mjot1
03.04.06, 19:51
Świat już ocknął się z zimowego letargu.
Ptaszęta już zaczynają wyśpiewywać serenady i przebierać w strojne zalotne
piórka.
Wszystko powoli, lecz nieubłaganie zaczyna ogarniać odwieczny amok prokreacji.
Do wszelakich zbiorników wodnych zewsząd powoli ruszają żaby...
Pełzną biedaki pchane siłą instynktu i obowiązkiem przedłużania gatunku nie
bacząc na przeszkody i czyhające niebezpieczeństwa. Pełzną i giną
dziesiątkami, setkami, tysiącami...
A ja, jak co roku, tak i teraz jak jakiś nawiedzony apeluję: Nie zabijaj!
Omiń płaza.
I jak co roku zastanawiam się iluż to z owych żarliwych miłośników i obrońców
zwierząt okaże się jeno tzw. „miłośnikami”?
Ilu z tych, którzy tak ochoczo, z takim zapałem podpisywali przeróżne
wirtualne petycje „W obronie” teraz w świecie rzeczywistym potrafi dostrzec
istotę żywą w jakże przecie pokracznej żabie?
Iluż owych „obrońców” miast cieszyć zmysły „wybuchającym” pod oponą małym
ciałkiem potrafi zatrzymać swe ukochane autko, wysiąść i przemógłszy wstręt
przenieść tę żywą istotę w bezpieczne miejsce?
Boć przecie to nie jest ni piesek ni kotek, ni jakaś prześliczna egzotyczna
foczka. To jest takie wstrętne, tak namacalnie paskudne...
A jednak przy odrobince dobrej woli, przy niewielkim wysiłku szarych komór
można odkryć genialną prawdę, że i żaba ma niezbywalne prawo do życia, że i
ona tak bardzo chciałaby żyć...
Najniższe ukłony!
Patrząc na te coraz liczniejsze płaskorzeźby z gasnącą nadzieją M.J.