raf.1
26.09.09, 20:54
byłem nocą i dniem
byłem nieskończonym i skończonym obrazem
gasłem i zapalałem się jak łuny wschodu
oczekiwano mnie jak nadziei
wychwalano jak miłość
upadłem, już wstać mi nie pozwolono
musiałem pełzać po dnie zwątpienia,
aby przybrać wyprostowaną postawę.
jednak nieuniknionym było zmartwychwstanie.
jakie jest to Teraz?
jak nazywają się szczegóły?
jakie imię przybiera każda upływająca minuta?
Ustawiłem się tak, by wiatr nie wiał mi w twarz,
by mroźne powiewy przechodziły bokiem.
odnalazłem podstawowy sens: iść, znaczy żyć.
upomniał bym się jeszcze, ale na razie zbyt słaby, czekam
nie wrócę już do zabójczych świtów
nie dam dotknąć ciepłych ust..
będę dbał o siebie
będę obejmował się sam
będę niezniszczalny.