23.06.20, 21:42
Do wniosku, że.... jestem/może byłam/może w pewnym momencie się stałam /a może tylko bywam.... trzórzem. Nie to, że tego wcześniej nie podejrzewałam, ale teraz jakoś bardziej czytelne wydaje się to przekonanie.
Do wniosku doszłam po dzisiejszym spotkaniu z nieznaną mi dziewczyną (licelistka może studentka) która pytała o możliwości korzystania z dróg rowerowych. Jechała z Lublina do Wrocławia, bez zbytniego przygotowania mapowego(przyznała się, że nie bardzo umie korzystać z tego co jej oferuje telefon). Czy to przywilej beztroskiej młodości, prawa do popełniania błędów czy brak wyobraźni, przewidywania, doszukiwania problemów.Czy może bardziej postawa życiowa,charakter,odwaga.
Oczywiście wyprawa rowerowa to tylko symbol.
Pragmatyzm daje bezpieczeństwo przy minimum ryzyka, ale jednocześnie nie daje satysfakcji,nie daje możliwości sprawdzenia swoich mocnych stron, odkrycia tego czego czasem nie ma gdzie odkryć,zobaczyć siebie w innym świetle, udowodnić sobie....
Ot, taka refleksja wieczorna.
Obserwuj wątek
    • szarlotka_ja Re: Doszłam 23.06.20, 22:25
      Przyznam, że podziwiam takich ludzi wink. Moja siostra tak ma. Po prostu jedzie i już, chce zmienić pracę, to zmienia etc.
      Ja gdy się gdzieś wybieram to planuję każdy swój ruch (a trzeba przyznać telefony teraz są wielką pomocą). Nie mówiąc już o zmianie pracy, bo to w ogóle czarna magia w mym życiu wink
      • kevinjohnmalcolm Re: Doszłam 24.06.20, 00:51
        Tylko że te osoby, które idą na żywioł bardzo często pakują się w ogromne problemy i nie zawsze wychodzą z nich obronną ręką.

        Napiszę z punktu widzenia osoby uprawiającej sporty mocno ekstremalne. Ci, którzy poszli na żywioł spoczywają już na Powązkach. Między "tchórzem" a "bohaterem" jest jeszcze stan pośredni - profesjonalista, który robi dobre rozeznanie, bardzo dokładnie przygotowuje się do każdej przygody, tworzy plany awaryjne na każdą możliwą sytuację. Takim też udaje się przeżycie fantastycznej przygody, mają sporo zabawy, ale żyją zdecydowanie dłużej...
        • marcepanka313 Re: Doszłam 24.06.20, 06:12
          Tak się właśnie zastanawiam czy to brak doświadczenia a co za tym idzie negatywnych skutków takich działań, złych skojarzeń pcha ludzi do różnych wyborów,ryzyka.
          Czy przekonanie o swoich możliwościach, życiowy optymizm, skłonność do pewnego ryzyka to cecha wrodzona czy też z czasem mija,tak jak mija skłonność do sprawdzania siebie.
          Czy w człowieku cały czas jest jakiś zalążek do nieracjonalnych zachowań, czy z wiekiem ta potrzeba zanika.
          W skrócie.... czy w życiu.... powiedzmy w pewnym momencie życia jest jeszcze chęć do zachowań mało racjonalnych, ale z szansą na zmianę(oczywiście na dobrąbig_grin zmianę, jakby to nie brzmiało) czy raczej praktyczne... no trudno, jest jak jest, nie jest to moje spełnienie marzeń ale bezpieczne, znane choć niekoniecznie akceptowane.

          • witrood Re: Doszłam 24.06.20, 06:29
            W Australii spotkałem babkę z Polski, która od pół roku podróżowała przez Azję. Zaczęła zaraz po przejściu na emeryturę. Chciała jeszcze do Nowej Zelandii, ale kasa się kończyła. Więc może z wiekiem to nie mija. wink
            Spotkałem tam też Anglika koło 30, który rowerem od dwóch lat jechał z Londynu. Z drugiej strony znam dwudziestolatki, które na hasło spania w namiocie wpadają w histerię. wink
              • prawda_we_mgle Re: Doszłam 24.06.20, 08:50
                marcepanka313 napisała:

                > Czyli ciekawość życia nie mija z wiekiem.
                > Chęć na zmiany również....

                Myślę, że najbardziej jest to kwestia osobowości, ale po drugie: fazy życia...
                W młodości się zazwyczaj chyba dużo jeździ "niskobudżetowo"... Potem można już sobie pozwolić na droższe wyprawy, ale też często człowiek bywa zmęczony pracą... Ja w swojej grupie wiekowej (40+) obserwuję, ze albo ludzie na tym etapie przestali wyjeżdżać (nie chcę się, wolą remont zrobić, na działkę pojechać), albo właśnie rozbijają się po świecie jak szaleni..
                A na emeryturze, to wiadomo: jak ktoś sobie uzbierał kasy, to jeśli lubi podróżować - to do tego wraca... a jak nie - to żyje na minimum...
                Ja jestem też powiedzmy "tchórzem", ale takim dziwnym... jak mam dla kogo, to wszystko załatwiam, organizuję, idę jak burza (tak jakbym potrzebowała jako motoru samej świadomości, że on jest z tyłu)... A jak jestem sama - to mnie jakiś paraliż nachodzi i boję się sama pojechać nawet na dłuższą wyprawę rowerową...
                Może jestem po prostu typem stworzonym do życia w parze... nigdy jakoś okresy singielstwa nie powodowały u mnie wzmożonej aktywności, wręcz przeciwnie, jakaś mentalna przyczajka.
      • marcepanka313 Re: Doszłam 24.06.20, 06:30
        szarlotka_ja napisała:

        > Przyznam, że podziwiam takich ludzi wink. Moja siostra tak ma. Po prostu jedzie i
        > już, chce zmienić pracę, to zmienia etc.

        No właśnie, tego mi brakuje, takiej odwagi, bo mimo, że po głowie czasem różne pomysły się kołaczą to trochę brak odwagi.
        Takie wrażenie, że ciągle gdzieś jakaś linka asekuracyjna, bo niby fajnie, że to bezpieczeństwo jest ale jednocześnie daje złudną swobodę. Niby wystarczy tylko wypiąć....

        > Ja gdy się gdzieś wybieram to planuję każdy swój ruch (a trzeba przyznać telefo
        > ny teraz są wielką pomocą). Nie mówiąc już o zmianie pracy, bo to w ogóle czarn
        > a magia w mym życiu wink

        Plany mają to do siebie, że niekoniecznie się spełniają.

        Kiedyś bardziej niefrasobliwe miałam podejście do planowania podróży, teraz mniej podróżuję.... wink
        Wiem tylko, że moja odwaga jakoś się stępiła, mimo, że duch do walki jest big_grin
    • stasi1 Re: Doszłam 24.06.20, 09:15
      Teoretycznie z Lublina do Wrocławia bez problemu w 3 dni przejedziesz. Oczywiście jeśli trochę jeździsz na rowerze., więc trafiają ci się tylko dwa noclegi. Więc bez problemu według słońca można przejechać tak w 4 dni
      • marcepanka313 Re: Doszłam 24.06.20, 20:00
        Raczej nie wyobrażam sobie wyruszać w trasę bez wcześniejszego łapania kondycji. To po pierwsze.
        Kwestia tego czy trasa to tylko pokonywanie kilometrów, żeby dojechać czy też pewien element zwiedzania, zbaczania, zahaczania, poznawania, poznawania tego co po drodze. Więc cała logistyka, żeby dojechać na czas, nie pobłądzić, mieć noclegi itp.
        Dlatego dla mnie samotna podróż rowerem nie jest dobrym wyborem, bo lubię wiedzieć, że w razie czego jest ktoś obok.
        • stasi1 Re: Doszłam 25.06.20, 08:41
          To ta dziewczyna też pewnie jeździ ponad 100km dziennie bez problemu. Każdy jedzie tak jak chce, może jej chodzi tylko o te pokonanie kilometrów? Ty tego nie robisz inni może ich to pasjonować.
          Kiedyś wyjeżdżamy nad morze, auto spakowane telefony nastawione na nawigację i klops. Mój telefon jak stoi w miejscu nie kojarzy stron świata. Niby trasa wyrysowana tylko w którą stronę? W lewo czy w prawo? Musiałem na mapie szukać powiększenia aby zobaczyć niby przez co jedziemy na początku.
      • obrotowy to raczej trudne... 25.06.20, 15:54
        stasi1 napisał:
        > Teoretycznie z Lublina do Wrocławia bez problemu w 3 dni przejedziesz.


        po pewnym treningu - nogi dadza rade, ale doopa Ci sie odparzy.

        ja stawiam na 4 -5 dni.
    • e-zybi Re: Doszłam 24.06.20, 10:46
      "Doszłam...a może tylko bywam.... trzórzem. Oczywiście wyprawa rowerowa to tylko symbol. Ot, taka refleksja wieczorna."
      Nie sądzisz, że lepiej gdybyś faktycznie doszła wieczorową porą bez refleksji? Większa przyjemność i bardziej rozjaśnia to horyzonty myślowe wink
    • samysliciel Re: Doszłam 24.06.20, 13:46
      marcepanka313 napisała:

      > Pragmatyzm daje bezpieczeństwo przy minimum ryzyka, ale jednocześnie nie daje s
      > atysfakcji,nie daje możliwości sprawdzenia swoich mocnych stron, odkrycia tego
      > czego czasem nie ma gdzie odkryć,zobaczyć siebie w innym świetle, udowodnić sob
      > ie....

      Trzymanie się bezpiecznej, znanej strony nie musi oznaczać braku satysfakcji. Wyjście ze sfery komfortu nie musi być jednoznaczne z pójściem na żywioł, w dobie internetu można wiele zaplanować, zweryfikować nie mając jeszcze w danej kwestii większego, bezpośredniego doświadczenia. Opierając się na własnych doświadczeniach wiem że zmiana pracy nie jest dla mnie problemem, jeśli czuję że się wypalam w jednym miejscu zdecydowanie łatwiej mi podjąć nową pracę jak męczyć się w starej i liczyć że coś się zmieni na lepsze (nikłe szanse przy założeniach danej firmy i fakcie że ci na górze tworzący klimat firmy zmieniają się rzadko). Co do miejsca gdzie mógłbym/chciałbym osiąść na stałe to jest kilka takich miejsc, praca nie stanowiłaby problemu, także relacje z ludźmi a raczej ich brak. Mając rodzinę i znajomych w mieście rodzinnym, dozuję te relacje oszczędnie, spotkać się te kilka razy w roku mogę bez względu na miejsce zamieszkania.
      Warto próbować nowego, poszerza się wtedy strefę komfortu i ma więcej możliwości w przyszłości, warto żyć w takim tempie które daje poczucie zmian, daje impuls, ale z drugiej strony pozwala też delektować się tym co dla nas cenne w tym otoczeniu, każdy dobiera sobie tę intensywność indywidualnie.
      Ostatecznie wszyscy idziemy z prochu w proch a mrowisko będzie funkcjonowało dalej. Coraz częściej dociera do mnie taka myśl, że wszyscy musimy egzystować dla szeroko rozumianego ogółu, trybik w trybik, a jeśli coś chcemy dla siebie, to już musimy wyszarpać. Może to tak odnośnie tej kampanii wyborczej jak to chcą o Nas zadbać elity polityczne... guzik, nasze dobro leży wyłącznie w naszych własnych rękach, głowach... oczywista oczywistość, jak mawiał klasyk, ale chyba często zapominamy o takim życiowym abecadle, w wyniku czego błądzimy.
      • marcepanka313 Re: Doszłam 24.06.20, 20:12
        samysliciel napisał:

        > marcepanka313 napisała:
        >
        > > Pragmatyzm daje bezpieczeństwo przy minimum ryzyka, ale jednocześnie nie
        > daje s
        > > atysfakcji,nie daje możliwości sprawdzenia swoich mocnych stron, odkrycia
        > tego
        > > czego czasem nie ma gdzie odkryć,zobaczyć siebie w innym świetle, udowodn
        > ić sob
        > > ie....
        >
        > Trzymanie się bezpiecznej, znanej strony nie musi oznaczać braku satysfakcji.

        Oczywiście, że nie. Brałam pod uwagę wariant, kiedy tej satysfakcji nie ma.


        > Warto próbować nowego,

        Tylko czasem lepsze jest wrogiem dobrego....
        Są rzeczy, których przeskoczyć nie można....
        Ale ja mówiłam, że tchórzem bywam.... wink

      • marcepanka313 Re: Doszlaś i tak... do pozytywu. 24.06.20, 20:18
        obrotowy napisał:

        > marcepanka313 napisała:
        > > Do wniosku, że....
        >
        >
        > No to Doszlaś i tak... do pozytywnego wniosku
        >
        > byloby gorzej , gdybys doszla ... np. do kresu wyczerpania - zamieniajac sie z
        > ta rowerzystka i padajac przed meta.

        No gdzie padła przed metą.... Phi....


        Zdarza mi się czasem szukać minusów w sobie czy w sytuacji, żeby jednak później widzieć pozytywy.... nawet malutkie....
    • nerw_rdzeniowy Re: Doszłam 25.06.20, 21:56
      >Jechała z Lublina do Wrocławia, bez zbytniego przygotowania mapowego(przyznała się, że nie bardzo umie >korzystać z tego co jej oferuje telefon).
      To nie jest odwaga tylko głupota. Ciekawe co zrobi jak po paru dniach pedałowania zorientuje się ze jest w Pułtusku.
          • kevinjohnmalcolm Re: Doszłam 25.06.20, 23:12
            samysliciel napisał:

            > kto pyta, nie błądzi


            Zależy kto i gdzie. W niektórych państwach tak nienawidzą obcokrajowców, że potrafią celowo wskazać zły kierunek gdy człowiek pyta o drogę...
            • samysliciel Re: Doszłam 25.06.20, 23:20
              zauważyłem, że niektórzy rodowici uważają obcych za idiotów, większość z nich poza znajomością własnego języka nie ma żadnych argumentów, ktoś się zdecydowanie postawi i robią wielkie oczy
              • gwen75 Re: Doszłam 26.06.20, 12:45
                samysliciel napisał:

                > zauważyłem, że niektórzy rodowici uważają obcych za idiotów, większość z nich p
                > oza znajomością własnego języka nie ma żadnych argumentów, ktoś się zdecydowani
                > e postawi i robią wielkie oczy

                Czy pocieszające jest to, że to tylko niektórzy? wink
    • tzn.aga Re: Doszłam 29.06.20, 19:06
      Ja się właśnie wspięłam na wyżyny swojej odwagi - za tydzień jadę sama w Bieszczady i zaczynam Główny Szlak Beskidzki.
      Noclegi mam zarezerwowane na 5 nocy, Bieszczady też nie są już takie puste jak kiedyś więc obiektywnie to żaden hardkor ale dla mnie to spore wyjście ze strefy komfortu.
      Jestem z siebie dumna.
      Jak wyjdzie w praktyce to zobaczymy wink
        • marcepanka313 Re: Doszłam 29.06.20, 21:37
          Tyle możliwości.... poznawania tego co wokół nas, tego co w nas.... tylko czasem tej iskry brak....
          Chociaż z drugiej strony, jeśli nie wiesz co tracisz to i żal jakby mniejszy....
          Z tym że przysłowia jednak mówią coś innego.... wink
          • tzn.aga Re: Doszłam 30.06.20, 20:39
            No własnie, ta iskra.
            Długo przed rozwodem zaczęłam sobie sama chodzić do kina, na koncert, na wystawę.
            Wtedy właśnie zobaczyłam co tracę.
            Teraz już tylko teatr mi został; nie wiem, jakoś tak głupio samemu.
            Ale wyjazd powyżej weekendowy to pierwszy taki.
            • abc_meee Re: Doszłam 30.06.20, 21:22
              Też tak miałam. A potem to jakoś siadło wszystko. Chyba ta potrzeba dzielenia się przeżyciami.. tego zabrakło i się wycofałam. W sumie masakra ..
              To była wtorkowa refleksja. ..
            • marcepanka313 Re: Doszłam 30.06.20, 23:04
              tzn.aga napisała:

              > No własnie, ta iskra.
              > Długo przed rozwodem zaczęłam sobie sama chodzić do kina, na koncert, na wystaw
              > ę.
              > Wtedy właśnie zobaczyłam co tracę.
              > Teraz już tylko teatr mi został; nie wiem, jakoś tak głupio samemu.
              > Ale wyjazd powyżej weekendowy to pierwszy taki.


              Tego wyjazdu to gratuluję.... Ja chyba nie nadaję się do samotnych wyjazdów.... albo nie wiem że się nadaję.... wink
              Z tym wychodzeniem gdzieś.... hmmm.... ja to dopiero mogę sobie ponarzekać.... jeśli gdzieś, coś to raczej idę wychodząc z założenia, że nikt nie będzie na mnie uwagi zwracać.... chociaż rzeczywiście zdecydowanie lepiej, przyjemniej jest kiedy masz kogoś obok....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka