iwwo
13.08.05, 20:11
Witam!
Kilka dni temu dowiedziałam się o rocznym bernardynie, którego właściciel
trzyma w klatce na bazie przeładunkowej tirów (jest właścicielem firmy).
Powiedziano mi że jest w opłakanym stanie. Dzisiaj się tam wybrałam.
Psa udało mi się zobaczyć dzięki życzliwości pracowników firmy.
To suczka zamknęta w klatce między złomem. Strasznie linieje-wiszą jej kępki
sierści. Nie miała wody, a jak przyszłam to jakiś pracownik niósł jej od
szefa stare kanapki do jedzenia, które ten musiał wyzucić bo były czarne!
Sunia się mnie bała (może dlatego że czuła moją suczkę) i lizała nieśmiało po
rękach. Nie jest więc agresywna.
Pies prawie nigdy nie opuszcza klatki. Czasami jak się dozorca zlituje to go
wypuszcza.
Poszłam do właściciela-szefa do biura i zapytałam czy nie chce psa oddać.
Powiedziałam że się nim dobrze zaopiekuję. Na delikatną sugestię że jest
trochę zabiedzony obruszył się. Powiedział że jest wypuszczany na noc i
wszystko ok. A oddać nie chce bo się przywiązał (sic!!!) Wziął mój nr tel.
jakby co, ale musi porozmaiać z dziećmi itp, itd.
NIe mam złudzeń że zadzwoni. Gdyby chciał oddać dawno by to zrobił.
Prawda jest też taka że nie mogę sobie pozwolić na drugiego psa. Musiałabym
szukać nowego właściciela....
Nie wiem co robić! Strasznie mi szkoda tej suni!
Do związku K. będę mogła zadzwonić dopiero we wtorek, ale wątpie żeby mi
pomogli-podobno jeśli pies ma właściciela to się niebardzo interesują.
Czy są jakieś inne organizacje?
Poradzcie co robić???!!
Pozdrawiam serdecznie!
Iwwo