Dodaj do ulubionych

I co ja mam zrobić?

07.10.05, 10:52
Cześć, może mi ktoś coś mądrego doradzi.

Związek w którym tkwię trwa już 7 lat. Na początku było spontanicznie,
fajnie, a potem nagle okazało się, że zaczynamy się powoli rozmijać.
zasadniczo czasu dla siebie mieliśmy jakoś mniej. Trzy lata temu kupiłem
mieszkanie do którego wprowadziliśmy się będąc wolnym związkiem. Ja od
początku chciałem założyć rodzinę, mieć dzieci i wszelkie takie sprawy - 27
wiosen już mam no i czuję z każdą chwilą coraz większą potrzebę zostania
tatusiem i wszystkiego co się z tym wiąże. Problem w tym, że o ile z czasem u
mnie takie potrzeby narastały, o tyle u Niej - malały. Po pójściu do pracy
wszystko poza pracą zeszło na drugi plan - kariera, kariera i jeszcze raz
kariera. No a przy tym też kasa - to się stało okropnie ważne. Rok temu
dostała dobrą propozycję pracy we Francji. Umówiliśmy się, że ją przyjmie i
pojedzie, ale na nie więcej niż rok. Rok mija, a ja włąśnie u niej niedawno
byłęm. No i dowiedziałem się, że zaczęło Jej się naprawdę podobać, że rozważa
czy tam dłużej nie zostać. ZERO pytania co ja o tym myślę... No i potem
zaczęł się rozmowa, z której wynikało mniej więcej tyle, że Ona nie czuje się
szczęśliwa, że ma wątpliwości i gdyby teraz miała się np. ze mną "mężyć" to
nie byłaby przekonana... Na moje konkretne pytanie "zatem co?" w zasadzie
dostałem odpowiedź z któej wynikło, że może ja sobie w tej Polsce a ona w tej
Francji jakoś zaczniemy żyć osobno. Wróciłem. No i kolejny tydzień, a nawet
już prawie dwa, dostaję SMSy, telefony i maile takie jakby nigdy nic.
Wreszcie zadałem konkretne pytanie o co chodzi, dowiedziawszy się, że Ona
planuje przyjechać do Polski żeby pogadać. No więc zmieniła zdanie i chce
rozmawiać o problemach w naszym związku. W jakimś tam kolejnym, nie wiem
któym, mailu zaproponowałem żebyśmy może wyjaśnili sobie co dla nas jest
problemem i jak widzimy swoją przysżłość - może coś się da w tych kwestiach
ustalić. Może jestem niedobry, ale dla mnie podstawową kwestią jest to, że
związek nie polega na współegzystencji w odległości kilku tysięcy kilometrów
od siebie i jest przynajmniej o milimetr ważniejszy od kariery zawodowej. A
ona - po długich wyciąganiach - że nie chce teraz stamtąd wracać jeszcze, bo
dopiero zaczęło jej iść, zaczyna coś w tej cholernej pracy osiągać...

No i nie wiem co mam zrobić. Czuję się trochę oszukany - od ZAWSZE mówiłe, że
ja z Polski nigdy nie planuję wyjechać, Ona wiedziała o tym od początku.
Nadarzyła się okazja takiej pracy - ustaliliśmy (choć nie byłem z tym
szczęśliwy), że rok. A tu nagle się okazauje, że może dłużej... a jaką ja mam
gwarancję, że potem się nie okaże, że jeszcze dłużej? I tak mi to życie
ucieknie, a boję się, że nawet jak Ona wróci, to materiał z niej na żonę i
matkę może być oporny, bo kariera jest dla Niej numer jeden. Ja nie chcę żony
kucharki czy rozpłodowej krowy, jak to niektórzy określają, ale trudno mi
sobie wyobrazić nie mieć normalnej rodziny i jakoś nie pojmuję jak to jest,
że prawie nigdy Jej nie zdarzy się np. zrobić z własnej woli obiadu czy
sprzątnąć, bo jest wiecznie zmęczona. Ja rozumiem, ale jak się siedzi po
kilkanaście godzin w pracy to się z definicji jest zmęczonym... Wakacje - tak
samo: większa aktywność = opór materii ("nie chcę zmęczona wracać z
wakacji"). Czy takie coś można jakoś zwalczyć? Bo nie jest dla mnei problemem
zrobić samemu obiad czy nawet iść na miasto coś zjeść - żaden kłopot. Ale
chodzi o sam fakt, a nie o cholernego kotleta!

No to doradźcie mi proszę: co ja mam zorbić? Powiedzieć "nie dziękuję"?
Namawiać do powrotu? Poszukać kogoś innego? A jeśli kogoś innego, to czy
istnieją na tym świecie jeszcze kobiety, które są w wieku zbliżonym (jakieś
do 28), gdzieś tam pracują, ale praca nie jest dla nich (tak jak i dla mnie)
fetyszem, są inteligentne, czasu nie spędzają tylko na gniciu przed
telewizorem, a wakacji tylko na leżeniu na plaży albo piciu kolejnej kawki, a
do tego jeszcze są wolne i niebrzydkie (=nie koniecznie bardzo piękne, ale
nie pozostające w samotności tylko z uwagi na swoją fizyczność?). Czy też
może już wszystkie kobiety w tym wieku, które są jakoś wykształcone i jakoś
wyglądają (przepraszam, nie chcę nikogo urazić, ale jakoś nie sklada mi się
ładniej) nie widzą świata poza pracą?

Pozdrawiam wszystkich wątpiących (i niewątpiących też),
toytoyek
Obserwuj wątek
    • pistolett Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 11:01
      Kto z gory we wszystko wierzy,ten sie zazwyczaj dopiero z dołu o wszystkim
      przekonuje.....Jeśli czas jest lekarstwem na wszystko ,to trzeba je brac
      systematycznie......poczekasz zobaczysz nie panikuj daj sobie czas na
      przemyslenie za i przeciw.
    • fankaksiegowego Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 11:02
      SĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄ !!!!!!!!!!!!!!

      NA PRZYKŁAD JA, ALE TY CHYBA JESTEŚ W GŁĘBI DUSZY BARDZIEJ KOBIETĄ... A ONE
      MNIE NIE POCIAGAJĄ....

      SORY, ALE CZYTAJĄC TWOJEGO POSTA, MIAŁAM WRAŻENIE, CHOĆ BARDZO MI SIĘ PODOBAŁ,
      ŻE NAPISAŁA GO KOBIETKA !!!

      BEZ URAZY, MOŻE TO WINA OBECNYCH CZASÓW.....
      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:04
        Hmmm...

        Co do tego, że w głębi duszy jestem kobietą to może tak: jeśli to, że chce się
        założyć rodzinę i fakt, że robienie kasy nie jest najważniejsze określa płeć
        jednostki to pewnie jestem kobietą. Jeśli natomiast decydują o tym inne cechy,
        jak choćby konstrukcja anatomiczna, to pewnie nie jestem. Tak mi się
        przynajmniej wydaje - profilaktycznie właśnie sprawdziłem organoleptycznie, że
        tak powiem. Hm, nie jestem. Jeśli jednak jestem to z pewnością lesbijką, z
        uwagi na zainteresowanie płcią żeńską (przeciwną?) nie zaś męską, z którą
        chętnie konsumuję różne rzeczy, ale nie związki. Ale frapuje mnie co dokładnie
        jest powodem domniemań w tej akurat kwestii?

        A co do tego czy kocham... No i w tym problem, że się zaczałem zastanawiać w
        jakim stopniu to miłość, a w jakim przywiązanie po tylu latach związku. I nie
        bardzo wiem po czym to poznać, bo takich doświadczeń jeszcze nie miałEM (z
        podkreślnikiem na EM, nie AM - chyba...)
        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:09
          Ha, właśnie przeczytałem jeszcze raz mojego posta (tego z którego wynika, że w
          głębi duszy jestem kobietą) i pokrzepiony spożytym właśnie piwem w ilości
          większej od 1 stwierdzam, że faktycznie jakiś niemęski wyszedł. No ale nic to -
          jaki wyszedł, taki wyszedł. Chyba dość wiernie opisuje problem.
          • kassiasty Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:14
            toytoyek napisał:

            > Ha, właśnie przeczytałem jeszcze raz mojego posta (tego z którego wynika, że
            w
            > głębi duszy jestem kobietą) i pokrzepiony spożytym właśnie piwem w ilości
            > większej od 1 stwierdzam, że faktycznie jakiś niemęski wyszedł. No ale nic
            to -
            >
            > jaki wyszedł, taki wyszedł. Chyba dość wiernie opisuje problem.

            Znam ten problem z moja byla. Jej tez spodobal sie "Zachod"
            A ja nie chcialem wyjezdzac. I rozstalismy sie.
            Potem ja "dojrzalem " do wyjazdu, dostalem dobra propozycje i zostalem...
            A ona wyszla za pierwszego lepszego, potem sie rozwiodla i obgryza paznokcie...
            po powrocie do kraju.
            Cos mi sie wydaje, ze i dla tej Twojej, zycie na Zachodzie wazniejsze jest,
            niz Ty.

            Ale jesli ja bardzo kochasz, to nie masz wyjscia, jedz do niej, lub zostaw,
            jesli kraju opuscic nie chcesz.
            • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:22
              > Ale jesli ja bardzo kochasz, to nie masz wyjscia, jedz do niej, lub zostaw,
              > jesli kraju opuscic nie chcesz.

              Oj nie chcę. Ale nawet nie w tym rzecz. Cechy męskie (tak tak,
              fanko_księgowego) objawiają się u mnie daleko posuniętą upartością w pewnych
              kwestiach. I bardzo uparcie nie chcę z Polski wyjechać, dopóki prezydentem nie
              zostanie Lepper, bo to już by było za wiele. Do tego czasu nie chcę, bo: 1) tu
              mam niezłą pracę, tam pewnie zająłbym się serwowaniem frytek albo czymś tego
              typu - pomimo wyższego wykszałcenia i biegłej znajomości języków takich jak ja
              to akurat tam nie potrzebują, ja ich zresztą też nie, 2) tu mam znajomych,
              rodzinę, wszystko co mnie wiąże, poza kobietą oczywiście, 3) nie wiem czy mogę
              być pewien, że jeśli wszystko tu zostawię i tam pojadę niemałym naprawdę
              kosztem (w sensie i finansowym i ogólnym) to wszystko się ustawi jak powinno -
              ot choćby tak jak w Twoim przykładzie... A problem w tym, że o ile przy jej
              zawodzie pracę znajdzie prawie wszędzie bez wielkich problemów (jeśli tylko
              barierą nie będzie język), o tyle w moim przypadku podstawą są kontakty, które
              niestety traci się wyjeżdżając gdzieś na dłużej...

              No właśnie, pytanie czy bardzo kocham - jeśli nie mogę odpowiedzieć twierdząco
              z pełnym przekonaniem to znaczy że nie?
              • kassiasty Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:35
                Ja zostalem "na Zachodzie", tylko dlatego, ze moge tu pracowac w zawodzie
                i zrobilem tu rzeczy, ktorych w kraju nie bylbym w stanie.
                Inaczej, tez w trymiga wracalbym do kraju.
                Wiec i Tobie odradzam taki wyjazd, by zaczynac od sprzedawania frytek.
                Szkoda tracic to, co masz w kraju. Zapewniam Cie - nie oplaca sie.


                Inna psrawa, to ta Twoja kobieta. Gdyby bardzo Cie kochala i potrzebowala,
                to przeciez powiedziala by: przyjezdzaj, ja bede pracowac, a Ty doszkolisz sie
                zawodowo i jezykowo i po 2-3 latach zaczniesz szukac pracy na poziomie.

                Mam przeczucie, ze nie jestes dla niej tym "naj".
                • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:47
                  > Inna psrawa, to ta Twoja kobieta. Gdyby bardzo Cie kochala i potrzebowala,
                  > to przeciez powiedziala by: przyjezdzaj, ja bede pracowac, a Ty doszkolisz
                  sie
                  > zawodowo i jezykowo i po 2-3 latach zaczniesz szukac pracy na poziomie.
                  >
                  > Mam przeczucie, ze nie jestes dla niej tym "naj".

                  Kurde, też się nad tym zastanawiam i odnoszę wrażenie, że tak właśnie jest.

                  A tak już zupełnie na marginesie: utrzymać to pewnie ona by mogła i siebie i
                  mnie i jeszcze z pól rodziny za tyle co tam tłucze (a co ja zasadniczo olewam),
                  aczkolwiek językowo to ja się nie mam co doszkalać (znam chyba wystarczająco),
                  a zawodowo - chyba po prostu nie chcę. Jestem chyba nie najgorszy w tym co
                  robię tutaj. Ona kiedyś mnie próbowała namówić żebym tam pojechał na stałe, a
                  przynajmniej na dłużej. Tyle że jak się kończy najpierw kilka lat studiów, a
                  potem przez kilka lat pracuje w danym zawodzie i wyrabia nazwisko i układy
                  (taka praca...) to czy po to, żeby pojechać gdzieś na Zachód i zaczynać od
                  zera? Jasne, że można na to patrzeć tak, że to ja jestem nie fair, bo chcę
                  ograniczyć Jej możliwości rozwoju. Ale można też patrzeć dokładnie w druga
                  stronę. Ja tam się starałem - nie powiedziałem "tu albo wcale" tylko - za
                  obopólną zgodą - ustaliliśmy: rok. No i rok mija...

                  Może to i brzmi jak marudzenie baby, ale faceci miewają te same problemy, tyle
                  tylko że rzadziej o nich mówią.

                  Kassiasty, a znalazłeś tam kogoś na Zachodzie? Czy żyjesz pracą?
                  • kassiasty Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:57
                    toytoyek napisał:

                    Kassiasty, a znalazłeś tam kogoś na Zachodzie? Czy żyjesz pracą?

                    Od poczatku pracuje w zawodzie, ale wiem, ze jestem raczej wyjatkiem wsrod
                    Polakow tutaj.

                    Opisuje Ci ten problem, bo znam fascynacje kobiet "Zachodem"
                    (tu sie zyje duzo w wygodniej, co zwlaszcza dla kobiet jest wazne).
                    Zarowno tamta kobieta, jak i moja obecna zona sa zafascynowane Zachodem.
                    Kilka lat temu mialem znowu dobra propozycje pracy, tylko tym razem w "druga
                    strone" w Polsce. Zona stanowczo odmowila powrotu do kraju, sugerujac ,ze moge
                    jechac sam. Dla dobra rodziny zostalem tu wiec. Ale dlatego Cie ostrzegam.
                    jezeli ta kobieta nie jest Twoim zyciowym przeznaczeniem, to szkoda zostawiac
                    to wszystko, co sobie zbudowales w Polsce.

                    Ale jasne , z pewne sprawy musza dojrzec, zwlaszcza tak skomplikowane.
                    Nie namawiam do podejmowania pochopnych decyzji.
            • robaczek1806 Re: I co ja mam zrobić? 04.11.05, 21:25
              ja moze jestem młoda(17)ale dla mnie już rodzina jest wazna i nie wyobrażam
              sobie zycia bez dzieci. I mnie sie wydaję ze powinieneś sprawę postawić wprost.
              Bo nawet jesli ona wybierze kariera to jest wiele kobiet ktorym zalezy nie
              tylko na pracy. Życze pomyslnego wyjasnienia sparawy. pozdrawiam
        • fankaksiegowego Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 14:02
          co do Twojej płci - po prostu odniosłam wrażenie, że to jakby domena kobiet
          (przynajmniej do niedawna) chcieć męża, dzieci, rodziny a nie kariery, a Twój
          post to tak, jakby łkanie kolejnej panienki, że jej facet jest pracoholikiem,
          choć u Was zdaje się trochę odwrócone role...

          bez urazy, pozdrawiam i życzę powodzenia
    • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:48
      Zrób sobie listę: wszystko to co Was łączy,co dzieli,czego pragniecie od życia?
      Potem ją poczytaj-i odpowiesz sobie na pytanie czy warto wbijać się w lata.
      Nie jest łatwo-i wiem co mówię z własnego doświadczenia tyle że u mnie to mój
      mężczyzna zaplanował mi życie tylko zapomniał mnie zapytać co o tym sądzę.
      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:51
        > Zrób sobie listę: wszystko to co Was łączy,co dzieli,czego pragniecie od
        życia?
        > Potem ją poczytaj-i odpowiesz sobie na pytanie czy warto wbijać się w lata.
        > Nie jest łatwo-i wiem co mówię z własnego doświadczenia tyle że u mnie to mój
        > mężczyzna zaplanował mi życie tylko zapomniał mnie zapytać co o tym sądzę.
        >
        I jak: jesteś z nim?

        A co do listy to kiedyś tam, 7 lat temu, zrobiłem sobie taką właśnie listę z
        moją byłą. I jak już ją zrobiłem to podarłem i wywaliłem do kosza, bo
        stwierdziłem, że skoro robię już taką listę, to znaczy że coś jest bardzo nie
        teges i chyba trzeba sobie dać spokój. No i tak się stało.
        • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:55
          Oczywiście że nie jestem. Nie można być z kimś komu nigdy już nie zaufam-poza
          tym więcej było tych różnic niż wspólnych cech: pojęcie
          pracy,materializm,jednostronne podejmowanie decyzji-no właściwie podobniej jak
          u Ciebie tyle że mój "ex"był pracoholikiem w Polsce.

          No więc sam widzisz-trzeba było się zastanowić już 7 lat tamu,teraz był byś
          (prawdopodobnie)szczęśliwym człowiekiem...
          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 14:29
            A, jeśli mogę spytać, po ilu latach (?) związku do tego doszło, ile miałaś
            wtedy lat i co było dalej (z Tobą, nie z nim oczywiście)?

            A co do zastanawiania 7 lat temu - człowiek młody to i nie myśli, zwłaszcza
            studencik...
            • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 14:45
              Związek trwał tylko jakiś rok tyle że były daleko posunięte plany związania się
              na stałe.Rzecz miała miejsce całkiem niedawno więc ...mam nadal 23
              lata.Pozbierałam się i żyję dalej-bliscy tacy jak rodzina i przyjeciele pomogli
              i jakoś jest...Daleko mi do prób samobójczych i przestałam nagminnie o tym
              myśleć więc można uznać że silna ze mnie osoba i odchodzi w niepamięć(od maja
              do października to nie tak wiele czasu).

              Teraz tylko zastanawiam się czy warto obdarzać zaufaniem bezgranicznie...
              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 14:50
                >
                > Teraz tylko zastanawiam się czy warto obdarzać zaufaniem bezgranicznie...
                >
                NO PEWNIE ŻE WARTO! Niezależnie od wszystkiego. No bo inaczej to co - z
                rozsądku się hajtać??? Albo w ogóle związku nie zakładać żadnego? Albo
                intercyzy spisywać i inne takie?

                Oj, musiał Ci zaleźć za skórę ostro ten facet. Ale nie on jeden na świecie, no
                nie? A plus całej sytuacji polega na tym, że już wiesz że to nie on, a to
                całkiem sporo jak na mój gust.
                • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:05
                  Nie wiem czy z rozsądku-do tej pory wydawało mi się że z miłości(powinno).
                  No chyba że zostanę 40-letnią panną to wtedy zdecydowanie z rozsądku:)

                  A tak na marginesie to nie uważam intercyzy czy ustroju rodzielności majątkowej
                  za nic złego-no ale to już temat na dłuższy "wywód"

                  Cały czas sobie powtarzam że tego kwiatu jest poł światu,ale jakoś kiepsko
                  przemawia to do zranionej duszy.
                  Jasne że za jakiś czas(prędzej czy później) trafi się jakiś miły "klin" i
                  zapomnę całkiem.
                  Wiem już napewno że on to nie on-i nigdy o tym nie zapomnę:)

                  A nie wiem czy zauważyłeś ale z roli pośrednio ofiary(wybacz ale tak najlepiej
                  to nazwać) tego forum stałeś się pocieszycielem-optymistą dla mnie.A to już
                  duży plus...:)
                  • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:14
                    > A nie wiem czy zauważyłeś ale z roli pośrednio ofiary(wybacz ale tak
                    najlepiej
                    > to nazwać) tego forum stałeś się pocieszycielem-optymistą dla mnie.A to już
                    > duży plus...:)
                    >
                    Heh, dzięki:-) Bo ja taka straszna ofiara to chyba aż nie jestem - ja chyba
                    taki typowy facet w miarę jestem, którego targają czasem wątpliwości i wtedy
                    jest jak ostatnia ofiara. Tylko typowy facet rzadko się z nimi ujawnia, no a ja
                    się właśnie ujawniłem. No przynajmniej tak sobie wmawiam.
                    No i fajnie, bo przynajmniej usłyszałem coś mądrego na temat (a nie "zrób se
                    skok w bok to Ci pomoże" - cytat z kumpla, nota bene wykształcenie wyższe,
                    nauczyciel), a przy okazji dowiedziałem się że jestem kobietą.

                    Ale że warto zaufać bezgranicznie to nie mam wątpliwości. No bezgraniczie to
                    może na razie trudno po jakimś apodyktycznym typie, ale po "klinie" jak mówisz
                    na pewno trafi się jakiś mnieja apodyktyczny i Ci przejdzie - jak moja ex
                    chciała napuścić na mnie swojego kolegę żeby mi dał w szczękę (tak tak - to ja
                    przerwałem ten związek i miała mnie spotkać kara) to też jakoś tak zwątpiłem w
                    potencjał płci przeciwnej, ale potem przeszło.
                    • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:19
                      A nie wiesz że posiadanie cech kobiecych(nie podejrzewam Cię z zniewieścienie
                      ale to tak na zapas) to plus u faceta?
                      Bo bo w końcu kto tak dobrze zrozumie kobietę jak nie druga kobieta?...:)
                      Przecież związek dwojga ludzi to układ czysto partnerski-więc zrozumienie to
                      podstawa(i nie mówię tu o zrozumieniu wykrętu"boli mnie główa")
                      A typków którzy prezentują typowo męskie cechy(tylko i wyłącznie)
                      nazywamy ...macho(osobiście uważam że ten typ trąci tandetą):)
                      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:26
                        > A nie wiesz że posiadanie cech kobiecych(nie podejrzewam Cię z zniewieścienie
                        > ale to tak na zapas) to plus u faceta?
                        > Bo bo w końcu kto tak dobrze zrozumie kobietę jak nie druga kobieta?...:)

                        No to fakt, oczywiście zakłądając niezmężnienie dzisiejszych kobiet, co może
                        być pewnym ogranicznikiem. Bo przy zmężnieniu wracamy do punktu wyjścia.

                        > A typków którzy prezentują typowo męskie cechy(tylko i wyłącznie)
                        > nazywamy ...macho(osobiście uważam że ten typ trąci tandetą):)
                        >
                        Przykład Bogusia Lindy jako ideału mężczyzny z Psów i dalszych, jakże świetnych
                        i wiekopomnych dzieł światowej kinematografii, pokazuje, że nie wszyscy
                        (wszystkie) tak uważają...
                        • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:33
                          Generalizowałam a nie powinnam-przepraszam.
                          Ale wiesz co...Boguś L. może i był w 100% facetem ale żeby tak jeszcze "mięsem
                          nie sypał"hehe

                          No właśnie...zmężnienie kobiet-a może ta Twoje kobietka poprostu
                          przejęła "pałeczkę" i chciała wieść prym w domu? No wiesz...ona
                          zarabia,utrzymuje... Znałam takie pary-urodziła mu dziecko bo marudził,ale to
                          on był na wychowawczym,bo musiała wrocić do pracy...

                          Ja niby jestem stereotypowa(w kwestii tego kto zarabia na dom a kto siedzi na
                          wychowawczym)ale zrobienia z siebie kury domowej jak widać nie zniosłam.
                          Uważam że zawsze można wypośrodkować-kobieta powinna pracować co nie znaczy że
                          rodzina cierpi na tym!
                          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:49
                            wiesz, co do pałeczki - no raczej finansowo to chyba nie bardzo tak bylo żeby
                            ona pałeczkę przejęła. Organizacyjnie - jak ja nie będę pamiętał o popłaceniu
                            rachunków czy dokupieniu popsutej żarówki to będziemy siedzieć w ciemności
                            (żarówki padną, prąd wyłączą). A prymu to ona chyba w domu wieść nie chciała-
                            po prostu rozchodziło się o karierę zawodową i zaspokojanie własnych ambicji -
                            rzecz w tym, że chyba tylko własnych...

                            A w kwestii kury domowej to osobiście takiej nie szukam - gosposię można
                            przecież zatrudnić jak się ma za mało czasu i za dużo kasy. Bardziej niż o
                            robienie obiadków chodzi o samo zaangażowanie w istnienie jakiegoś domu. Myślę,
                            że sam gotuję całkiem nieźle (jak na standard męski przynajmniej:-)) i z głodu
                            nie umrę, nie jestem też zainteresowany by moja miłość naprzemiennie gotowała,
                            prała i oglądała meksykańskie seriale, w przerwach karmiąc dzieciaka. Jasne że
                            jakiś złoty środek. Zresztą w pracy widzę sporo koleżanek, które mają normalne,
                            fajne rodziny (a czasem i gromadkę dzieci, choć nie wszytskie), a kariery robią
                            też, tyle że nie po trupach i nie od razu, pewnie podobnie jak i ich faceci.

                            Czy siedzenie codziennie po kilkanaście godzin w pracy (nie wspomnę już że na
                            drugim końcu Europy) jest złotym środkiem?
                            • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 16:02
                              Zdecydowanie nie.

                              Skoro duża ilość ludzi potrafi połączyć zaspokajanie ambicji a życiem rodzinnym
                              to chcąc można to zrobić.No ale trzeba chcieć...inaczej klapa.
                              Mój serdeczny przyjaciel miał podobnie-kobieta wyjechała do Francji,miała być
                              rok-była 3-rozstali się bo miał dość po czym wróciła bo coś tam się nie udało i
                              miało byc już "cacy"-razem itd itp.Efekt?Drugi rok jest w Polsce i nadal nie są
                              razem bo teraz dla odmiany musi znaleźć pracę tutaj i nie może
                              mieć "obciążenia" bo nie znajdzie...

                              Reasumując:no nie zazdroszczę Ci sytuacji w której jesteś. Ja przyjemniej
                              pozbyłam się złudzeń i nie tkwię w zawieszeniu.

                              A póki co weekend się zbliża więc niedługo trzeba będzie zebrać się z pracy
                              (zdrowe podejście-8 godzin i nie więcej)i udać odpocząć:)
                              Mam niesamowitą ochotę na piwo od dwóch dni... no coś jak zachcianka kobiety w
                              stanie błogosławionym:)
                • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:08
                  No i drzewiasta struktura mnie zgubiła - nie zauważyłem, że w międzyczasie
                  pojawiły się odpowiedzi na poprzednie posty i bynajmniej nie wyświetlają się na
                  samym końcu...

                  Kassiasty, to jak tak sobie czytam Twoje posty to stwierdzam, że chyba jakiś
                  bardzo szczęśliwy nie jesteś - tak to przynajmniej brzmi. Coś ten wyjazd na
                  Zachód to nie bardzo ludziom służy. Wyjechać nie wyjadę, na pewno:-)

                  A co do cech kobiecych i męskich, czyli wypowiedzi fankiksięgowego. Ja bardzo
                  sznuję poglądy innych ludzi, ale stwierdzenia, że "mąż jest pracoholikiem" nie
                  uważam bynajmniej za domenę panienek. A CO TU MA PŁEĆ DO RZECZY? To jak facet
                  jest pracoholikiem to kobieta może na nieo narzekać i jest OK, natomiast jak
                  facet się wkurza, że jego kobieta ma ten problem (sorry, dla mnie to jest
                  problem i to nie tylko "współmałżonka", ale i samego nieszczęśnka) to ma cechy
                  kobiece? Toż to jakieś nienormalne chyba. Ja nic na to nie poradzę, że to nie
                  faceci niewieścieją tylko kobiety "mężnieją" - tak przynajmniej ja to widzę. I
                  oczywiście może być tak, że w głębi duszy jestem kobietą, ale raczej fakt, że
                  wnerwia mnie pęd do kariery włącznie z odwiedzaniem biura w niedzielę (i to
                  wcale nie z przymusu) o tym chyba nie świadczy. Dodam profilaktycznie, że o
                  owych wizytach wiem z opowiadań telefonicznych - podczas pobytu w Polsce tego
                  nie było, a piszę o tym żeby uniknąć dywagacji o posiadaniu kochanka czy innego
                  tam kolesia: podejrzewam, że nie posiada, a jeśli nawet to z pobytem w biurze
                  to nie ma nic wspólnego.

                  No i jeśli to tylko o to chodzi w temacie "kobiecości" mojego posta to ja wolę
                  być w głębi duszy kobietą niż pracoholikiem płci męskiej - zwłaszcza, że znam
                  parę przypadków kobiet-pracoholiczek i ich życie wygląda w każdym przypadku tak
                  samo: raczej niefajnie. Tylko one często to kumają dopiero jak już mają dość
                  sporo lat, a wtedy owa niefajność jest jeszcze większa - tak mi się
                  przynajmniej wydaje jak je obserwuję...

                  To ja inaczej sforumłuję pytanie: czy istnieją jeszcze kobiety spełniające opis
                  z pierwszego posta i nieuważające opisanych tu poglądów za
                  niemęskie/nienormalne?

                  Aha, gdyby coś: nie chodzi o szukanie żony. Tak pytam dla zaspokojenia
                  ciekawości, więc będę wdzięczny za odpowiedzi w wymienionej kwestii zwłaszcza.



                  (No chyba, że jakaś żona chce mnie bardzo znaleźć:-))))
                  • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 07.10.05, 16:09
                    Toytoyek, nie uważam, że Twój post brzmiał niemęsko i że w głębi duszy jesteś
                    kobietą. Nie odważyłabym się tak pochopnie oceniać człowieka po jednym liście
                    na forum. NIezależnie od płci każdy ma jakieś marzenia/ wyobrażenia o związku
                    dwojga kochających się ludzi. Jedni chcą małżeństwa, inni wolą wolny związek,
                    jedni chcą dzieci, inni nie, itd., itp.

                    Z moich obserwacji, a także z autopsji wynika, że nasze poglądy zmieniają z
                    czasem - zwłaszcza te dotyczące rodziny. Ja na przykład, będąc bardzo zakochaną
                    kobietą, pod koniec studiów wyszłam za mąż i oczywiście myślałam, ze kiedyś
                    będziemy mieć dzieci, ale od początku stawiałam sprawę jasno, że dopiero za
                    kilka lat, czyli po trzydziestce. Ówczesny mąż niby mi przytakiwał i rozumiał,
                    że zaczynam pracę, na której mi zależy, ale tak naprawdę miał inny schemat
                    naszego małżeństwa w głowie - od razu chciał dziecka i właściwie to zaczął
                    spoglądać zazdrosnym okiem na moją rozwijającą się karierę. I cóż...rozstaliśy
                    się, na szczęście w zgodzie. Nasze priorytety zasadniczo się rozmijały.

                    A wracając do Ciebie, to wydaje mi się, że Wasz związek nie ma sznas na
                    przetrwanie. Już od roku jesteście daleko od siebie i to nie tylko w sensie
                    odległości na mapie. Wiem, że nie jest łatwo i lekko "odpuścić" tych 7 lat, ale
                    zastanówcie się, czy to naprawdę ma sens. W moim odczucie macie zupełnie inne
                    oczekiwania.
                    Czasem tak już jest, że w naszym życiu pojawiają się pewne osoby i odchodzą
                    (nie mówię tu o śmierci) i w danym momencie naszego życia mieliście wspólny
                    cel, poglądy, priorytety. A teraz jesteście na, nazwijmy to, innych poziomach
                    energetycznych.

                    P.S.
                    Dla jasności dodam, że nie pisze tego karierowiczka, tylko kobieta, która
                    osiągnęła sukces zawodowy i teraz ma wspaniałego męża i dziecko, i myślimy o
                    powiększeniu rodziny:-).
                    Lepiej coś przeżyć i wyciągnąć wnioski niż tkwić w związku, który nie zadowala
                    obu stron.
                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 16:25
                      No to jedyna różnica między mną a Twoim byłym mężem polega na tym, że ja tam
                      nigdy na nic nie przytakiwałem i od zawsze mówiłem jakie mam poglądy w temacie
                      rodzina, dzieci itd. No i metoda kompromisów te kilka lat temu ustaliliśmy, że
                      dzieci owszem nie od razu po studiach tylko kiedyś tam - po kilku latach. No i
                      ten okres właśnie niedługo mija... No i może nie chodzi o straszną upierdliwość
                      z mojej strony na zasadzie 2 lata = 2 lata, a nie 2 lata i 1 miesiąc, ale to
                      jakoś tak się w ogóle nie zanosi na zmianę poglądów w tej sprawie z Jej strony
                      w najbliższym czasie.

                      Eh, dobrze Ci - kobieta sukcesu ze szczęśliwą rodziną. a jeszcze lepiej Twojemu
                      mężowi, bo zdaje się że o ile kobieta rodzinna jest gatunkiem ginącym, o tyle
                      kobieta rodzinna i do tego jeszcze z sukcesami zawodowymi - to prawie jak
                      mamut. Albo może ja jakieś takie dziwne osoby naokoło spotykam...
                      • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 07.10.05, 16:44
                        Eeeee tam zaraz mamut;))))
                        A tak poważnie, to jest nas całkiem sporo. Tylko widzisz, panuje jakaś taka
                        nagonka na kobiety, które odnoszą sukces zawodowy, to znaczy ludzie upraszczają
                        sukces(kariera)=zimna lala, kóra nie chce mieć rodziny i myśli tylko o kasie.
                        I niektóre z nas po prostu się do tego nie przyznają, ot co. Owszem, muszę
                        przyznać,że czasem trudno jest pogodzić sukces zawodowy z udanym życiem
                        rodzinnym, ale trzeba znaleźć złoty środek - indywidualny dla każdej pary.

                        Wiesz, niejedna babka chciałaby takiego mężczyzny jak Ty, bo ja z kolei
                        spotykam w pracy (a pracuję w ogromnej firmie, większość pracowników przed
                        trzydziestką) samych "chłopców" około trzydziestki, którym do głowy nie
                        przychodzi żeniaczka i dzieci, a moje fantastyczne, mądre i ładne koleżanki są
                        singlami...Smutne jest to, że niby mieszkamy w dużym mieście pełnym ludzi,
                        którzy marzą o miłości, ale oni jakimś dziwnym trafem nie mogą na siebie trafić
                        tylko się mijają...
                        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 20:15
                          Dodajesz mi wiary w ludzi, żona_i_mama! A tak ściślej to wiary w kobiety.
                          Wiesz, ja naprawdę nie mam nic naprzeciwko karierze zawodowej, tylko - jak sama
                          napisałaś - złoty środek... Rzecz w tym, że jakoś tak nie widzę za bardzo
                          tych "złotośrodkowych". Albo kariera na całego (domena kobiet inteligentnych),
                          albo w drugą stronę - kury domowe nadające się tylko do prania, sprzątania itp.
                          A kobieta odnosząca sukces zawodowy wcale nie koniecznie oznacza zimną lalę
                          moim zdaniem. Szczerze mówiąc trudno mi sobie wyobrazić związanie się z kobietą
                          niepracującą w ogóle, nie wspomnę o takiej, hm, inteligentnej inaczej. I tu
                          zaczyna się problem, bo takich rodzinnych+inteligentnych+pracujących ale nie do
                          przesady (=nie kur domowych ani nie dziewczynek tatusia)+wyglądających
                          niezniechęcająco+wolnych+w wieku odpowiednim (=od jakichś 24 do jakichś 28)
                          +normalnych (=nadających się do wypicia piwa, pojechania w góry, pójścia na
                          przyjęcie do cioci, na spotkanie ze znajomymi, na kulturny wieczór,pogadania na
                          każdy temat, powylegiwania się w łózku, poskakania po tapczanie bez wyraźnego
                          powodu, pojechania czasem autobusem nocnym a nie koniecznie taksówką i ogólnie,
                          no wiadomo) to za bardzo nie widzę. Może źle patrzę? Fakt faktem, że do tej
                          pory nie patrzyłem, wierząc w świetlaną przyszłość mojego związku. Ale,
                          choroba, jakoś zaczyna to nie wyglądać najlepiej...

                          Co to za firma gdzie pracujesz - może się przejdę? :-)
                          • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 10.10.05, 10:42
                            Witam w poniedziałek:)
                            Gdzie pracuję nie zdradzę;), a mówiąc serio sam przyznałeś, że do tej pory się
                            nie rozglądałeś, bo jesteś w związku. Jeśli jednak dojdzie do rozstania, to po
                            jakimś czasie pewnie zaczniesz się rozglądać i spotkasz normalną kobietę.
                            Ale jest jednen warunek (moim zdaniem): trzeba mieć głowę i serce otwarte. Co
                            mam na myśli? Otóż, czasami ludzie poszukujący swej połówki za bardzo
                            koncentrują się na spotkaniu swojego wymarzonego ideału i każdą napotkaną osobę
                            do takiego "skrojonego na miarę" partnera porównują...niestety nikt do tej
                            matrycy nie pasuje.
                            Innymi słowy, lubię obserwować innych ludzi i zauważyłam, że osoba poszukują
                            zakładają pewne zbyt sztywne ramy "potencjalnego pratnera/partnerki". Na
                            przykład nie rozumiem kobiet, które zakładają, że mężczyzna musi być starszy i
                            mieć magistra, koniec kropka. A przepraszam, czy troszkę młodszy i z
                            licencjatem czymś się różni. Przecież kultura osobista i IQ nie musza być
                            potwierdozne żadnymi papierkami.
                            Trochą zawile, ale i tak wiesz o co mi chodzi.
                              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 13:48
                                Witajcie w poniedziałek:-)

                                Co do postów - no, ja też się zgadzam. Inna sprawa, że z reguły wprowadzenie w
                                czyn nawet najsłuszniejszych założeń bywa trudne, ale pewnie możliwe - fakt
                                jest faktem, że się nie rozglądałem jako lojalny i wierny w sumie facet.

                                A co do wieku - mam nadzieję, że z tymi kobietami co zawsze chcą żeby facet był
                                starszy od nich to nie zawsze tak jest, bo osobiście chyba wolę takie w moim
                                wieku albo odrobinę starsze - jak się tak zacząłem zastanawiać teraz to w
                                gruncie rzeczy 99% moich znajomych stanowią kobiety starsze ode mnie o 1-3
                                lata, a jeśli chodzi o zgodność charakterów to najlepiej rozumieliśmy się chyba
                                z moją ex (sprzed 7 lat), która była ode mnie 1,5 roku starsza (tam się pojawił
                                nieco inny problem niż zgodność charakteru, ale to inna historia). Tak więc mam
                                nadzieję, że to akurat nie będzie jakimś poważnym ogranicznikiem.

                                A z innej beczki to uświadomiłem sobie, że w sumie peien problem natury
                                praktycznej ze znajdowanem kobiety/faceta w tym wieku jest dość niebanalny, no
                                bo gdzie szukać? Większość zajęta, a poza tym wszyscy pracują to i okazji do
                                spotykania nowych ludzi jakby mniej, na imprezach zawsze te same twarze...
                                Internet? Trochę mnie przerażają serwisy randkowe (przerażają hipotetycznie, bo
                                jak wcześniej pisałem wszystko jest dość świeże i nigdy się po nich też nie
                                rozglądałem),bo trochę mi to wionie bazarem... Mylę się?
                                • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 13:59
                                  No więc właśnie.Jak szukać?
                                  Internet banalny-i w większości tych wspomnianych serwisów(choć oczywiście to
                                  nie reguła)lepiej chyba sobie dać spokój.
                                  Znajomi-no przynajmniej moje otoczenie jest już "zajęte" lub totalnie
                                  nie "iskrzy".
                                  Imprezy-nie przepadam więc mam zmuszać siebie do biegania po klubach w sobotni
                                  wieczór?Niee..!
                                  Oczywiście większośc powie" to jak siedzisz w dom u to jak chcesz kogoś
                                  poznać?"-no i poradzą zapisanie się na jogę,chiński w biznesie,kurs origami czy
                                  Bóg jeden wie co jeszcze(podobno ma być oryginalnie).
                                  I co dalej?Bo ja już nie mam pomysłu.
                                  • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:16
                                    > No więc właśnie.Jak szukać?
                                    > Internet banalny-i w większości tych wspomnianych serwisów(choć oczywiście to
                                    > nie reguła)lepiej chyba sobie dać spokój.

                                    Hm, chyba właśnie niebanalny - jak dla mnie te serwisy są wręcz zbyt
                                    niebanalne...

                                    > Znajomi-no przynajmniej moje otoczenie jest już "zajęte" lub totalnie
                                    > nie "iskrzy".

                                    Dokłądnie. Żonaci (zamężne), dzieciate i w ogóle. Zaraz, ale Ty chyba pisałaś,
                                    że masz 23 lata - to u Was w Łodzi już wszyscy tacy na stałe powiązani w wieku
                                    lat 23?

                                    > Imprezy-nie przepadam więc mam zmuszać siebie do biegania po klubach w
                                    sobotni
                                    > wieczór?Niee..!

                                    Znam problem dokładnie. Jakoś bardziej mi pasuje popływać kajakiem albo połazić
                                    po górach, a jak do knajpy to na piweczko ze znajomymi (patrz poprzedni punkt)

                                    > Oczywiście większośc powie" to jak siedzisz w dom u to jak chcesz kogoś
                                    > poznać?"-no i poradzą zapisanie się na jogę,chiński w biznesie,kurs origami

                                    Heh, albo powiedzą, że miłość można spotkać choćby w autobusie. Co gorsza, sam
                                    udzielałem do niedawna takich popapranych rad kumplowi

                                    > I co dalej?Bo ja już nie mam pomysłu.

                                    Z dogłębnej analizy wynika, że można albo liczyć na szczęście, albo wziąć się
                                    za ów nieszczęsny internet. Inne koncepcje ktoś ma?
                                  • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 10.10.05, 14:18
                                    Wyobraźcie sobie, ze ja mojego męża spotkałam w pracy:))) Tak więc nie bardzo
                                    wiem, jak szukać. Ale jak sięgam pamięcią tych kilka lat wstecz, to naprawdę
                                    zastanawiałam się, gdzie mozna kogoś fajnego spotkać, bo było z takimi fajnymi
                                    mężczyznami marnie...
                                    Dla mnie internet odpada, bo z natury jestem nieufna, więc bałabym się, że ktoś
                                    po drugiej stronie nie do końca jest szczery - jakoś mam nieodparte wrażenie,
                                    że ludzie randkujący w internecie kreują się na kogoś innego niż są w
                                    rzeczywistości. Oczywiście uogólniam, ale w większości przypadków chyba tak
                                    jest.
                                    Aha, tak w ogóle to w moim przypadku sprawdziła się zasada, że jak nie szukasz
                                    to samo się znajdzie:). Wydaje mi się, że osoby poszukujące swojej połówki
                                    (niezależnie od płci) wysyłają takie dziwne niewerbalne, ale bardzo silne
                                    sygnały "jestem poszukujący/poszukująca" i to najnormalniej w świecie zraża
                                    potencjalnych zainteresowanych. A kiedy człowiek sobie odpuści, to zaczyna
                                    emanowac pozytywną i przyciągającą energią, i nagle spada na nas ten cud
                                    miłości jak grom z jasnego nieba.

                                    Poza tym jak się już jest około trzydziectki to większość ludzi jest zajęta
                                    albo z tak zwanego odzysku. Może więc warto się zastanowić, czy koniecznie to
                                    musi być panna/kawaler? Ja wiem, że dla niektórych to jest ogormnie ważne (np.
                                    chcę tylko i wyłącznie ślub kościelny, więc rozwodnik odpada), ale być może
                                    przez to, że nie daje się szansy komuś naprawdę wartościowemu można przegapić
                                    tę jedną jedyną...
                                    Zresztą z odzysku są nie tylko ludzie po rozwodzie, ale też samodzielnie
                                    wychowujacy dziecko (głównie kobiety). Znam osobiście kilka fantastycznych
                                    kobiet, które mają kilkuletnie dzieci i niestety niewielu jest chętnych.
                                    Odstrasza ich dziecko, a szkoda...

                                    A co Wy sądzicie o tych z odzysku i dawaniu im szansy?
                                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:48
                                      No więc o randkach z Internetu ja mogę powiedzieć jedno: mój przyjaciel włąśnie
                                      w ten sposób poznał niedawno kobietę i jest super szczęśliwy - to raptem kilka
                                      tygodni, ale zawsze jakiś pozytywny prognostyk dla Niego. Nie wiem, czy ludzie
                                      się kreują w sieci - Ci co liczą na ochotną panienkę / jurnego chłopca to
                                      pewnie tak. Ale jeśli szuka się czegoś poważniejszego niż pojedynczy stosunek
                                      to jaki to ma sens? Ale może ja jakiś dziwny jestem... W każdym razie ponieważ
                                      nie próbowałem to nie wiem...

                                      A co do "odzysku"... Wiesz, ja myślę tak, że problem nie polega na samym
                                      dziecku, bo to nie w tym rzecz - z mojego punktu widzenia młoda wdowa albo
                                      panna z dzieckiem bez ojca (bez ojca = nie wiadomo kto nim jest i nie będzie
                                      wiadomo, albo ojciec umarła albo cokolwiek tego typu) to tak jak panna bez
                                      dziecka. Natomiast po rozwodzie z dzieckiem (albo i bez rozwodu, ale ojciec
                                      gdzieś istnieje i co gorsza interesuje się nim) to już pewien problem - w
                                      pewnym stopniu wchodzisz w rodzinę i troszkę skazujesz się na wieczną
                                      rywalizację z "rodzonym"... I tylko to mogłoby mnie przerażać, a nie dziecko
                                      samo w sobie. Chociaż pewnie z drugiej strony gdybym się w takiej kobiecie
                                      naprawdę zakochał to co mi tam jakiś facet...
                                    • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:49
                                      Wiesz co...jeśli komuś przeszkadza przeszłość Twoich znajomych to nie jest
                                      nawet wart ich zainteresowania.
                                      To co?Te wszystkie wdowy,rozwódki,rozwodnicy,ludzie z dziećmi powinni pozmaykać
                                      się w klasztorach albo do końca życia siedzieć w domu??
                                      Uważam że tak samo im się należy szczęście w związku jak ludziom wolnym-tylko
                                      że stereotypy... A że mają jakąś "przeszłość"?Ona ma to do siebie że jest już
                                      poza nimi...
                                      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 15:07
                                        > A że mają jakąś "przeszłość"?Ona ma to do siebie że jest już
                                        > poza nimi...
                                        >
                                        No właśnie: i tu moim zdaniem dotykamy sedna. Bo jeśli to jest tylko
                                        przeszłość, to też uważam, że jak to komu przeszkadza to niech idzie precz.
                                        Gorzej jeśli to też częściowo przyszłość, a wchodząc w związek z kobietą, która
                                        ma dzieci z innym gościem, zaś ów gość tymi dziećmi się żywotnie interesuje po
                                        prostu troszkę komplikuje się sobie życie.

                                        I dlatego też moja teza jest taka, że z tym jest troszkę tak jak z mniej
                                        atrakcyjnymi kobietami/mężczyznami. Łatwiej poznawać kogoś będąc atrakcyjnym,
                                        ale to nie znaczy, że jak się atrakcyjnym nie jest to koniec, prawda?
    • harriet_makepeace moim zdaniem nic już z tego nie będzie 12.10.05, 13:14
      i to ani źle ani dobrze, ot po prostu zmieniliście się i poszliście w dwóch
      różnych kierunkach. Uważam, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby rozstanie
      się w, na ile to możliwe, przyjacielski sposób. A co będzie dalej to poczekasz
      i zobaczysz.
      Natomiast wcale nie powiedziane czy cię oszukiwała czy po prostu sama nie
      wiedziała jeszcze co dla niej w życiu jest ważne... ot i tyle moich "mądrości"
      • toytoyek A oto ciąg dalszy 12.10.05, 19:32
        Cześć wszystkim,

        No i mniej więcej, harriet_makepeace, tak się stało. A mówiąc ściślej to było
        tak, że mieliśmy poważnie porozmawiać, więc postanowiłem troszkę
        przygotować "grunt" pod tę rozmowę. To znaczy ustalić tak naprawdę co jest
        problemem. Bo myślę sobie, że takie sytuacje nigdy nie są winą jednej strony -
        nie po takim czasie przynajmniej (nie mówię o przypadku s..nów, którzy rwą ufne
        panienki na nockę), więc-co zresztą pewne-ja też coś robiłem nie tak. Pytanie:
        co i jak to zmienić. No więc zaproponowałem wymianę poglądów w tej właśnie
        kwestii: czego oczekujemy tak naprawdę od siebie wzajemnie, od życia... I
        sformułowałem taką listę czego ja bym pragnął, a w skrócie sprowadza się to do
        tego co już kiedyś tam pisałem. Przez ładnych kilka dni nie mogłem od Niej
        wyciągnąć tego samego,Ona cały czas że pogadamy jak przyjedzie do Polski,
        zresztą niedługo. Tylko że fundamentalne pytanie dla mnie czy ma zamiar wrócić
        wkrótce na stałe spotkało się z właściwie brakiem odpowiedzi... Więc zdobyłem
        się na jeszcze jedną próbę wyjaśnienia poszczególnych spraw. No i w zasadzie
        się wyjaśniło:pomijając szczegóły jednak uznała, że w obecnej chwili chyba ta
        praca tam jest dla niej ważniejsza i że mam "wolną rękę" - to cytat.

        Wiecie, przykro mi, ale mam pod jednym względem pewną małą pocieszałkę:
        przynajmniej wyjaśniliśmy sobie jak sprawy się mają. Bez jakichś kłótni,
        durnych wyrzutów (no może nie zupełnie bez wyrzutów, ale z rzeczowymi
        wyrzutami) i tylko szkoda, że wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy tak późno - nie
        żebym żałował tylu lat w tym związku, absolutnie. Tylko gdybyśmy pewne kwestie
        wyjaśnili wcześniej... Chociaż jakieś 2 lata temu już podobną rozmowę odbyliśmy
        i jakoś widać wiele nie pomogło...

        Morał z tego taki, że na obecną chwilę jestem właściwie sam, innymi słowy nie
        będę miał wyrzutów sumienia jeśli skusi mnie jakiś urok niewieści. Nie to żeby
        to było fajne, ale jako ohydnemu racjonaliście trochę mi ulżyło-przynajmniej
        wiem co jest grane.

        Ot i cała historia-happy endu póki co nie było, ale pewnie dla czytających
        wcześniejszą część wątku specjalnego zaskoczenia też nie?...

        Pozdrowionka pół-optymistyczno-pół-pesymistyczne (bo już wiemco jest grane, ale
        nie bardzo mi się to podoba).

        Aha, ja tam nigdy nie twierdziłem, że Ona oszukuje- myślę że masz rację
        harriet:-)
            • Gość: wieza10 Re: A oto ciąg dalszy IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 14.10.05, 10:48
              Witam, i pozwalam sobie włączyć się do dyskusji.

              ...tym bardziej, że świat pęka w szwach od kobiet pięknych mądrych,
              wykształconych, a do tego przepełnionych chęcią sprawdzenia się w roli matki i
              żony. Życzę zatem również powodzenia, bo przekonana jestem, że to już tuż tuż...
              Żyjemy w tak sfeminizowanym świecie, że mężczyzna Taki jak Ty, nie "uchowawa
              się" długo sam.
              Serdecznie pozdrawiam
              M.

              Ps. a kiedys na forum rozpoczniesz watek" jak dobrze zrobiem"....:-)
              • toytoyek Re: A oto ciąg dalszy 14.10.05, 12:32
                Cześć tajemnicza M. :-)

                Tak myślisz? Bo jak do tej pory to jak patrzę wokół to stwierdzam, że
                znalezienie takiej, która łączyłaby w sobie wszystkie wymienione cechy może nie
                być aż tak banalne, bo istotnie - pojedyncze z nich tak, ale wszystkie na
                raz... No i jeszcze jeden problem: jak już się taka znajdzie, to jeszcze do
                tego wszystkiego ona musi mnie zechcieć:-)

                A za optymizm i dibre życzenia pięknie dziękuję, wierząc nieustająco w ich
                spełnienie w czasie krótkim, o czym szanownych forumowiczów poinformować nie
                omieszkam :-)))

                T. (z wyraźnym napływem iście kobiecej radości, jak przystało na mężczyznę o
                duszy kobiety)
                  • toytoyek Re: A oto ciąg dalszy 15.10.05, 15:55
                    > I dodatkowo jeszcze: jak to nie wierzysz, że w innym wątku- dotyczącym
                    > pulchności ciała- nie pisałam o sobie;-)

                    No wierzę, wierzę:-) Wiesz, bo to jest tak, że ludzie często pytając o radę
                    kogoś (nie że na forum, tylko tak ogólnie) mówią tak na przykład: "bo wiesz,
                    mój kupel ma taki problem, że go ciągle boli brzuch jak się naje orzechów. Co
                    byś zrobił na jego miejscu, bo wiesz, chciałbym mu coś doradzić...",
                    jednocześnie zanosząc się od bólu brzucha w rezultacie konsumpcji zbyt wielu
                    orzechów:-)))

                    Ale wierzę, że nie jesteś ten przypadek częsty (ja bywam, na przykład:-), droga
                    M.!

                    I serdecznie przepraszam za insynuacje wszelkie, jednocześnie życząc miłego
                    dalszego ciągu tak pięknie rozpoczętego weekendu:-)
                    T.
    • Gość: ---yna Re: I co ja mam zrobić? IP: *.l / *.internetdsl.tpnet.pl 15.10.05, 21:37
      Chłopcze,jesteś unikatem na dzisiejsze czasy.Zmykaj z tego związku,zapomnij o
      niej,szanuj swe wartościowe życie.Gratuluję Twoim rodzicom,że wychowali takiego
      syna.
      Nie szukaj znajomości w dyskotekach,pubach,tam znajdziesz inną odmianę
      dziewcząt,które zabiorą Twój czas i marzenia.Są biblioteki,czytelnie pełne
      fajnych samotnych dziewcząt; tematu do rozmowy też nie zabraknie.Powodzenia...
      • Gość: toni Re: I co ja mam zrobić? IP: *.ct.gemini.ntplx.com 15.10.05, 21:57
        Masz racje, ze powinien sobie poszukac innej dziewczyny. Wyglada, ze ta obecna
        jego dziewczyna juz sobie cos znalazla(faceta) w Francii, ale jeszcze sie on
        jej nie oswiadczyl. Co jest super ciezko, jak rodzinni znajomi z Francii
        twierdza. Ich corka lekarka ladna szczupla blondynk tam urodzona wyszla za maz
        dopiero w wieki 50 majac dwoje dzieci, ale nie zdecydowanego faceta. Faceci
        (powiedzieli nam nawet jak ich rozpoznac) sa mistrzami uwodzenia i niedbaja co
        bedzie z dziewczyna za pare lat i pewnie jego dziewczyna o tym wie. Biblioteki,
        nawet jakies kursy na uniwersytecie i mozna zanlesz szobie bardziej odana
        dziewczyne. W koncu jest w Polsce, a tam Polek pelno.
    • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 00:54
      I dlaczego ja się nie dziwię? Wiesz, Toytoyku, fajnym ludziom to zawsze wiatr
      między oczy wieje. Ale pozostaje tylko mieć nadzieję, że i na Twojej ulicy
      kiedyś uśmiechnie się słoneczko. Grunt to w jego istnienie nie wątpić. :-)
      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 07:10
        Dzięęęęki wszystkim:-)

        Ja myślę, jeśli chodzi o Twoją sugestię, Toni, że to akurat chyba nie ten
        motyw. No mogę się mylić, ale akurat wydaje mi się, że bym się o tym
        dowiedział. No ale może nie mam racji.

        A fajnych dziewczyn... no mam nadzieję, że jest masa. A właściwie to mam
        nadzieję, że chociaż jedna i że na nią trafię jakimś cudem. A słoneczko - no
        chyba jak pisałem pierwszego posta w tym wątku to przyblakło, ale potem
        wróciło, bo niezależnie od wszystkiego ja tam widzę zawsze to pełne pół
        szklanki. Prawie zawsze.

        Iza, i co - przerzucasz się na Polaków? Tylko Ty chyba coś pisałaś o biednych i
        niewykształconych, to wypadam;-)
        • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 15:54
          Zabawny jestes toytoyku zgodnie z nickiem;-)))
          Tamten wątek jeśli go śledzisz był żartem ...sfabrykowanym specjalnie dla
          Toniego..;-)Jeśli o mnie chodzi...nie mam zadnych preferencji...facet musi miec
          to "cos" i to wszystko;-))Chłopaaaaaki !!! Śmiało!;-))).Sorry to chyba przez ta
          pogode bierze mnie jakas głupawka... Toni miał racje: jestem rozczochrana i
          chodze w wyciagniętym swetrze...co za intuicja...
          A co do szukania dziewczyn ... to nie polecam internetu...szkoda czasu...
          • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 16:05
            Ale zawsze można urządzić fajną zabawę i rozśmieszyć parę osób. :-) No i jak
            to, Izo, gdzie poza internetem poznałybyśmy takiego Toniego na przykład z całym
            bagażem jego wiedzy, przemyśleń i frapujących spostrzeżeń? Chyba przyznasz, że
            takich ludzi, jak on codziennie nie spotyka się. ;-)
            • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 19:22
              Ech Toni wywołuje tutaj mase emocji, wypieków na twarzy, zacisnietych pięsci,
              refleksji religijnych, jest przysłowiowym "kijem w mrowisko" ciekawe czy tez
              nie jest przypadkiem sfabrykowany jak moja wczorajsza oferta?;-))) Tasuje nasze
              wartości jak wytrawny gracz pokerowy...a potem udaje, że nic nie rozumie , bo
              język polski jest baaaardzo trudnym....;-))
              • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 23:17
                Ja sądzę, że on jest jak najbardziej prawdziwy i przez to właśnie wywołuje tyle
                emocji. On poprostu pisze to, co myśli. Z tym jego rozumieniem to często bywa
                tak, że on rzeczywiście czegoś nie rozumie. Jeśli uwzględnić tą opcję, to
                zrozumieć Toniego w jego niezrozumieniu i zaskakujących wnioskach jest o wiele
                łatwiej. We wszelkim wypadku jest ciekawie, bo do narzekań i poszukiwań wszyscy
                w miarę przyzwyczaili się, a tu taki człowiek znalazł się. :-)
          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 16:07
            No ba!

            A co do wątku dla Toniego - no co Ty? A ja byłem przekonany, że to zupełnie
            serio. Hm... popatrz,jak to kobiety potrafią zaskoczyć... No i po cichu
            zacząłem się martwić, że nie jestem Amerykaninem, ale tak sobie liczyłem, że
            jak Amerykanin się nie znajdzie to może poprzeczka się obniży i ktoś ze starego
            kontynentu też będzie OK...

            Iza, ale jak to że nie polecasz Internetu a sama tu siedzisz? Normalnie
            samokrytyka obywatelska! Ale weź coś rozwiń w tej kwestii, bo wątek ewoluuje w
            ciekawym kierunku.
            T.
            • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 16:10
              Ha, ostatni post znowu się wrył gdzie nie trzeba, po powstał po poście Izy i to
              się zasadniczo do niej odnosiło, jak mawia Toni.

              Ale musze powiedzieć white_flacon, że istotnie: takich gości jak Toni jak żyje
              jeszcze nie spotkałem gdzie indziej. No może dlatego, że nie byłem w USA? Ale w
              sumie to fajny z niego herbatnik, wesoło jest i w ogóle...
                • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 23:24
                  Toytoyek, zgadzam się z Tobą w pełni. Człowiek z niego zaskakujący i wesoły.
                  Takiego tu chyba dawno nie było. Ja sama najpierw wkurzałam się na Toniego,
                  kłóciłam się, a potem zaczęłam się zastanawiać, z której choinki on nam tu
                  spadł, no i zaczęłam cierpliwie dyskutować. Okazało się, że z nim i pogadać
                  można i dowiedzieć się - hmmm... arcyciekawych rzeczy. A spojrzenie na świat to
                  on ma bardzo oryginalne. ;-)

                  Co zaś dotyczy pomyłki w nicku - nie przejmuj się. Dla ułatwienia może pisz
                  sokółka i ujdzie. Już mnie różnie nazywali, komuś nawet kiedyś pomyliło sie i
                  nazwał mnie białym straszydłem. Oprychałam ze śmiechu monitor, jak taki zwrot
                  do mnie przeczytałam. :-)
            • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 19:33
              Toni herbatniczek słodki wie co robi...pół Ameryki uwiódł i teraz ruszył na
              biedne Polki...;-))Alez jestem kontenta, że moja oferta matrymonialna była
              wziena na serio...chyba mam dar przekonywania;-)) Jednak kobieta zmienna jest i
              teraz juz moja oferta jest ze skrajnie innej strony: zero wymagań, niech bedzie
              poprostu facet, każdego do piersi przytulę - tylko kto jest w stanie do mnie
              dotrzeć? Ciekawe czy mnie docenia tutaj? (hihih ale nie wiedza z jaką zołzą
              mają do czynienia..."bita smietana" poprostu...;-))))Mam nadzieję, że
              poprzeczki nie sa potrzebne przecież to net.
              A nie polecam netu, bo tutaj można miec 1001 twarzy, kto sie w nich połapie?
              Ja tutaj jestem po to, aby Wam o tym powiedziec....drogie herbatniczki, żuczki
              i biedronki...;-))
              • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 20:05
                Ależ mam powodzenie, nie moge sie opędzic...;-)) Toni pewnie śpi ze wzgledu na
                róznice czasu albo jest w pracy i obmysla plany strategiczne...albo zaniemógł
                na wieśc o mojej niecodziennej ofercie... Toytoyek pewnie szuka zabawek albo
                czytelni wypchanych madrymi dziewczynami, albo odbiera liczne maile i jest
                dopiero w połowie dzisiejszej poczty.Inni zaś tęsknią na odległośc 8 tysiecy
                kilometrów do swoich połówek...i co ja tutaj właściwie robię? Net to przeciez
                tylko kabelek, literki i wrażenie straconego czasu....czy to opadające
                liście...czy zaduszki w perspektywie...(?)
                • white.falcon Czekasz na Toniego i Toytoyka, Izo ;-) 16.10.05, 23:28
                  Jak to co, Izo, robisz? Czekasz na dwóch ciasteczkowych - forumowych
                  dżentelmenów. Przyjdą i rozweselą, wywołają uśmiech na buzi. I świat dookoła -
                  ten realny - zrobi się milszy i sympatyczniejszy, bo będziesz miała świadomość,
                  że tych dwóch pierniczkowych dżentelmenów istnieje gdzieś tam na świecie i
                  nieważnie, jakie mają buzie. ;-)
                • Gość: toni Re: I co ja mam zrobić? IP: *.ct.gemini.ntplx.com 17.10.05, 00:46
                  Ja wiem, ze to w koncu dzial "Romantica", ale oniesmielasz mnie jak sie tak
                  romantycznie nastawiasz z mojego powodu. To jest zupelnie inne jak nas
                  osobiscie dotyczy. W przypadku Twojej e-poczty do mnie, bede musial poprosic
                  kogos zaufanego, aby Ciebie odpytal kim jestes(ja traktuje cala oferte
                  powaznie), bo nawet sam bym, po tym wszystkim nie potrafil. Juz wyobrazam sobie
                  co by bylo, jak bym spojaw w Twoje oczy.
                  Och, ale by byla cisza. Hmmmmmmmmmmmmm.
                  Dobrej Nocy Zycze.

                  P.S. Mielismy powodz w naszej okolicy i musze pomagac znajomym dzisiaj i jutro
                  przy sprzataniu. Chyba wracam w nadchodzacy wtorek.
                • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 01:15
                  Hej, dopiero teraz piszę, bo jak wróciłem do domu (tak Iza, z czytelni, dobrze
                  kombinujesz) to była 22.00, a jak zacząłem sprawdzać liczną korespondencję (90%
                  maili od dziewczyn z USA, bo tam ponoć jacyś dziwni faceci są) to się zeszło.

                  Ha! Ktoś tu sobie ze mnie jajca za przeproszeniem robi, co karygodnym jest -
                  jak można sobie robić jajca z założyciela wątku, no jak? No i to jeszcze z
                  założyciela, który jeszcze niedawno miał całkiem pesymistyczne spojrzenie na
                  świat i całkiem mu nie do śmiechu było, ha?

                  Ale wiele się zmieniło. Na serio. Bo nagle się okazało, że - czego nie miałem
                  do tej pory świadomości - prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i ni
                  stąd ni z owąd nagle bardzo zapracowani znajomi ludzie mają dla mnie kupę czasu
                  (i nie tylko czasu, ale dla zainteresowanych o tym może kiedyś) i jakoś tak
                  moje kontakty towarzyskie po 7 latach zaczęły się odradzać w tempie szybkim -
                  tak trochę się czuję jak 18-latek w niektórych sytuacjach.

                  Ale w zaistniałej sytuacji wykorzystam fakt, że Toni daleko za oceanem i tym
                  sposobem z przyczyn terytorialnych stanowi mniejszą konkurencję dla mnie i
                  wystąpię ze śmiałą namową podążając za wzorem innych na tym forum, jakże często
                  zamieszczających tu ogłoszenia o treści wiadomej. Droga Izo, jeśli masz ochotę
                  to stawiam piwo celem ustalenia kwestii wyższości Amerykanów nad nie-
                  Amerykanami, bo widziałem w innym wątku, że masz co do tego wątpliwości. W
                  Warszawie stawiam, nie w USA, bo tak się durnie złożyło, że ja z Warszawy
                  jestem, za co z góry przepraszam. I to nawet na serio, bo lubię pić piwo w
                  towarzystwie kobiet nieuczesanych a zarazem inteligentnych (choć wrednyych
                  niestety, o czym w innym wątku miałem okazję się przekonać i nad czym boleję
                  okrutnie...).

                  PS. Toni też jesteś zaproszony, tylko daj znać kiedy będziesz w Warszawie. I
                  oczywiście Sokółka też!
                  • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 08:50
                    No widzisz jak miło zrobiło sie w tym wątku choc nie przypomina on w niczym
                    tematu. Ale zasada jest taka, że jak ktos chce ci cos powiedziec to zaglada
                    tutaj, a skoro watek sie wydłuża tzn., że masz wzięcie;-))) Jakie sa te
                    dziewczyny z USA? chetnie posłucham wywodów na temat wyzszosci Nieamerykanów
                    nad Amerykanami zapewne podobnej jak o wyższosci Świat Wielkiej nocy nad
                    świetami Bożego Narodzenia...Fryzura ciagle mi sie tarmosi i masz to
                    zagwarantowane zas co do mojej inteligencji - iscie sezonowa;-)))tak samo jak
                    wrednośc moja pospolita...ja tez nad tym boleje i gryze się w język...a raczej
                    w palce...ale Warszawa? hm.... troche daleko, choc nigdy nie wiadomo..;-))
                    Pozdrawiam ciepło wszystkich.
                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 10:01
                      No zrobiło się miło, to fakt jest absolutnie niepodważalny. Tylko mniej miło,
                      bo poniedziałek znowu:-( , ale co tam :-)

                      Co do wzięcia, to niestety zauważyłem, iż, sądząc po długości wątku, nieco
                      większe wzięcie ma Toni. Uprasza się zatem wszystkich narodowców nawet nie
                      zainteresowanych mą osobą o patriotyczne dopisywanie tutaj kolejnych postów w
                      celu stworzenia iluzji przewagi Nie-amerykanina (nie mam pojęcia czy tak to się
                      pisze?) nad Amerykaninem. W tej materii płeć i stopień rozczocharania -
                      nieistotne.

                      No jak Warszawa daleko to niedobrze, bo oferta aktualna tylko w Warszawie -
                      koszt powrotu do domu taksówką po spożyciu odpowiedniej ilości piwa na przykład
                      w Białymstoku mógłby finansowo znacznie osłabić moje szanse w walce o prymat do
                      serc niewieścich, jako że spowodowałby niemożność zapraszania na kolene piwo w
                      dość długim okresie, co podrywacze z zagranicy mogliby skrzętnie wykorzystać.
                      A szkoda, bo wywody na temat wyższości Nie-Amerykanów nad Amerykanami, choć w
                      treści istotnie mogą nie być mądrzejsze od tworów Stanisławskiego, o tyle w
                      formie całkiem atrakcyjne być mogą;-)
                      • meduza4 Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 10:14
                        toytoyek napisał:

                        > Co do wzięcia, to niestety zauważyłem, iż, sądząc po długości wątku, nieco
                        > większe wzięcie ma Toni. Uprasza się zatem wszystkich narodowców nawet nie
                        > zainteresowanych mą osobą o patriotyczne dopisywanie tutaj kolejnych postów

                        Mnie nawet nie chodzi o patriotyzm - wpisze sie tu, bo Toni mnie zameczyl ;-PPP


                        > No jak Warszawa daleko to niedobrze, bo oferta aktualna tylko w Warszawie -
                        > koszt powrotu do domu taksówką po spożyciu odpowiedniej ilości piwa na
                        przykład
                        >
                        > w Białymstoku mógłby finansowo znacznie osłabić moje szanse w walce o prymat
                        do
                        >
                        > serc niewieścich,

                        Hmmmm, szkoda, ze tylko Warszawa wchodzi w gre...
                        Jakby do mnie ktos z daleka przyjechal to bym nie kazala wracac do domu
                        taksowka. Na wycieraczce moglby przenocowac (mam w koncu Boga w sercu) ;-PPP

                        A poza tym bylo w jednej piosence "pieniadze nie kupia mnie lecz oczu Twych
                        blask" co wszystkim panom pozostawiam do przemyslenia...
                        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 10:24
                          > Hmmmm, szkoda, ze tylko Warszawa wchodzi w gre...
                          > Jakby do mnie ktos z daleka przyjechal to bym nie kazala wracac do domu
                          > taksowka. Na wycieraczce moglby przenocowac (mam w koncu Boga w sercu) ;-PPP

                          Oj, zaczynasz kusić... A z jakiego tworzywa jest wycieraczka? Bo jak z gumy i
                          ma takie podłużne paski to odpada, bo się mogą odciski orobić takie
                          nieprzyjemne.
                          >
                          > A poza tym bylo w jednej piosence "pieniadze nie kupia mnie lecz oczu Twych
                          > blask" co wszystkim panom pozostawiam do przemyslenia...
                          >
                          Wiesz, ja myślę, że nie jestem na pewno typem pana, który akurat na kasę mógłby
                          kogoś wyrywać, bo takiej ilości kasy to ja nie mam żeby zrobić akurat tym
                          wrażenie. Natomiast nie oszukujmy się, że nie mając w ogóle pieniędzy (ale tak
                          w ogóle w ogóle) to się specjalnego wrażenia zrobić nie da, bo to nawet do kina
                          czy na piwo się nie pójdzie, kwiatka się nie kupi itd. Tak więc lepiej w tym
                          Białegostoku to nie...
                          • meduza4 Kasa i wycieraczka ;-) 17.10.05, 10:37
                            toytoyek napisał:

                            > Oj, zaczynasz kusić... A z jakiego tworzywa jest wycieraczka? Bo jak z gumy i
                            > ma takie podłużne paski to odpada, bo się mogą odciski orobić takie
                            > nieprzyjemne.

                            Nie, nie jest gumowa. Chyba jakies tworzywo naturalne (taka pleciona) ale
                            kurcze, skad sie moge znac na wycieraczkach???

                            > > A poza tym bylo w jednej piosence "pieniadze nie kupia mnie lecz oczu Twy
                            > ch
                            > > blask" co wszystkim panom pozostawiam do przemyslenia...
                            > >
                            > Wiesz, ja myślę, że nie jestem na pewno typem pana, który akurat na kasę
                            mógłby
                            >
                            > kogoś wyrywać, bo takiej ilości kasy to ja nie mam żeby zrobić akurat tym
                            > wrażenie.

                            Ba:-) No to juz wiesz, czemu nie robie wrazenia na mezczyznach: bo nie mam na
                            tyle kasy, zeby kupic sobie takie modne buciki jednorazowki za 200PLN i inne
                            gadzety.


                            > Natomiast nie oszukujmy się, że nie mając w ogóle pieniędzy (ale tak
                            > w ogóle w ogóle) to się specjalnego wrażenia zrobić nie da, bo to nawet do
                            kina
                            >
                            > czy na piwo się nie pójdzie, kwiatka się nie kupi itd. Tak więc lepiej w tym
                            > Białegostoku to nie...

                            No tak, ale wtedy to nie kupisz kwiatka ani w Warszawie ani w Bialymstoku.
                            Tylko w Bialymstoku to jeszcze gdzies zerwiesz jakies niezapominajki czy
                            margerytki, a w Warszawie? Chyba roze z klombu ;-)

                            Dobra, wycofuje swoja kandydature i przemilczam wszelkie potencjalne propozycje
                            jak ma byc tylko Warszawa...
                            • toytoyek Re: Kasa i wycieraczka ;-) 17.10.05, 10:43
                              > Nie, nie jest gumowa. Chyba jakies tworzywo naturalne (taka pleciona) ale
                              > kurcze, skad sie moge znac na wycieraczkach???

                              No jak pleciona to powinnaś - w końcu jak się umie jaśki haftować, że tak
                              nawiążę do innego wątku...
                              >
                              > Ba:-) No to juz wiesz, czemu nie robie wrazenia na mezczyznach: bo nie mam na
                              > tyle kasy, zeby kupic sobie takie modne buciki jednorazowki za 200PLN i inne
                              > gadzety.

                              No ale tu to na pewno żartujesz, co? Bo jeśłi serio to naprawdę na jakichś
                              dziwnych panów byś musiala trafiać, gdyby właśnie to miało ich zniechęcać.
                              >
                              > No tak, ale wtedy to nie kupisz kwiatka ani w Warszawie ani w Bialymstoku.
                              > Tylko w Bialymstoku to jeszcze gdzies zerwiesz jakies niezapominajki czy
                              > margerytki, a w Warszawie? Chyba roze z klombu ;-)

                              No tak tak, tylko wątek Białegostoku pojawił sie z przyczyn czysto
                              technicznych, jako miejsce do którego dość daleko na piwo. A okolice
                              Białegostoku (bo może nie koniecznie sam Białystok)bardzo ładne i o wiele
                              ciekawsze niż Warszawy, to to ja wiem.
                              >
                              > Dobra, wycofuje swoja kandydature i przemilczam wszelkie potencjalne
                              propozycje jak ma byc tylko Warszawa...

                              Ale jakichś biznesów w Warszawie nie masz? Bo jeśli to może jednak? W razie
                              czego -moja wycieraczka też pleciona i odciski się nie robią :-))
                              • meduza4 Re: Kasa i wycieraczka ;-) 17.10.05, 10:59
                                toytoyek napisał:

                                > > Nie, nie jest gumowa. Chyba jakies tworzywo naturalne (taka pleciona) ale
                                >
                                > > kurcze, skad sie moge znac na wycieraczkach???
                                >
                                > No jak pleciona to powinnaś - w końcu jak się umie jaśki haftować, że tak
                                > nawiążę do innego wątku...

                                No tak, ale ta wycieraczka nie jest haftowana a moje jaski nie sa plecione.
                                To juz powazny problem techniczny, ktorego rozwiazanie wymagaloby ode mnie
                                znacznie glebszej wiedzy ;-)

                                > >
                                > > Ba:-) No to juz wiesz, czemu nie robie wrazenia na mezczyznach: bo nie ma
                                > m na
                                > > tyle kasy, zeby kupic sobie takie modne buciki jednorazowki za 200PLN i i
                                > nne
                                > > gadzety.
                                >
                                > No ale tu to na pewno żartujesz, co? Bo jeśłi serio to naprawdę na jakichś
                                > dziwnych panów byś musiala trafiać, gdyby właśnie to miało ich zniechęcać.
                                > >
                                Ha! Tu nie chodzi tylko o buciki. Jak kobieta nie ma na takie buciki to na
                                pewno nie stac jej na wiele innych rzeczy (samochod, mieszkanie, itd...),
                                a zdarzylo sie chyba ze dwa razy, ze swiezo poznany facet pytal ile zarabiam
                                i czy mam wlasne mieszkanie. Niestety nie mam, pomimo iz mieszkam sama :-(
                                To, ze mieszkam sama ich zmylilo...


                                > > No tak, ale wtedy to nie kupisz kwiatka ani w Warszawie ani w Bialymstoku
                                > .
                                > > Tylko w Bialymstoku to jeszcze gdzies zerwiesz jakies niezapominajki czy
                                > > margerytki, a w Warszawie? Chyba roze z klombu ;-)
                                >
                                > No tak tak, tylko wątek Białegostoku pojawił sie z przyczyn czysto
                                > technicznych, jako miejsce do którego dość daleko na piwo. A okolice
                                > Białegostoku (bo może nie koniecznie sam Białystok)bardzo ładne i o wiele
                                > ciekawsze niż Warszawy, to to ja wiem.
                                > >
                                Niemam mapy, ale ode mnie do Warszawy wcale nie blizej :-(((

                                > > Dobra, wycofuje swoja kandydature i przemilczam wszelkie potencjalne
                                > propozycje jak ma byc tylko Warszawa...
                                >
                                > Ale jakichś biznesów w Warszawie nie masz? Bo jeśli to może jednak? W razie
                                > czego -moja wycieraczka też pleciona i odciski się nie robią :-))

                                Lo matko, na razie biznesow w Warszawie nie mam. A poza tym piwo tam drogie,
                                u mnie jest tansze :-)
                      • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:35
                        Rozumiem jak panowie bija sie o białogłowe ale o długośc wątku???;-)))
                        A musi to piwo być w Warszawie? bo ja jestem jakies 250 kilosków dalej...tutaj
                        tez piwa dostatek...a musi być piwo, słyszałam, że niektórzy preferuja
                        wycieraczki z gatunku tkanych. Ale dlaczego nie pracujecie przeciez dzisiaj
                        jest poniedziałek skąd weźmiecie kase na piwo jak Was szef wyrzuci za okradanie
                        czasu pracy dyskusja na forum?
                        Toytoyku....plissss nieco rabka uchyl o atrakcyjności formy Twoich rozwazań o
                        wyższości Nie-Amerykanów.-)))
                  • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 09:59
                    Ja akurat jestem z Warszawy i tu siedzę i piwo też lubię, ale tak wpraszać się
                    na czwartego, tudzież trzeciego do tego piwa? Mam wątpliwości jakoweś i tak
                    podejrzliwie na to patrzę, niezbyt wiedząc, czy się pchać w towarzystwo, bo i
                    tak wetknęłam się w dyskusję nieproszona, ciesząc się, że jeszcze nikt mi za tą
                    wtrącalskość dzioba nie przytrzasnął. No chyba że Toni przyleciałby do Polski
                    (Okęcie blisko), to pokusa byłaby wielka osobiście poznać tę osobę (nie mylić z
                    osobliwością, jak by co!). ;-)

                    Pozdrawiam poniedziałkowo, życząc smacznych kaw, herbat, soczków. :-)
                    Sokoliczka
                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 10:28
                      > Ja akurat jestem z Warszawy i tu siedzę i piwo też lubię, ale tak wpraszać
                      się
                      > na czwartego, tudzież trzeciego do tego piwa?

                      Ależ ja nie widzę przeciwskazań. Odkryłem nawet takie miejsce na Polach
                      Mokotowskich, gdzie w miarę sympatycznie i ciepło nawet, a za to niedrogo. Ale
                      nazwy nie podam, bo mi zaraz Admin wytnie posta.

                      Mam wątpliwości jakoweś i tak
                      > podejrzliwie na to patrzę, niezbyt wiedząc, czy się pchać w towarzystwo, bo i
                      > tak wetknęłam się w dyskusję nieproszona, ciesząc się, że jeszcze nikt mi za
                      tą wtrącalskość dzioba nie przytrzasnął.

                      O tam zaraz przytrzasnął dzioba! A poza tym dyskusja jest otwarta. A poza tym
                      to walczymy o złotą patelnię w konkurencji długość wątku - na razie Toni
                      wygrywa, ale przewaga topnieje!

                      No chyba że Toni przyleciałby do Polski
                      > (Okęcie blisko), to pokusa byłaby wielka osobiście poznać tę osobę (nie mylić
                      z osobliwością, jak by co!). ;-)

                      Zupełnie nie wiem skąd ten złośliwy dopisek o osobliwości - no nie wiem
                      naprawdę. Ale Toni - też jesteś zaproszony. Taksówkę z Okęcia mogę zafundować -
                      a co tam. A tak z ciekawości jak Toni to czytasz, to skąd jesteś ze Stanów?
                      Typuję Utah.
                        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 11:43
                          No witamy nowego przeszkadzacza! Wątek istotnie z nieco przygnębiającego
                          przeszedł ewolucyjnie do form komediowych.

                          Iza 250 kilosków od Warszawy - no nie no, bez sensu. To z Meduzą chyba możecie
                          iść na piwo, bo za taksę za 250km bulić to okrutne, a na wycieraczkach sypiać
                          nie chcę, bo się łatwo w nocy przeziębiam, ot co.

                          A co do uchylenia tajemnicy odnośnie formy: zabawnie choć z lekką nutką
                          dekadencji, elegancko choć z cieniem zaniedbania, urokliwie choć z podcieniem
                          męskiej chropowatości...

                          A szef mnie z pracy nie wyrzuci, bo ja mam szefową:-))))
                          • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:52
                            alez tutaj sie tłoczno zrobiło, a mnie praca goni i bede musiała Was zostawić
                            na pastwe netu...na jakis czas...
                            Wiedziałam, że 250 km to bez sensu, więc pewnie 8 tys. ze stanu Utah tez bez
                            sensu...wiec co ja tutaj robię, jak na piwo nawet nie mam szansy,buuuuu
                            Nie wiem co z tymi wycieraczkami, ale ktoś tutaj pytał z czego sa jakby
                            szczególnie się w nich specjalizował...znaczy się na rowkach w
                            wycieraczkach...;-)Ale mam wrażenie, że jestes niedogrzany...albo przegrzany
                            jesli nawet wycieraczki sobie nie podkładasz spiąc w gosciach...;-)

                            zabawnie choć z lekką nutką
                            > dekadencji, elegancko choć z cieniem zaniedbania, urokliwie choć z podcieniem
                            > męskiej chropowatości...

                            dalej proszę, dalej robi sie ciekawie...lubię takie zaprzeczenia w kontraście:
                            elegancja kontra meska chropowatośc...bedzie o czym myslec u klienta. Pozdrówka
                            • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:01
                              > Wiedziałam, że 250 km to bez sensu, więc pewnie 8 tys. ze stanu Utah tez bez
                              > sensu...wiec co ja tutaj robię, jak na piwo nawet nie mam szansy,buuuuu

                              Przyyyyyjedź do nas na piiiiiwo. Dołożę się do tej taksówki, niech będzie.

                              > Nie wiem co z tymi wycieraczkami, ale ktoś tutaj pytał z czego sa jakby
                              > szczególnie się w nich specjalizował...znaczy się na rowkach w
                              > wycieraczkach...;-)Ale mam wrażenie, że jestes niedogrzany...albo przegrzany
                              > jesli nawet wycieraczki sobie nie podkładasz spiąc w gosciach...;-)
                              >
                              No, wycieraczki to moja specjalność. Nie wiem, ale chyba nie napisałem nawet,
                              że po ukończeniu Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Kutrzycach Małych zająłem się
                              zawodowo wytłaczaniem rowków w wycieraczkach z PCV, a jak te przestały być
                              modne to się przerzuciłem na gumowe.

                              > dalej proszę, dalej robi sie ciekawie...lubię takie zaprzeczenia w
                              kontraście:
                              > elegancja kontra meska chropowatośc...bedzie o czym myslec u klienta.

                              Hehe, jak chodzi o elegancję to tyczy się to formy wypowiedzi bardziej niż
                              formy wypowiadającego, bo wypowiadający, choć nie rozczochrany (co związane
                              jest ze stosunkowo krótkim owłosieniem), w tym kierunku nie wyróżnia się
                              zbytnio.

                              A dalsze kontrasty? Hmm... to jak przyjedziesz na piwo... Bo czymże jest 250km -
                              u progu zmian w swoim życiu przed lotem do Utah czas zacząć się hartować na
                              krótszych dystansach...
                                • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:24
                                  > hahahah ale jestem rozbawiona twoim zawodem wyniesionym ze szkoły w
                                  Kutrzycach Małych... a plecione tez?

                                  Wiedziałem, że moje szczere wyznanie nie spotka się ze zrozumieniem, a ironia
                                  to jedyne co może nastąpić. To boli. I jak dziś natłoczę krzywe roki to będzie
                                  to też Twoja wina. O.

                                  A plecionych nie produkuję, bo majster miał kiedyś taką maszynę do robienia
                                  plecionych, ale od czasu jak kumpel skądś skitrał trochę borygo i jak żeśmy
                                  podpili to Antek podłożył łapę pod pleciarkę i nie dość że mu oderwało to
                                  jeszcze maszyna się popsuła już ich nie robimy. Zresztą zbytu na to nie było,
                                  bo na Ukrainie dużo tego robią i są tańsze. A podobno latem zaleje nas fala
                                  plecionych wycieraczek z Chin, bo jak im narobili tych afer z truskawkami to
                                  się przerzucili na wycieraczki. No i szef powiedział, że będziemy wchodzić
                                  raczej w sektor gumowych z tłoczonymi rowkami.

                                  > Tylko prosze mnie nie swatać z Utahem bo ja jestem zabardzo rozczochrana...i
                                  jak pisałam nie do wzięcia matrymonialnego PPP

                                  Zaraz, a czy on pisał, że szuka nierozczochranych?
                                  • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 12:35
                                    No przyssało mnie dzisiaj do kompa jak nie wiem chyba z głodu umrę...ale zaraz
                                    Was zostawię choćby była powódź ...przecież Toni musi miec powód aby tutaj
                                    uratowac jakies niewieście dusze, choćby dryfowały na gumowych wycieraczkach...
                                    Toytoek wiesz ja się smiałam, bo to ciekawy zbieg okolicznoci ja kiedys
                                    specjalizowałam się w takich makatkach ze sznurka od snopowiazałek, makrama czy
                                    jakos tak to sie nazywało, więc spotkali sie raczej fachowcy. Własnie zbieram
                                    oferty pracy nakładczej na forum biznes pod nickiem duszka2. A ten Antek to
                                    chociaz przystojny? Wiesz gumowe na deszczowa pogode chyba niezbyt trafione,
                                    powiny być dwustronne...z drugiej strony z plecionki...
                                    Pan ze stanu Utah pisał kiedyś, że jego zona nie może być rozczochrana, w
                                    wyciągnietym swetrze, obwisłych rajtuzach( hihih ciekawe co by na to powiedział
                                    Robin Hood) i koslawych kapciach, ze spieprzonym obiadem nie na czas...Odsyłam
                                    do lektury;-)))
                                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:44
                                      Widać nie śledziłem dosć dokładnie wynurzeń kolegi z Utah. Eh, starość,
                                      trudności z koncentracją...

                                      A Antek super. Taki trochę w typie Robin Hooda, tylko trochę durnie teraz
                                      wygląda bez ręki jednej. Na szczęście lewej, więc podpisać się na liście
                                      obecności w pośredniaku może. Tylko jak browara otwiera to jest kłopot, no bo
                                      jedną ręką to pewne utrudnienie...
                              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:26
                                > meduza proponuje piwko w Toruniu...takie NIE-Warszawskie, Warszawskie na
                                > wycieraczkę...może byc też frytko-hotdogo-pizza od kaczora;-)))))) tudziez
                                > inne frykasy znane tylko wtajemniczonym....

                                No ja myślę, że w Toruniu to na pierniki powinnyście iść - czy to są te frykasy
                                znane tylko wtajemniczonym?
                                • meduza4 Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:31
                                  toytoyek napisał:

                                  > > meduza proponuje piwko w Toruniu...takie NIE-Warszawskie, Warszawskie na
                                  > > wycieraczkę...może byc też frytko-hotdogo-pizza od kaczora;-)))))) tudzie
                                  > z
                                  > > inne frykasy znane tylko wtajemniczonym....
                                  >
                                  > No ja myślę, że w Toruniu to na pierniki powinnyście iść - czy to są te
                                  frykasy
                                  >
                                  > znane tylko wtajemniczonym?


                                  To piwko w Toruniu byloby realne (pierniki tez) gdyby sie na mnie rodzona
                                  siostra nie obrazila (kompletnie nie wiem o co). Dwa razy bylam tam odwiedzic
                                  siostre i szwagra :-)
                                  • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:45
                                    > Blisko, blisko...pierniczki, katarzynki, serca w czekoladzie, karety ze
                                    > złota...czego dusza zapragnie...

                                    No i chcąc nie chcąc znów zbliżamy się do herbatników, pierniczkowych
                                    dżentlmenów... Rozmarzyłem się...
                      • white.falcon O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 11:47
                        Pola Mokotowkie, mawiasz? To prawie moje klimaty i jak mi podrzucisz nazwę
                        czegoś w okolicy, to mogę znać, choć z jakichś tajemniczych powodów ciągle
                        skłaniam się w stronę Puławskiej i Racławickiej (może dlatego, że to okolice
                        mojej pracy?).

                        Złota patelnia? A co na niej będziemy piec? Czy też ma posłużyć do puszczania
                        zajączków, gdy Toni wysiądzie z samolotu? Takie niekonwencjonalne zajączki
                        powitalne.

                        Na temat dzioba uspokoiłam się. Ufff. Wolę go mieć nieprzytrzaśniętego, bo taki
                        sokół z przytrzaśniętym dziobem to porażka. ;-)
                        • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:06
                          > Pola Mokotowkie, mawiasz? To prawie moje klimaty i jak mi podrzucisz nazwę
                          > czegoś w okolicy, to mogę znać, choć z jakichś tajemniczych powodów ciągle
                          > skłaniam się w stronę Puławskiej i Racławickiej (może dlatego, że to okolice
                          > mojej pracy?).

                          To ja może powiem tak, celem uniknięcia podejrzeń o kryptoreklamę: nazwa jest
                          taka jak nazwa ptaka kojarzącego się z oboma kandydatami na prezydenta.

                          Ale zaszalałem normalnie - rebus że hej. Ale fakt faktem, że gdzie indziej piwa
                          za 4PLN (Warka) czy 5PLN (Żywiec) to ja w centrum Wwy nie widziałem...

                          >
                          > Złota patelnia? A co na niej będziemy piec? Czy też ma posłużyć do puszczania
                          > zajączków, gdy Toni wysiądzie z samolotu? Takie niekonwencjonalne zajączki
                          > powitalne.

                          Będziemy robić dżambalaję - słyszałem, że to tradycyjne amerykańskie (coś dla
                          Izy, znaczy się kontrast: tradycyjne amerykańskie). Zajączki też możemy ale
                          puszczać, bo za miłe żeby je piec. A poza tym kto to pamięta:

                          -Kawa i wuzetka i co jeszcze?
                          -Ale ja nie zamawiałem...
                          -Kawa i wuzetka jest obowiązkowa. Bijemy się o ZŁOTĄ PATELNIĘ.

                          (może trochę zmieniłem). kto pamięta, ha?
                          >
                          > Na temat dzioba uspokoiłam się. Ufff. Wolę go mieć nieprzytrzaśniętego, bo
                          taki sokół z przytrzaśniętym dziobem to porażka. ;-)

                          No beznadziejny. Całe szczęście, że nikt Ci nie przytrzasnął, bo by było...
                          • agniecha1979 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:31
                            hihih czytam czytam i nie moge się w tym wszystkim połapac;))) Kurcze 250 km to
                            nie jest wiele... Mój kolega z Wawy ma dziewczyne w Białymstoku i sa
                            najszczęśliwsza para jaką znam:) Nio i on nie sypia na wycieraczce!!! Miłość
                            nie zna granic hehe i cóż to jest 250 km wobec wieczności:)))))
                            • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:38
                              No pewnie 250 kilometrów to jest nic wobec wieczności, ba: nawet nic w stosunku
                              do 8 tysięcy km dzielących nas od Utah! Ale nie zmienia to faktu, że w obliczu
                              miłości może i niedużo, ale w obliczu wieczora przy piwie - nieco więcej.

                              No a z wycieraczką... Cóż: widać Meduza nei kocha mnie miłością na tyle silną,
                              żeby wpuścić mnie do środka, żebym mógł przekroczyć ową niewidzialną granicę,
                              której wycieraczka jest jedynie symbolem...
                              • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:47
                                toytoyek napisał:

                                >
                                > No a z wycieraczką... Cóż: widać Meduza nei kocha mnie miłością na tyle
                                silną,
                                > żeby wpuścić mnie do środka, żebym mógł przekroczyć ową niewidzialną granicę,
                                > której wycieraczka jest jedynie symbolem...


                                Wrrrr, teraz to jestem zla jak Gorgona :-(
                                Ja zaproponowalam wycieraczke, ale Ty jako mezczyzna mogles sie zapytac, czy
                                za jakis jesienny kwiatuszek, listek czy garsc kasztanow nie wpuszcze do
                                srodka...
                                No co to, od razu miejsce pod moja koldra mialam proponowac czy jak??? ;-PPP

                                Kobiete trzeba zdobywac, robic male kroczki od tej wycieraczki az do........
                                A ten pol kroku nie zrobil, a juz mi brak milosci zarzucil, choc mu wlasna
                                wycieraczke zaoferowalam. Skandal!!! ;-)
                                • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:50
                                  Kajam się, Meduzo droga! Istotnie, moja nieaktywna postawa jest przyczyną tych
                                  nieporozumień...

                                  Ale czy ewentualnie ten jesienny kwiatek to mógłby być liść jakiś czy coś
                                  zastępczego? Bo jak już na tę taksę do Białegostoku się zwydatkuję to mi nie
                                  zostanie na kwiat prawdziwy...
                                  • agniecha1979 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:04
                                    Meduza4 ja na Twoim miejscu kazałabym mu pieszo albo stopem do Białegostoku
                                    przyjechać...hehe za tą całą gadaninę forsę z taksy niech przeznaczy na piękny
                                    bukiecik... wtedy może wpuść go do przedpokoju chociaż co???:)
                                    • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:09
                                      agniecha1979 napisała:

                                      > Meduza4 ja na Twoim miejscu kazałabym mu pieszo albo stopem do Białegostoku

                                      Ale przeciez mowie, ze ja nie z Bialegostoku. Tak nam sie tylko ta miejscowosc
                                      "przyplatala" do rozmowy.

                                      > przyjechać...hehe za tą całą gadaninę forsę z taksy niech przeznaczy na
                                      piękny
                                      > bukiecik... wtedy może wpuść go do przedpokoju chociaż co???:)

                                      Wiesz co, tak mnie pesymistycznie nastawilas do sprawy. Bo jak facet nie chce
                                      przyjechac to czy wart chociaz tego wpuszczania do przedpokoju???
                                  • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:07
                                    toytoyek napisał:

                                    > Kajam się, Meduzo droga! Istotnie, moja nieaktywna postawa jest przyczyną
                                    tych
                                    > nieporozumień...

                                    No wlasnie. Ja sie nie moge do Ciebie wprosic, bo wyjdzie, ze taki chlop
                                    w spodnicy jestem i ze przeze mnie mezczyzna czuje sie niepotrzebny.

                                    > Ale czy ewentualnie ten jesienny kwiatek to mógłby być liść jakiś czy coś
                                    > zastępczego? Bo jak już na tę taksę do Białegostoku się zwydatkuję to mi nie
                                    > zostanie na kwiat prawdziwy...

                                    Moga byc trzy liscie: czerwozny, zielony i zlocisty. Beda ladnie wygladac.
                                    Tylko ten Bialystok to troche nie ten kierunek. Do mnie trzeba z Warszawy
                                    na zachod. Polozenie geograficzne jak na dzien dzisiejszy... bo kilka razy juz
                                    zmienialam. Jutro moze byc znowu w inna strone :-)
                                      • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:11
                                        agniecha1979 napisała:

                                        > hehe i skąd ten biedny chłopak ma wiedzieć jak się przemieszczać... siedz na
                                        > razie w jednym miejscu niech się nie gubi;)

                                        Jak z Warszawy skieruje sie na Gubin to sie nie zgubi i po drodze mnie odwiedzi
                                        (jakies 60-70 km od zachodniej granicy).
                                      • white.falcon Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:22
                                        ... taka bardziej hurtowa odpowiedź. ;-)

                                        Toytoyek, czy to ma być jakaś "Złota kaczka", czy coś z upierzenia? Nie
                                        kojarzę, ale rebus znakomity - poszukam w spisie knajp i będę wiedzieć.

                                        Co zaś dotyczy puszczania zajączków jako powitania dla Toniego przy pomocy
                                        złotej patelni (hiiiii, znam tą kwestię ze starej polskiej komedii - tylko
                                        muszę przypomnieć, czy nie pomieszało mi się z "Ewa wzywa 007" - bo ostatnio
                                        oglądałam odcinek o fiatach), to może przerzucimy się na lusterka? Primo, skoro
                                        na złotej patelni mamy przygotować przekąskę, to jestem "za", no i jest druga
                                        przyczyna: Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
                                        patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)

                                        Meduzo, oni nie rozumieją, JAKĄ wycieraczkę masz na myśli. Oni myślą, że to
                                        kawałek szmatki lub jakaś kratka. O, naiwni, Meduza nie posiada takich nędznych
                                        sprzętów w meduzowym pałacu. ;-D

                                        Iza, no tak, to trzeba w jakiś sposób wymyślić rekompensatę dla tych 250 km. :-)

                                        Czy Sokółka zapomniała o czymś? Nie wiem. :-)
                                        • meduza4 Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:28
                                          white.falcon napisała:

                                          > Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
                                          > patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)

                                          W zasadzie powinnam... bo dal mi ku temu powody. Ale ja juz nie wytrzymuje
                                          tej dyskusji. Oslablam w walce i zgalerecialam kompletnie :-(

                                          > Meduzo, oni nie rozumieją, JAKĄ wycieraczkę masz na myśli. Oni myślą, że to
                                          > kawałek szmatki lub jakaś kratka.

                                          No tak, a to przeciez plecionka... Ale za plecionkowa wycieraczka i za drzwiami
                                          swiat Meduzy wyglada ciekawiej :-)
                                          • white.falcon Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:33
                                            Meduzko, galareta galaretą, a te macki - to co, od macochy? I do tego z
                                            trującymi czółkami. ;-D

                                            O widzisz, na temat kratki właśnie wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
                                            OPierniczkowi dżentelmeni miast starać się, to już na wstępie wybrzydzają. Może
                                            odechcieć się takim pokazywać rąbek meduzkowego świata. ;-D
                                            • toytoyek Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:38
                                              > O widzisz, na temat kratki właśnie wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
                                              > OPierniczkowi dżentelmeni miast starać się, to już na wstępie wybrzydzają.

                                              To ja się zatem postaram. Co z tym piwem? Wszystkie miłe pierniczkowe panie
                                              zachęcam serdecznie. Pierniczkowych panów też, tyle tylko że wychodzi na to że
                                              to Toni i ja, no a Toni tam tę powódź sprząta to pewnie nie wpadnie do nas na
                                              Pola Mokotowskie.

                                              To co, jakieś pierniczkowe towarzystwo chętne na piwko na Polach?