Witam z Karkonoszy. Mam 33 lata i od jakiegos czasu wyjatkowo dość
samotności...za duzo rzeczy sie w ostatnich latach wydarzyło,
rozpad zwiazku w którym byłam, bo on zdradził, choroba Taty - nagłe
wiadomosc zaawansowany rak zoładka, 2 lata walki i gdy były
pozytywne reakacje na leczenie nagła smierc, a w tym wszystkim był
tez Paweł. Poznałam go na jednym z protali w internecie w styczniu
2006 r. wymienialismy maile, smsy, potem doszły tel. Jest lekarzem,
mieszka we Wrocławiu, dzieli nas jakies 100km, ale dzis z
perspektywy czasu wiem ze to najdziwniejsza znajomosc jaka mi sie w
zyciu trafiła...wydawało mi sie ze po tym czasie znajomosci
wirtualnej (mail,sms) a nastepnei tel. przyjdzie czas na spotkanie
na zywo, ale sie pomyliłam...unika tego jak moze, zawsze miał
tysiąc spraw, które temu przeszkadzały, głównie prac,a do tego 2
lata temu wyjechał do Anglii robic specjalizacje. Wspierał mnie w
czasie choroby Taty, kierował, umawiał z lekarzami, gdy było źle
nie pozwalał mi myslec o najgarszym, przypominajac, ze walczyc
trzeba do konca, ze zawsze trzeba miec nadzieje (sam przeszedł w
zyciu wiele - jego rodzice zgineli gdy miał 4 latka, wychowywał go
ciocia i całe swoje zycie poswiecił pracy, dla niego leczenie ludzi
a szczególnie dzieci to wyzwanie i misja w zyciu). Ale w tym
wszystkim zachowywał sie dziwnie - pisał jak teskni, jak mnie
uwielbia, czasami zartujac pisał "żona" bo jak mówił przez tel.
wierzy ze kiedys nią będe, podobnie patrzylismy na wiele spraw,
godzinami moglismy rozmawiac przez tel. czy pisac maile, ale no
własnie wszystko było super w swiecie "nierealnym" w tym realnym
była zaś pustka...w koncu powiedziałam dość, na co ona przysłał mi
smsa "Przykro mi, ze chcesz zerwac nasza znajomosc, to boli.Ja
zawsze bede Ci słuzył radą, pomoca, wsparciem. Zawsze byłaś i
będziesz dla mnie Najważniejsza Osobą. Prosze tylko abys dała i
szanse i czas na donowienie wiary i sensu mojego życia. Prosze nie
przekreslaj tego" a ja milcze...mam juz dosc 3,5 lat takiej
znajomosci. Jego ciocia twierdzi, ze ejst bardzo skryta osoba, ze
od czasu wypadku nie łatwo było sie z nim dogadac i trzeba było
duzo cierpliwosci, ale jesli cos obiecał, jesli mówił zawsze było
to prawda, tylko ze ja juz nie wierze...

cos poprostu we mnei
pekło juz nie umiem czekać, az sie otworzy, az zmieni. Mam dość
samotności, dość samotnych wakacji, sylwestra itd. i mam nadzieje,
ze keidys, gdzies spotkam normalnego faceta, odpowiedzialnego,
szczerego, otwartego, dojrzałego emocjonalnie, dla którego bycie z
kims bliskim (dom, rodzina, dzieci) będzie wazniejsze niz praca i
nie zastapi rozmowy, spaceru telefonem czy mailem...