w wielu krajach WNP i dyskusja o
przyszłości "eurowschodu" w UE i USA. Gwałtownie wzrosły obawy części
polityków i ekspertów, bliskich administracji Kremla, że państwa WNP obiorą
kurs na integrację europejską i transatlantycką, a w konsekwencji zostaną na
zawsze stracone dla planów integracyjnych Rosji. Z drugiej strony, na plany
integracyjne miały wpływ nie rozwiązane problemy bezpieczeństwa na południu i
południowym wschodzie, a także tzw. czynnik chiński.
W tej sytuacji gospodarka ustąpiła pola polityce. Przejście od ekonomicznie
motywowanej strategii pragmatycznej do polityki formowania przestrzeni
integracyjnej z rosyjskim jądrem za wszelką cenę jest najbardziej zauważalne
w stosunkach z Ukrainą i Białorusią. Jeśli poprzednią koncepcję można
określić jako "odganianie much od kotleta" (właśnie tego wymagał Putin od
Łukaszenki dwa lata temu), to nowe podejście jest zbliżone do formuły
amerykańskiego wsparcia "naszych sukinsynów". Moskwa zyskała możliwość
przedstawienia partnerom w WNP propozycji nie do odrzucenia. Na przykład
przyjęta jesienią decyzja o pobieraniu VAT za eksport nośników energii w
kraju przeznaczenia w państwach należących do Europejskiej Przestrzeni
Gospodarczej daje tylko Ukrainie 800 mln USD rocznie.
Aby zmodernizować rosyjską gospodarkę, oprócz zapasów złota i walut oraz
dochodów z nafty, konieczne są duże zachodnie inwestycje. Jeśli integracja w
ramach WNP, która jest zgodna z interesami rosyjskiego kapitału i
tradycyjnych branż rosyjskiej gospodarki, nadal będzie przedstawiana jako
przeciwwaga dla integracji europejskiej, a nie jej uzupełnienie, to plany
stworzenia gospodarki postindustrialnej w Rosji staną pod znakiem zapytania.
Złe dopasowanie "projektu WNP" w jego obecnej formie z ogłoszonym przez
Putina i - na razie - nie odwołanym "wyborem europejskim" jest jedną ze
sprzeczności w rosyjskiej polityce zewnętrznej. Ich kulminacją był kryzys
polityczny na Ukrainie. I w Rosji, i na Zachodzie coraz częściej słychać
głosy o powrocie zimnej wojny. Na razie obie strony wolą się powstrzymać od
konfrontacji. Pytanie tylko, czy na długo.
Kolizja z Brukselą?
W roku 2004 rosyjskim priorytetem pozostała współpraca z Zachodem. Chociaż
nie rozwiązano niektórych ważnych problemów (m.in. tranzytu
kaliningradzkiego), Rosja demonstrowała chęć kompromisu w stosunkach z UE.
Dzięki temu uzyskała zgodę Brukseli na rozpoczęcie negocjacji w sprawie
swojego przystąpienia do WTO. UE zachowuje jednak możliwość proceduralnego
wstrzymania tego procesu na etapie wielostronnych rozmów, co może zostać
wykorzystane jako sankcja przeciw Rosji w wypadku znacznego pogorszenia się
stosunków.
Rosnąca wzajemna zależność Rosji i UE (w gospodarce) oraz Rosji i USA (w
sferze bezpieczeństwa) będzie skłaniać strony do szukania rozwiązań, które
satysfakcjonują wszystkich. Odejście od preferencyjnych stosunków z UE jest
niemożliwe, gdy wziąć pod uwagę, że unia jest partnerem w wypadku ponad
połowy rosyjskich obrotów handlowych, głównym importerem rosyjskich nośników
energii oraz ważnym inwestorem w Rosji. Nierealne są i radykalna zmiana
unijnych źródeł energii (szczególnie w wypadku nieuregulowania sytuacji w
Iraku), i wyprowadzenie europejskich inwestycji z Rosji (przy zachowaniu
wzrostu gospodarczego i przewidywalności polityki państwa w stosunku do firm
telekomunikacyjnych i elektronicznych). Na zacieśnienie współpracy będą
wpływać nieuniknione, niestety, akty terrorystyczne, i konieczność wspólnego
rozwiązywania problemów przeciwdziałania rozprzestrzenianiu broni masowego
rażenia.
Rosja, nie zważając na różnice potencjałów gospodarczych, uważa, że ma
ekonomiczne i geopolityczne podstawy, by pretendować do pozycji
uprzywilejowanego partnera Brukseli, podobnie jak USA i Japonia. Wypracowanie
modelu takich stosunkó