Dodaj do ulubionych

jest tu ktoś...

05.05.09, 21:36
... kto ma pomysł na wątek bez użalania się nad sobą, bez rozliczania marzeń, siebie, bliskich kiedyś ludzi...
wątek z miejscem na refleksję.. może...
wątek z usmiechem.. może...
wątek z nutką optymizmem.. może...
wątek z...
Obserwuj wątek
    • vidmo76 Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 21:42
      Był taki wątek kiedyś, pogaduchy on-line czy coś takiego.
      Dosyć fajne to było.
      • mary171 Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 21:44
        Było ale się zmyło wink
        Wszystko zalezy od ludzi ich podejścia smile
        • aglajaaa Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 21:45
          TU?
          Zakładajcie coś, co pozwoli wyjść biednemu człowiekowi z dołka..
          • uny Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 21:55
            post pt. DRABINA
            na 100% pozwoli wyjść z dołka
            • aglajaaa Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:00
              Dzięki, to załóż taki... Poczytam.. zobaczymy czy miałeś rację z tą drabiną
    • hesse.1 Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:01
      smile smile Niesamowite.:

      "Żył raz pewien wielki konstruktor-wynalazca, który, nie ustając, wymyślał
      urządzenia niezwykłe i najdziwniejsze stwarzał aparaty. Zbudował był sobie
      maszynkę-okruszynkę, która pięknie śpiewała i nazwał ją ptaszydło. Pieczętował
      się sercem śmiałym i każdy atom, który wyszedł spod jego ręki, nosił ów znak, że
      dziwili się potem uczeni, odnajdując w widmach atomowych migotliwe serduszka.
      Zbudował wiele pożytecznych maszyn, wielkich i małych, aż naszedł go pomysł
      dziwaczny, aby śmierć z życiem w jedno złączyć i tak dopiąć niemożliwości.
      Postanowił zbudować istoty rozumne z wody, ale nie tym okropnym sposobem, o
      którym zaraz pomyślicie. Nie, myśl o ciałach miękkich i mokrych była mu obca,
      brzydził się jej jak każdy z nas. Zamierzył zbudować z wody istoty prawdziwie
      piękne i mądre, więc krystaliczne. Wybrał tedy planetę, bardzo od wszystkich
      słońc oddaloną, z zamarzłego jej oceanu wysięki góry lodowe i z nich, jak z
      kryształu górskiego, wyciosał Kryonidów. Zwali się tak, bo tylko w przeraźliwym
      mrozie istnieć mogli i w pustce bezsłonecznej. Pobudowali też w niedługim czasie
      miasta i pałace lodowe, a że wszelkie ciepło groziło im zgubą, zorze polarne
      łapali do wielkich naczyń przejrzystych i nimi oświetlali swoje siedziby. Im kto
      był wśród nich możniejszy, tym więcej miał zórz polarnych, cytrynowych i
      srebrzystych, i żyli sobie szczęśliwie, a że się nie tylko w świetle, ale i w
      szlachetnych kamieniach kochali, słynęli ze swych klejnotów. Klejnoty te były z
      zamarzniętych gazów cięte i szlifowane. Barwiły im wieczną ich noc, w której,
      jak duchy uwięzione, płonęły wysmukłe zorze polarne, podobne do zaklętych
      mgławic w kłodach z kryształu. Niejeden zdobywca kosmiczny chciał posiąść te
      bogactwa, cała bowiem Kryonia była z największych dali widoczna, migocąc bokami
      jak klejnot, obracany z wolna na czarnym aksamicie. Przybywali więc awanturnicy
      na Kryonię, by szczęścia wojennego próbować. Przyleciał na nią elektrycerz
      Mosiężny, który stąpał, jakby dzwon dzwonił, ale zaledwie na lodach nogę
      postawił, stopiły się od gorąca i runął w otchłań lodowego oceanu, a wody
      zamknęły się nad nim i, jak owad w bursztynie, w górze lodowej na dnie mórz
      kryońskich po dzień ostatni spoczywa.
      Nie odstraszył los Mosiężnego innych śmiałków. Przyleciał po nim elektrycerz
      Żelazny, opiwszy się płynnym helem, aż mu w stalowym wnętrzu bulgotało, a szron,
      osiadający na pancerzu, uczynił go do kukły śniegowej podobnym. Ale szybując ku
      powierzchni planety rozpalił się od tarcia atmosferycznego, hel płynny wyparował
      z niego świszcząc, a on sam, świecąc czerwono, na skały lodowe upadł, które
      zaraz się otwarły. Wydobył się, parą buchając, podobny do gejzera wrzącego, lecz
      wszystko, czego się tknął, stawało białym obłokiem, z którego śnieg padał.
      Usiadł więc i czekał, aż ostygnie, a gdy już gwiazdki śniegowe przestały topnieć
      mu na pancernych naramiennikach, chciał wstać i ruszyć w bój, lecz smar stężał
      mu w stawach i nie mógł nawet grzbietu wyprostować. Do dzisiaj tak siedzi, a
      śnieg padający uczynił go białą górą, z której tylko ostrze hełmu wystaje.
      Nazywają tę górę Żelazną, a w oczodołach jej lśni wzrok zamarznięty.
      Posłyszał o losie poprzedników trzeci elektrycerz, Kwarcowy, którego w dzień nie
      widać było inaczej jak soczewkę polerowaną, a w nocy jak odbicie gwiazd. Nie
      obawiał się, że mu olej w członkach stężeje, bo go nie miał, ani że lodowe kry
      pod nogami mu pękną, mógł bowiem zimnym stawać się, jak chciał. Jednego musiał
      unikać, to jest myślenia uporczywego, od niego bowiem rozgrzewał mu się kwarcowy
      mózg i to mogło go zgubić. Ale postanowił sobie bezmyślnością żywot uratować i
      zwycięstwo nad Kryonidami osiągnąć. Przyleciał na planetę, a taki był długą
      podróżą przez wieczną noc galaktyczną zmrożony, że meteory żelazne, które się o
      jego pierś w locie ocierały, trzaskały na kawałki dzwoniąc jak szkło. Osiadł na
      białych śniegach Kryonii, pod jej niebem czarnym jak garnek pełny gwiazd i,
      podobny do lustra przejrzystego, chciał się zastanowić, co ma począć dalej, ale
      już śnieg wokół niego sczerniał i począł parować.
      — Oho! — rzekł sobie Kwarcowy — niedobrze! Nic po tym, byle tylko nie myśleć, a
      będzie dobra nasza!
      I postanowił sobie tę jedną frazę powtarzać, cokolwiek się stanie, bo nie
      wymagała wysiłku umysłowego, a dzięki temu wcale go nie rozgrzewała. Ruszył tedy
      pustynią śnieżną Kwarcowy, bezmyślnie i byle jako, aby chłód zachować. Szedł
      tak, aż doszedł do murów lodowych stolicy Kryonidów, Frygidy. Rozpędził się,
      głową w blanki uderzył, aż skry poszły, lecz nic nie wskórał.
      — Spróbujemy inaczej! — rzekł sobie i zastanowił się, ile to też będzie: dwa
      razy dwa? A kiedy rozmyślał nad tym, głowa mu się nieco rozgrzała, więc drugi
      raz mury roziskrzone taranował, ale tylko dołek uczynił niewielki.
      — Mało było! — rzekł sobie. — Spróbujemy czegoś trudniejszego. Ile to też
      będzie: trzy razy pięć?
      Teraz to już głowę jego otoczyła chmura skwiercząca, bo śnieg w zetknięciu z tak
      gwałtownym myśleniem od razu kipiał, więc cofnął się Kwarcowy, nabrał rozpędu,
      uderzył i na wylot przeszedł mur, a za nim jeszcze dwa pałace i trzy domy
      pomniejszych Grafów Mroźnych, wypadł na wielkie schody, chwycił się poręczy ze
      stalaktytów, ale stopnie były jak ślizgawka. Zerwał się szybko, bo już wszystko
      wokół niego tajało i mógł w ten sposób przewalić się przez całe miasto w głąb, w
      przepaść lodową, gdzie by na wieki zamarzł.
      — Nic po tym! Byle tylko nie myśleć! Dobra nasza! — rzekł sobie i w samej rzeczy
      zaraz ostygł.
      Wyszedł więc z tunelu lodowego, który wytopił, i znalazł się na wielkim placu,
      ze wszech stron oświetlonym zorzami polarnymi, które mrugały szmaragdem i
      srebrem z kolumn kryształowych.
      I wyszedł mu naprzeciw skrzący się gwiezdnie rycerz ogromny, wódz Kryonidów,
      Boreal. Zebrał się w sobie elektrycerz Kwarcowy i runął do ataku, a tamten zwarł
      się z nim i był taki łoskot, jak kiedy się zderza dwie góry lodowe pośrodku
      Oceanu Północnego. Odpadła lśniąca prawica Boreala, odrąbana u nasady, ale nie
      stropił się, dzielny, lecz odwrócił się, aby pierś, szeroką jak lodowiec, którym
      wszak był, nadstawić wrogowi. Tamten zaś drugi raz nabrał szybkości i znów
      taranował go straszliwie. Twardszy był kwarc i bardziej spoisty od lodu, pękł
      więc Boreal z hukiem, jakby lawina zeszła po zboczach skalnych, i leżał,
      rozpryśnięty w świetle zórz polarnych, które patrzały na jego klęskę.
      — Dobra nasza! Byle tak dalej! — rzekł Kwarcowy i zerwał z pokonanego klejnoty
      cudownej piękności: pierścienie, wysadzane wodorem, hafty i guzy roziskrzone,
      podobne do diamentowych, lecz z trójcy gazów szlachetnych rżnięte — argonu,
      kryptonu i ksenonu. Ale gdy się nimi zachwycał, pocieplał ze wzruszenia, toteż
      owe brylanty i szafiry, sycząc, wyparowały mu pod dotknięciem, że nie trzymał
      już nic — prócz kilku kropelek rosy, która też się zaraz ulotniła.
      — Oho! A więc i zachwycać się nie należy! Nic to! Byle tylko nie myśleć! — rzekł
      sobie i ruszył dalej w głąb zdobywanego grodu. Ujrzał w dali postać nadciągającą
      ogromną. Był to Albucyd Biały, Jenerał-Minerał, którego rozłożystą pierś rzędy
      orderowych sopli przecinały z wielką gwiazdą Szronu na wstędze glacjalnej; ów
      strażnik skarbców królewskich bronił dostępu Kwarcowemu, który runął nań jak
      burza i zdruzgotał z grzmotem lodowym. Przybiegł Albucydowi z pomocą książę
      Astrouch, pan na lodach czarnych; temu elektrycerz nie dał rady, bo książę miał
      na sobie kosztowną zbroję azotową, w helu hartowaną. Mróz od niej szedł taki, że
      Kwarcowemu odjęło impet i ruchy jego osłabły, a zorze polarne aż przybladły,
      taki się wiew Zera Absolutnego rozszedł wokoło. Zerwał się Kwarcowy, myśląc: —
      Rety! Co też to się znowu dzieje takiego? — aż wielkiego zdumienia mózg mu się
      rozgrzał, Zero Absolutne stało się letnie i na jego oczach Astrouch sam jął się
      rozpadać na dzwona, z gromami, k
      • hesse.1 Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:02
        smile
        c.D. :

        Zerwał się Kwarcowy, myśląc: — Rety! Co też to się znowu dzieje takiego? — aż
        wielkiego zdumienia mózg mu się rozgrzał, Zero Absolutne stało się letnie i na
        jego oczach Astrouch sam jął się rozpadać na dzwona, z gromami, które wtórowały
        jego agonii, aż tylko kupa czarnego lodu, wodą jak łzami ociekająca, w kałuży
        zastała na pobojowisku.
        — Dobra nasza! — rzekł sobie Kwarcowy — byle tylko nie myśleć, a jeśli potrzeba,
        to myśleć! Tak lub owak — zwyciężyć muszę! I pognał dalej, a kroki jego
        dzwoniły, jakby ktoś młotem tłukł kryształy; i tętnił pędząc ulicami Frygidy, a
        mieszkańcy jej spod białych okapów patrzyli nań z rozpaczą w sercach. Mknął tak
        niczym rozjuszony meteor Drogą Mleczną, gdy dostrzegł w dali postać samotną,
        niewielką. Był to sam Baryon, zwany Lodoustym, największy mędrzec Kryonidów.
        Rozpędził się Kwarcowy, by go jednym ciosem zmiażdżyć, ten jednak ustąpił mu z
        drogi i pokazał dwa palce wystawione; nie wiedział Kwarcowy, co by to mogło
        znaczyć, ale zawrócił i — nuże na przeciwnika, lecz Baryon znowu tylko o krok mu
        się usunął i szybko pokazał jeden palec. Zdziwił się nieco Kwarcowy i zwolnił
        biegu, chociaż już nawrócił i właśnie miał brać rozpęd. Zamyślił się i woda jęła
        płynąć z pobliskich domów, ale nie widział tego, bo Baryon ukazał mu kółko z
        palców złożone i przez nie kciukiem drugiej ręki prędko tam i sam poruszał.
        Kwarcowy myślał i myślał, co też by te milczące gesty miały wyrażać i otwarła mu
        się pustka pod nogami, chlusnęło z niej czarną wodą, a on sam poleciał w głąb
        jak kamień i nim zdążył sobie jeszcze powiedzieć: — Nic to, byle nie myśleć! —
        już go na świecie nie było. Pytali potem uratowani Kryonidzi, wdzięczni
        Baryonowi za ratunek, co chciał wyjawić znakami, które straszliwemu
        elektrycerzowi-przybłędzie pokazywał.
        — To rzecz całkiem prosta — odparł mędrzec. — Dwa palce znaczyły, że jest nas
        dwóch, razem z nim. Jeden, że zaraz ja sam tylko zostanę. Potem pokazałem mu
        kółko na znak, że się wkoło niego lód otworzy i otchłań czarna oceanu pochłonie
        go na wieki. Jednego nie pojął tak samo, jak drugiego i trzeciego.
        — Wielki mędrcze! — zawołali zdumieni Kryonidzi. — Jakże mogłeś dawać takie
        znaki straszliwemu napastnikowi?! Pomyśl, panie, co byłoby, gdyby cię zrozumiał
        i zdziwienia zaniechał?! Przecież nie rozgrzałby go wówczas namysł i nie runąłby
        w bezdenną otchłań...
        — Ach, tego nie obawiałem się wcale — rzekł z zimnym uśmiecham Baryon Lodousty —
        wiedziałem bowiem z góry, że niczego nie pojmie. Gdyby choć odrobinę miał
        rozumu, nie przybyłby do nas. Cóż bowiem może przyjść istocie, która pod słońcem
        mieszka, z klejnotów gazowych i srebrnych gwiazd lodu?
        A oni zadziwili się z kolei mądrości mędrca i odeszli, uspokojeni, do swych
        domów, w których czekał ich mróz miły. Odtąd nikt już nie próbował najechać
        Kryomi, bo zabrakło głupców w całym Kosmosie, chociaż niektórzy mówią, że ich
        jeszcze sporo, a tylko drogi nie znają."
        • lorelei74 Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:07
          Bajki robotów - Lema ... uwielbiam smile
        • aglajaaa Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:11
          dzię-ku-je-mywink
          • gapuchna Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:14
            Już brak mi czasu na net w takich ilościach, jak kiedyś smile
            • aglajaaa Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:22
              A ja... czuję się gorzej niż kiedy TU zawitałam...
              Pracy mam strasznie dużo a nie potrafię.. zacząć pisać.
              • gapuchna Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:24
                Aglajaa - rób, rób i ustaw sobie nagrodę za podjęcie trudu smile Na przykład podróż
                w wakacje smile))
                • aglajaaa Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:27
                  Taaak... do pięknego miasta śladami niezwykłego człowieka...
                  Do roboty, do robotywink
                  • gapuchna Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:29
                    A ja sobie właśnie ustalam swoją trasę. zakochałam się w pewnym miejscu i chcę
                    za miesiąc tam wrócić smile
                    • aglajaaa Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:31
                      Powodzenia Gapuchnasmile
                      Moja trasa daaaawno ustalona... pozostało zrealizowac marzenie..
                      • gapuchna Re: jest tu ktoś... 05.05.09, 22:52
                        Agłajaa - więc i tobie się powiodą marzenia big_grin. Życzę ci tego z całego serca! smile
    • noc33radom Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 08:40
      aglajaaa
      ja mam pomysł
      stwórzmy wątek dobrych rad ,zobaczymy jak jest z poczuciem humoru
      moja pierwsz propozycja to :
      -nie martw się
      • uny Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 09:52
        ooo jest to świetna rada.
        zupełnie jak ta "wszystko sie ułoży" albo "będzie dobrze".
        • noc33radom Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 10:18
          dodam może jeszcze
          -trzeba było ... ( i tu dowolnie:tego nie robić,powiedziec to i
          tamto,kazdy wstawia co chce)
      • tapatik Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 11:14
        noc33radom napisała:

        > aglajaaa
        > ja mam pomysł
        > stwórzmy wątek dobrych rad ,zobaczymy jak jest z poczuciem humoru
        > moja pierwsz propozycja to :
        > -nie martw się

        Podświadomość odrzuca słówko "nie".
        Proponuję raczej ZAWSZE bądź radosna/radosny.
        • noc33radom Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 20:02
          Oj wiem wiem.Byłam w instytucie neurolingwistyki i tam mi to
          wykładano...problem tylko w tym,że radzący nie myśla o
          podswiadomosci po prostu czuja ze musza cos wydukac a plota co slina
          na jezyk przyniesie
    • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 10:26
      Owszem, są rady beznadziejne, to fakt. Ale też są i mądre. Przecież nie można
      non stop przebierać w błocku swoich niemożności.
      I są wykonalne! - np. schudnięcie.
      • noc33radom Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 20:00
        Zaproponuj jakąś radę,bardzo Cię proszę.
        Moim zdaniem gdyby rady pomagałay to kazdy by je stosował.
        Ja na razie schudnięcie uznaję za niewykonalne.
        Moze kiedyś będę umiała.Na razie nie umiem.
        Mowienie do osoby z zaburzeniami odzywiania(bo na to cierpia
        grubasy) "schudnij" to sorry ale swiadczy to o kompletnym braku
        znajomosci tematu.
        Moja kolejna rada :powiedzmy do alkoholików "nie pij"
        To takze wykonalne!!!!!
        • aglajaaa Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 20:13
          Z serii dobre rady:
          "wszystko będzie dobrze"
          "po burzy zawsze wychodzi słońce, pamiętaj"
          A oto najlepsza: "nie myśl tyle"wink
          • kawamija Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 20:33

            nieznosze rad..............zwłaszcza dobrych rad


            smerf maruda smile smile

            -*-*-*-
            ....żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.......bo nie jesteś
            sam.....
        • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 22:32
          Nocko - ja schudłam bardzo mocno i nadal walczę o moje ukochane 58 kilo. Więc
          wiem, ze można! Naprawdę można. Są wahnięcia - bo po świętach przybrałam,
          niestety. Ale skończyłam z czekoladą, słodyczami. 3 razy w tygodniu ciężki
          fitness. Jem śniadania, lekkie bo lekkie, ale nie głodzę się do piętnastej, jak
          to miałam w zwyczaju. Mniej kompa, więcej pracy. Polubiłam niesolone potrawy,
          wolę ryby iż mięso. Wolę mleko niż alkohol.

          Co zyskałam? Wróciła do mnie dziewczęcość. Fajne spódniczki. Kolorowe rajstopki.
          Amarantowa kurteczka. Już nie ma szarości i długości do kostek, by zakryć
          mankamenty. Buszuje po sklepach, cieszą mnie wyprzedaże - bo na mnie PASUJE!!!!!

          I co jeszcze zyskałam? - większa pewność siebie. jakieś tam z siebie
          zadowolenie. Nie krępuję się swego wyglądu. Co nie znaczy, że nie mogłoby być
          lepiej. Jasne że może i będzie! Bo na wiele w swoim życiu spraw nie mam
          najmniejszego wpływu, ale na zawartość tłuszczu i masę mięśniową - MAM! smile))

          Więc nie strosz się na mnie za to co napisałam - bo ja właśnie jestem
          przykładem, ze można.

          Aha, a że z dietetyki mogłabym robić specjalizację, to wiem, ze zaburzenia można
          leczyć, nawet farmakologicznie. Pracujesz w służbie zdrowia, więc zapewne wiesz
          to lepiej niż ja.

          Moja mama - w wieku około 60 lat wykryto u niej ciężką cukrzycę. Podleczyła ją
          także dietą, chudnąc przy tym ponad 20 kg. Czasem chyba nawet i choroba może pomóc.

          No, głowa do góry. Można smile
    • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 22:56
      a ja czasem mam dość wątków, ludzi ciągle użalających się
      którzy nie widzą siebie, swoich zalet
      tego wszystkiego, co mają dobrego w swoim zyciu
      ludzi, którzy drobne porażki widzą jako tragedie zyciowe i nie potrafią cieszyć sie tym, co mają...

      chętnie potrząsnęłabym takimi,
      pokazała miejsca udzi, którzy powinni byc nieszczęśliwi....a jednak doceniają każdą chwilę...

      czasem nie doceniamy tego, co posiadamy....
      a jak docenimy może być za pózno....

      a żeby nie było....ja tez czesto marudzę....i nie doceniamwink
      • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:04
        Straaaaaasznie rzadko się użalam big_grinDD
        • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:07
          zauwazyłam;P

          ja sie użalam ostatnio w jednym temacie....
          ciagle brakuje mi snu....żeby tak móc spać tylko 3 godziny i być wyspanym
          i by dobra miała więcej niz 24 godziny....
          ech;D
          no i poużalałam się;D
          • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:09
            Ja mam za sobą 7 nieprzespanych nocy. Tak prawie wcale. Teraz odsypiam - aż L-4
            wzięłam smile
            • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:10
              ....za szybko smile

              Poużalaj się, poużalaj, pomiziam, pogłaskam, pochucham (bez podtekstu
              oczywiście! big_grinDD) - i od razu lepiej ci będziesmile
              • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:14
                idealna pocieszycielka....jeszcze gdybyś była rodzajem meskim to cud, miód i orzeszki;DDD

                a wyprasować też coś możesz?;DDDDD
                • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:18
                  No wiem - męskiego ramienia moje mięciutkie kobiece ramię nie zastąpi smile))

                  Kochana - wyprasuję, okna poumywam, bukiety ładne porobię, kota ci wyszczotkuję,
                  nawet mogę zafugować taras. Bylebym gotować nie musiała.

                  • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:21
                    po cichutku ....niby niechcący robimy sobie reklamę;D;D;D

                    za siedzeniem w kuchni nie przepadam, ale od czasu do czasu moge ugotowac;P
                    • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:22
                      Nie, no dobry PR jest podstawą udanego połowu ;p (hehhehe).
                      Nie żartuję z tym fugowaniem - umiem!
                      • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:35
                        a facet pomysli....po co ja jej jestem potrzebny...wszystko potrafi...nawet fugowac;D
                        • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:38
                          Dyć ja faceta nie chcę do fugowania, no chyba że to teraz tak się nazywa big_grinDDD
                          • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:44
                            no coś w sobie ma wspólnego;P;D;D

                            a ja zamiast prasować siedzę na forum ....
                            ech
                            • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:48
                              a ja już spać powinnam smile
                              • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:53
                                ja juz dawno;/
                                i jak zwykle za pózno pójdę....

                                to idziemy?
                                ja do deski;D

                                na razie słucham polecanego Shury i ogarnia mnie wesołkowatośćwink
                                • gapuchna Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 00:07
                                  No to ja nawet nie włączę, bo już mam głupawke.
                                  Ale jasne, idę spać smile
    • listopad02 Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:12
      Ja myślałem, że na forum sami przebojowi samotni, odniosłem takie wrażenie, a może przebojowi nie boja się pisać.
      • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:14
        smile)) Ja jestem dość odważna i dość pewna siebie. Ale taki Antoś Cwaniakoś to
        mnie bije na głowę w pufaniu o sobie smile))
        • listopad02 Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:18
          Ja jestem odwazny, ale w bliskich relacjach mniej.
          Pewność siebie i minimalnie zawyzona samoocena to jak najbardziej zdrowe oznaki, oczywiście w granicach umiaru.smile
      • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:17
        a ja myślę, że fora internetowe przyciągają raczej nieśmiałych, zamnkniętych w sobie ludzi
        tutaj łatwiej sie otworzyć...

        potem tylko jest problem gdy trzeba sie spotkac;D
        • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:21
          Hmmm, pracuję w taki sposób, ze muszę narzucić jakieś reguły dużej grupie osób.
          Więc trudno mi na przykład o nieśmiałość. Zjedli by mnie.
          A przy tym wszystkim jestem cholernie złośliwa, czego wcale a wcale w sobie nie
          lubię i cieszyłabym się, gdyby odlazło to ode mnie. Ale też widzę, ze czasem
          ratuje mi to tyłek z opresji big_grin
          • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:28
            praca to jedno....a poza nią.....czasem zjada mnie streswink

            złosliwośc...oj znam....utrudnia zycie, czasem byłoby łatwiej współżyć z ludzmi bez niej wink
            ale takie złosliwe bestie maja swój urokwink
          • listopad02 Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:29
            Niesmiałości w pracy czy w grupie osób też nie mam, a w innych relacjach, pewnie też, tylko trzeba poznać człowieka, wtedy nie ma barier.
            Na złosliwość dobre jest.. głębokie oddychanie.smile
            • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:42
              Mój Boże, ile ja razy żałowałam swojej popędliwości. potem muszę odkręcać,
              przepraszać.... Ale jak zmienić naturę? kijkiem nie zawrócęsmile Jestem popędliwa,
              wiem o tym. Dobrze, ze przynajmniej kompletnie niepamiętliwa. Chyba ze mi ktoś
              krzywdę zrobił.

              Czytałam niedawno ciekawy artykuł - albo w dodatku Polityki, albo w Charakterach
              - o maskach, jakie nakładamy na siebie w kontaktach z innymi. Bardzo ciekawe
              spojrzenie. Dotąd uważano, ze te "maski" świadczą o fałszu osoby. Tam autor
              stwierdził, ze z psychologicznego punktu widzenia jest to nasza ludzka norma.
              Bardzo to do mnie trafiło. Właśnie to - że nie świadczy to o fałszu, ale o
              zróżnicowanej osobowości człowieka.
              • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:46
                dokładnie tak...
                ta maska to nie fałsz to raczej obrona przed światem, ludżmi, przed zranieniem, wykorzystaniem....
                czasem lepiej zostawic cos, ukryć....
              • listopad02 Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:48
                Maski, o tym dużo ostatnio rozmyślałem.
                Maski to normalna rzecz, bo nie każdy musi Cię znać i nie każdemu chcesz dać się poznać.
                Myślę, ze to nie fałsz tylko właśnie taka powściągliwość.
                Chciałbym byc impulsywny, robić wiecej rzeczy zanim pomyslę, to jest dobre, takie szczere emocjonalne reakcje, tak myślę.
                • gapuchna Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:51
                  Chciałbym byc impulsywny, robić wiecej rzeczy zanim pomyslę, to jest dobre,
                  takie szczere emocjonalne reakcje, tak myślę. = oj, nie wiem? Chyba lepiej jest
                  najpierw pomyśleć, potem zadziałaćsmile W każdym razie kiedy parkuję, to właśnie ta
                  moja odwrotna logika baaaardzo mi pomaga smile Bo ja zaparkuje i dopiero potem
                  widzę miny pełnie niedowierzania. A najcudniejsze są te panów parkingowychsmile)) -
                  zwłaszcza kiedy się wysmykuję z auta taka szparką smile
                  • listopad02 Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:54
                    Przecież nie w kazdej sytuacjismile
                    Ide spac, haha, znowu sie nie wyśpie.
                    Dobranoc.
                    • gapuchna Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 00:10
                      Dobranoc smile
                      • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 00:15
                        myslisz, że śpi?;D
                        • gapuchna Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 00:23
                          To chyba twardy człowiek - jak mówi to i robi smile
                          Pasmile))
        • listopad02 Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:25
          Przyciagaja takich, którzy nie potrafią lub nie maja z kim rozmawiać o tym, o czym piszą.
          Spotkanie, to nie jest trudne.
          Nie poznalaś nikogo z sieci?
          • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:33

            myślałam o ludziach bardzo nieśmiałych...dla nich wyjście z netowego świata i spotkanie z drugim człwiekiem stanowi trudność..

            a ja?
            oj, poznałam sporo osóbwink
            a z niektórymi osobami nawet się zapuszczałam w pewne rejony w Polsce i poza niąwink
            • listopad02 Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:41
              Aha, czyli nie o sobiesmile
              • czarny.onyks Re: jest tu ktoś... 06.05.09, 23:47
                raczej niesmile

                mnie raczej czasem ogarnia lenistwowink
    • timiy2 Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 00:58
      to ja też się poużalam.... bo nikogo tutaj nie ma...wink
      • kawamija Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 01:21
        timiy2 napisał:

        > to ja też się poużalam.... bo nikogo tutaj nie ma...wink

        błąd.............obecna nocna Kawa smile
        • timiy2 Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 01:23
          herbata była by na noc lepsza... ale Kawa też ujdzie...wink
          • kawamija Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 01:26
            timiy2 napisał:

            > herbata była by na noc lepsza... ale Kawa też ujdzie...wink

            ujdzie ?? ojoj...........ale mało
            romantyczne............ojoj.........smile
            • timiy2 Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 01:32
              bo i pora mało romantyczna....tongue_out
              • kawamija Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 01:34
                timiy2 napisał:

                > bo i pora mało romantyczna....tongue_out

                coś TY?????????? mało romantyczna ??????????
                echhh................smile smile
                smile


                -*-*-*-
                ....żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.......bo nie jesteś
                sam.....
                • timiy2 Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 01:39
                  hmmm, to maże jednak ja jestem mało romantyczny...uncertain
                  • kawamija Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 01:43

                    ej coś Ty..............Mało romantyczny ? smile

                    no cóz muszę juz powiedzieć dobranoc..........obowiązki wink

                    -*-*-*-
                    ....żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.......bo nie jesteś
                    sam.....
                    • timiy2 Re: jest tu ktoś... 07.05.09, 01:48
                      to ja też mało romantycznie mówię dobranoc smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka