ag-ines-ka
27.09.04, 15:33
Powtarzający się na tym forum wątek...
Dziś rano zdechla moja kochana psina :( Mial 13 lat. Pinczer miniaturowy. Byl
tym najmniejszym i najslabszym z danego miotu, dlatego go wzielismy. Byl
najmniejszy ale zył najdłużej ze 3 pinczerów goszczacych w naszej rodzinie
(nie mojej najbliższej ale ogólnie, kuzyni itp) Ech... czego on nie przeżył,
przeżył upadek z fotela (po uderzeniu łebkiem o kant stołu i zemdleniu),
problemy z tarczyca (łysienie), raka śledziony (nasz piesek waży 1,5 kg- jego
chora śledziona ważyła drugie tyle. Weterynarz operował ale nie widzial
zadnych szans na przezycie naszego pupilka, bo wysinana sledziona była
DOSLOWNIE wielkosci melona! Ale Kiwi przezyl :D), parwowiroze no i ciezka
paradontoze- ledwo zabkow mu zostalo. Ale chyba dobrze mu było skoro tak sie
nas trzymal (już wiele razy wróżono mu predka śmierc- bo
taka mala psina "tego" nie wytrzyma")... Od paru ladnych miesiecy mial
megazaćme na oczkach... do tego doszły problemy ze słuchem, później kłopoty z
chodzeniem... następnie (to juz ostatnie dni) ze staniem... Przez 2 ostatnie
dni już nie mial na nic sily. Często piszczał i nic nie jadł. Dziś rano gdy
mama wychodziła do pracy jeszcze ruszal w łóżku swoimi antenkowatymi,
przepieknymi uszkami. Ale jak my wstaliśmy... Godzine, 2 godzinki później...
już było po wszystkim :(
Cholera, ale czuję pustkę... Miska z wodą, smycz wisząca w przedpokoju, sucha
karma w szafce, zabawki lezace na podlodze... wszystko sprawia ze chce mi sie
ryczec :(
No i jeszcze ktoś podał tą stronkę na forum...
www.indigo.org/rainbowbridge_ver2.html