ignorant11
08.10.06, 22:24
Sława!
www.wprost.pl/ar/?O=95346
Trójkątna oś
Tygodnik "Wprost", Nr 1242 (01 października 2006)
Trojka Francji, Niemiec i Rosji wypiera trójkąt weimarski
Bartosz Jałowiecki
Politolog i publicysta, były przewodniczący fundacji Polsko-Niemieckie
Pojednanie
W polityce europejskiej modne są trójkąty. Sporą popularnością w stolicach
Francji, Niemiec i Rosji cieszą się szczyty przywódców tych państw. Z
inicjatywy prezydenta Borysa Jelcyna spotkania "trojki" odbywają się
regularnie od 1998 r. Ostatnio Jacques Chirac, Angela Merkel i Władimir Putin
obradowali na zamku w Compi?gne, we Francji. Swój trójkąt ma też Polska: w
ramach trójkąta weimarskiego politycy z Berlina i Paryża widują się ze swoimi
odpowiednikami z Warszawy. Ale czy takie trójkąty są korzystne dla Europy?
Josef Joffe, jeden z czołowych niemieckich publicystów, komentując w 1998 r.
na łamach tygodnika "Time" pierwsze spotkanie "trojki", pisał, że "próba
Jelcyna, by stworzyć oś siły, jest czystym anachronizmem". Jego zdaniem,
spotkanie było jedynie okazją do podpisania mało istotnych umów o współpracy
Niemiec i Francji z Rosją oraz do zrobienia sobie wspólnych zdjęć. Joffe
drwił z opinii innych komentatorów, którzy uważali, że "trojka" mogłaby dążyć
do budowania europejskiej potęgi wspólnie z Rosją w opozycji do Stanów
Zjednoczonych.
Wielka trojka
Niemiecki publicysta nie miał racji. W 2003 r., już pięć lat po pierwszym
spotkaniu "trojki", liderzy Francji, Niemiec i Rosji solidarnie wystąpili
przeciwko USA przy okazji konfliktu na Bliskim Wschodzie. A i tematy, które
od początku nurtowały przywódców "trojki", wcale nie były błahe. Gdy Jacques
Chirac, Helmut Kohl i Borys Jelcyn po raz pierwszy spotkali się w tym gronie
w miejscowości Bor, 50 kilometrów od Moskwy, ich rozmowa dotyczyła Iraku,
wspólnej budowy samolotu transportowego i utworzenia nowoczesnej sieci
komunikacyjnej, która łączyłaby stolice Francji, Niemiec, Polski i Rosji.
Gdy porównujemy tamte tematy ze sprawami, o których niedawno rozmawiali
Chirac, Putin i Merkel w Compi?gne, to widać, jak wiele je łączy. Ostatnie
rozmowy "trojki" dotyczyły problemów na Bliskim Wschodzie - Iranu i Libanu,
inwestycji w przemysł lotniczy (Rosjanie chcieliby mieć wpływ na decyzję
europejskiego koncernu EADS) oraz polityki energetycznej. Rosyjska prasa
doniosła, że prezydent Putin ujawnił plan udostępnienia firmom europejskim
złóż gazu pod Morzem Barentsa, do których wykorzystania pierwotnie miały mieć
prawo przedsiębiorstwa amerykańskie.
Spotkania "trojki" są robione z coraz większym rozmachem, a ich uczestnikom
dają niezłe rezultaty. Przy okazji wrześniowego szczytu Francuzi podpisali z
Rosjanami kontrakty warte 8 mld euro. Zupełnie inaczej sprawy się mają
z "naszym" trójkątem.
Agonia trójkąta
Trójkąt weimarski powstał w sierpniu 1991 r., kiedy odbyły się wspólne
konsultacje ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Polski i Francji.
Warszawie, która obawiała się coraz intensywniejszych kontaktów Niemiec i
Francji z Rosją, zależało na znalezieniu sposobu, który przyspieszyłyby
polski "powrót do Europy". Spotkania trójstronne zaczęły być kontynuowane na
szczeblu premierów i prezydentów, ale trójkąt nigdy nie stał się niczym
więcej niż forum służącym wymianie poglądów. Polska przystąpiłaby do NATO i
Unii Europejskiej, nawet gdyby nie było trójkąta.
By ożywić trójkąt weimarski, Francja, Niemcy i Polska musiałyby chcieć razem
zmieniać oblicze unii i kształtować przyszłość Europy. Tymczasem w Paryżu i
Berlinie przybyszów z Polski ciągle traktuje się jak biednych kuzynów. Pod
tym względem absolutne rekordy bije niemiecka prasa. Na jej łamach regularnie
ukazują się artykuły, w których nasz kraj jest przedstawiany jako sfera
ubóstwa i chaosu, jako państwo wojujących krzyżami fanatyków, złodziei i
chuliganów, gdzie w dodatku prześladuje się zagranicznych korespondentów.
Są jednak też inne, bardziej uzasadnione przyczyny tego, że Paryż i Berlin
nie uznają Warszawy za godnego partnera. Chociaż na mapie Europy Polska
wygląda imponująco, to nie jesteśmy krajem gęsto zaludnionym, a nasza
gospodarka nie należy do przodujących. Polska armia zdobywa cenne
doświadczenie w Iraku, Afganistanie i innych częściach świata, ale dobre siły
zbrojne mają też Włosi i Hiszpanie, a o wiele lepsze - Brytyjczycy. Poza tym
nasze interesy, w przeciwieństwie do Niemiec i Francji, postrzegamy raczej w
skali regionalnej niż globalnej.
Trzeba także pamiętać, że na ożywienie trójkąta weimarskiego musieliby się
zgodzić pozostali członkowie UE. W ubiegłych latach w wielu europejskich
stolicach mieliśmy często do czynienia z negatywnymi reakcjami nie tylko na
szczyty liderów Francji, Niemiec i Rosji, ale także Francji, Niemiec, Belgii
i Luksemburga lub Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Friedbert Pfl?ger,
bliski współpracownik obecnej kanclerz Niemiec, jakiś czas temu trafnie
zauważył, że "trójkąty, czworokąty i osie rodzą tylko nieufność".
W naszym regionie nie moglibyśmy liczyć na zrozumienie dla powstania
niemiecko-francusko-polskiej "awangardy", narzucającej pozostałym członkom
unii nowe formy integracji. Chociaż z perspektywy stolic Francji i Niemiec
jesteśmy niewielkim krajem, to w Pradze, Bratysławie, Budapeszcie i Wilnie
nasze państwo jawi się jako całkiem spore, co czasem budzi obawy. Jeszcze nie
tak dawno temu Polska zaniepokoiła swych sąsiadów walką o utrzymanie
nicejskiego systemu głosowania, gdyż nie potrafiliśmy dowieść, że tocząc
batalię o Niceę, zabiegamy w UE o jak najlepsze warunki dla całego regionu.
Jest zatem całkiem prawdopodobne, że gdyby doszło do ożywienia trójkąta
weimarskiego, nasze stosunki z państwami regionu uległyby pogorszeniu.
Podjęcie przez Polskę próby aktywizacji trójkąta byłoby grą o stawkę o wiele
wyższą niż obrona Nicei - byłoby podjęciem walki o przywództwo w Europie.
Nasi najbliżsi sąsiedzi odebraliby takie działanie jako zmierzające do
uzyskania przez Polskę dominującej roli w Europie Środkowej.
Tymczasem z Czechami, ze Słowacją, z Węgrami i państwami bałtyckimi łączy nas
bardzo wiele. Wspólnie doświadczyliśmy tragedii komunizmu. Mamy obawy co do
dalszego rozwoju Rosji. Martwimy się o losy Ukrainy, Białorusi i Bałkanów.
Wszyscy potrzebujemy ogromnego wsparcia unii, by rozbudować infrastrukturę w
regionie i zdywersyfikować źródła dostawy energii. Powinniśmy rozwiązywać te
problemy razem.
Dlaczego Europa nie skacze
Hipotetycznie można przyjąć zaistnienie sytuacji, w której pozostali
członkowie unii mimo wszystko wyraziliby zgodę na transformację trójkąta
weimarskiego w "twarde jądro" wspólnoty. Gdyby tak się stało, to na forum
trójkąta musiałyby zapadać odważne decyzje dotyczące przyszłości Europy.
Trzeba by zacząć od projektu europejskiej konstytucji. I od proponowanego
systemu głosowania.
Propozycja głosowania tzw. podwójną większością głosów nie może być przez
Polskę zaakceptowana. W sytuacji, gdy Parlament Europejski jest słaby,
Komisja Europejska silna, a pomiędzy unijną władzą ustawodawczą, legislacyjną
i wykonawczą nie istnieje jasno określony system wzajemnej kontroli, podwójna
większość wzmacnia wagę głosów wielkich państw, przede wszystkim Niemiec.
Za wyjątkiem proponowanego systemu głosowania projekt europejskiej
konstytucji niewiele zmienia. Owszem, zgodnie z nim unijne decyzje mają być
podejmowane szybciej, ma zostać skrócona droga służbowa etc., co mogłoby mieć
duże znaczenie dla pracowników unijnych agend, ale dla znakomitej większości
obywateli Europy byłaby to tylko kosmetyka. Przywódcom Niemiec i Francji
brakuje woli do przeprowadzenia bardziej ambitnych zmian. W mniej lub
bardziej oficjalny sposób opowiadają się oni za utworzeniem stanowiska
zastępcy szefa Komisji Europejskiej, za zintegrowaniem systemów podatkowych i
wprowadzeniem wspólnego, restr