16.04.05, 20:32
Moja suka drasnela psie ucho. Właścicielka draśniętego owczarka niemieckiego
wymaga zwrotu kosztów leczenia. Moja psica była na smyczy, tamten luzem,
kilkadziesiąt metrów od swojej pani. Pani go nie wołała, pies nadbiegł z tyłu
i napastował moja sukę ,nie seksualnie, dominacyjnie kładac jej łapę na
karku, suka się "łodwineła" i drasneła. Nie próbowała zjeść. No i kto ma
rację tamta pani chcąc odszkodowania, czy ja odmawiając. Dodam gwoli
ścislości że suka jest kundlem ras nie wpisanych na listę ras groźnych, czyli
według prawa obowiązuje mnie jedno na raz, kaganiec albo smycz..
Obserwuj wątek
    • comma Re: Pytanko 16.04.05, 21:39
      Powiem tak - ja widzac obce psy lub znajome, ale "niepewne" od razu biore suke
      na smycz. Tak tez powinna postepowac wlascicielka poszkodowanego ON-a Uwazam
      jednak - przy calej mojej nieklamanej sympatii do Ciebie, ze znajac charakter
      Twoje psicy - powinnas prowadzac ja w kagancu, bez urazy. Ja bym tak robila,
      chocby po to, by nie narazac sie na takie sytuacje.
      Konkludujac - sadze, ze slusznie odmawiasz, bo ta pani zdecydowanie powinna byc
      bardziej przewidujaca. Jednak pewnie dolozylabym sie do kosztów leczenia - w
      jakiejs czesci. Pozdrawiam :-).
      • fedorczyk4 Re: Pytanko 16.04.05, 21:52
        Hm, doceniam odpowiedź "w aksamitnych rękawiczkach". Cały problem polega na tym
        że mnie tam nie bylo. Ja tę moja małpe znam i oczy mam dookoła glowy, tak że
        przez dwa lata, na trzy jej życia, nigdy nie doszlo do najmniejszego problemu.Z
        punktu widzwnia psicy to ja jestem szefem i przy mnie ona się nie musi bronić.
        Fakt że gdyby mimo wszystko to się stalo przy mnie, to być może przystapiłabym
        do negocjacji, ale tamta pani mnie znala i wiedziała że moja suka jest mało
        życzliwa i wydaje mi się że postanowiła wykorzystać okazje do wrobienia
        cudzoziemca. Swoja droga gdyby moj maz poczul sie winny w najmniejszym stopniu,
        to jak go zanm nie tylko zapłacilby, ale i odwiózł do weta.

        - Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
        • vip_wielka8 Re: Pytanko 16.04.05, 22:01
          Fakt, wg mnie winna w tej sytuacji jest właścicielka poszkodowanego psa, ale
          jeśli zechce sprawę skierować do sądu to może być różnie. Niemniej nie rozumiem
          dlaczego właściciel napadniętego miałby w tej sytacji ponosić koszty związane z
          cudzą niefrasobliwością. Ja dla zasady nie zapłaciłbym.
      • vip_wielka8 Re: Pytanko 16.04.05, 22:12
        comma napisała:

        > Uwazam ze znajac charakter
        > Twoje psicy - powinnas prowadzac ja w kagancu, bez urazy. Ja bym tak robila,
        > chocby po to, by nie narazac sie na takie sytuacje.

        Widzisz, ja znając charakter mojej psicy do niedawna prowadzałem ją na smyczy i
        w kagańcu. Efekt jest taki, że całkiem niedawno , idąc spokojnie przy nodze na
        krótkiej smyczy została napadnięta przez inną sukę od tyłu. Nie mogąc się
        bronić ani zrobić uniku zanim zdążyłem zainterweniować o mało nie straciła oka.
        N aszczęście skończyło się dobrze, ale do leczenia ran trzeba było wygolić
        kudłaty łeb, tak więc mamy sezon wystawowy z głowy. Czy i mi doradzisz, żebym
        dalej prowadzał sukę na smyczy i w kagańcu?
        • comma Re: Pytanko 16.04.05, 23:23
          A jesteś pewny, że bez kagańca i smyczy nic by się jej nie stało?
          • vip_wielka8 Re: Pytanko 17.04.05, 07:27
            comma napisała:

            > A jesteś pewny, że bez kagańca i smyczy nic by się jej nie stało?

            na 90%, ale pewnie wtedy byłbym w sytuacji fedorczyk
    • fedorczyk4 Re: Pytanko 16.04.05, 23:35

      -Comma, Ty masz małego psa i musisz go bronic, ale wyobraź sobie sytuacje w
      sumie paranoidalną, jestem waścicielką bardzo dużego psa i jeszcze bardziej
      muszę go bronić, bo jakikolwiek przejaw niesubordynacji mojej suki prawnie
      i "moralnie" z punktu widzenia włsścicieli mniejszych psów, kwalifikuje ją do
      odstrzału a mnie do płacenia chorendalnych sum, bo pies chciał sie bronić. To
      jest sytuacja patowa.

      - Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
      • comma Re: Pytanko 17.04.05, 00:15
        Wydaje mi się, że ochrona przed konfrontacją nie jest kwestią rozmiarów psa. Ja
        może po prostu mam to bardziej zakodowane, ponieważ wiem, że gdyby do czegoś
        takiego doszło, to moja suka ma znikome szanse.
        • fedorczyk4 Re: Pytanko 17.04.05, 00:29

          -No i znowu Hm, z mojej strony, teoretycznie masz rację, praktycznie to wygląda
          trochę inaczej, im wieksze bydlątko tym wieksza odpowiedzialność, ale tez tym
          mniejsze szanse na wybronieniem przed szarżą prawa.
          - Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
          • bubahr Re: Pytanko 17.04.05, 08:48
            jesli chodzi o prawna strone tego zjawiska, to nie powinnas sie martwic. Twoj
            pies byl na smyczy, a tamten nie.
            • eulalija Re: Pytanko 17.04.05, 13:37
              W jednym z ostatnich "Moich psów" było o tym. Winę ponosi właściciel psa
              latającego luzem. I pani od psa latającego swobodnie może się przed sądem
              wypchać sianem i trocinami. Nie płać, nie masz za co.

              Miałam trochę podobną sytuację choć nie chodziło o dwa psy. Wracałam z podróży
              samochodem, wolno, bardzo wolno przejeżdżałam pod blokiem by dojechać do
              miejsca parkingowego. Z między samochodów wyszedł rotek, zatrzymał się, ja też
              się zatrzymałam. I rotek gwałtownie się odwrócił uderzając łepetyną w błotnik
              już stojącego samochodu. I właściciel miał do mnie pretensje. Powiedziałam mu,
              że może spadać, pies nie był na smyczy a ja go nie potrąciłam tylko on
              przywalił łbem w mój samochód. Trochę się stawiał ale byli świadkowie i
              potwierdzili moją wersję, że najpierw stanął samochód, i przyznali, że nic by
              się nie stało, gdyby pies był na smyczy albo chociaż pod uważną kontrolą
              właściciela, pozdrawiam
              • dan8 Re: Pytanko 17.04.05, 15:12
                Odpowiedzialny wlasciciel trzyma psa na smyczy.Bez smyczy pies narazony jest na
                przykre niespodzianki.Psa powinno sie spuszczac ze smyczy tylko w bezpiecznych
                miejscach w ktorych nie ma zagrozenia.
                Zdrowy rozsadek podpowiada,ze wine ponosi osoba ,ktora puscila psa luzem.
                Jesli chodzi o wielkosc psa to tak bywa,ze wlasnie te male psy sa zaczepne bo
                posiadaja serce i charakter lwa a te duze sa spokojniejsze im wystarczy
                swiadomosc tego,ze sa duze.
                Czasami na spacerze z moim bardzo duzym psem mijam sie z czlowiekiem,ktory
                prowadzi na smyczy teriera z gatunku tych malych.Terier z daleka szczeka wyrywa
                sie do mojego a wziety przez wlasciciela na rece,czesto zawisa w powietrzu na
                smyczy caly czas szczekajac i warczac obnazajac zabki.
                Wyglada to pociesznie.
                Moj duzy pies siada na moje polecenie i spokojnie przyglada sie temu
                rozwrzeszanemu stworzeniu,czekajac az wlascicieltego malucha przejdzie obok
                nas.
                • comma Re: Pytanko 17.04.05, 16:50
                  Akurat ja mam dokładnie odwrotne doświadczenie. Moja suka - pseudopekińczyk,
                  jest niesłychanie spokojna, nigdy nie zaatakowała żadnego zwierzęcia. Jakiś
                  czas temu, idąc ze mną na smyczy i przy nodze, została zaatakowana przez wyżła,
                  zaś właścicielka agresora, na moją uwagę, że jej pies z racji tendencji do
                  rzucania sie na inne psy powinien nosić kaganiec, oświadczyła: "A cóż ja
                  poradzę na to, że on małych psów nie lubi". Bez komentarzy.
      • el_gato_con_botas Re: Pytanko 18.04.05, 10:19
        odpowiedz na pytanie: nie plac;
        a propos posiadania psow, ktore 'skazuja Cie' na przegrana pozycje: mialem
        bullteriera, slodka i kochana suke; byla drobna, zywa i skora do zabaw, niemniej
        jednak tych kilka lat temu to wlasnie psy tej rasy byly uwazana ze najbardziej
        niebezpieczne, nieobliczalne, ogolnie za mordercow na 4 lapach...
        efekt taki, ze pies zawsze byl w kagancu i na smyczy;
        raz, bedac jeszcze mloda, zostala zaatakowana tak, ze niemal nie stracila oka -
        pies rozkrwawil jakas drobniejsza zylke kolo oka, pies krwawil straszliwie,
        sytuacja byla dosc niebezpieczna - nie mialem mozliwosci scigac wlasciciela psa,
        ktory zaatakowal, bo musialem leciec do weta; nic grozniejszego sie nie stalo,
        ale pokazuje niebeizpieczenstwo prowadzania tak psa;
        z czasem pies sie wyszkolil i potrafil kagancem jak obuchem nokautowac 80%
        atakujacych psow - jesli nie radzil sobie pies kagancem, to potrafilem czasami
        go wspomoc swoimi konczynami; jesli jakikolwiek wlasciciel mial obiekcje, ze
        pies moj jest agresywny i obija kagancem, zawsze proponowalem, ze moge zdjac
        kaganieci spuscic ze smyczy jak on swojego i wtedy beda szanse wyrownane...
        jakos nikt nie chcial;
        wlasciciele psow 'niebezpiecznych' maja przerabane, ale jesli pies radzi sobie w
        kagancu i na smyczy, to radzilbym tak prowadzac, nie ma wtedy zadnych problemow
        z odpowiedzialnoscia za uszkodzenia psow innych, a pies i kagancem potrafi sie
        obronic (dorosly - jak moja suka byla mloda, nie potrafila i dzieki tej bliznie
        stracila szanse wystawowe...maly problem, wystawiac nie chcielismy, ale stres
        dla psa zupelnie niepotrzebny)
        pzdr
        • albert.flasz Re: Pytanko 18.04.05, 11:27
          Moi sąsiedzi posiadają dobermana. Dany doberman jest trochę zwariowany, choć
          ogólnie przyjacielski i w gruncie rzeczy łagodny. Niestety, właściciele
          naczytali się gazet i książek, więc pies zawsze jest "szkulony" oraz zawsze
          prowadzany ze wszystkimi możliwymi "blokadami" (całe szczęście, że czasem może
          się spotkać ze starymi znajomymi różnej maści oraz rozmiarów, w ustronnym
          miejscu - przynajmniej wtedy choć trochę się wyżyje). Pewnego razu, pies
          szarpnął trochę mocniej, urwał przetarty karabińczyk przy smyczy i... daleko
          nie ubiegł: przebiegając przez najbliższą ulicę został potrącony przez samochód
          marki FSO 1500 (żeby było śmieszniej - na przejściu dla pieszych). Nic się nie
          stało, pies się poderwał i uciekł do domu, niestety - posiadał kaganiec, którym
          zarysował drzwi wyżej wymienionego bolida. Następnego dnia, do drzwi sąsiadów
          zadzwonił właściciel samochodu z żądaniem wypłacenia odszkodowania, bo jak nie -
          to on pójdzie na Policję. Sąsiedzi się przestraszyli i sami tam
          poszli. "Policaje" wprawdzie ich nie wyśmiali, ale w sumie niedaleko było do
          tego (jacyś rozumni)...
          Nie przejmuj sie i nie daj się "wrobić"! Poza tym, puść czasem psa wolno
          (oczywiście, tam, gdzie jest to możliwe) i nie interweniuj za bardzo, on też ma
          swoje potrzeby (nie tylko fizjologiczne), da sobie radę... A teorie o
          dominacji, podległości i inne bzdury najpierw podziel przez 5 - potem
          ewentualnie stosuj w życiu - świat ludzi nie jest światem zwierząt!
          PS: Ale ze mnie moralizator...:)))
          PS II: To było do tej, która zapoczątkowała wątek.
          • kraxa ja tez mam psa rasy niebezpiecznej- huskiego;-) 18.04.05, 11:56
            Nie ma wiekszego cielaka na osiedlu niz on. Idzie tym swoim zblazowanym krokiem
            (zawsze na smyczy) , przewraca niebieskimi oczyskami a wszystkie kundle male i
            duze tylko czekaja zeby go zaczepic. Nie wiem czemu mój pies wyzwala w nich
            taka chcec sprowokowania go. Ale z wiekszoscia jak juz dodzie do konfrontacji,
            warkan i za chwile juz merdaja ogonami albo odchodza. ale jest jeden pies, z
            ktorym nie raz juz mialam problemy- rzucil sie na mnie, kiedy pies ciagnal mnie
            na sankach. Obszerny coverage tego zdarzenia w watku o spuszczaniu psów ze
            smyczy:-)Od tej pory jak widzi mojego albo mnie to wyrywa sie ( o ile jest na
            smyczy). Nigdy nie widzialam tego psa w kagancu. Za to jego pan namietnie
            wyproadza psa na pole za moim domem gdzie sa najwieksze sznase spotkania z moim
            psem. I puszca go tam luzem. W ostatnia bniedziele o 7 rano uslyszalam
            przerazliwy krzyk. Ten skundlony lab napadl na mohja mame wyprowadzajaca
            naszego psa oczywiscie na smyczy. Wychynal gdzies z krzaków prosto na nich,
            najpierw próbowal dziabnac moja mame a potem psa, który jej bronil. Wlasciciel
            szedl sobie spokojnie i nawet nie sprobowala zawolac psa( wiemy juz dlaczego-
            pies go totalnie olewa, nawet nie odwraca sie w jego strone). Moja matka nie
            mila wyjscia i wycedzila solidnego kopniaka, który ostatecznie uspokoil to
            bydle. I co ja mam zrobic z tym czlwoiekiem, który na uwagi, ze ten pies
            powinien miec zakladnay kaganiec i razcej nie miec szans na chodzenie bez
            smyczy w ogole nie reaguje. Rozmawialam z sasiadmi, eszyscy maja takie same
            odczucia co do psa jak i jego "pana". Co mozna w tej sytuacji zrobic?
            • albert.flasz Re: ja tez mam psa rasy niebezpiecznej- huskiego; 18.04.05, 12:06
              kraxa napisała:

              > Moja matka nie
              > mila wyjscia i wycedzila solidnego kopniaka, który ostatecznie uspokoil to
              > bydle.

              ...I bardzo dobrze zrobiła! Takie psie awantury rozwiązuje się z góry
              ("człowiek nie czuje, jak mu się rymuje"), następnym razem psy również będą
              wiedziały o co chodzi; a właściciel tamtego psa niech się wypcha albo nauczy
              życia. Jeśli jednak jest "niereformowalny" - jedynym rozwiązaniem jest omijać
              go "szerokim łukiem", co innego Ty możesz zrobić?...
              • kraxa jakos go spacyfikowac 18.04.05, 12:55
                Zeby nauczyl sie zakladac psu kaganiec. Ja go omijam, ale on natretnie
                przychodzi w okolice mojego domu. Czasami ide sobie polem a tu nagle w polu
                widzenia pojawia mi sie to bydle niczym nie uwiazane. Zawsze zatrzymuije psa i
                czekam, ale Pan sie nie spieszy. Jak mówie, najprostsza metoda czyli zawolanie
                psa w jego przypadku odpada:-(
                • rezurekcja Re: jakos go spacyfikowac 18.04.05, 13:03
                  kup paralizator. Ale pocwicz troche w domu, zanim wyjdziesz.
            • el_gato_con_botas Re: ja tez mam psa rasy niebezpiecznej- huskiego; 18.04.05, 13:09
              opcja pierwsza - straz miejska/policja; upierdliwie, do skutku, zglaszac, ze
              agresywny pies jest spuszczany ze smyczy bez kaganca; jesli kiedykolwiek
              kogokolwiek ugryzie, poszarpie ubranie, zglaszac to; jesli inny pies zaatakuje i
              poszarpie - zglaszac, ze to ten...
              opcja druga - spacyfikowac psa; agresywny rottweiler z mojego osiedla stal sie
              spokojniejszy, gdy rzucil sie na czlowieka i zamiast doleciec do niego, zostal w
              locie potraktowany takim kopniakiem, ze upadl, przekoziolkowal i chwile
              dochodzil do siebie...teraz jest nieco mniej agresywny, pytanie na jak dlugo...
              pzdr
              • kraxa Kot w butach:-) 18.04.05, 14:05
                Moja rodzicielka wlasnie sobie kopniakiem poradzila:-) W sumie nie spodziewalam
                sie tego po 60 letniej pani. Ale obawiam sie, ze moze dojsc do akcji z udzialem
                np. jakiegos dzieciaka, które u nas na osiedlu wyprowadzaja psy. a poza tym nic
                mi tak nerwów nie psuje jak swiadomosc, ze sie moge na ta szuje( wlasciciela)
                napatoczyc...
                • el_gato_con_botas Re: Kot w butach:-) 18.04.05, 14:12
                  dlatego polecam oba rozwiazania na raz: to, ze np. ja sobie ze znakomita
                  wiekszoscia psow poradze (bo przelamalem juz sie i nie zajmuje sie
                  zastanawianiem, czy nie zrobie krzywdy biednemu stworzeniu, jak to mialem na
                  poczatku) nie zmienia faktu, ze staruszkowie, albo dzieci juz nie - jesli cos ma
                  dac rezultat, to interwencje wladz...
                  moze to nie ma wielkiej sily sprawczej, ale jest mocno upierdliwe
                  ;-)
                  pzdr
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka