Dodaj do ulubionych

Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w końcu

26.08.09, 15:34
Witam z Karkonoszy. Mam 33 lata i od jakiegos czasu wyjatkowo dość
samotności...za duzo rzeczy sie w ostatnich latach wydarzyło,
rozpad zwiazku w którym byłam, bo on zdradził, choroba Taty - nagłe
wiadomosc zaawansowany rak zoładka, 2 lata walki i gdy były
pozytywne reakacje na leczenie nagła smierc, a w tym wszystkim był
tez Paweł. Poznałam go na jednym z protali w internecie w styczniu
2006 r. wymienialismy maile, smsy, potem doszły tel. Jest lekarzem,
mieszka we Wrocławiu, dzieli nas jakies 100km, ale dzis z
perspektywy czasu wiem ze to najdziwniejsza znajomosc jaka mi sie w
zyciu trafiła...wydawało mi sie ze po tym czasie znajomosci
wirtualnej (mail,sms) a nastepnei tel. przyjdzie czas na spotkanie
na zywo, ale sie pomyliłam...unika tego jak moze, zawsze miał
tysiąc spraw, które temu przeszkadzały, głównie prac,a do tego 2
lata temu wyjechał do Anglii robic specjalizacje. Wspierał mnie w
czasie choroby Taty, kierował, umawiał z lekarzami, gdy było źle
nie pozwalał mi myslec o najgarszym, przypominajac, ze walczyc
trzeba do konca, ze zawsze trzeba miec nadzieje (sam przeszedł w
zyciu wiele - jego rodzice zgineli gdy miał 4 latka, wychowywał go
ciocia i całe swoje zycie poswiecił pracy, dla niego leczenie ludzi
a szczególnie dzieci to wyzwanie i misja w zyciu). Ale w tym
wszystkim zachowywał sie dziwnie - pisał jak teskni, jak mnie
uwielbia, czasami zartujac pisał "żona" bo jak mówił przez tel.
wierzy ze kiedys nią będe, podobnie patrzylismy na wiele spraw,
godzinami moglismy rozmawiac przez tel. czy pisac maile, ale no
własnie wszystko było super w swiecie "nierealnym" w tym realnym
była zaś pustka...w koncu powiedziałam dość, na co ona przysłał mi
smsa "Przykro mi, ze chcesz zerwac nasza znajomosc, to boli.Ja
zawsze bede Ci słuzył radą, pomoca, wsparciem. Zawsze byłaś i
będziesz dla mnie Najważniejsza Osobą. Prosze tylko abys dała i
szanse i czas na donowienie wiary i sensu mojego życia. Prosze nie
przekreslaj tego" a ja milcze...mam juz dosc 3,5 lat takiej
znajomosci. Jego ciocia twierdzi, ze ejst bardzo skryta osoba, ze
od czasu wypadku nie łatwo było sie z nim dogadac i trzeba było
duzo cierpliwosci, ale jesli cos obiecał, jesli mówił zawsze było
to prawda, tylko ze ja juz nie wierze...sad cos poprostu we mnei
pekło juz nie umiem czekać, az sie otworzy, az zmieni. Mam dość
samotności, dość samotnych wakacji, sylwestra itd. i mam nadzieje,
ze keidys, gdzies spotkam normalnego faceta, odpowiedzialnego,
szczerego, otwartego, dojrzałego emocjonalnie, dla którego bycie z
kims bliskim (dom, rodzina, dzieci) będzie wazniejsze niz praca i
nie zastapi rozmowy, spaceru telefonem czy mailem...
Obserwuj wątek
    • raf.1 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 26.08.09, 21:32
      ale ładne to, co napisałaś..smile
      ech te pieprzone odległości.. i fizyczne i duchowe..
      • ugly_bad Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 26.08.09, 21:32
        duchowe są gorsze... sad
      • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 27.08.09, 09:35
        Własnie odległości...obie bolą, ale szczególnie te duchowe. Podobno
        co nas nie zabije to nas wzmocni więc staram sie wyciagac wnioski i
        silniejsza zyc dalej, ale czasami człowiek ma dość. Po drugie nie
        potrafie zrozumiec jego zachowania i pewnie nigdy nie zrozumiem jak
        mozna bawić sie uczuciami drugiego człowieka, sam nie dajac nic...
        czy naprawde zyjemy w czasach, gdzie zamiast bezposredniego
        kontaktu wystarczy sms, gg, tel, gdzie zamiast bliskości i gestów
        wystarcza słowa i mms...a druga skrajność to ludzie szukajacy seksu
        bez zobowiazań, bo na nic wiecej nie maja czasu i ochoty... cóz to
        za ubogi świat sad
        • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 27.08.09, 10:04
          I naprawdę nie zgodził się na spotkanie w ciagu tak długiego czasu?

          Moze on ma w sobie jakąś ułomność, której bardzo się krępuje? Ja od razu
          pomyslałam o takim scenariuszu...
          • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 27.08.09, 10:06
            A i jeszcze jedno - wiesz na pewno, ze on jest sam? Znasz reaslnie kogokolwiek z
            jego otoczenia, jego świata?Mój Boże, a może w tym wszystkim jest jakas żona?
            ale taka realna, zaprzysiężona....
            • finka9 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 27.08.09, 10:09
              Dokładnie Gapciu to samo pomyślałam.Tym bardziej ,że ta historia
              bardzo przypomina mi moją własną.
              • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 27.08.09, 10:15
                Właśnie jestem zaskoczona, bo w necie nauczono mnie jednego: mężczyźni
                prą do spotkania realnego, fizycznego. Naprawdę o to proszą!!!
                Jestem zaskoczona tym przypadkiem. Bo chłopak uruchomił w sobie i w Autorce -
                uczucia. Nie nić sympatii, a uczucia, chyba głębokie.... więc czemu brak spotkania?

                Ale przyznaj - od razu mysli sie najprościej: coś z nim jest nie tak, albo ma
                rodzinę! - prawda?!

    • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 27.08.09, 15:07
      No własnie wiem, mezczyzni w sieci szczególnie szybko chca zamienic
      swiat wirtualny na realny juz nie raz sie o tym przekonałam, ale
      nie ON...sad Unikał tego przez 1,5 roku, a potem wyjechał do
      Anglii, tu juz wchodzi w gre odległosc wiec pisze maile, smsy i
      dzwoni, poczatkowo bardzo czesto, potem juz troche
      rzadziej...niemniej jednak wtedy to były 2-3h rozmowy.

      Ja tez od razu pomyslałam ze moze poprostu ma żone i dlatego tak
      unika spotkania...tylko ze gdy wyjechał do Anglii jego mieszkaniem
      we Wrocławiu opiekuje sie ciocia, poniewaz znałam nr tel
      stacjonarnego zadzwoniłam i rozmawiałam z Nia, zreszta okazało sie,
      ze Ona wiedziała o mnie całkiem sporo i znała historie tej
      znajomości. Jego ciocia utwierdziła mnie w przekonaniu,ze Paweł nie
      ma żony - nie mam powodu Jej nie wierzyć, to starsza bardzo miła
      Pani, która zastapiła mu rodziców i jak mówi starała sie wychowac
      jak najlepiej. Zreszta umówiłysmy sie, ze bede czasami dzwoniła
      zapytac co u niej. Potem i ona pojechała do Pawła do Anglii, bo
      miała problemy z sercem a on chciał miec ja blisko, by móc zrobic
      komplet badan i ustawic leczenie. Po powrocie sama do mnie
      zadzwoniła. Opowiadała, ze on tam faktycznie starsznie duzo
      pracuje - został ordynatorem nefrologii dzieciecej + robi
      specjalizacje z chirurgii onkologicznej i mase czasu spedza na
      bloku operacyjnym. Do tego jest starsznie obowiazkowy wiec duzo
      czyta, uczy sie, zajmuje domem. Od nie uznaje jedzenia w
      restauracjach wiec gotuje, sprzata, prasuje, nawet jak sie mówiła
      angielscy koledzy smiali sie z niego, bo oni maja do tego
      zatrudnione pomoce domowe. Wielokrotnie mi powtarzała,ze Paweł
      bardzo ciepło o mnie mówi i że nie ma w jego zyciu nikogo innego...
      a dlaczego, tak unika spotkania..sama nie umiała tego zrozumieć sad
      Ciocia Pawła mówiła mi,ze ostatni zwiazek zakonczył sie dla niego
      bardzo bolesnie w 2005 r. jak okresliła to był bardzo toksyczny
      zwiazek, po którym On sie bardzo zamknał w sobie, ale czy to powód
      by unikać realnych spotkan z ludzmi... ??? sad(( Nie potrafie tego
      zrozumieć...

      Aha, Paweł zawsze reagował gdy ktokolwiek z moich bliskich czy
      znajomych miał problemy zdrowotne. Gdy raz w rozmowie powiedziałam
      o problemach mojej kolezanki z pracy, u którego wykryto jakas wade
      nerki (ma juz jedna specjalizacje nefrologia dziecieca) to
      natychmiast zaproponował by zgłosiła się do niego lub jego
      przełozonej. Faktycznie trafiła do Pani ordynator, bo w tym dniu to
      ona konsultowała dzieci, mały trafił na kompleksowe badania w na
      oddział gdzie pracował i był tam leczony. Paweł takze konsultował
      małego, bo to nietypowa wada nerki, a kiedys juz prowadził takie
      dziecko wiec miała okazje go poznać osobiscie. Od niej wiem,ze to
      bardzo sympatyczny , ciepły a przy tym skromny facet,z niesamowitym
      podjeściem do dzieci, które na oddziale go uwielbiały...jak mówiła
      mi jej synek lezał na oddziale w dniu 1.06 Paweł za własne
      pieniadze kupił dzieciakom prezenty (maskotki, zabawki, słodycze
      itd) i urzadzał im konkursy, zabawy, jej synek był nim zachwycony.
      Do tego jak okresliła moja kolezanka bardzo przystojny facet,
      smiała sie ze az dziwne ze to lekarz bo jakby go spotkała na ulicy
      to uznałaby, że to facet z okładki jakiegos czasopisma.

      Moja kolezanka, która studiuje psychologie i która zna te historie
      twierdzi, ze w jego zyciu wydarzyło sie cos, co wywołało blokade,
      co sprawia, ze on czuje sie bezpiecznie tylko na polu zawodowym i
      temu poswieca sie całkowicie - co zreszta potwierdza ciocia, gdyby
      na oddziale cos działo sie dziecku obojetnie która bedzie godzina
      pojedzie do szpitala, gdy była w Anglii byli swiadkami koszmarnego
      wypadku na autostradzie, oczywiscie pierwszy udzielał pomocy i gdy
      pacjenci trafili do szpitla w którym on pracuje podjał sie
      operacji, której angielscy lekarze nie chcieli, uznali za zbyt
      ryzykowne, on ja wykonał, tych dwoje ludzi zyje a Paweł jak mi o
      tym opowiadał stwierdził, ze dla takich chwil warto zyć...)
      Ok. rozumiem to dla niego cały swiat, ale po co w takim razie bawi
      sie moimi uczuciami??? sad(((


    • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 27.08.09, 15:13
      Ilekroć pisała mu, że mam dośc takiej znajomosci On przeprasza, a
      niedawno napisał mi w mailu cos takiego:
      "TERAZ PLANUJE WYJECHAC NA PARE DNI DO SZWAJCARII (on tam studiował
      medycyne i zrobił pierwsza specjalizacje) NA BADANIA I PEWNE RZECZY
      DOPROWADZIC DO LADU. JA ZAWSZE CIE SZANOWALEM I SZANUJE CALY CZAS,
      ZAWSZE BEDZIESZ NAJWAZNIEJSZA. POZA TYM NIE WIEDZIALEM ZE TAK CIE
      TO RANI. PRZEPRASZAM CIE ZA TO. SAM MUSZE SOBIE NA KILKA PYTAN
      ODPOWIEDZIEC I PRZEMYSLEC. KAZDY PRZECHODZIL JAKIES BOLE W ZYCIU.
      JA TEZ PRZECHODZE ICH WIELE. TO FAKT JESTEM SKRYTA OSOBA NAWET MOJA
      KOCHANA CIOCIA MI TO POWTARZA. SAMA MI DALA OSTATNIO PARE
      WSKAZOWEK I JAK WSZYSTKO PRZEMYSLE I WYCIAGNE WSKAZOWKI TO MYSLE
      ZE DOJDE DO LADU Z SOBA. FAKT MAM ZYCIE CHAOTYCZNE I CIAGLE W BIEGU
      PEWNIE DLATEGO ZE MAM ZA DUZO NA GLOWIE I TAKI ZAWOD GDZIE SIE
      WSZYSTKIM I WSZYSKIMI PRZEJMUJE, ALE OBIECUJE ZE JAK WRÓCE DO KRAJU
      WSZYSTKO SIE ZMIENI I POSTARAM SIE WYNAGRODZIC CI TO WSZYSTKO CO
      NIE BYŁO TAK JAKBYS CHCIAŁA, DAJ MI TYLKO SZANSE UPORZADKOWAC MOJE
      WLASNE ZYCIE"

      ...tylko, ze ja jestem juz tym wszystkim cholernie zmeczona sad((

      Czy na świecie sa jeszcze "normalni faceci" ??? ja ich jakos
      niedostrzegam....a podobno to kobiety sa skomplikowane...
      • raf.1 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 27.08.09, 20:18
        "madrek76 & Paweł napisali: DAJ MI TYLKO SZANSE UPORZADKOWAC MOJE WLASNE ZYCIE"

        cóż.. czasem czas jest pojęciem względnym. dla każdego płynie inaczej,
        szczególnie jeśli w grę wchodzą głębsze uczucia, pasja, bieg i kariera..
        przewartościowanie pewnych spraw wymaga zdecydowania i chwil, w których można by
        to rozważyć. Do tej pory tkało się coś samoistnie, nie wymagając zbyt wiele od
        stron.. gdy nadchodzi czas uświadamiania sobie pewnych spraw wtedy powraca
        zdobyte doświadczenie spostrzeżenia, odczucia. Decyzji o byciu razem nie
        podejmuje się w pojedynkę. Nadszedł czas weryfikacji i dla Ciebie
        i dla kogoś. Niech sie staje, co ma się stać.. Pamiętaj o jednym.. czas płynie i
        nie zatrzymasz go w żaden sposób.
        • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 27.08.09, 22:38

          Dzieki raf.1 za ten wpis. Wiem, że poprostu musze pozwolić by czas
          płynął i dac czas na to co sie ma wydarzyć, bo co ma byc to bedzie,
          ale w tym wszystkim chciałabym zrozumiec, dlaczego ludzie sami
          sobie gotuja taki los, zycie jest tak kruche, czasami strasznie
          zaskakuje - przez ostatnie 2 lata spedziłam mase czasu na onkologii
          i chemioterapii i widziałam mase cierpienia, widziałam jak nagle
          konczy sie życie, byłam przy Tacie gdy umierał - i dlatego wiedzac,
          ze zycie jest zbyt krótkie by sie ranic, zastanawiam sie dlaczego
          on tak sie zachowywał...tyle tylko, ze nie dowiem sie prawdy, skoro
          on nie chce byc szczery... Własnie wróciłam z wieczornego spaceru w
          Karpaczu jakze miło odreagowac smutki i zale spacerujac i
          obserwujac piekno gór. Mam nadzieje, ze teraz po tym spacerze
          lepiej mi sie bedzie spało, a jutro bedzie nowy dzien, oby lepszy.
          Pozdrawiam smile
          • raf.1 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 00:01
            już pewnych rzeczy nie staram sie zrozumieć.. to taka moja "ułomność"?
            dałem sobie spokój, zaakceptowałem i uczę się nie wchodzić w takie obszary, bo i
            po co?
            pewne fragmenty "ludzkiej", a może "nieludzkiej" gry pozostaną dla mnie zagadką
            chyba już do końca. może to i lepiej?
            piosenką maskuję coś pomiędzy nadzieją, a nieprzewidywalnym jutrem..
            mam do tego prawo.. skromne i ciche.
            szinga.wrzuta.pl/audio/0alaKLE83Kd/poets_of_the_fall_-_maybe_tomorrow_is_a_better_day
            • i_anika Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 00:28
              słucham...tej piosenki.dla mnie nie ma już chyba lepszych
              dni...wyczerpał się limit...
            • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 12:52
              Tak wiem, długo się zastanawiałam czy nie przyjąć takiej postawy,
              bo czasami poprostu nie da sie wszystkiego zrozumiec...ale z
              drugiej strony, czy to nie jest chowanie głowy w piasek??? Z
              drugiej stronu nic na siłe, nie da sie pomóc człowiekowi, jesli
              tego nie chce, nie da sie go zrozumiec, jesli nie chce pozwolić
              poznać jego zycia, jego problemów...
              Za piosenke dziekuje, masz rację w "jutrze" jest zawsze tajemnica i
              nadzieja, że będzie lepiej, że coś dobrego się wydarzy i staram sie
              te iskierke nadziei zawsze mieć smile Pozdrawiam z upalnych
              Karkonoszy smile
      • mrg79 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 02:14
        ale, że co..?

        że "normalny" facet, to.. prosty facet..??

        no to ja, kurde, odmawiam sobie bycia "normalnym" facetem.. nie chcę, dziękuję, postoję z boku, popatrzę jak "normalni" żyją pełną gębą, bez trosk, bez zmartwień, bez cierpienia, bez bolesnych historii, bez błędów, bez zahamowań ..

        ehh, przepraszam, trochę się rozkręciłem, sory, słabszy mam dzień/noc..

        ale - przedstawiasz go właściwie w samych superlatywach, i sama go trochę (właściwie bardzo) tłumaczysz.. mimo to nadal używasz tego określenia - że się BAWI twoimi uczuciami..

        a mnie to średnio wygląda na zabawę.. raczej na jakieś zmaganie się ze sobą..?


        ale może się mylę..
        • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 12:48
          A czy ja napisałam że "normalny" facet to prosty facet??? Tak
          naprawdę nie ma prostych ludzi, w kazdym drzemie "coś", nawet Ci co
          zyja tak na luzie czesto maja w sobie jakiś problem i to luzactwo
          to niestety czesto tylko poza! Poza tym wiem, że nic nas tak nie
          kształtuje jak doswiadczenia i to te trudne (zmartwienia, ból,
          cierpienia, popełnione błedy) są chyba najlepszym źródłem, które
          sprawia, że dojrzewamy emocjonalnie, że przewartościowujemy swój
          świat, że okrywamy, co w zyciu jest naprawde wazne - dlatego nie
          unikam takich ludzi - przeciwnie podziwiam, że potrafili przejść
          przez życie godnie mimo tych wielu trudnych prób!!! Sama w zyciu
          miałam ich nie mało, a ostatnie dwa lata walki z rakiem mojego Taty
          (niestety przegranej) wizyty na onkologii, chemioterapii kiedy
          wokół mase cierpienia i bólu sprawiły,że i ja sie zmieniłam, że
          moment Taty śmierci zupełnie zmienił moje spojrzenie na swiat,
          ludzi, cele w życiu. Tylko wybacz trudno mi pojąć, że Ktoś po 3,5
          latach znajomości zachowuje sie nadal w taki sposób...czy po 3,5
          latach bardzo róznych momentów (czasami to on bardzo potrzebował
          wsparcia i wiedział, ze zawsze moze zadzwonic, ze zawsze go
          wspierałam, ze starałam sie radzic i pomagać, gdy tylko o coś
          prosił, czesto zartował, ze nawet na odległosć potrafie intuicyjnie
          wyczuc ze On potrzebuje rozmowy i to w róznych chwilach kiedy
          chciał podzielic sie czym radosnym, ale i kiedy sam cierpiał, bo
          np. umarło dziecko, które operował...) on nadal pozostaje w świecie
          mało realnym! Jesli potrzebuje pomocy musiałby pozwolić sobie
          pomóc, ale On najwyrażniej nie chce lub nie potrafi tak naprawde
          zaufać... Nie pozwala sobie pomóc sad Jakiekolwiek próby rozmów
          powodują,że sie zamyka, a po tygodniu jakby nigdy nic dzwoni i
          potrafi przegadac 3h. Czy go tłumacze...moze, ja poprostu staram
          sie zrozumieć, dlaczego tak sie zachowuje, w koncu tylko poznajac
          jego zycie jest sie w stanie pomóc drugiemu człowiekowi, ale ten
          człowiek musi tez chciec pomocy. Pozdrawiam i mam nadzieje, ze dzis
          masz lepszy dzien smile
          • magpar990 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 13:14
            popieram Cię madrek76 w 100% dokładnie tak samo myślę jak Ty . Ja
            też jak próbowałam ze swoim rozmawiać też zamykał się nie chciał
            wyjść ze swojej skorupy bolało mnie to że nie mógł się przełamać
            wewnetrznie pozostawał we własnym świecie. Ty go wcale nie
            tłumaczysz tylko starasz się zrozumieć dlaczego tak postępuje wobec
            Ciebie, dlaczego nie potrafi się otworzyć przed Tobą skoro
            faktycznie mu na Tobie zależy powinien szczerze z Tobą porozmawiać
            zachowuje się tak jaby tego nie rozumiał lub nie chciał zrozumieć
            jak ja to dobrze znam z autopsiisad Ja miałam tak samo też uciekał w
            swój świat jak tylko chciałam z nim porozmawiać na ten temat też się
            nie odzywał przez jakiś czas to była wg mnie gra na zwłokę że może
            dam sobie spokoj i nie będę o nic pytała poprostu że przejde do
            porządku dziennego. A mnie to męczyło bo to trochę jak brak zaufania.
            Jak sie rozmawia o tym co nas boli lub co nam się niepodoba łatwiej
            zrozumieć niektóre sprawy a tak to człowiek czuje się bezsilny bo
            próbujesz zrozumieć tą osobę a nie potrafisz zadajesz sobie pytanie
            dlaczego tak jest? Ale ono pozostaje bez odpowiedzi bo odpowiedź zna
            tylko ta druga osobasad
          • mrg79 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 29.08.09, 02:35
            po pierwsze - dzięki za pozdrowienia smile dzień miałem trochę lepszy, fakt..
            chociaż - jak to w życiu bywa - do czasu.. ale nieważne, to nie mój wątek wink

            po drugie - to, oczywiście była tylko "gupota", ale sama przyznasz, że z
            przeciwstawienia "my - skomplikowane kobiety" contra "normalni faceci", wychodzi
            jak byk, że facet normalny musi być prosty.. [żartuję, oczywiście wink]

            po trzecie - wiesz co..? właściwie to cofam wszystko, co powiedziałem.. bo 3,5
            roku to chyba rzeczywiście przegięcie już..? chociaż z drugiej strony spodobało
            mi się, co onyx napisała - żebyś mu dała konkretny termin, taki już
            nieprzekraczalny (nieprzekraczalny dla ciebie). już nie pamiętam, ile on ma
            jeszcze w tej szwajcarii siedzieć, ale termin na pewno powinien być i tak
            krótszy. daj mu, kurde, miesiąc i niech się decyduje. o.

            ale po czwarte - potem już trzymaj się od niego z dala - radykalnie. i nigdy,
            nigdy nie traktuj go więcej realnie/poważnie

            yhh.. chciałem tu więcej jeszcze dopisać, ale.. właśnie oberwałem i trochę
            straciłem prawo wypowiadania się..

            spadam

            dobrej
      • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 20:53
        Napisał ci w liście:

        DAJ MI TYLKO SZANSE UPORZADKOWAC MOJE
        > WLASNE ZYCIE"


        - ale on nie ma nieuporządkowanego życia! On ma nieporządek w sobie, a to
        istotna róznica. On nie wie, czego chce. I to jest najgorszy stan niewiedzy,
        jakiego może doświadczyć człowiek.
      • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 21:35
        tak sobie teraz czytam....
        ,,JA ZAWSZE CIE SZANOWALEM I SZANUJE CALY CZAS,
        > ZAWSZE BEDZIESZ NAJWAZNIEJSZA. POZA TYM NIE WIEDZIALEM ZE TAK CIE
        > TO RANI. PRZEPRASZAM CIE ZA TO. SAM MUSZE SOBIE NA KILKA PYTAN
        > ODPOWIEDZIEC I PRZEMYSLEC. KAZDY PRZECHODZIL JAKIES BOLE W ZYCIU.''


        czy on Ci kiedyś sugerował? obiecywał coś więcej niz przyjażń?
        a może on cały czas traktował Cię jak przyjaciółkę.....
        i chętnie tez pomagał, słuzył wsparciem ...jak przyjaciel....
        nie spotykał się....bo nie planował niczego więcej....
        nie chciał zranić obietnicami....


        ,, ALE OBIECUJE ZE JAK WRÓCE DO KRAJU
        > WSZYSTKO SIE ZMIENI I POSTARAM SIE WYNAGRODZIC CI TO WSZYSTKO CO
        > NIE BYŁO TAK JAKBYS CHCIAŁA, DAJ MI TYLKO SZANSE UPORZADKOWAC MOJE
        > WLASNE ZYCIE"

        czy przypadkiem ....niestety .....Ty sobie czegoś więcej nie dopowiedziałaś?
        może to Ty chcesz więcej, a on nie....ale nie umie powiedzieć, by nie zranić?
        dobre gesty, wsoparcie w trudnych chilach czasem łatwo odczytać inaczej;/
    • uny a jeśli... 28.08.09, 01:35
      w ten sposób zrezygnujesz z miłości swojego życia, twojej
      przysłowiowej drugiej połowy.
      nie za łatwo?
      późno już, coś pierniczę.
      • mrg79 Re: a jeśli... 28.08.09, 02:19
        ja się z tobą - niestety - zgadzam..


        ale nie w kwestii pierniczenia, tylko całej reszty


        [chociaż faktycznie już późno, więc też już jednak sam nie wiem..? wink czas
        spa(da)ć ewidentnie..]
      • madrek76 Re: a jeśli... 28.08.09, 12:55
        uny / mrg79 - dzieki za Wasze opinie, ale czy naprawde uwazacie, ze
        3,5 roku to nie wystarczajacy czas na walke o...no własnie czasami
        juz nie wiem o co...zaczyn człowiek watpic czy to naprawde miłosć.
        Ja nie odpuszczam tak bez walki, podejmowałam tak wiele prób przez
        te lata, ze już zaczynam poprostu watpić w sens kolejnej...
        • czarny.onyks Re: a jeśli... 28.08.09, 13:13
          niektórzy mężczyżni lubią TYLKO pisać, rozmawiać, pomagać....
          ale boją się?
          nie chcą? zaangażować w związek wymagający czegoś więcej.....
          a może tak naprawde jest inna przyczyna?

          napisz mu, ze czekałaś, ale nie możesz czekać całego zycia...
          daj mu jeszcze troche czasu...bo sama twierdzisz,ze warto.....
          ktos to jest super lekarzem niekoniecznie może byc dobrym parnerem w miłości...
          dorosły facet powinien wreszcie podjąc jakies kroki....to nie zranione małe dziecko
          ono może nie umieć sobie poradzic z trudna sytuacją, ale to jest mężczyzna.....który ma szansę na prawdziwą miłość...

          a nie mozesz po prostu przyjechać do niego?
          wiesz, gdzie mieszka...moze sama zaaranżuj spotkanie?wink

          a może...to Ty kochasz jego, a on......czuje zupełnie co innego....i nie chce Cię zranic?
          czasem my kobiety mylnie odczytujemy sygnały....
          • madrek76 Re: a jeśli... 28.08.09, 13:21
            > a nie mozesz po prostu przyjechać do niego?
            > wiesz, gdzie mieszka...moze sama zaaranżuj spotkanie?wink

            Tez o tym myslałam, ale po pierwsze wiem gdzie mieszka w Polsce, a
            on od 2 lat jest w Anglii. Po drugie zastanawiałam sie czy nie bede
            intruzem, który bez jego zgody wkracza w swiat tak osobisty
            (dom)..inaczej jednak jest sie spotkac na miescie, a inaczej gdy
            ktos pojawia sie w Twoim domu, no i bez zaproszenia...wszystko to
            niestety trudne i coraz bardziej mnie meczy, szczególnie ze tak jak
            napisałam nie ma pojecia, czy naprawde w jego zyciu byłoby miejsce
            na zwiazek skoro bycie lekarzem jest dla niego tak wazne... ale
            tego tez sie nie dowiem przez internet sad((
          • magpar990 Re: a jeśli... 28.08.09, 13:48
            > a może...to Ty kochasz jego, a on......czuje zupełnie co
            innego....i nie chce C
            > ię zranic?
            > czasem my kobiety mylnie odczytujemy sygnały....
            ja myślę że facet powinien na początku znajomości z madrek76
            powiedzieć czego oczekuje czy przyjaźni , rozmowy czy czegoś więcej
            żeby wiedziała na czym stoi i na co może liczyć i czy jej to
            odpowiada czy też nie. A nie w taki sposób postępować że niby mu
            zależy ale ....wg mnie jest to samolubne zachowanie i penwgo rodzaju
            wygodnictwo. W sprawach poważnych uczuć ważna jest szczerość to jest
            podstawa.
            • gapuchna Re: a jeśli... 28.08.09, 20:35
              Ale czasem, pomimo wcześniejszych ...ustaleń? porozumienia co do formy
              znajomości? ... rodzi się uczucie. Tego nigdy nie można nie wkalkulować w
              związek między dwojgiem osób.
            • czarny.onyks Re: a jeśli... 28.08.09, 21:21

              jest w necie pewien typ facetów, którzy uwielbiają pisać meile, rozmawiac na gg, dzwonić....
              ale nigdy nie dążą do spotkania...
              powiedzałabym nawet,ze na słowo spotkanie reaguja pewna histerią....

              jakby ich jedyną potrzebą był związek na odległośc bez kontaktu w 4 oczy....
              może chodzi o dowartościowanie się?
              chęć uzaleznienia od siebie kobiety?
              wygadaniem się, bo...jego partnerka nie rozumie go? nie słucha??

              trudno na poczatku deklarpować się...bo czesto sami nie wiemy...
              wazne, by wiedzieć,ze jesteśmy gotowi na coś nowego....
              a czy to będzie przyjażń? miłość?...to sie okaże....
              • gapuchna Re: a jeśli... 28.08.09, 21:24
                Wiem. smile

                Ale widzisz, nie bede się zbyt głośno w temacie spotkań odzywać, zważywszy na
                samą siebie smile)) Wiesz, ile znajomosci "pisanych" mi się rozpadło, bo sie nie
                spotkałam! Naprawdę sporo.
                Chociaż zaczynam to jakby zmieniacsmile
                • czarny.onyks Re: a jeśli... 28.08.09, 21:29
                  wiem, ile mnie;/
                  niestety....
                  ciagle trzeba dokonywac wyborów....a czasu tak mało na wszystko....

                  ale umówmy się gapuchna, że spotkanie ze znajomymi,
                  a spotkanie z Kimś, dla kogo powoli się zatracasz to zupełnie inna para kaloszywink
                  • gapuchna Re: a jeśli... 28.08.09, 21:50
                    Ba!

                    Na samym początku, kiedy zaczęłam pisać w necie, napisał do mnie ktoś. ktoś, z
                    kim bardzo dobrze mi się rozmawiało, ne pisało, a rozmawiało własnie. pokpiłam
                    go - nie spotkałam się. Ale rok temu, to było zdecydowanie za wcześnie. Teraz z
                    kolei nie chciałabym spotkac się z nikim z netu - jako tym "KIMŚ" - bo
                    nie chciałabym być rozliczana z każdego słowa, jakie tu napisałam smile
                    • czarny.onyks Re: a jeśli... 28.08.09, 22:16
                      tak żle i tak niedobrze....

                      a odbiór w necie bywa tak rózny....
                      ludzie tworzą sobie tak dziwne wizje kogoś....że czasem trudno sprostać....albo nie rozczarować sięwink
                      • gapuchna Re: a jeśli... 28.08.09, 22:26
                        Hmmm, czy ja wiem? Sa osoby dość charakterystyczne, w swoim pisaniu. Można
                        odnaleźć naprawdę dużo charakteru w słowach. Nie fizyczność, no bo tego naprawdę
                        nie znamy, ale czasem słowa pokazuja osobę i jej np. poczucie humoru smile
                        • czarny.onyks Re: a jeśli... 28.08.09, 22:29
                          taaa...poczucie humoru i pewne zboczenia widac od razu;DDDD
                          • gapuchna Re: a jeśli... 28.08.09, 22:35
                            no i parsknęłam śmiechem. ale ja raczej taki erotoman-gawędziarz smile)) a dowcip
                            na takim balansie elegancji i wulgarnosci no normalnie lubie smile))
                            • czarny.onyks Re: a jeśli... 28.08.09, 22:48
                              alez oczywiście ja też gawędziarstwo uprawiam;P

                              choc nie każdy rozumiewink
                              i czasem sie bulwersuje;P
    • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 13:05
      zastanawia mnie w tym wszystkim jedno...
      czy on znajdzie w swoim zyciu czas na Ciebie....
      tak bardzo poświęcił się pracy.....uciekł w nią
      bo tylko ona jedna go nie zdradziła...

      i czy Ty zaakceptujesz to poświęcenie, gdyby wreszcie dojrzał do decyzji o byciu z kimś... z Tobą....
      bo bycie lekarzem nie pozwoli mu na wiele rzeczy....to jak małżeństwo z medycyną....

      a wracając do Twojej sytuacji...rozumiem Twoje wątpliwości, wahania....
      sama będąc na Twoim miejscu miałabym chyba dość....
      niestety internetowe znajomości są czasem ...trudne?....
      i podejrzewałabym rózne rzeczy....
      a zranienie?.....przez 3 lata takiej znajomości miałabym ochotę spotkac osobą, z którą piszę...wymieniam meile....
      dlaczego mężczyżni są tak strasznie bojażliwi....
    • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 20:51
      Madrek, inaczej to widzę. Chyba bardziej brutalnie.

      Nie przyjmuję usprawiedliwień tego pana. Naprawdę nie. Popatrz: wszedł w twoje
      życie, uruchomił uczucia, pisze ci, jak ważną dla niego jesteś osobą. Chce
      pomagać - generalnie spełnia wszelkie kryteria osoby, KTÓREJ ZALEŻY! Czy nie
      należy jego postępowania z tobą odbierać jako formy budowania związku? Ja bym
      tak tego mężczyznę odbierała. Ale ostatecznie związku nie buduje.

      Popatrz - doczytałam, ze natychmiast chce pomagać lekarsko twoim znajomy,
      ciotce, czyli ma w sobie empatię. Dlaczego tylko ciebie trzyma na solidyny dystans?

      Nie spotkał się z tobą ni razu. Odległości nie są żadnym, ale to ŻADNYM
      usprawiedliwieniem. Wiesz, ile trwa lot do Anglii? Mgnienie oka. Ma czas na
      wakacje w Szwajcarii, nie ma go dla ciebie.

      Nie nie, mnie tu nic nie pasuje, a przede wszystkim nie pasuje mi psychika tego
      pana. Jest sam. Mówi bliskiej osobie o tobie. Nie chowa cię w utajeniu.... ale
      jednocześnie nie doprowadza do spotkania. To nawet nie jest nielogiczne. To jest
      jakoś chore! Nie widzisz tego? To jest chore...dla mnie chore...

      Patrz- "spędziłaś" z nim trzy i poł roku. Zakladam, ze możesz jeszcze kilka
      najbliższych miesięcy stracić na myslenie i rozliczanie się z tym, dlaczego
      ułożyło się tak, a nie inaczej. Czyli kolejne miesiące.... Upływa ci czas. Czy
      on tego nie widzi? - a powinien! Jesteś kobietą, nam czas liczy się inaczej,
      niestety szybciej.

      Uzależnił cię od siebie psychicznie, mam wrażenie, ze manipuluje tobą. Być może
      jego potzreby sprowadzają się tylko do pisania z kimś i pzrelewania swoich uczuć
      w formie maili, sms czy innych gadżetów elektronicznych. Ale to nie jest życie.
      Życie jest dotykiem - nie boisz się, ze z nim nie jest najlepiej psychicznie,
      skoro pzredkłada taki rodzaj zaangażowania emocjonalnego - taki sztuczny i
      wykreowany. Bo w necie jedak się kreujemy.

      Zastanawiałaś się, czy w ogóle udałoby wam się dopasować realnie? Słowa to tylko
      jakaś częsć bycia kobiety i mężczyzny. MOgą bardzo wiele, ale nie są wszystkim.

      Bałabym się tego człowieka. Zwyczajnie bałabym się, ze nie podołam jego psychice.
      Byłam z kims zamknietym w sobie. Jeśli samemu jest się otwartym, szczerym, to
      się żadko udaje takie powiązanie, a kosztuje dużo wysiłku. Masz w sobie siły, by
      dziwgać go psychicznie? A z tego co o nim piszesz, chyba istnieje taka potzreba...
      • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 21:06
        O! cholera!

        rzadko rzadko rzadko

        Przepraszam smile
      • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 21:27
        mam podobne odczucia gapuchna...

        jechałam około 10 gdzin pociagiem do znajomych....
        bo miałam ochotę ich zobaczyć....no i to morze;P

        a on nie jest w stanie spotkac się z kobietą, z którą ,,jest'' juz 3 lata????????

        to około 1,5 - 2 godziny....
        plus dojazd do lotniska i z lotniska....
        na pewno mniej niż 10 godzin.....
        dwa dni urlopu wystarczą....

        podziwiam autorkę za te 3 lata......
        • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 21:34
          A ja ..... jakoś mocno przeżyłam ten wątek. Naprawdo dawno czyjeś zmartwienie,
          smutek, tak mocno na mnie nie wpłynął. też podziwiam tę dziewczynę. Swoiście
          podziwiam także tego faceta, który bez mrugnięcia okiem, umie wykorzystać
          kobietę. W taki sposób, w jaki mu to akurat pasuje...
          Brzydko go widzę, abrdzo brzydko... i nie znajduję najmniejszej podstawy dla
          wytłumaczenia czegokolwiek. Chyba ta skrywana żona byłaby już logiczniejsza. Bo
          wtedy można przynajmnie spróbować myśleć o rozwodzie. Ale kochac kogoś wbrew
          niejako niemu samemu? Bez sensu!
          • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 21:49
            bo my w tym pragnieniu miłości jesteśmy tak strasznie naiwne....
            • sorrento_8 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 21:50
              amen!
              • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 22:08
                ...o Boże, nie straszcie mnie Dziewczyny! chce być rozważna i rozsądna. teraz
                dopiero amen smile
                • sorrento_8 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 22:13
                  E tam, ja 99% swojego życie byłam rozważna i rozsądna, teraz już nie
                  chce, ale chyba już nie potrafię. więc nie polecam tego stanu.
                • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 22:49
                  ja chcę być romantyczna....
                  • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 22:55
                    ja chcę być twarda i niszczyć mężczyzn.........
                    • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 23:14
                      nie wierzę....

                      oni są nam potrzebni...sa cudowni....czasemwink
                      • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 23:20
                        No są cudowni smile I tacy fajniutcy smile Pieszczotliwi smile Czulismile Stęsknienismile Mocni
                        smile Silnismile Pragnącysmile Mescysmile Drżącysmile Silnismile.....

                        .....ale to tylko faceci!
                        • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 23:23
                          ożesz.....
                          że tak powiem....
                          że lepiej juz nic nie powiem....;P
                          • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 23:28
                            45 przymiotników nie wypowiedziałam jeszcze .......smile

                            ale i tak nam nie dorównają! nigdy!
                            • robert.83 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 08:06
                              Urzekła mnie Twoja opinia big_grin.
                              • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 11:21
                                Czytasz mnie? Jak milo smile

                                Przecież jesteście (czasem) naprawdę fascynującymi ludźmi. I budzicie uczucia. smile
    • bialostoczanka35 wrażenie 28.08.09, 22:17
      Po przeczytaniu Twojego listu, pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to 'ale
      dziwny facet, dziwak jakiś. Szkoda dla niego czasu. Wykazałaś i tak anielską
      cierpliwość.
      Nochal do góry smile
    • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 23:04
      Gapuchna...jasne,ze nie poczatkowo nie obiecywał nic,
      poprostu "poznawalismy sie" piszac do siebie, godzinami rozmawiajac
      przez tel. wtedy nikt niczego nie obiecywał, ale z czasem gdy oboje
      zauwazylismy,ze tak samo myslimy, reagujemy, ze w tym samym czasie
      piszemy do siebie, dzwonimy itd. zaczał coraz jasniej mówić o
      tym,ze jestem sooba, na która czekał, zaraz potem były Walentynki
      przysłał mi kosz róż, z misiem, a w środku wiersz, cos w
      rodzaju "ośsiadczyn" i zaproszeniem na weekend. Wtedy ta
      znajomosc...mniej wiecej po 6 mc-ach zaczeła sie zmieniać, to juz
      nie było takie zwykłe pisanie, a On potrafił witac smsem o poranku,
      zegnac na dobranoc, pisac z duzuru, godzinami rozmawiac. Zawsze
      podkreslajac jak wazna jestem dla niego. Ah na dzien przed tym
      weekendem, na który dostałam zaproszenie późnym wieczorem
      dowiedziałam sie,że musi kogos zastapic na dyzurze...pomyslałam ok.
      cóz nie teraz, bedzie nastepna okazja, a potem takich momentów było
      duzo...po drodze miałam dwa momenty kiedy mówiłam dość, ale On
      wtedy przepraszał, znów był taki jak na pocztaku, a do tego na raka
      zachorował mój Tato, potrzebowałam jego wsparcia takze tego
      medycznego, to dzieki niemu trafił na odział w 8 dni, a nie 4 m-ce
      jak nam oficjalnie powiedziano, to on sciagał mi leki dla Taty z
      Anglii, on konsultował Taty przypadek z tamtejszymi lekarzami i
      kiedy były juz bardzo trudne momenty nie pozwalał mi sie
      poddac...moze dlatego trwało te 3,5 roku. Tata niestety przegrał
      walke z rakiem i odszedł w październiku 2008 r. musiałam na nowo
      stawic czuło życiu i znów Paweł okazywał sie tym, który zawsze
      wysłucha i pocieszy...jasne ja nie raz narzekałam ze wolałabym sie
      przytulic, niz słuchać go przez tel. a On zawsze mi powtarzał, ze
      jeszcze troche musimy wytrzymac, ze niedługo wróci...(teoretycznie
      powinien wrócic do Polski w grudniu tego roku) ale czy
      napewno...nie wiem i tak naprawde im dłuzej o tym wszystkim myśle,
      im dłuzej analizuje te 3,5 roku tym wiecej mam watpliwosci czy ja
      tego jeszcze chce, czy nie byłby to bład...z jednej strony mówie
      sobie jesli nie spróbuje to sie nie przekonam, z drugiej rozsadek
      nakazuje "uciekać z daleka od niego" i nie pozwolic dłuzej
      wykorzystywac sie emocjonalnie..to za bardzo boli. Wczesniej
      odbierałam to inaczej, choć tez bolała ze nie ma go blisko, ale
      musiałam miec siłe walczyc z choroba Taty i wspierac go w tej
      chorobie, dzis niestety mojego kochanego Taty juz nie ma ze mna, a
      ja mam czas na to by pomysleć nad swoim zyciem i coraz czesciej
      mysle, ze pora to raz na zawsze zakonczyc, zostawic tak jak to
      jest , bez wyjasniania skoro on nie chce pozwolic sobie na
      szczerość, to nie dane mi bedzie zrozumieć...postarac sie
      zapomniec, albo jak mawia moja znajoma pochowac gdzies na dnie
      serca w najbardziej ciemnym zakamarku i zacząc żyć od nowa!
      • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 23:10
        Widzisz - ja ciebie bardzo dobrze rozumiem! Naprawdę. Naprawdę!

        Ale jednak bałabym się tego człowieka. Nie angazuje się wysokich uczuć, nie
        popierając tego spotkaniem. A co, jeśli jednak nie porozumiecie się? Jeśli
        fizycznie kompletnie nie zgracie, nawet tak intymnie? Po co więc tracić tyle
        czasu? Po co ma boleć? Chyba nie umiałabym az tak długo kochac tylko literek...
        i słów. Słowa sa bardzo zwodnicze.

        Nie wiem, no nie jest to dla mnie normalne, by dorosły mężczyzna nie chciał mnie
        poznać, zobaczyć, jaka jestem, jak się uśmiecham, jak robię zakupy, jak myje
        garnki. Madrek, własnie tego w tym wszystkim brakuje, prawda?

        Powiedz mi, ile on ma lat? To bardzo mlody chlopak, czy ktoś w okolicach 40.?

        Uważaj na siebie, uważaj i pilnuj, by tobie nie wyrządzono krzywdy...
      • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 23:13
        może po prostu napisz mu....

        przyjedż, spotkajmy się.....bez tego nie wyobrażam sobie kontunuowania naszej dziwnej znajomości....

        i daj mu czas ...miesiąc?, dwa???

        będzie miał czas na zrozumienie...podjęcie decyzji....i Ty dasz sobie szansę....

        jesli nie skorzysta spróbuj zapomnieć.....bo juz ciepisz....
        a przedłużanie w nieskończonośc, gdy on będzie gotów...spowoduje jeszcze wieksze cierpienia...
        • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 28.08.09, 23:21
          Mądrze!
        • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 29.08.09, 12:44
          Tak tez zrobię - wczoraj rozmawiałam z Jego Ciocia i wiem,że
          przyjezdza na tydzien w październiku do Polski, stad tak jak
          piszesz to będzie ta "ostatnia szansa", sam musi zdecydować czy sie
          w koncu ze mna spotka czy nie! Choć juz takie "ulitimatum ra było"
          i nie odniosło skutku, tyle ze ja wtedy nie byłam konsekwentna,
          zmarł Tata i potrzebowałam takich rozmów, a wiec zlamałam sie i mim
          o ze obiecywałam sobie,ze nigdy wiecej to dlaej rozmawialismy,
          pisalismy. Tym razem zamierzam byc w tym konsekwentna - jesli się
          ze mna nie spotka to będzie to znak, że pora raz na zawsze o Nim
          zapomnieć.

          A i chyba Gapuchna pytała o jego wiek...skonczył 15 stycznia - 32
          lata. Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółka, której zwiazek choc
          realny wyglada niczym moja "wirtualna znajomość z Pawłem" to znaczy
          jej chłopak (notabene urodzony tego samego dnia co paweł...cóz za
          zbieżność) ciagle nie ma dla niej czasu, wdraza programy
          komputerowe w konsulatach RP i stale w delegacji, widuja sie raz na
          m-c albo i rzadziej, do tego gdy chce z Nim o czym porozmawiac,
          szczególnie o przeszłosci zamyka sie w sobie, ucieka. Potrafi wtedy
          tydzien milczec, a potem jakby nigdy nic dzwoni i zaprasza do kina,
          restauracji albo na wspólny weekend. Czasem zdarzy im sie wyjechac
          razem na wekend, ale wystarczy drobiazg, jaks wypowiedz kolezanki,
          która mu sie nie podoba i znów to samo..ucieczka w prace, brak
          checi na spotkanie, czasami trwa to tygodniami, a jednoczesnie jak
          jest miedzy nimi dobrze mógłby nosic ja na rekach, zapewnia jak ja
          kocha, jak teskni, oni nawet 11 lipca mieli wziac slub, ale
          kolezanka po tym co sie dzieje i jak wyglada ten ich zwiazek
          wycofała sie, oj ksiadz jak poszła odwołac slub sie jej nagadał, ze
          w wieku 32 lat a tacy nieodpowiedzialni, ale jak zyc z kims kto
          tylko czasami ma chec rozmawiać, być??? Obie znamy na wzajem swoje
          historie i jak ostatnio odryłysmy ze i Paweł i Adam sa z 15.01
          smiałysmy sie, ze chyba jakies fatum nad ludzmi urodzonymi tego
          dnia, ze sa delikatnie mówiac "dziwni, zamknieci w sobie"...
          rozsadek mówi, ze to zbieg okolicznosc, ale jej przykład pokazuje,
          ze w swiecie realnym tez ludzie zachowuja się nie tak jakbysmy tego
          chcieli, nie potrafia byc szczerzy, otwarci i odpowiedzialni za
          swoje słowa, bo Jej Adam w słowach i czasami gestach jest cudowny,
          a chwile potem moze 2-3 tyg. milczec, obrazic sie na nia i cały
          swiat, zamknac i nie dawac znaku zycia, by wrócic i jakby nigdy nic
          twierdzić, ze kocha i teskni... ah zycie sad
          • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 29.08.09, 12:52
            Ja wiem, wiem... najłatwiej jest dawać dobre rady. Ale .... uważam, ze takich
            mężczyzn należy obchodzić szerokim łukiem. Oni tylko krzywdzą. Ja wolę zwyczajne
            problemy w ludziach, nie wiem? - zdradę, kłótnie, brak pieniędzy... - bo z tym
            mozna walczyć, przeciwdziałać, no cokolwiek robić. Problemy tych dwóch mężczyzn
            są nieuchwytne, wysublimowane, a pzrez to znacznie trudniejsze.

            Naprawde boję sie pokomplikowanych mężczyzn. Chłopak powinien być stabilny
            emocjonalnie. Takie ratowanie chorej duszy jest mocno pociagające dla kobiety,
            ale to się bardzo rzadko udaje... Oj, no wiem coś o tym indifferent

            Czy naprawdę warto jest cierpieć przez takich mężczyzn?
            • clooney_g Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 30.08.09, 10:24
              gapuchna napisała:

              > Czy naprawdę warto jest cierpieć przez takich mężczyzn?

              Kochanie :
              1, Nie przez, lecz DLA !
              2, WARTO!!!!!!!!!!!!!!!!
              • lilak13 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 31.08.09, 21:45
                clooney_g napisał:

                > gapuchna napisała:
                >
                > > Czy naprawdę warto jest cierpieć przez takich mężczyzn?
                >
                > Kochanie :
                > 1, Nie przez, lecz DLA !
                > 2, WARTO!!!!!!!!!!!!!!!!
                >
                >
                po przeczytaniu tej historii jestem w szoku. Jak mozna zwodzic
                kobietę i tworzyc iluzje związku przez ponad 3 lata??
                zdecydowanie nie warto, w swiecie realnym są ciekawsi ludzie.
                • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 31.08.09, 23:35
                  > po przeczytaniu tej historii jestem w szoku. Jak mozna zwodzic
                  > kobietę i tworzyc iluzje związku przez ponad 3 lata??
                  > zdecydowanie nie warto, w swiecie realnym są ciekawsi ludzie

                  Ja tez coraz bardziej sie przekonuje,że nie warto...pewnie gdyby
                  nie to,ze rpzez dwa ostatnie lata przechodziłam trudne chwile walki
                  z rakiem mojego Taty a potem jego śmierc i oswojenie sie z wizją,
                  że juz nic nie będzie takie samo dawno temu bym to zakonczyła...ale
                  potrzebowałam wsparcia medycznego, co on mi zawsze zapewniał,
                  wspierał gdy Tata umierał i tuz po smierci, bo w koncu sam tez
                  stracił oboje rodziców wiec tak trwałam w tym...ale cóz kiedys
                  przychodzi czas "rozrachunków" najwyrazniej teraz przyszedł dla
                  mnie! Dzieki wszystkim za opinie, naprawde czasami warto posłuchac
                  kogos z zewnatrz, ludzi nie zaangażowanych by na pewne sprawy
                  spojrzeć inaczejsmile
                  • raf.1 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 00:32
                    a jeszcze tak sobie pomyślałem.. choć już od połowy wątku prawie nic tu nie
                    czytam, tylko przelatuje wzrokiem.. , że słowa nie znaczą zbyt wiele..
                    (nawiązanie do: "ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość..") i tak samo
                    wypowiadane szeptem i na "żywo", bezczelne: "kocham cię".
                    Coraz częściej i więcej schodzi na tak zwane psy. Jest podłe, obłudne i
                    fałszywe. Coraz więcej tej goryczy i głupoty. Coraz częściej, jasne, proste i
                    szczere słowa nie znajdują pokrycia
                    w rzeczywistości..
                    I tak jeszcze na koniec personalnie: Madarek, czego Ty jeszcze, chciałaś..?
                    Sporo dostałaś i choć to głupio zabrzmi, to nawet Ci zazdroszczę, trafiłaś na
                    coś Ładnego, Rozumnego i Przyjaznego.
                    Chciałaś miłości? Ciut mnie teraz rozśmieszyłaś.., ale nie jest to dobra
                    wesołość, a raczej ta smutna, ta idąca w zgodzie z realiami..
                    • gapuchna Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 11:20
                      A dlaczego ma sie nie chcieć MIŁOŚCI? Że to za duzo? Za wysokie wymagania?

                      Miłość jest. To tylko niektórzy ludzie są tak spaczeni, że jej nie potrafią
                      dostrzec. Nie potrafia jej zaufać. Szukają innych milości, miłostek może?.....
                      Ale miłość jest i wielu z nas jej doświadcza, doświadczyło, doświadczy.

                      Nie mów tak Raf.
                      • raf.1 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 18:00
                        "gapuchna napisała: Nie mów tak."

                        a mówić jak? wspak?
                        w tym temacie piszę subiektywnie i odnosząc się tylko do szczegółu, tekstów
                        zawartych w tym wątku, no i nie tylko. wink
                        jedni nie chcą, bo mają doświadczenia, inni nie umieją..jeszcze inni trwają w
                        procesie, który nie kończy się wcale gwarancją, że podczas jego działania nie
                        nastąpią dziwne anomalie. ciężko jest coś wyważyć,odnaleźć nieskażony, czysty
                        egzemplarz ..
                        pewne słowa coraz częściej są rzucane ot tak.. jakby w kiepskim teatrze sufler
                        odnalazł swoje powołanie. ( w dzisiejszych czasach chyba już nie ma takiej
                        profesji? big_grin)

                        dlaczego nie chcieć? bo tego się nie ma prawa chcieć.. żądając i oczekując,
                        stajemy się potworami o złych sercach, tracąc z oczu i duszy coś istotnego.
                        Wówczas zaledwie potrafimy przez chwilę pobawić się w "miłość".

                        Jeszcze jedno.. mam taką fazę, tak sobie myślę, że nie można napisać
                        "doświadczyłem miłości". Można napisać: doświadczam miłości, lecz nigdy o niej w
                        czasie przeszłym, bo to już nie jest prawdą, to już nie to..
                        • kawamija Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 18:12

                          a ja sobie myśle...........ze zbyt często naszym problemem jest to,
                          że chcemy marzenia dopasować do rzeczywistość a nie rzeczywistość do
                          marzeń...

                          taka refleksja............troche na temat...trochę może nie wink

                          -*-*-*-
                          ....żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.......bo nie jesteś
                          sam.....
                • ja_gadzet Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 00:58
                  lilak13 napisała:

                  > po przeczytaniu tej historii jestem w szoku. Jak mozna zwodzic
                  > kobietę i tworzyc iluzje związku przez ponad 3 lata??

                  Czy naprawdę nikt nie potrafi powiedzieć madrek76, ze pomyliła adresy?
                  Nie pomożecie jej współczując... zresztą bardziej współczuję temu lekarzowi...
                  Tyle na forum, prywatnie mogę więcej pomóc madrek76.
                  • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 07:49
                    mylisz się....
                    myslę, że pomoglismy
                    pokazalismy inne spojrzenie na tę sprawę...
                    z boku, bewz zaangazowania łatwiej obiektywnie popatrzeć


                    a co z tym madrek zrobi to już inna sprawa
                    niekoniecznie musi szukać pomoc....kobiety silne są....
                    pomoc przydałaby się raczej jej lekarzowi...
                    bo w sumie w tym pseudozwiązku oboje mieli korzyści...i być może ...róznorodne oczekiwania...
                  • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 17:40
                    > Czy naprawdę nikt nie potrafi powiedzieć madrek76, ze pomyliła
                    adresy?
                    > Nie pomożecie jej współczując... zresztą bardziej współczuję temu
                    lekarzowi...
                    > Tyle na forum, prywatnie mogę więcej pomóc madrek76.

                    Czy pomyliłam adresy...nie sadze, napisałam o tej znajomosci, bo
                    spojrzenie ludzi niezaangażowanych emocjonalnie często potrafi
                    człowiekowi pomóc nabrać dystansu. A co do współczucia dla Pawła -
                    tak masz racje, ja mu też współczuje, bo zdaje sobie sprawę, że w
                    jego życiu jest coś co go "blokuje", chciałam mu pomóc, ale nie
                    daje sobie szansy...a na siłę nic sie nie da! Dzieki za wszystkie
                    głosy w dyskusji smile
                    • ja_gadzet Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 02.09.09, 10:18
                      madrek76 napisała:

                      > ja mu też współczuje, bo zdaje sobie sprawę, że w
                      > jego życiu jest coś co go "blokuje"

                      Oczywiscie, cos go blokuje. W zrozumieniu przyczyny tej blokady, powinno sie
                      zaczac od kogos, kto dobrze zna Pawla. A co do adresow... jest duza "szansa", ze
                      ktos ze znajomych Pawla przeczytal to co napisalas, nie trudno skojarzyc po tylu
                      szczegolach. Konsekwencje tego moga byc rozne.
                      • czarny.onyks Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 02.09.09, 19:36
                        zaraz, zaraz....

                        namotał dziewczynie w głowie
                        przez 3 lata ciagnął znajomośc...robił nadzieję...

                        a teraz ona ma poczuć się winna???
                        bo szuka rady na forum??
                        że facet ma problem to widać...
                        ale jest dorosły, jest lekarzem...
                        i przez 3 lata widząc zangazowanie madrek76 mógł coś z tym zrobić....

                        konsekwencje??
                        taaa......kolejny biedny żuczek....
                        te niedobre kobiety....
                        one mają być herosami, a facetów mamy żałować...
                        • raf.1 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 02.09.09, 20:06
                          nie namotał.. był sobą, był i zapewne jest fajny i tyle.. nie ce przekraczać
                          pewnej granicy i tyle.. Tu trza się zatrzymać i nie motać SOBIE dalej.. nie
                          rościć sobie jakichś specjalistycznych praw. Na miejscu Madarek szukał bym
                          pełniejszych kontaktów, choć fajnie jest poczytać to, co znalazła wink.. Wpisy o
                          mniejszej/pomniejszej wadze "diskopolowatych" prezencików, "srutków-tutków" (jak
                          mówiła Pani Barbara z jutuba/już nie z jutuba wink ) świadczą wymownie o pewnych
                          wartościach i ich wartości wink, choć są bardzo miłe, gdy są tylko pomniejszą
                          częścią czegoś głębszego. Wiem.. kobietki lubią esemesy i czekoladki, kwiatki i
                          gwiazdki, ale na miłość boską (np. Zeusa) nie to jest naj i hi (czyt: haj)..
                          P.S. Przepraszam za rozbudowane i zakręcone zdania.. wink
                          P.S.2 ciekawe jak ja to odbieram, gdy po 8 latach okazało się że wszystkie
                          szepty itp. okazały się.. już sam nie wiem czym.. wolę chyba się śmiać i nie
                          myśleć o tym.
                      • fresa11 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 02.09.09, 20:22

                        > A co do adresow... jest duza "szansa", ze
                        > ktos ze znajomych Pawla przeczytal to co napisalas, nie trudno
                        > skojarzyc po tylu szczegolach.
                        Moze ( i nie widze tu nic kompromitujacego czy obrazliwego, wiec wczym tak
                        wlasciwie problem ?)

                        > Konsekwencje tego moga byc rozne.
                        Moga. Byc moze zobacza sie po raz pierwszy i ostatni, a moze odwrotnie, beda ze
                        soba szczesliwi.
                        Mam nadzieje, ze konsekwencja bedzie zmiana, bo ta sytuacja po prostu niszczy
                        dziewczyne.
    • egrunwaldzka Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 29.08.09, 12:39
      Co to za odległość 100km w porównaniu do 550km i jeszcze mamy zamiar
      zmienić stan cywilny
      • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 29.08.09, 14:02

        > Co to za odległość 100km w porównaniu do 550km i jeszcze mamy
        zamiar
        > zmienić stan cywilny

        Gratuluje!!! Jasne, wiem ze i 1000km nie jest przeszkadą, znam
        małzenstwa, których odległośc wcale nie zniszczyła zwiazku,
        ale...no własnie trafili na "normalnych" facetów, którzy
        wykorzystywali kazda okazje by sie spotkać, by być razem...
    • clooney_g Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 30.08.09, 02:08

    • clooney_g Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 30.08.09, 02:54

      • mrg79 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 30.08.09, 03:04
        ???

        no to mnie zaciekawiło.. smile

        pzdr
    • listopad02 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 01.09.09, 20:37
      Nie śledziłem watku, ale dla mnie to dziwne, jeżeli ktos dawałby mi czułe słowa, a ja bym to odwzajemniał to napewno chciałbym się spotkać, nawet po to by z kims dobrym razem poprzebywać i porozmawiać.
      • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 02.09.09, 09:30
        Dzieki za Twoją opinie...cóż Pawłowi łatwiej było wysłac mi na
        urodziny, Walentynki, dzien kobiet i inne okazje, a czasami bez
        okazji w ramach podziekowania, ze go wysłychałam, wspierałam itp.
        kwiaty, czekoladki, maskotkę, bizuterie no i zawsze obowiazkowo
        wiersz z dedykacją. Mam wrażenie, ze każdy sposób okazania sympatii
        był dobry byleby nie spotkanie.... sad
        • raf.1 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 02.09.09, 11:14
          "madrek76 napisała: łatwiej było wysłac mi na
          urodziny, Walentynki, dzien kobiet i inne okazje, a czasami bez
          okazji w ramach podziekowania, ze go wysłychałam, wspierałam itp.
          kwiaty, czekoladki, maskotkę, bizuterie no i zawsze obowiazkowo
          wiersz z dedykacją. Mam wrażenie, ze każdy sposób okazania sympatii
          był dobry byleby nie spotkanie.... sad "

          ot ironia.. mało było maskotek,czekoladek, słodkich semesików, duperelików,
          symbolicznych dat.. więcej żywej obecności, wierności, lojalności..
          cóż.. nie wszystkim dogodzimy.. hehe.. smile
          • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 02.09.09, 11:19
            > ot ironia.. mało było maskotek,czekoladek, słodkich semesików,
            duperelików,
            > symbolicznych dat.. więcej żywej obecności, wierności,
            lojalności..
            > cóż.. nie wszystkim dogodzimy.. hehe.. smile

            Skad w Tobei taka ironia??? Nie było mało...ich mogłoby nie być,
            dla mnie bardziej liczy sie "zywy człowiek" niż te wszelkie
            prezenty...smile
            • raf.1 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 02.09.09, 18:03
              ot i prawie wszystko dobrze zrozumiała.. big_grin
              ot i w 100 % zgoda co do Żywego Człowieka.
              ot i mało tego już, oj mało, jak i zrozumienia..
              ot i cała bajka.. smile
              Pozdrawiam.
    • fresa11 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 02.09.09, 14:09
      Wiesz, przeczytałam Twoją historię i jest mi bardzo, bardzo przykro. Nie wiem,
      co o tym myśleć, trudno mi sobie wyobrazić miłóść między kobietą i mężczyzną bez
      bliskości, obecności... Chyba najbliższe jest mi to, co trochę wyżej napisała
      Gapuchna.
    • janusz_lipinski Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 04.09.09, 23:15
      Witaj !
      • madrek76 Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 06.09.09, 11:10
        Witam i pozdrawiam smile
        • janusz_lipinski Re: Samotna z Karkonoszy...kiedys, gdzieś może w 23.10.09, 21:16
          Byłoby może i fajno, ecz osobą polityczną jestem.
          Przepraszam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka