Dodaj do ulubionych

Wychowanie [sobie] męża

08.04.10, 20:45
Jako mało już dziewczę zwracałam uwagę mamie, że tak nie może być. Przychodzi facet z pracy - dostaje obiadek na stół, pod nosem, łącznie z podaniem sztućców.
Jako dziewczę starsze, już kilkunastoletnie, zaczęłam na mamę krzyczeć - że jak to może być?! Jedno i drugie pracuje, ale to wszystko jest na jej głowie. Pranie, prasowanie, sprzątanie, zajmowanie się dziećmi i jeszcze... usługiwanie mężowi. W pewnym momencie zaczęłam tym wszystkim gardzić.
Później, jako narzeczona słyszałam od eksa: przecież brudne ubrania wkłada się do kosza w łazience, a potem już wszystko czyste i poskładane znajduje się w szafie. Gotowanie? Zawsze na mężczyznę musi czekać ciepły i obfity posiłek. Bo tak i już, i nie ma innej opcji.
Teraz... nie mam narzeczonego, ani tym bardziej męża. Ale - nie ma też mamy. I co? Od 4:30 jestem na nogach. Jadę do pracy, wracam do domu. I tu czeka na mnie wszystko to, do czego ojca przyzwyczaiła mama. Czyli muszę - ugotować, posprzątać, uprać. Niby nic wielkiego. Tylko, że przy okazji się nasłucham, że to jest nie tak zrobione, że tamto jeszcze nieogarnięte. Pomimo pretensji, których się nasłucham wszystko jest proste. Ale czasochłonne nieco. Tym bardziej, że w domu są dwa psy, kot i dwie świnki morskie [nie moje, nie moje...]. Całą trzódkę trza też nakarmić. Więc przyjeżdżam z robo [w której też zapieprz niesamowity] i zapierdzielam w domu. Codzienne czynności podstawowe dla dobra ogółu zajmują mi czas do 19 mniej więcej. Zero czasu dla siebie tak naprawdę, bo jak skończę wszystko, to marzę jedynie o tym, żeby iść spać...
Nie nadaję się na żonkę tradycyjną. W ogóle się na żonkę nie nadaję. Moim zdaniem wszystko powinno być na zasadzie partnerskiej rozwiązywane. Poza tym, chyba za dużą egoistką jestem i za bardzo cenię sobie swój wolny czas i to, co ewentualnie mogłabym robić by skutecznie go wykorzystać dla siebie samej.
Znam [i podziwiam] mężczyzn, którzy radzą sobie sami. Potrafią wykonać każdą [babską?] czynność. A jak ktoś coś zrobi ewentualnie za nich, to potrafią to docenić. Nie lubię kobiet, które źle [?] wychowują mężczyzn, przyzwyczajając ich do pewnych oczywistości [?].
Po co ten wątek? Hmmmmmm... Po pierwsze, i przede wszystkim, po to by się nieco uzewnętrznić i wyżalić. Po drugie po to by wyjaśnić sprawę sobotniego spotkania w W-wie - byłabym, ale fizycznie i czasowo nie dam rady. Po trzecie - w kilku postach była sprawa poruszana dot. braku czasu - "że niby jak to można nie mieć czasu?!" - ano można i właśnie tłumaczę, że są czasem takie sytuacje w życiu, że można tego czasu najzwyczajniej w świecie nie mieć, nawet na godzinną przejażdżkę rowerem. A po czwarte - zmęczona jestem. I po piąte - przyszedł czas najwyższy na tzw. odcięcie pępowiny i pokazanie niektórym, że sami muszą sobie radzić.

Pozdrawiam i chyba już padam, i idę spać. Dobrze, że jutro piątek, ostatni dzień tygodnia. Przynajmniej nie będę musiała przez dwa dni w pracy się męczyć...
Obserwuj wątek
    • pzkpfw_vi_b_konigstiger Re: Wychowanie [sobie] męża 08.04.10, 21:05
      Szczerze współczuję.
      Mój tatulek jednak jest całkowicie samodzielny.
      Pamiętam, jak jeszcze byłyśmy z siostrą małe, to się nami zajmował, prowadzał do przedszkola, zupę mleczną wielokaszową gotował na śniadanie, kanapki do szkoły robił, lekcji przypilnował...
      A jak miałam z 11 lat, a mama była w szpitalu przez 1,5 miesiąca - nie dość, że dał sobie radę sam ze wszystkim, z małą może pomocą życzliwej sąsiadki (jak to się gotuje), to jeszcze odrobił wszelkie zaległości, których mamusia nasza narobiła sobie w prowadzeniu domu. I nas obie do pomocy zagonił.
      Później zdarzało mi się, już jako dorosłej pannicy, zostawać z ojcem na 2-3 tygodnie w domu i byliśmy oboje szczęśliwi. Obiad jakoś był ugotowany, w domu zrobione co trzeba, na spokojnie. Fajnie bywało...
      Teraz zdarza się, że do mnie wpadnie na kilka dni, tak w tygodniu. Jest pożyteczny jak nie wiem co. Pojedzie na drugi koniec obcego miasta, żeby na giełdzie kupić tańsze i lepsze warzywa, zrobi obiad i postawi córce pod nos, kiedy wracam z pracy, pozmywa, podokręca wylatujące kontakty itp., itd...
      No po prostu ideał, no big_grin
      Nie wiem, kto go wychował na męża, bo nie nasza mama raczej. Chyba sam był taki od początku.
      • hellish.monster Re: Wychowanie [sobie] męża 08.04.10, 21:17
        Samodzielny mężczyzna to jest to! smile
        A że tata czasem się przydaje... hmmmm... no, kiedyś mi się przydawał. Teraz to się odseparowuję od niego coraz bardziej i staram się być samodzielna w każdej z możliwych dziedzin życia [co go wkurza jak chyba wielu mężczyzn, bo samodzielna kobieta -a tfu! wink]
        • pzkpfw_vi_b_konigstiger Re: Wychowanie [sobie] męża 08.04.10, 21:32
          To ja Ci powiem, Potworzyco, że mój to jest chyba po prostu ciągle młody duchem, mimo 70 na karku, a na dodatek rozsądny jako ojciec.
    • robert.83 Re: Wychowanie [sobie] męża 08.04.10, 21:05

      Taaak, jazda ze stereotypami! za mało ich na forum!smile

      Powiem tak: nie umiem dobrze ale lubię gotować, zmywałem zwykle mniej więcej po
      połowie, nie robię wielkiej sprawy z załadunku/rozładunku pralki, zakupy siłą
      rzeczy były zawsze bardziej po mojej stronie... obiad robiła ta osoba, która
      wracała wcześniej.

      I powiem szczerze, widzę wśród niektórych znajomych kobiet popularny sport
      związany z wychowywaniem nie tyle męża co samców w ogóle! Metodą "cichej presji"
      wciąż zmierzają do celu... zawsze negocjują/przekonują. I wkur... mnie to
      trochę. Tak więc wychowywanie męża kojarzy mi się z manipulacją i "sterowaniem".
      Myślę, że sterowanie może się zakończyć zdźiwkiem (żegnamy się).

      Taka porada - niektórzy lubią "po prostu"smile. Mów czego chcesz, postaw sprawę
      jasno i fair... Nie "wychowuj".
      • hellish.monster Re: Wychowanie [sobie] męża 08.04.10, 21:13
        Ale mój wątek nie po to był, by mówić o tym jak bym chciała sobie mężczyznę wychować. Mój wątek, to wylewanie żalu nt. tego jak to moja mama wychowała sobie męża [a ja poniekąd CHWILOWO, mam nadzieję, zbieram tego żniwa]. Ja wiem jedno - mężczyzny sobie nie wychowam i już nie chcę, bo nic na siłę. Tak jak piszesz - "po prostu" - jeśli dwie osoby coś akceptują, to jest OK. Najważniejsze to się dogadać i najważniejsze, żeby nikt do nikogo w ostatecznym rozrachunku nie miał pretensji. Tego już mnie życie nauczyło.
        A że Ty, Robercie, masz zdrowe podejście do wszystkiego - to nigdy w to nie wątpiłam, choć znam Cię tylko z literek smile
    • kawamija Re: Wychowanie [sobie] męża 08.04.10, 21:44

      najpierw trochę naiwnych marzeń........jak ja już bym nie chciała
      żadnego faceta wychowywać, nawet na własnego męża.......

      teraz troche faktów (jako była żona ).....wychowywać kogoś to trudne
      zadanie zwłaszcza jak ten ktoś ma za sobą wiele lat spędzonym w
      swoim domu na obserwowaniu wzajemnych relacji między rodzicami....i
      najczęściej na ich świadomym lub podświadomym powielaniu, zwłaszcza
      po latach trwania swojego związku........i teraz...... uważam , że
      ludzie za mało ze sobą ustalają jakie ma być jutro i jak byśmy
      chcieli by wyglądało nasze życie za lat kilka, do czego zmierzamy,
      jakie są nasze priorytety , z czego jesteśmy w stanie
      zrezygnować....w szaleństwie nowej znajomości pozornie wydaje się
      mało istotne kto ma na coś tam zarobić, kto będzie gotować a kto
      lubi prasować....a i trzeba pamiętać, że w długim trwaniu ze sobą
      (niestety) na pewno wydarzy się cos, co trzeba będzie zrobić a się
      nie ma na to ochoty....np jechać do jego matki ( dalej zwanej
      teściową sad ), a to w każdy czwartek odbierac dzieci bo on ma swoją
      ulubioną siłownie lub coś tam.......
      generalnie w trwaniu ze sobą chodzi o to, by starać się robić co się
      lubi, czasem zmusić się do czegoś tam, i przede wszystkim szanowac
      siebie nawzajem i respektować czas na obowiązki i
      odpoczynek.........a i czas na realizowanie swoich pasji czasem
      niezależnych od tej drugiej osoby....

      aaaa i łatwo się to wszystkio pisze a potem wkurwia to, że ona
      śmieci nie wynosi i garki zostawia nieumyte a on marudzi cały dzień
      nie mogąć sformułować żadnej optymistycznej wizji......i tak też
      bywa......


      a i coś na dziś.......ja nie zamierzam już nikogo wychowywać, albo
      spotkam kogoś kto wie i już ...a jego wady będą dla mnie
      akceptowalne.....albo nie....trzydziestolatkowie to juz kiepski
      materiał na wychowywanie........tak sobie pomyslałam o
      sobie.........gdyby mnie dzis ktoś chciał jakoś szczególnie
      zmieniać......hmmm.....kiepsko to widze wink..


      *****************
      "gdybyś był a nie bywał
      gdybyś miał a nie miewał"
      *****************
    • listopad02 Re: Wychowanie [sobie] męża 09.04.10, 11:45
      To troche nie tak, jak u Ciebie, jeżeli tak jest to faktycznie nie w porządku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka