eliot
20.07.07, 09:12
www.gazetawyborcza.pl/1,75477,4323642.html
Przyjaciel Chińczyk
Dmitrij Babicz2007-07-19, ostatnia aktualizacja 2007-07-18 17:37
Felieton Dmitrija Babicza z cyklu "Z Rosji o Rosji"
Na niedawnym Forum Rosyjskim w Waszyngtonie Rosjanie, którzy przybyli tu ze
wszystkich zakątków świata, oraz sympatycy naszego kraju narzekali na ton
prasy zachodniej piszącej o Rosji. Jeden ze słuchających ich Amerykanów
poradził, by zwrócili uwagę na pierwszy program rosyjskiej telewizji
państwowej: - Kiedy się to ogląda, człowiek widzi, że największym wrogiem
Rosji są USA, a największym przyjacielem - Chiny.
Trudno się z tym nie zgodzić. Rok Chin w Rosji dawno się już skończył, a
potok płomiennych wyznań oficjeli rosyjskich pod adresem chińskich kolegów
nie ustaje. Wystawy, telemosty, zawody sportowe stają się okazją do coraz to
nowych komplementów. Wydawać by się mogło, że przyjaźń rosyjsko-chińska, jak
szczególnie tępy dwójkowicz, postanowiła zostać na drugi rok.
Ale, jak dowodzi doświadczenie rozłamu radziecko-chińskiego w latach 60.,
ostre konflikty między naszymi państwami mogą wybuchnąć zaraz po tym, jak
wzajemne pochwały dosięgną zenitu.
Rzecz w tym, że za słodkimi słówkami Rosji pod adresem Chin stoi nasz strach
przed rosnącą potęgą sąsiada i jego przewagą demograficzną. Gospodarka Chin
jest już trzy razy większa od rosyjskiej, liczba ludności dziewięć razy
większa, choć statystyczny Rosjanin wciąż żyje na poziomie wyższym od
chińskiego.
Na razie jednak Rosja nie przyciąga do siebie fali chińskich migrantów. I
może dlatego, że ten naród tradycyjnie ciągnie ku ciepłemu Południu, a nie
naszej zimnej Północy, oficjalnie mamy u siebie na razie tylko 35 tys.
Chińczyków. Ale chiński biznes dzięki korupcji i sieci nielegalnych banków po
cichu stworzył cały system wykupywania za grosze naszych bogactw naturalnych,
takich jak drewno z syberyjskiej tajgi.
A fala migrantów nadciągnie. Prof. Wilja Gielbras z Instytutu Azji i Afryki
zapowiada, że ruszy ona, kiedy ludność Chin dojdzie do poziomu 1,5 mld. Czemu
więc Rosja tak serdecznie przyjaźni się z Chinami, nie zauważając głębokiej
sprzeczności interesów obu krajów?
Otóż taktyka Chin wobec Rosji okazała się skuteczniejsza od tej, której
trzymają się w stosunkach z nami Europejczycy. To prawda, że interesy Unii
Europejskiej i Rosji są bardziej ze sobą zgodne niż interesy Rosji i Chin.
Ale Chińczycy nie oskarżają kierownictwa Rosji o stalinizm, nie ciągają po
sądach rosyjskich firm i urzędników. Problemy załatwiają po cichu, dogadując
się w cztery oczy.
I to działa. Od lat 90. Chiny dostały od Rosji o wiele więcej terytoriów, niż
zajmują sławne Wyspy Kurylskie, zwrotu których od dziesięcioleci tak
natarczywie domaga się od nas Japonia. To pokazuje, że nie taktyka nacisku,
lecz taktyka kompromisu okazuje się skuteczniejsza w kontaktach z Rosją.
Partnerstwo rosyjsko-chińskie raczej nigdy nie zmieni się w prawdziwy sojusz.
Rosja bowiem w takiej parze byłaby młodszym bratem, a Moskwa do takiej roli
nie przywykła. Poza tym taki sojusz mógłby powstać tylko na fundamencie
antyamerykanizmu.
Póki jednak Pekin rozwija swą współpracę gospodarczą z USA (chińsko-
amerykańska wymiana handlowa jest już pięć razy większa od chińsko-
rosyjskiej), Rosja musiałaby wziąć na siebie niewdzięczną rolę głównego
bojownika z amerykańskim imperializmem. Putin, jakby nie był obrażony na
Zachód, nie chce takiej przyszłości dla swego kraju. Ale flirtować z Pekinem
będzie przynajmniej tak długo, jak Unia Europejska i USA będą występować w
roli oskarżycieli "reżimu Putina".
Dmitrij Babicz, znany moskiewski komentator międzynarodowy, jest publicystą
miesięcznika „Russia Profile”.
Źródło: Gazeta Wyborcza