Dodaj do ulubionych

Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY!

IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.04, 15:23
Mam dom na wsi, jeżdżę tam najrzadziej na każdy wekend - zwykle zawsze wtedy
kiedy mam czas.
Stwierdziłam, że to idealne warunki do posiadania psa, takim więc sposobem
znalazłam się w posiadaniu psa rasy Husky.
Pies ma już rok. Do tej pory nie było problemów, a raczej do końca ostatnich
wakacji...
Pies przestał tolerować jazdę samochodem - nie sa się inaczej dojechać do
domku na wsi.
W samochodzie po prostu szaleje: piszczy (to mało powiedziane) wyje, skamle
zawodzi wręcz... poza tym skacze po siedzeniach uniemożliwiając mi jazdę
jeśli jestem sama w samochodzie.
Jazda z kimkolwiek jest niemożliwa bo nie znam nikogo (z rodziną włącznie) to
byłby w stanie wytrzymać to przez nawet 5 minut, bo dosłownie uszy pękają.
Poza tym jeździłam z nim codziennie do lasu na dalsze spacery - tego także
już nie mogę robić. Jeździliśmy nad jezioro i w bezpieczne miejsca żebym
mogła spuścić ze smyczy (w mieście sie nie da bo ucieka i wraca sobie kiedy
mu się podoba - to niebezpieczne).
CO MAM ROBIĆ???
na wieś przestałam jeździć, rodzice sami jeżdżą... na spacery nei chodzi -
tylko po mieście, ale co to za spacery? poza tym bez biegania...
Zawsze było wporządku - jak pies dorósł zaczął szaleć... nie wiem co mam
robić... oddam go chyba bo niewybiegany jest nieznośny w domu (zreszta jak
każdy husky)
Dodam że jeździł samochodzem codziennie od ukończenia 8 tygodnia życia na
codzienny spacer do lasu i zawsze było wszystko wporądku.
Choroby lokomocyjnej nie ma bo nawet po sytym posiłku nie wymiotował przez
1,5h jazdy. Bać się nie ma czego bo nie miałam nigdy wypadku ani stłuczki (to
też czasem może być powód)... jest przyzwyczajony do jazdy od maleńkości...
POTRAFI KTOŚ ZNALEŹĆ ODPOWIEDŹ ???
JAK TEMU ZARADZIĆ???
nie radzę sobie z tym już...
Obserwuj wątek
    • mysiam1 Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 19.06.04, 17:03
      Zdaje się, że są specjalne pasy samochodowe dla psów; może gdyby był mocniej
      przytrzymany (być może boi się tego szarpania - nie ma w związku z tym jakichś
      złych wspomnień?), byłby spokojniejszy? A może jazda samochodem kojarzy mu się
      aż za bardzo z czymś przyjemnym, ekscytującym i dlatego tak się zachowuje? Może
      należałoby z nim jeździć b. często, ale w miejsca neutralne, na małe
      odległości - do sklepiku, albo bez powodu - objechać kilka uliczek i wrócic do
      domu - bez wielkiego "jedziemy na wieś", bo może on się właśnie tym tak mocno
      przejmuje...
    • Gość: Ola Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.06.04, 18:18
      hej Ela!
      wiesz, chyba nie możesz tego zrobić... może zgłoś się do jakiegoś psiego
      psychologa. Twój pies na pewno nie robi tego bo "ma taki humor" tylko COŚ mu
      dolega, o COŚ mu chodzi. na pewno biorąc psa zdawałaś sobie sprawę z tego, że
      to nie tylko same przyjemnośi. jesteś za niego odpowiedzialna, mówiąc po
      prostu. myślę, że jest mnóstwo psów i ludzi, którzy maja takie problemy. proszę
      poszukaj jakiejś informacji - ja tez to zrobię. na pewno kochasz swojego psa i
      on kocha Ciebie, czy pomyślałś jak on bedzie sie czuł. on nigdy tego nie
      zrozumie. pewnie to przezyje ale... chyba nie można tak robić. zresztą myślę,
      że dreczyłoby Cie to do końca życia. dobra, dosyć tych wzruszeń. zaraz prześle
      Ci więcej info o tym jak radzić sobie z podobnymi sytuacjami. ale mówię, a
      raczej pisze powaznie - skontaktuj się z jakims poważnym weterynarzem.
      do "usłyszenia"!
    • Gość: Ola Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.06.04, 18:51
      to znowu ja: jesli możesz to wejdź na str.www.psieforum.pl, na forum, a
      potem w WYCHOWANIE, tam znajdziesz temat o jexdzie samochodem.
      prosze zastanów się dobrze zanim zdecydujesz sie na cokolwiek. naprawdę,
      zadzwon do jakiegoś weterynarza, ale takiego, który potraktuje Ciębie i twojego
      psa powaznie. warto spróbowac!!!!!! pozdrawiam Cię i trzymam kciuki!!!
      • Gość: magggie Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.sasiedzi.pl 19.06.04, 19:50
        Ja mam podobny problem, choć może nie aż tak rozwinięty. Mój pies szaleje, gdy
        czuje, że zbliżamy się do celu naszej jazdy - nie wiem, jak on to robi... ja
        nie traktuję tego jako wielki problem, ale u mnie to trwa może 10 min. Nie
        więcej. Może powinnaś spróbować podać psu przed jazda samochodem jakieś ziołowe
        środki uspokajające. I radziłabym skorzystać z sugestii Oli - warto odwiedzić
        psiego psychologa - to nie boli, a może się przydać. Pozdrawiam i życzę powrotu
        do "normalności" :-)
        • pokraczny_kotek Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 19.06.04, 20:44
          Gość portalu: magggie napisał(a):

          > Ja mam podobny problem, choć może nie aż tak rozwinięty. Mój pies szaleje,
          gdy
          > czuje, że zbliżamy się do celu naszej jazdy

          moje robią tak samo.
          to chyba ma związek z wolniejszą jazdą, przynajmniej w naszym przypadku. na
          szczęście żaden z nich nie wyje.
          nie wiem na ile humanitarnie ;) zostanie oceniona moja propozycja, ale psu na
          czas jazdy można założyć kaganiec z materiału, ktyóry powoduje że pies nie może
          otworzyć pyska. może to jest jakiś pomysł na "przemęczenie" jazdy?
          • Gość: vww Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.04, 22:29
            kotku i to pokraczny - to z tym wiązaniem pyska to bardzo nietrafiony pomysł.
            • pokraczny_kotek Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 19.06.04, 23:06
              Gość portalu: vww napisał(a):

              > kotku i to pokraczny - to z tym wiązaniem pyska to bardzo nietrafiony pomysł.

              skoro w sprzedaży jest kaganiec tego rodzaju, chyba nie do końca nietrafiony?
              za celniejszą decyzję uważasz pomysł oddania psa, bo wyje w samochodzie?
              • Gość: vww Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.04, 10:40
                w sprzedaży są najdziwniejsze rzeczy, kotku, kaganiec to nic złego, ale w tej
                sytuacji pozbawiłabyś go możliwości ziajania,czyli nie mógłby się chłodzić,
                a podczas długiej podróży to nie byłoby dobre.
                Psów nie oddaje się z takich powodów. Autorka postu jest zrozpaczona
                zachowaniem psa, i dlatego napisała to, co napisała, wierzę jednak,
                że poradzi sobie z tym problemem i pies zostanie z nią.
            • Gość: lw Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.crowley.pl 19.06.04, 23:32
              pomysł może być trafiony tylko kaganiec zwłaszcza w upał nie powinien psu
              zaciskać pyska,bo nie mógłby się wtedy chłodzić-ale zakładając,że pies jest
              rozpieszczony i nie ułożony(ucieczki od właściciela)a w samochodzie
              nieprawidłowo karcony lub jak się domyślam właścicielka go jeszcze pociesza "w
              cierpieniu",co pies uznał za nagradzanie za to zachowanie,zamiast pewnym głosem
              wydać komendę siad(oczywiście perfekcyjnie opanowaną także poza samochodem-że
              pies nie ruszy sie z miejsca bez komendy zwalniające z siadu) i spokój,to
              założenie kagańca spowoduje,że rozpieszczony pies się zdziwi i obrazi-zależnie
              od temperamentu albo będzie starał sie zdjąć kaganiec albo siądzie czy położy
              się i będzie "udawał" obrażonego,kaganiec niejako odwróci uwagę psa od jego
              ulubionego zajęcia-czyli wycia i wiercenia się(kaganiec lepiej aby był
              plastikowy-jest lekki i nie uszkodzi szyby w razie czego)-jesli jest coś innego
              co może zająć uwagę psa bardziej niż jazda to tez można to zabrać do samochodu

              jeśli chodzi o ucieczki to po konsultacji z wetem dla dobra psa chyba lepiej go
              wykastrować niż gdyby miał uciekać od innego właściciela(bo jaka szansa,że nowy
              właściciel sobie z nim poradzi,no chyba,że pies ma dobre cechy użytkowe i trafi
              do rąk hodowcy lub osoby zajmującej się sportami-wyścigami psich zaprzęgów-skoro
              lubi uciekać-to może nie za sukami a dlatego,że lubi biegać jako husky) i
              skończyć gdzieś pod kołami samochodu,jeśli Pani nie jest pewna,czy pies ucieka
              za suczkami(bo np.nie widzi płci psa za którym uciekł lub nie wie czy pies nie
              biegnie za zapachem pozostawionym za suczką w rui,która tamtędy przeszła)to
              można podać środek antykoncepcyjny przez tydzień-u samców wyhamowuje on także
              produkcję hormonów płciowych-będzie wiadomo,czy ucieka z powodu popędu płciowego
              i oczywiście braku kontroli właściciela nad tym

              jeśli pies wskutek złego postępownia(nagradzania za niepokój podczas jazdy przez
              głaskanie i mówienie litościwym głosem dobry piesek-nie bój się,uspokój itp.)lub
              choroby lokomocyjnej występującej bez wymiotów,nabawił się fobii przed jazdą
              samochodem to poza odpowiednią tresurą której elementem będą także krótkie
              jazdy,najlepiej pomóc mu lekami przeciwlękowymi
              choroba lokomocyjna i lęk przed jazdą samochodem nie muszą występować
              razem,także wymioty nie zawsze występują(choroba lokomcyjna może być nasilona
              dodatkowo lękiem przed jazdą,czyli wzmożeniem pracy układu nerwowego,albo sama
              spowodować lęk-choroba lokomocyjna jest związana z nadwrażliwością części ucha
              odpowiedzialną za odbieranie położenia ciała,podobnie jak choroba morska na
              morzu,a nerw przechodzący tam jest ma też włókna przewodzące impulsy m.in.do
              ośrodka wymiotnego-stąd chory na chorobę lokomocyją czuje lęk i dyskomfort,bo
              nie umie wyczuć swojego położenia w przestrzeni,a jednocześnie drażnienie nerwu
              pobudza ośrodek wymiotny,podobnie jak w niektórych przypakach zapalenia ucha
              środkowego)
              mechanizm jest taki jak u ludzi
              www.resmedica.pl/zdart6013.html
              jeśli chodzi o zdiagnozowanie przez lekarza psiego psychologa to najlepiej albo
              nagrać kamerą zachowanie psa już od momentu wchodzenia do samochodu,albo dobry
              lekarz powinien się przejechać z Panią i psem samochodem-inaczej przecież nie da
              się zdiagnozować jak obserwując psa w tej konkretnej sytuacji,człowiek powie w
              gabinecie,że się boi czy ma mdłości,albo że nie lubi jeżdzić z Panią takim
              samochodem;),a pies niestety nie
              • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.04, 19:40
                dziekuje za wiele pozytecznych rad :)
                uczieczki to jednak cecha tej rasy - husky wraca jak mu sie znudzi bieganie -
                wszystkie pieski tej rasy tak maja - zarowno psy jak i suki. Po wybieganiu
                przychodza na wolanie i sa posluszne, jednak na poczatku spaceru zwykle nie ma
                rady.
                Co do zacgowania w samochodzie to staram sie go karcić - glownie glosem, bo
                glaskac w trakcie jazdy byloby trudno :)
                Gdy krzykne na niego - przestaje na jakies 15 sekund... i znow zaczyna swoje,
                jednak nie stosuje tego karcenia zbyt czesto bo po 1 jadac z kims troche glupio
                sie caly czas drzec na psa, a poza tym nie mam nerwow do tego.
                To zachowanie zlosci mnie, a moj pies wyczuwa moj nastroj i wie ze tego nie
                lubie.
                Lepiej juz dziala sytuacja gdy nie ja prowadze (dodam ze to ja jestem "pania"
                psa i mnie najbardziej slucha i respektuje) a siedze kolo psa i karcę np.
                szarpaniem za smycz, gdy zaczyna wariowac. Nie powoduje to calkowitego spokoju,
                jednak tylko to daje jakikolwiek efekt.

                Co do psiego psychoterapeuty - BARDZO BY MI NA TAKIM ZALEZALO!!! :D tylko nie
                wiem gdzie takich szukac... pytac u weterynarza?
                Pochodze ze śląska - moze zncie jakies adresy w okolicach katowic?
                • Gość: lw Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.crowley.pl 22.06.04, 18:16
                  może dr Jacek Cymbryłowicz coś na to poradzi(lecznicę ma gdzieś w Gliwicach)-ma
                  doświadczenie z husky,uprawnienia tresera-i nie jest do końca prwdą,że
                  wszystkie husky uciekają-gwoździem do problemu może byc coś w rodzaju
                  zdziczenia psa-jego złe zachowanie na osiedlu spowodowało,że Pani przeszła na
                  długie spacery luzem i wyjazdy na wieś,pies miał duże mieszkanie-więc ten
                  problem poza oczywiście odpuszczeniem sobie tresury,aby pies umiał też się
                  zachować w miejscach publicznych,może miec właśnie takie tło-pies po prostu
                  odzwyczaił się od małych zamkniętych przestrzeni,przyzwyczaił sie też do
                  bardziej luźnego trybu życia(krótko na smyczy a potem na wolności długie
                  spacery,bez trenowana posłuszeństwa i różnych komend wyrabiających w psie
                  cierpliwość i opanowanie)do tego mogły się dołożyć inne drobne sprawy-ponieważ
                  karcenie za złe zachowanie nie było konsekwentne pies czuje dyskomfort jadąc
                  samochodem,bo co jakiś czas jak już Pani nie wytrzyma to na niego
                  pokrzyczy,Pani nerwy na niego itd.(sam cel mu się dobrze kojarzy skoro sam
                  wchodzi do samochodu,problem jest w wytrzymaniu jazdy,na światłach uspokaja się
                  bo postój kojarzy prawdopodobnie z wyjściem z samochodu-nie wpatruje się wtedy
                  na drzwi albo na Panią intensywnie??)
                  tak czy inaczej bez pracy nad psem się nie obejdzie,leki mogą być tylko
                  dodatkiem,jeśli pies piszczy także w trakcie tej krótkiej jazdy po
                  mieście=wolnej to oznacza,że pies rzeczywiście nie ma cierpliwości z powodu
                  zbyt luźnego trybu życia i nichęci do jazdy(a nie strachu lub choroby
                  lokomocyjnej)-trzeba popracować nad jego cierpliwością i przyzwyczaić na nowo
                  do samochodu-tzn.trzeba z nim siedzieć długie minuty w samochodzie na
                  postoju,potem wychodzić i iść do domu-stopniowo wydłużać ten czas,jak będzie
                  już spokojnie leżał w samochodzie to wtedy na krótkie przejażdżki z postojem,
                  które będą się kończyły wyjściem z samochodu do domu na smyczy(a nie na luźny
                  spacer),oczywiście do tego tresura-nauka chodzenia na smyczy spokojnie,siadania
                  i zostawania na miejscu itd.
                  jeśli nie ma Pani czasu-to na prawdę warto spróbować z założeniem kagańca na
                  czas jazdy o ile pies nie reaguje histerycznie w ogóle na zakładanie kagańca
                  jako próbę ograniczenia swobody,bo to odwraca jak napisałam uwagę psa od
                  zajmownia się jazdą samochodem i wyuczonego rytuału skomlenia i wiercenia-nie
                  jest to rodzaj kary,działa podobnie jak stukanie konia w okolicy czołowej,
                  obrażony pies to tylko sposób opisania jego zachowania a nie samopoczucia,jeśli
                  uda się tak na spokojnie przejechać to może uda się przerwać to błędne koło-złe
                  zachowanie psa>nerwy własciciela>coraz większe zdenerwowanie psa i złe
                  kojarzenie samej jazdy,która jednak kończy się w przekonaniu psa na tyle
                  korzystnie,że wsiada sam do samochodu

                  jak znajdę adres lecznicy dr Cymbryłowicza to dopiszę
                  • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.04, 00:54
                    bardzo bym była wdzięczna za namiary na tego pana - sama zaczęłam już pytać
                    znajmych "psiarzy" o psich terapeutow ale poki co bez efektu.

                    Co do zachowania psa to moze faktycznie zbyt luzny tryb zycia, moze gdy byl
                    mlodszy mniej piszczal (na poczatku wogole) bo jako szczeniak nie mial tyle
                    ruchu (weterynarz zalecil aby nie przesadzac z bieganiem do ukonczenia 7
                    miesiąca zycia, bo to moze zle wplynac na budowę kości i stawów.

                    Byłam z nim na tresurze, ale spotkałam się z dość niemiłym traktowaniem -
                    treserzy uwazali husku'ego za psa nienadającego się do tresury i bylam
                    traktowana jakbym przyszla tam conajmniej z nosorożcem...
                    Zaopatrzyłam się więc w książki i sama tresowałam. Podstawowe komendy jak siad,
                    leżeć - zna, wykonuje je niechętnie i często próbuje sie od nich wykręcić,
                    jednak zawsze wykonuje.
                    Z przychodzeniem na wołanie było dobrze - zawsze przychodził, przywiązywałam do
                    tego dużą wagę i nei andużywałam komendy przywołania, jednak szczególnie
                    ostatnio zdarzyło się parę razy że uciekł i nei reagując na wołanie wrócił po
                    czasie około pół godziny... Zadrzyło się to łącznie może z 3 razy - ale jestem
                    już bardziej ostrożna i nie puszczam go ze smyczy w mieście. W lesie - pobiega
                    i wróci, natomiast w mieście mogłoby się to skończyć tragicznie gdyby wybiegł
                    na ulicę.
                    Są to 2 wady mojego psa: ucieczki i piszczeniw samochodzie. Jeśli potrafiłabym
                    sobie z nimi poradzić - miałabym (w mojm przekonaniu) idealnego psa :D
                    • mysiam1 Elu, co do przychodzenia... 23.06.04, 08:25
                      ...to może noś ze sobą na dwór "ciasteczka na grzeczność"? Nagradzaj nimi psa
                      za każdym razem gdy się do Ciebie zbliży, bardzo szybko nauczy się, że jak pani
                      woła, to warto biec po ciasteczko (po jakimś czasie ciasteczko dawaj co drugi,
                      trzeci raz, a nagradzaj głaskaniem i pochwałą, ale taką, żeby pies z tonu głosu
                      słyszał, że NAPRAWDĘ jesteś z niego dumna). I w ogóle chwal go jak najwięcej,
                      bo to ciągle niedoceniana metoda wychowawcza ;-)
                      • Gość: ela Re: Elu, co do przychodzenia... IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.04, 09:52
                        oj oj... :)
                        gdyby tylko to cos dawalo...
                        nigdy nie puszczam osa (od malenkosci) bez ulubionych przysmakow w kieszeni...
                        Tylko ze moj pies chyba sobie kalkuluje... czy woli jeszcze biegac, czy dostac
                        ciasteczko...
                        i w wiekszosci przypadkow woli ciasteczko, ale widzac np. innego psa ciasteczka
                        odsuwaja sie na dalszy plan i nie ma juz sposobu zeby go przywolac :>
                    • Gość: lw Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.crowley.pl 23.06.04, 21:00
                      adres z serwisu vetopedia.pl(z błędem lierowym w nazwisku co prawda)
                      Przychodnia dla Zwierząt. Cembryłowicz Jacek lek. wet.
                      Toszecka 21
                      Gliwice
                      tel (32) 270-55-65
                      • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.04, 09:54
                        SUPER! :D
                        Zaraz dzwonie :D
                        naprawde dzieki wielie :D :D :D
                        Napisze tu jeszcze co sie okazało i jak sprawa sie dalej potoczyla.
                        Dzieki jeszcze raz wieeeeeeelkie :D
              • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.04, 19:58
                przypomnialo mi sie - jak byl malu to zawsze sie czyms bawil w samochodzie...
                teraz gdy dostaje do samochodu najulubiensze zabawki przysmaki - nawet na nie
                nie patrzy...
                sprawia wrazenie jakby sie bal (bo niektorzy pisali ze jest podekscytowany -
                zwykle w samochodzie ma skulone uszy i pisczy w taki sposob jakby mu sie nie
                wiadomo jaka krzywda dziala...
                myslalam tez ze moze brak miejsca
                skladalam tylne siedzenia w samochodzie i mial cala powierzchnie bagaznika (tak
                jak kombi) dla siebie - nie bylo roznicy...
                poza tym jak np. staje na swiatlach - uspokaja sie... chyba sie boi - ale nie
                ma czego...
                i tak samo - jak samochod jest na poztoju zawsze ochoczo wskakuje do niego
                kiedy wracamy z wioski i otwoeramy samochod pakujac cos do niego - pies jest
                pierwszy w srodku.
                dodam jeszcze, ze mieszkam z rodzicami, ale czesto zostawiam psa u mojego
                chlopaka - woze tam psa samochodzem prawie codziennie wiec czesto celem wypraw
                jest nic specjalnie ekscytujacego.
        • rezurekcja Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 23.06.04, 10:51

          Gość portalu: magggie napisał(a):

          > Ja mam podobny problem, choć może nie aż tak rozwinięty. Mój pies szaleje, gdy
          > czuje, że zbliżamy się do celu naszej jazdy - nie wiem, jak on to robi...

          mysmy wozili psa tramwajem na wybieg nad rzeke. Kilka przystankow przed koncem
          trasy zaczynal zdradzac oznaki podniecenia. Krecil się, piszczal, szczekal.
          Ale mysmy nie traktowali tego jako objaw chorobowy lecz po prostu jako oznaki
          niecierpliwosci i radosci.
          • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.04, 09:53
            u mojego: uszy po sobie i prawie wycie... znam swojego psa i napewno w
            samochodzie sie nie cieszy ;/
    • gapka Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 20.06.04, 03:17
      to ciekawe, bo moj panicznie sie bal jazdy, ale jak celem byl bezssmyczowy
      obszar, to teraz sam biegnie do samochodu i drapie by wskoczyc. Moze Twoj pies
      tak robi bo jest podekscytowany tam gdzie jedzie? Ale na uspokojenie
      (szczegolnie przy jezdzie 1.5 godzin) to chyba wyjscie.

      • zw38 Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 20.06.04, 12:48
        Husky jest psem pracujacym (pociągowym) w zwiazku z czym wymaga codziennego
        wybiegania na bardzo duzym dystansie o czym zdaja się zapominac własciciele
        tych psow mieszkajacy w miescie.
        Przyczyną takiego zachowania może być poprostu radośc psa, ze jedzie w teren
        gdzie będzie mógł sie swobodnie wybiegać. Bardzo wiele psów tak sie zachowuje,
        mój - gdy jedziemy do przyjaciól na wieś, gdzie ma szanse całodziennego
        biegania po duzym ogrodzie, jak wyczuje (duzo wczesniej niż mógłby to zrozumieć
        człowiek), że tam jadę jest podekscytowany, a miare zblizania się do celu
        podrózy (ok. 10 minut) chce zwariować z radości, skuczy, drapie i chce sie jak
        najszybciej wydostac z samochodu.
        Ciekawym byłoby wiedzieć jak dokładnie wygladała systuacja w czasie pierwszej
        podrózy Twojego psa samochodem? Czy takie zachowanie obserwowałas juz w czasie
        pierwszej jazdy?
        Ja na Twoim miejscu postarałbym sie zapewnic psu codzienny bieg (nie powolny
        spacer) na dość długim dystansie. Wiem, że mieszkając w mieście jest to trudne,
        ale jak już ktoś się decyduje na takiego psa, to powinien mu zapewnić byt
        zgodny z jego wymaganiami. Ze swej strony proponuje dłuższą (przynajmniej
        kilkanaście kilometrów) jazdę rowerem i psem na dłuższej smyczy.Tobie to tez
        wyjdzie na zdrowie ;) W moim sąsiedztwie własciciel husky'iego skonstruował
        bardzo prosty, lekki wózek (rama na ktorej stoi, koła od roweru) który jego
        pies ciągnie.
        A tak na marginesie apel do włascicieli psów. Za nim zdecydujecie się na
        wzięcie psa, trzeba to wczesniej odpowiedzialnie przemysleć, czy jestesmy w
        stanie zapewnic mu odpowiednie do jego wymagań warunki.
        • venus22 Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 21.06.04, 09:39
          Nie jestem zwolenniczka klatek, ale w takim wypadku zamiast oddawac psa
          kupilabym taka klatke do transportu i przewozila w tym psa.
          Klatka musi byc na tyle duza aby pies mogl sie swobodnie obrocic na stojaco.

          Venus
          • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.04, 19:52
            ale nawet jak jest uwiazany - piszczy jeszcze bardziej niz kiedy moze sie
            swobodnie poruszac po samochodzie...
        • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.04, 19:50
          pierwsza jazda? :)
          to byl szczeniaczek - 8 tygodniowy.
          usiad sobie na tylnym siedzeniu, porozgladal sie, zjadl troche blota z tylnej
          wycieraczki a pozniej nawalil tam kupe :D
          tak to mniej wiecej wygladalo na poczatku.
          zwykle kladl sie spac, bawil sie wlazac pod przedni fotel, gryzl zabawki ktore
          mu dawalam i wogole nie piszczal ani nie wariowal...
          piszczenie zaczelo sie powoli jak mial pol roku
          pozniej bylo coraz gorzej i gorzej...

          co do warunkow - mysle ze 2 dni w tygodnu ciaglego biegania po 2 tys metrow
          kwadratowych + (w miescie) codzienne minimum godzinne spacery po lesie (bez
          smyczy) to wystarczy... (a mieszka w mieszkaniu majacym troche ponad 100m) pies
          mial (podkreslam MIAŁ) bardzo dobre warunki...

          teraz nie jezdzi na wies ani na takie spacery (chyba ze od swieta) bo nie mam
          do tego zdrowia...
          na wies czasem jezdzimy - ale pies dostaje wtedy tabletke na spanie - tylko ze
          odzyskuje po niej sily dopiero nastepnego dnia (mniejsza dawka nie pomaga na
          zachowanie w samochodzie) i biegania ma znacznie mniej, bo nigdy nie jezdze na
          dluzej niz 2 dni... a czesto zdazalo mi sie wyjezdzac rano i wracac tego samego
          dnia wieczorem...
    • staspyry Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 21.06.04, 12:28
      Witam,
      Większość już została powiedziana ale i tak wtrące tu swoje 5 groszy.
      Po pierwsze zbyt łatwo chcesz pozbyć się problemu! A co jak zachoruje i będzie
      sprawiał kłopoty przez większość czasu? Też do oddania czy wówczas już uśpisz?
      Sorki za tak drastyczne słowa ale mnie to wkurza. Dopuki piesek jest cacy to
      wszystko super a jak tylko coś nie po myśli to muszę oddać.
      Zgłoś się z tym do specjalisty. Niestety nie dam ci namiarów bo sam szukam
      takiego do moich 2 haszczaków.
      Zastanów się od kiedy i co mogło spowodować jego zachowanie. Poczytaj trochę na
      temat układania psów. On musi sobie przypomnieć i zrozumieć że samochód =
      przyjemność. Nie sądze aby przypinanie go czy zmuszanie w jakikolwiek inny
      sposób siłowy aby był cicho czy się nie zucał to dobre pomysły. Może to jeszcze
      spotęgować problem. Powodzenia
      • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.04, 20:02
        poki co na powaznie nie mysle o oddaniu go...
        ale pies jest po prostu nieszczesliwy gdy nie moze biegac.
        chcialabym zeby mial lepsze warunki.
        oczywiscie ze zrobie wszystko zeby go zatrzymac, ale nie rozwiazawszytego
        prblemu niestety nie bede miala innego wyjscia, bo pies uschnie bez ruchu,
        ktorego nie moge mu zapewnic nie wozac go samochodzem...
        poza tym nie oddawalabym go do schroniska tylko komus kto ma ogrod...
        nie wiem czy daloby sie tak, ale bez porady specjalisty (ktorego tez szukam)
        obawiam sie ze nie bede miala innego wyjscia...
        • venus22 Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 21.06.04, 21:28
          W zyciu nie ma tak niestety aby bylo zawsze idealnie,
          skoro pies wariuje w samochodzie, to trzeba przewozic go w klatce i tyle.

          Nie umrze ani nie dostanie depresji przez ten czas jak jedzie, natomiast
          najwazniejsze jest aby dostarczyc go z punktu A do punktu B bezpiecznie.
          Moze z czasem sie przyzwyczai i uspokoi.

          Na pewno lepiej aby pies piszczal i szcekal w klatce niz latal po samochodzie i
          ryzkowal spowodowanie wypadku.

          Trzeba ustalic jakies priorytety.
          Venus
        • Gość: Aga Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.bielsko.msk.pl 28.06.04, 13:28
          Sam ogórd nie wystarczy. Husky potrzebują nie tyle biegania luzem, co pracy w
          szelkach. Czy Twoj husky biega np. ciągnąc rower w szelkach ? Polecam
          przeczytać ten artykuł www.ush.pl/o.html
          • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.debacom.pl / *.debacom.pl 28.06.04, 14:41
            rzuca sie na rower... skacze i nie raz mnie przewraca...
            Poza tym boje sie ze wsadzi lape miedzy szprychy....
            • mysiam1 Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! 28.06.04, 15:53
              Elu, Ty raczej powinnaś znaleźć dobrego psiego nauczyciela, bo problemem
              Twojego psa nie jest chyba jazda samochodem i wycie, a najzwyklejszy brak
              ogłady i wychowania.
              Poza tym wracając do tej nieszczęsnej działki - zwróć uwagę na to, jak
              zachowuje się pies w ogrodzie, gdzie teoretycznie ma wybieg, a jak na spacerze
              w lesie czy na łące. Samo wypuszczenie go na działkę nic Ci nie da, bo on się
              tam najnormalniej w świecie nudzi; on musi się naprawdę wybiegać i zmordować,
              dlatego nauczenie go biegania przy rowerze powinno być jedną z pierwszych
              rzeczy jaką należało zrobić jeszcze przed wyjazdami poza miasto.
              • Gość: ela Re: Chyba będę musiała oddać psa...POMOCY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 21:03
                pies chodzil na szkolenia, co nic nie dalo...
                poza tym to nie moj pierwszy pies i potrafie szkolic - nigdy nie mialam z tym
                problemu. Gdy moja poprzednia psina dozyla swoich dni tata powiedzial ze zawsze
                chcial miec psa husky.
                A wiec takiego kupilismy i zaczely sie schody...
                znam sie na psach - psy sa moja pasja od dziecinstwa, o szkoleniu zawsze
                wiedzialam co nieco, a gdy kupilismy obecnego psa obczytalam sie we wszystkim
                co sie tylko dalo... jednak te psy maja charakter koci :)
                zrobia prawie wszystko czego sie je nauczy... gdy maja w tym jakis interes...
                nic nie robia dla przyjemnosci wlasciciela, poza tym sa na tyle cwane (musze
                przyznac ze ten pies jest znacznie madrzejszy od mojego poprzedniego) ze
                potrafia kombinowac jak tu obejsc zakazy i nakazy...

                co do roweru, to boje sie po prostu bo slyszalam o wypadku gdy pies wsadzil
                lape w szprychy i mial tak skomplikowane zlamanie ze weterynarz ledwo uratowal
                lape od amputacji...

                co do biegania, to pies po powrocie z wekendu przesypia prawie cale 2 dni, a
                normalnieje kolo srody :>
                wiec mysle ze wystarczajaco sie "wybieguje".
                Co robi? szaleje glownie... lata za wszystkim co sie rusza: muchami konikami
                polnymi, ptakami, spadajacymi liscmi, goni za pilka, kopie doly, wyszarpuje
                kepy twary i biega z nimi podrzucajac i lapiac je...
                caly czas szaleje - ma dopiero 1,5 roku wiec ma energie i chec do bawienia sie
                czym popadnie.
                z ciagnieciem czegos - probowalam sanek ale wet powiedzial ze to moze byc za
                duzy ciezar dla 1 psa.
                Myslalam o rolkach, ale jest na tyle szalony ze jak mi gdzies poleci to na
                rolkach go nie zatrzymam, tylko pojade za nim :> (tym bardziej ze kiepsko
                jezdze)
                Najsesnowniejszym pomyslem jak dotad jest deskorolka (w razie czego moge z niej
                zeskoczyc i zatrzymac psa) - tylko musze sobei taka sprawic :)
                ten pomysl bedzie niedlugo testowany.
                Jednak wszystko to bierze w leb, jesli psa nie mozna nigdzie zawiezc...
                po ulicy bedzie mnie ciagnal???
                zezre ludzi po drodze a mnie zabije...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka