Dodaj do ulubionych

Na kolanach...

IP: *.acn.pl 04.10.03, 21:52
Wracam z pracy styrany,
Robie co mam najpilniejszego, karmie zwierzaczka, po czym on kladzie sie na
moich nogach, glowa miedzy kolanami i cale swoje cialo ma rozluznione....
Mam wrazenie ze czuje sie bezpiecznym, wyluzowany i oddany swemu opiekunowi.
Ale wiem, ze w tym momencie jest moim wiernym przyjacielem!
Moja kochana shelti tez to wie!
Czy dla tej jednej chwili jestesmy zdolni znosic trudy opieki nad naszymi
zwierzakami?
Czekam na Wasze zwierzenia...
Pozdr.
Obserwuj wątek
    • dziuunia Re: Na kolanach... 04.10.03, 22:33
      Tak jesteśmy bo zwierzęta oddają nam to później po dwakroć.Tym bardziej że
      jest to miłość całkowicie bezinteresowna.Nawet jak mocno nabroją i coś
      zniszczą jestem zła ale staram się wytłumaczyć ich postępowanie i nie złościć
      się na nie za bardzo, tym bardziej że suczkę mam z ulicy z przeszłością(pewnie
      niewesołą) której nie znam a z której wynikają jej niektóre odruchy(np kuli
      się kiedy schylam się żeby wziąć ją na ręce),a kotka jest wielką
      indywidualistką też przygarniętą z ulicy.Przecież zwierzęta należą po prostu
      do mojej rodziny i jak rodzina są traktowane i jestem w stanie wszystko im
      wybaczyć-inaczej niż ludziom bo ludzie jednak kierują się czasem odruchami
      zwierzętom nieznanymi np złośliwością czy wyrachowaniem.
      POZDR
      • Gość: rab Re: Na kolanach... IP: *.chello.pl 05.10.03, 09:08
        mam 2 małe pieski,pracuje długo,wracam bardzo zmeczona,wielokrotnie
        zdenerwowana.Masz racje,psia "usmiechnięta"mordka,"buziaczek"mojej jamniczki to
        cos co stawia mnie na nogi i zebym nie wiem jak była zmordowana i źle sie
        czuła jak spojrze w jej szczęśliwe z mojego powrotu oczy zawsze znajde siłę na
        odrobine zabawy i przytulanek-to cos co ładuje moje akumulatory ale to
        zrozumieja tylko ci którzy maja psy bo takiej miłości-bezinteresownej,szcerej i
        oddanej nie dostanie sie od nikogo innego tylko od swoich psiaków.Pozdrawiam
        wszystkich właścicieli i ich pupili
    • Gość: BlueBerry pewnie jestesmy... IP: *.acn.pl / *.acn.pl 05.10.03, 11:35
      Czy dla tej jednej chwili jestesmy zdolni znosic trudy opieki nad naszymi
      zwierzakami?
      Mam dwuletniego psa. jest po dwoch operacjach, wlasnie czeka go trzecia. przez
      dwa lata glownie zajmowalam sie leczeniem go, wizytami u weterynarza,
      kupowaniem lekow i specyfikow na wzmocnienie za spore pieniadze. sa okresy
      kiedy jest wszystko ok. ale i sa takie kiedy nic nie jest ok. jak np. ostatni
      urlop kiedy wlasciwie caly przesiedzialam bo pies ledwo mogl chodzic. mam za
      soba nieprzespane noce, godziny przesiedziane w gabinetach weterynarii,
      wynoszenie psa na rekach na siku (wazy ponad 60 kilo, oczywiscie wynosi sie go
      w dwie osoby) ktore trwalo ponad 3 tygodnie. wnoszenie i znoszenie po schodach,
      stale przekonywanie go ze nie moze biegac, skakac... i wlasciwie moglabym tak
      dlugo wymieniac. ale wiem jedno, cieszy mnie kazy dzien kiedy wszystko jest ok
      i nie wyobrazam sobie mojego swiata bez wielkiego rudego potwora o imieniu
      Grendel.
      • piasia Re: pewnie jestesmy... 05.10.03, 12:43
        Gość portalu: BlueBerry napisał(a):

        > Czy dla tej jednej chwili jestesmy zdolni znosic trudy opieki nad naszymi
        > zwierzakami?

        To nie jest jedna chwila. To całe pasmo chwil. Ta pierwsza, gdy dzwoni budzik,
        a nasz futrzasty współspacz zrywa się na cztrey łapy i zaczyna nas witać, albo
        przeciwnie - gdy jest nieprzytomny, rozespany, cieplutki, mięciutki i strasznie
        przytulaśny.
        Ta druga - gdy ubieramy się i sięgamy po smycz - wyczekiwanie i napiecie w
        spich oczach natychmiast zmienia się w szał radości i dzikie podskoki.
        Ta trzecia - gdy zmordowani albo zziębnięci wracamy z pracy, i już na schodach
        słyszymy radosny pisk i drapanie do drzwi, bo ziwerzątko poznało nasze kroki
        albo brzęk kluczy.
        Ta czwarta - gdy wchodzimy do domu, i wpada na nas tajfun szczęścia i miłości
        na czterech łapach i nie ma zmiłuj - trzeba go wziąć na ręce, żeby mógł wtulić
        się całym ciałkiem, ogonem kręcąc wariackiego młynka, a gorącym ozorem wypisać
        nam na twarzy wyrazy przywiązania.
        Ta piąta - gdy gramoli się na fotel obok nas, czasem udając że to tak
        przypadkiem, niechcący i zupełnie nieświadomie.
        Ta szósta - gdy układa się obok i głębokim westchnieniem wyraża najwyższe
        szczęście - że wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno.

        I cóż wtedy znaczą pogryzione kapcie, wymamlana skarpetka, porysowany parkiet?
        W takich chwilach nawet wielki problem staje się jakiś mniejszy i łatwiejszy do
        rozwiązania.
        Nie wyobrażam sobie życia bez psa.

        Pi
      • Gość: Andy Re: pewnie jestesmy... IP: *.acn.pl 05.10.03, 12:52
        Wyobrazam sobie.....
        W wielkim bloku vis a vis mieszka kobietka ktora ma dosc duzego psa.Widze ze po
        powrocie z pracy to ledwie zdazy przebrac sie i natychmiast wychodzi na
        pobliskie gorki aby pospacerowac z psem.Przed zapadnieciem zmroku zrobi ten
        spacer kilkakrotnie.Przeciez nie dla samej siebie to czyni, dba o psa wyjatkowo
        dobrze.Takich ludzi jest ogromna ilosc.Spogladam na te kobietke z ogromnym
        szacunkiem, psu moga inne pozazdroscic takiego wlasciciela.
        W zamian pewnie dostanie spojrzenie wiernych i madrych psich oczu.
        To niemalze jak ewangeliczne zdania./Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie
        brak.Pozwala mi lezec na zielonych pastwiskach.....itd/
        PZDR....
        • Gość: Andy Re: pewnie jestesmy... IP: *.acn.pl 05.10.03, 12:57
          To moje "wyobrazam sobie" odnosilem do postu "Blue Berry",
          Nie wiedzac ze Twoj juz ukazal sie zanim wyslalem.I tak sie narobilo ze niby ja
          wyobrazam sobie zycie bez psa? - no wiec prostuje ze "nie wyobrazam sobie"
          A pozdrawiam jeszcze raz!
      • marialudwika Re: pewnie jestesmy... 05.10.03, 23:04
        Nawet jak jestem "kaszlaca i slaba" bo przeziebiona i powinnam lezec w lozku
        to ide na spacer z psinkami bo one musza sie wybiegac i maja z tego taka
        wielka radosc.One sa terapia na wiele smutkow,cieplymi przytulankami i
        rozweselaczami gdy nic nie cieszy.Dla tych wiernych przyjaciol jestem gotowa
        do wielu poswiecen bo one na to zasluguja!!!!!Pozdrawiam "zakreconych" na p-
        cie psow
        i ich psiaki
        ml
    • mysikluliczek A ja mam kotka! 05.10.03, 22:48
      Moze nie wita sie ze mna od progu merdajac ogonkiem, ale i tak jest kochanym,
      rozkosznym i najlepszym kotkiem na swiecie:)) Wieczorem zawsze "spiewa" mi
      kolysanke, to mruczenie jest niesamowite.. Chodzi za mna krok w krok, zasypia
      na kolanach i przeszkadza kiedy siedze nad ksiazkami. Uwielbiam sie z nim bawic
      i urzadzac male polowanka:)) Kocham tego kotka i nie wstydze sie tego
      powiedziec.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka