niuni1
16.05.06, 13:52
W piątek straciłam moja kochana psine.Rano wyszłam z nią jeszcze na
spacer,pamiętam które kwiatki wąchała i z którym psem się witała.Wychodząc do
pracy pożegnałam się z nią jak zawsze każąc jej zostać i być grzeczną, a ona
jak zawsze z uwagą mnie słuchała.Po południu zadzwonił tata,że znalazł ją
martwą w pokoju na dywanie.Do dziś nie wiem co się stało.Nie widziałam nawet
zwłok,a ponieważ nie wiadomo co było przyczyną zgonu mój tata oddał zwłoki do
utylizacji.Jestem zrozpaczona,zastanawiam się czy czegoś nie zauważyłam.Teraz
myśle o tym, że jak na 8-letniego psa szybko się ostatnio męczyła, ale
myślałam że to przez zwiększoną liczbę spacerów.Bardzo tesknie. Brak mi
tupotu łapek po podłodze rano i nie mam co zrobić z czasem, który wcześniej
przeznaczałam na spacery z niunią.Jedni znajomi mówią,że trzeba od razu wziąć
drugiego psa, inni radzą żeby odczekać. Ja sama nie wiem co zrobić żeby tak
nie bolało...