Dodaj do ulubionych

sterylizacja, czy najpierw potomstwo?

IP: 212.244.191.* 04.03.03, 17:49
Jak to jest? Miałam psa i pamiętam, że mówiło się, że suka powinna choć raz w
życiu mieć młode (żeby uniknąc ciązy urojonej i ogólnie chyba dla zdrowia).
Jak to jest z kotami? Nadchodzi czas sterylizacji mojej kotki i zastanawiam
się, czy nie powinna najpierw mieć kociąt.
Obserwuj wątek
    • Gość: Dina Re: sterylizacja, czy najpierw potomstwo? IP: *.zgora.dialog.net.pl 04.03.03, 18:33
      Mitem jest ze kot czy pies musi choc raz w zyciu miec mlode. Sterylizacja jest
      polecana ze wzgledow zdrowotnych, o ok. 2 lata przedluza zycie. Podam ci adres
      stronki, gdzie znajdziesz wszelkie wiadomosci na ten temat.
      www.arka.strefa.pl/akcja.html/nie%20_rozmnazaj1.html
      Pozdrawiam.
    • Gość: kot Re: sterylizacja, czy najpierw potomstwo? IP: *.mech.pw.edu.pl 05.03.03, 15:16
      Witaj!
      Kotkę sterylizuje się najwczesniej po pierwszej ruji, tj. w wieku 7-9 miesięcy.
      Ze względu na pełniejszy rozwój fizyczny lepiej przeczekac kilka ruj i
      sterylizowac w wieku około roku. Kotka nie musi rodzić małych, i tak dosyć tego
      nieszczęścia błąka się po ulicach. Nie wiesz, gdzie trafią te Twoje.
      Poczytaj forum.
      Pozdrawiam.
    • Gość: Danka Re: sterylizacja, czy najpierw potomstwo? IP: 217.8.186.* 06.03.03, 14:08
      Byłam wczoraj u weta, który powiedział, że są dwie szkoły. Amerykańska-
      sterylizować przed pierwszą cieczką i szkoła europejska- po pierwszej cieczce.
      Badania podobno wskazują, że sterylizacja "przed" chroni w bardzo dużym stopniu
      przed rakiem sutków. Dlatego ja swoją suką poddam zabiegowi "przed", to już za
      m-c.Pa.
      • Gość: kot Re: sterylizacja, czy najpierw potomstwo? IP: *.mech.pw.edu.pl 07.03.03, 13:30
        Witam!
        / do Danki i nie tylko... /
        Ja nie znam się na psach i na temat psów nie zabieram zwykle głosu,
        podejrzewam, że Ty nie znasz się na kotach. Czy widziałaś kiedyś 6-7 miesięczną
        kotkę? Przeciez to jeszcze kocie dziecko. TO chcesz kastrować, pozbawiać
        ważnych hormonów w okresie najintensywniejszego rozwoju?
        Sterylizacja w wieku 1-2 lat wystarczająco chroni dobrze rozwinięte zwierzę
        przed rakiem sutka. Szkoła "amerykańska" o której wspomniałaś nie bierze pod
        uwagę interesu zwierzęcia. Zbyt wcześnie kastrowane kotki i kocury są narażone
        na znacznie bardziej realne niebezpieczeństwo, wynikające bezpośrednio z
        niedorozwoju układu moczowego - choroby nerek i dróg moczowych, syndrom
        urologiczny. Opiekunom kotów polecam literaturę, książkę doświadczonego
        angielskiego weterynarza i miłośnika kotów Dawida Taylora " Ty i Twój Kot ".
        Tobie nie polecam, bo nie znam, ale też radzę coś poczytać, może przypadkiem u
        psów ta sprawa wygląda podobnie?
        Pozdrawiam.
        • Gość: a_za do kota IP: *.res-polona.com.pl 07.03.03, 15:39
          Kocie, nie znam się w ogóle na sterylizowanych kocicach, ale popieram w pełni
          twoją opinię, że kicia przed pierwszą rujką jest jeszcze maleństwem. Mam 11
          miesięczną kotkę. Jestem zdecydowana ją sterylizować, ale żeby odsunąć ten
          moment, po pierwszej ruii poszłam z nią na zastrzyk hormonalny. Nie wiem czy
          nie zrobiłam błędu, bo mała od dwóch tygodni (od czasu zastrzyku) jest
          nieruchawa, bez przerwy pilnuje misek, wyhodowała sobie tłusty brzuszek
          • Gość: kot Re: do kota IP: *.mech.pw.edu.pl 10.03.03, 15:29
            Witaj!
            Nie mogę Ci wyczerpująco odpowiedzieć na Twoje pytania, ponieważ my nie dajemy
            kotkom zastrzyków hormonalnych a nigdy o takiej reakcji nie słyszałem.
            Zastrzyki te mogą powodować ropomacicze, nawet po jednym, ale choroba nie
            występuje od razu. Bezpieczniejsze są tabletki, które polecamy w takich
            przypadkach, o ile ruje kotki są uciążliwe, albo zachodzi możliwość ucieczki
            kotki w rui lub zajścia w ciążę. Mam w tej chwili dwie kotki po pierwszej rui,
            ale nic im nie daję, bo ich ruje są miłe i nieuciążliwe, też czekam, aż jeszcze
            podrosną.
            Co do Twojej kotki – nie bardzo sobie wyobrażam, żeby przez dwa tygodnie
            wyhodowała sobie brzuszek. Nieruchawość może świadczyć o chorobie, ale zwykle
            łączy się z tym brak apetytu. Jeśli to działanie hormonu, może dostała go za
            dużo lub w naczynie krwionośne. Może to wynik stresu u lekarza, jak się tam
            zachowywała? Jak prędko po rui dostała zastrzyk? Czy jest możliwość, żeby w rui
            zaszła w ciążę i dostała potem ten zastrzyk w ciąży? Te wszystkie pytania
            powinien zadać Ci weterynarz, do którego radzę Ci jednak pójść z kotką. Kotce
            trzeba obmacać brzuszek, zmierzyć temperaturę, sprawdzić, czy nie ma stanu
            zapalnego. Domagaj się od weterynarza wyjaśnienia jej stanu, zanim zacznie
            ją „leczyć”, może starać się ukryć swój błąd, jeśli jakiś popełnił. Lepiej by
            było, gdyby kotkę obejrzał inny weterynarz.
            Życzę powodzenia.
            • Gość: a_za Re: do kota IP: *.res-polona.com.pl 11.03.03, 10:42
              Dziękuję za odpowiedź. Ja też miałam podejrzenie, że to może być spowodowane
              przeżyciem nerwowym, ale trudno było w to uwierzyć. Kiedy tak siedziała cały
              czas przy swoich miseczkach, przypominała mi mojego syna, którego reakcją na
              stres jest właśnie nadmierne jedzenie. Ale żeby aż dwa tygodnie? Już się
              porawia. U weterynarza rzeczywiście zachowywała się niespokojnie, żeby nie
              powiedzieć histerycznie, drżła jeszcze kilka godzin po wizycie. Przez ostatnie
              dwa dni nastąpiła korzystna zmiana. Znów aportuje kuleczki, zawija się w papier
              toaletowy, straszy nas i goni po całym mieszkaniu, potem ucieka i my ją gonimy
              i jest tak jak dawniej. Dochodzę do wniosku, że stres mógł być spotęgowany
              chorobą syna, który jest obiektem jej adoracji i uwielbienia. Leżał kilka
              dni "plackiem" z wysoką temperaturą, a dla kici taki brak zainteresowania mógł
              być niezrozumiały. Ciąża wykluczona. Zastrzyk był tydzień po ukończeniu ruii
              (to co dostała chyba się nazywa Provera). Brzuszka trochę miała, lekarz ją
              macał i pytał, czy nie jest w ciąży, przez te dwa tygodnie tylko go sobie
              powiększyła (20 dkg wołowiny, miska suchego, saszetka mokrego, a wrazie czego
              jeszcze z szafki wyciągała pudełko z suchym pokarmem i całe to pudło ciągnęła
              do swojej jadalni). Rujkę moglibyśmy znieść. Jak syn był w szkole, była całkiem
              spokojna. Na jego widok wpadała w amok. Przez tydzień wypinała na niego pupę,
              płakała, przymilała się, co było nieco deprymujące dla dziewiętnastolatka,
              szczególnie kiedy przychodzili koledzy.
              Trochę się obawiam sterylizacji. Bo ona faktycznie u weterynarza trzęsie się ze
              strachu i taka operacja może być ogromnym szokiem. Robiłam już wywiad, gdzie to
              robią najsprawniej, i chyba jednak tam gdzie chodzimy. To mały gabinet, w
              którym przeprowadza się bardzo dużo takich zabiegów, więc liczę na
              doświadczenie. No ale to jeszcze trochę czasu, mam nadzieję, że z nerwów się
              do tego czasu nie rozlecę (ja, nie ona), bo jakoś ciągle nie mogę sobie
              wyobrazić krojenia zdrowego kota. Ale to chyba konieczność, jedna kotka już mi
              uciekła w czasie pierwszej rujki, była dzikusem wziętym z komórki w wieku 6 m-
              cy, więc dała sobie radę na wolności. Ta obecna jest całkowicie domowa, mamy ją
              od 6 tygodnia życia i szeroki świat widziała tylko zza szyby samochodu i z
              balkonu. Jest bardzo rozpieszczona, ma ogromne zaufanie do wszystkich ludzi,
              obcych też, nie boi się psów, więc gdyby jej się udało uciec to nie przeżyła by
              długo.
              Dziękuję i pozdrawiam :-)
              • Gość: kot Re: do kota IP: *.mech.pw.edu.pl 12.03.03, 17:19
                Witaj!
                To z całą pewnością był stress, jesli, jak piszesz, trzęsła się nawet po
                wizycie. Takie drżenie całego ciała u kota zdarza się rzadko i świadczy o
                bardzo dużym zdenerwowaniu. Koty są bardzo uczuciowe i bardzo silnie przeżywaja
                wszystkie zmiany. Po zmianie domu i właściciela kot potrafi przez wiele dni nie
                jeść. Wizyty u weterynarza to też problem. Jeśli masz plastikowy transporterek,
                przyzwyczaj kotkę do niego w domu, pościel jej tam, może będzie chciała tam
                spać lub czasem posiedzi, to ułatwi jej znoszenie transportu i wizyt u
                weterynarza, również większość zabiegów przy nerwowym kocie u lekarza można
                robić w tym pojemniku, po zdjęciu góry, wtedy kot mniej się boi. Jeśli nie
                masz, kup koniecznie, to kwestia 50-60 złp, powinien być plastikowy (mycie), ze
                zdejmowaną górną częścią i solidnymi, metalowymi drzwiczkami. Ten transporter
                będzie zwłaszcza potrzebny przy sterylizacji, w nim odbiera się kotkę i
                przetrzymuje w domu przez kilka godzin po zabiegu, kiedy jeszcze niepewnie
                trzyma się na nogach po narkozie.
                Nie bój się sterylizacji, jest to konieczność dla zdrowia kotki i cena, jaką
                płaci za długie i bezpieczne życie. Sporo już o tym pisałem, jesli interesują
                Cię szczegóły, poczytaj forum, np. wątki "do jul-kota" (17.01.03) i "czy
                sterylizacja kotki jest konieczna" (2.01.03).
                Pozdrawiam.
                • Gość: a_za Re: do kota IP: *.res-polona.com.pl 14.03.03, 14:34
                  Kocie!
                  Bardzo dziękuję, poczytałam i całe szczęście. Bo dopiero co mąż znalazł weta,
                  który to robi "przez małą dziurkę". Aż mi się słabo zrobiło, po przeczytaniu
                  Twojego opisu zabiegu przez ową dziurkę. Pójdziemy w takim razie do naszego
                  weta, który ją zna od dziecka. On robi nacięcie 4 cm, ale ostrzegał, że może
                  być większe, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Ostrzegał też, że po zabiegu kocice
                  często mają zapalenie jakiegoś mięśnia (nie pamiętam jakiego), ale to
                  przechodzi po zastrzyku antybiotyku. Kołnierza podobno nie trzeba zakładać, bo
                  nici nie da się zlizać, najwyżej się rozciapierzą, ale nie puszczą. Jak na
                  razie mam do niego zaufanie - to koci człowiek. Dzikusy leczy za darmo, nawet
                  sam je łapie po piwnicach (jak mu się uda) i szczepi, odrobacza, młode odwozi
                  do schroniska.
                  Pozdrawiam serdecznie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka