bolko_von_karierowitz
26.11.03, 20:31
W 2010 roku jedna trzecia mężczyzn będzie żyła samotnie. Połowa z nich
prawdopodobnie umrze
Mężczyźni są skazani na wymarcie. Tak brzmi najnowsza teza brytyjskich (i nie
tylko) genetyków, którą można porównać do trzęsienia ziemi. "Męskość mężczyzn
nieustannie zanika, zarówno w sferze biologii, jak i stosunków społecznych",
pisze Steve Jones, wykładowca genetyki w londyńskim University College, w
nowej, a już głośnej w świecie książce "O pochodzeniu mężczyzny". "Jeśli
chodzi o znaczenie mężczyzny dla kontynuacji gatunku, to mężczyznę trzeba
uznać za pasożyta samicy. Bo mężczyźni już rodzą się ułomni.
EWA LIKOWSKA
Wszystkiemu winny jest chromosom Y. To on decyduje o tym, że dziecko otrzymuje
płeć męską. Kobiety mają w jądrze komórkowym dwa niemal identyczne, witalne
chromosomy X, będące jakby kopiami bezpieczeństwa, na wypadek gdyby jeden z
nich został uszkodzony. W jądrze komórkowym mężczyzny zamiast drugiego
chromosomu X jest króciutki, samotny chromosom Y. Ten ułomek - bo męska oznaka
tożsamości jest śmiesznie mała, stanowi zaledwie jedną pięćdziesiątą część
całego genomu - któremu brak siły i odporności - utracił zdolność regeneracji.
W dodatku chromosom Y jest coraz mniejszy, obecnie stanowi jedynie jedną
trzecią pierwotnego rozmiaru sprzed 300 mln lat - i nadal się kurczy. Samce
homo sapiens są skazane na wyginięcie w drodze ewolucji gatunku", przypuszcza
prof. Jones.
- Ten genetyczny symbol męskości ulega tak szybkiej degeneracji, że wkrótce
mężczyzna będzie należał do przeszłości - wyrokuje prof. Bryan Sykes z
uniwersytetu w Oksfordzie, zajmujący się badaniem DNA z próbek pobranych z
prehistorycznych szkieletów. Z jego obliczeń wynika, że koniec mężczyzny
nastąpi za jakieś 5 tys. pokoleń, czyli 125 tys. lat.
Sykes podkreśla, że posiadacze chromosomu Y przychodzą na świat jakby z
wrodzoną wadą, na dodatek są w coraz gorszej kondycji biologicznej, począwszy
od malejącej liczby coraz słabszych plemników w nasieniu.
Z badań brytyjskich genetyków wynika, że obecnie przyczyną niepłodności u ok.
30% mężczyzn są uszkodzenia chromosomu Y. Z biegiem pokoleń geny ulegają
bowiem mutacjom i do genotypu wkradają się błędy. Obecnie męski chromosom
zgromadził wiele szkodliwych mutacji, których nie było jeszcze w pokoleniu
dziadków i pradziadków. Każde następne męskie pokolenie będzie gromadzić coraz
większy śmietnik genetyczny.
Darwin się pomylił
Teoria Karola Darwina sprzed półtora wieku o wyższości samców nad samicami
brzmi dla współczesnych genetyków wręcz zabawnie. W "Doborze płciowym", gdzie
rozwija koncepcję współzawodnictwa i wyboru, pokazuje, jak egoistyczne dążenie
samca do przekazania swego dziedzictwa genetycznego powoduje powstanie ozdób i
wojowniczość w świecie zwierząt. A o ludziach pisze: "Ostatecznie mężczyzna
wyewoluował na przywódcę. W ten sposób ostatecznie uzyskał wyższość nad
kobietą. Istotnie, bardzo korzystny jest fakt, że u ssaków panuje prawo
równego przekazywania cech obu płciom; w przeciwnym bowiem razie mężczyzna
prawdopodobnie przewyższałby kobietę wyposażeniem psychicznym tak bardzo, jak
paw przewyższa pawicę upierzeniem ozdobnym".
Ojciec niepotrzebny
Czy ludzkość ma szansę przetrwać bez samców? Okazuje się, że koniec mężczyzny
wcale nie musi oznaczać końca naszego gatunku. Medycyna bada różne warianty
wyjścia z sytuacji, czyli zastąpienia mężczyzn w procesie reprodukcji.
- Najlepszym wyjściem byłoby klonowanie albo zastępcze nasienie z żeńskich
tkanek, wtedy całkiem obeszłoby się bez męskiej spermy. Inny sposób to hodowla
męskich plemników w jądrach zwierzęcych, eksperymenty na knurach dają dobre
wyniki - uważa Carol Peterson z uniwersytetu harwardzkiego.
- Owca Dolly została poczęta bez męskiej pomocy, co uświadomiło połowie
populacji niepewność jej statusu - zgadza się prof. Jim Cummins, sam będący
posiadaczem chromosomu Y.
- Być może, w niedalekiej przyszłości nauka spowoduje powrót natury do jej
oryginalnego żeńskiego stanu i mężczyźni sami znikną z pola widzenia. Jak
wtedy będziemy się rozmnażać? Może przez klonowanie, które pod względem
technicznym jest proste: trzeba pobrać materiał genetyczny z organizmu
kobiety, umieścić w pozbawionej jądra komórce jajowej i gotowe.
W przypadku ludzi droga do tego "prostego rozwiązania" jest jeszcze długa, ale
doświadczenia na zwierzętach dają coraz lepsze efekty. Australijska badaczka
Orly Lacham-Kaplan z Monash Institute of Reproduction and Developement w
Melbourne już dwa lata temu obwieściła, że w pierwszej fazie zapłodnienia nie
jest potrzebny plemnik, można bowiem powołać do życia zygotę, która ma dwie
matki. Wprawdzie eksperyment powiódł się na myszach, ale przecież od tego
zwykle się zaczyna.
Jednak nie wszyscy naukowcy są optymistami. Bryan Sykes obawia się, że
sztuczna sperma się nie sprawdzi. Jego zdaniem, istnieje niebezpieczeństwo, że
wymarcie mężczyzn spowoduje wymarcie całego gatunku homo sapiens. - Przecież
wiele gatunków zwierząt wyginęło z powodu genetycznej marności samców, z
ludźmi może być podobnie. Tak być może, ale nie musi - zastrzega.
Wszystkiemu winny jest chromosom Y. To on decyduje o tym, że dziecko
otrzymuje płeć męską. Kobiety mają w jądrze komórkowym dwa niemal identyczne,
witalne chromosomy X, będące jakby kopiami bezpieczeństwa, na wypadek gdyby
jeden z nich został uszkodzony. W jądrze komórkowym mężczyzny zamiast drugiego
chromosomu X jest króciutki, samotny chromosom Y. Ten ułomek - bo męska oznaka
tożsamości jest śmiesznie mała, stanowi zaledwie jedną pięćdziesiątą część
całego genomu - któremu brak siły i odporności - utracił zdolność regeneracji.
W dodatku chromosom Y jest coraz mniejszy, obecnie stanowi jedynie jedną
trzecią pierwotnego rozmiaru sprzed 300 mln lat - i nadal się kurczy. Samce
homo sapiens są skazane na wyginięcie w drodze ewolucji gatunku", przypuszcza
prof. Jones.
Darwin się pomylił
Teoria Karola Darwina sprzed półtora wieku o wyższości samców nad samicami
brzmi dla współczesnych genetyków wręcz zabawnie. W "Doborze płciowym", gdzie
rozwija koncepcję współzawodnictwa i wyboru, pokazuje, jak egoistyczne dążenie
samca do przekazania swego dziedzictwa genetycznego powoduje powstanie ozdób i
wojowniczość w świecie zwierząt. A o ludziach pisze: "Ostatecznie mężczyzna
wyewoluował na przywódcę. W ten sposób ostatecznie uzyskał wyższość nad
kobietą. Istotnie, bardzo korzystny jest fakt, że u ssaków panuje prawo
równego przekazywania cech obu płciom; w przeciwnym bowiem razie mężczyzna
prawdopodobnie przewyższałby kobietę wyposażeniem psychicznym tak bardzo, jak
paw przewyższa pawicę upierzeniem ozdobnym".
- Ten genetyczny symbol męskości ulega tak szybkiej degeneracji, że wkrótce
mężczyzna będzie należał do przeszłości - wyrokuje prof. Bryan Sykes z
uniwersytetu w Oksfordzie, zajmujący się badaniem DNA z próbek pobranych z
prehistorycznych szkieletów. Z jego obliczeń wynika, że koniec mężczyzny
nastąpi za jakieś 5 tys. pokoleń, czyli 125 tys. lat.
Sykes podkreśla, że posiadacze chromosomu Y przychodzą na świat jakby z
wrodzoną wadą, na dodatek są w coraz gorszej kondycji biologicznej, począwszy
od malejącej liczby coraz słabszych plemników w nasieniu.
Z badań brytyjskich genetyków wynika, że obecnie przyczyną niepłodności u ok.
30% mężczyzn są uszkodzenia chromosomu Y. Z biegiem pokoleń geny ulegają
bowiem mutacjom i do genotypu wkradają się błędy. Obecnie męski chromosom
zgromadził wiele szkodliwych mutacji, których nie było jeszcze w pokoleniu
dziadków i pradziadków. Każde następne męskie pokolenie będzie gromadzić coraz
większy śmietnik genetyczny.
Ojciec niepotrzebny
Czy ludzkość ma szansę przetrwać bez samców? Okazuje się, że koniec mężczyzny
wcale nie musi oznaczać końca naszego gatunku. Medycyna bada różne warianty
wyjścia z sytuacji, czyli zastąpienia mężczyzn w procesie reprodukcji.
- Najlepszym wyjściem byłoby klonowanie albo zastępcze nasienie z żeńskich
tkanek, wtedy ca