default
05.08.03, 15:38
Oczywiście wracam pędem, bo przecież psiuki same... Nawet teraz, latem, gdy
nie są zamykane w domu, ale mają do dyspozycji cały ogródek - i tak lecę
galopem. Szał powitań! Jakby nie było mnie z miesiąc, a nie tylko parę
godzin.Wybiegamy na spacer. Dziewczyny starają się dać mi buzi, a Rudzielec
lata w kółko i szczeka jak opętany. Rozpakowanie zakupów i obiad dla nas musi
poczekać - po powitaniach i spacerze jestem uroczyście prowadzona do kuchni -
tam gdzie stoją miski, sześcioro oczu hipnotycznie wpatruje się we mnie, czy
już sięgam po gar z żarciem. Potem kuchnia wypełnia się odgłosami ciamkania,
mlaskania i chrupania - jak w sporym chlewiku. Ten odgłos wywabia z sypialni
faceta w smokingu, czyli naszego biało-czarnego kota. Tu powitanie jest
raczej zdawkowe, natomiast zainteresowanie zawartością miski - spore.
Nakarmione towarzystwo układa się do poobiedniej sjesty (z wyjątkiem kota,
który właśnie się wyspał przez cały dzień, a teraz udaje się na łowy), a ja
mogę zająć się innymi sprawami.
Następny nacisk będzie wywierany na mnie dopiero przed wieczorem - znowu te
uparte, świdrujące spojrzenia, tym razem p.t."Zostaw te bzdury, chodz z nami
na dłuuugi spacer!" No i ulegam oczywiście, a cóż mogę innego zrobić?
I tak zwierzaki ustawiają nam dzień, a każde odstępstwo od reguł (pózny
powrót, micha o innej porze, za krótki spacer) wywołuje wyrzuty sumienia.....
Pozdrawiam wszystkich "uwiązanych" do swoich zwierzaków!
def