Dodaj do ulubionych

Lekcja dręczenia zwierząt

IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.205.* 26.10.03, 20:39
Jeśli te badania mają przyczynic sie do jakiegoś postępu w
dziedzinie służącej dobru człowieka, to niech badania
przeprowadza się na ludziach.Co?? nie pasuję??? bo zwierze to
niby nie czuje bólu?
Obserwuj wątek
    • Gość: as Wrazliwa - niech zmieni kierunek IP: *.geol.uni-heidelberg.de 26.10.03, 20:42
      • Gość: ludzie Wrazliwa - niech zmieni kierunek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.03, 21:09
        ale jestes powalony(a) tyle napisze i nic wiecej...
        • Gość: fritz Ochotnicy poszukiwani IP: *.solnet.ch 26.10.03, 21:45
          Gość portalu: ludzie napisał(a):

          > ale jestes powalony(a) tyle napisze i nic wiecej...

          Kto chce byc pierwszym pacjentem u chiruga, ktory niegdy nie
          cial i kroil zywego miesa, nie zatamowal malego krwotoku z
          naczynia krwionosnego, nie zaszyl jelita na zywym organizmiem,
          ktory nie wie, czy mu sie rece nie beda trzesly, ktory nie wie,
          czy potrafi szyc odpowiednio zywa tkanke, a wiec prosze, reka do
          gory!!!

          Bez praktyki na zywych organizmach chirurg nie ma mozliwosci
          wytrenowania sprawnosci techinicznej obchodzenia sie ze
          skalpelem, nitka i igla.

          Normalny lekarz tez musi byc w stanie przprowadzic prosta
          operacje, jezeli nie ma innego wyjscia (tzn. sie albo ryzuykuje
          zabieg, albo czlowiek umiera )
          • Gość: Aga Dziwne IP: 195.116.242.* 27.10.03, 09:13
            ... że pilot zanim wsiądzie do samolotu, przechodzi setki godzin
            ćwiczeń w symulatorach lotów. Dlaczego nie posadzić nowicjusza
            od razu na "zawodową" maszynę?? Wprawdzie rozwali kilkanaście
            pierońsko drogich "zabawek", ale za to od razu będzie się uczył,
            jak działa prawdziwe!
            Uzasadnianie męczenia zwierząt potrzebą nauczenia każdego
            biologa, chirurga czy medyka na "żywym organizmie"
            funkcjonowania przepływu krwi czy zmiany tkanek jest bzdurą.
            Najlepiej potestujcie na więźniach, mordercach i gwałcicielach,
            a nie na zwierzętach, które nikomu nie zrobiły krzywdy.
            LUDZIE, JAK MOŻNA BYĆ TAK OKRUTNYM??????!!!!!
          • Gość: no comments Re: Ochotnicy poszukiwani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 22:45
            uderzanie łebkiem w stół lub ukręcanie jego jest świetną
            praktyką?????
            Brawo, chciałbyś , żeby lekarz który Cie operuje walnął twoim
            łeblkiem o stół? okej
            nie mam pytań,
            • l2m Re: Ochotnicy poszukiwani 14.01.04, 17:41
              Gość portalu: no comments napisał(a):

              > uderzanie łebkiem w stół lub ukręcanie jego jest świetną
              > praktyką?????
              > Brawo, chciałbyś , żeby lekarz który Cie operuje walnął twoim
              > łeblkiem o stół?

              Rozumiem, brzmi to wszystko okropnie, ale w praktyce wygląda całkiem inaczej.
              Owo "ukręcenie łebka", czyli dyslokacja cerwikalna, którym tu postraszono
              czytelników, rzeczywiście jest jednym z najbardziej humanitarnych sposobów
              uśmiercenia drobnych zwierząt. Wygląda to tak: jednym szybkim ruchem (nie przez
              przekręcanie głowy, a przez rozciągnięcie) łamie się kręgi szyjne u samej
              nasady czaszki, przerywając mózg podłużny (nie ręczę się za prawidłowość
              polskiej nazwy, bo nie studiowałam w Polsce; chodzi mi o część mózgu,
              bezpośrednio przylegającą do rdzenia pacierzowego). W ten sposób natychmiast
              blokują się _wszystkie_ funkcje życiowe organizmu, i zwierzę ginie momentalnie.
              To samo mogę powiedzieć o uderzaniu łebkiem (nie o stół, o ścianę; wtedy
              przykłada się większą siłę, i śmierć też jest natychmiastowa).
              Oprócz tego stosuje się uśpienie eterem lub chloroformem, i, muszę Ci
              powiedzieć, jest to sposób bardziej stresujący dla zwierzęcia, choc i mniej
              ciężki dla badacza (czy osoby, która o tym wszystkim czyta).
              Zapewniam Cię, że my, pracujący ze zwierzętami zawodowo, w przeważnej
              większości swej wcale nie jesteśmy jakimiś tam sadystami czy obojętnymi
              okrutnikami, i naprawdę dbamy o to, żeby, skoro już zabijamy zwierzę, robić to
              w możliwie najbardziej humanitarny sposób.
      • Gość: Brach Re: Wrazliwa - niech zmieni kierunek IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 26.10.03, 21:31
        głupi jesteś i tyle. Rozumem to się wiele od szczura nie
        różnisz więc ciebie też można użyć do doświadczeń, wtedy
        bedziesz błagał o kogoś wrażliwego
        • Gość: basia Re: Wrazliwa - niech zmieni kierunek IP: *.ae.krakow.pl 13.11.03, 09:06
          wybacz, ale szczury są bardzo inteligentnymi zwierzetami!!!
      • Gość: blurb Re: Wrazliwa - niech zmieni kierunek IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.10.03, 21:37
        jestes stupid fuck and ASshole
    • Gość: atos Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 26.10.03, 21:16
      Pseudonaukowcy i zwykli degeneraci.
    • Gość: jvk program IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.03, 21:34
      Pewne w programie jest tylko to co potrafimy zdefiniować i
      opisać, (również za pomocą eksperymentu to do SN) tzn trudno
      narzędzie zmienić w obiekt. Ale oczywiście trzeba robić postęp -
      czyli szyfr wygląda następująco ktoś z Poznania chce wpłynąć na
      decyzję komisji KBN w sprawie grantu na zakup programu XXX lub
      wyposażenia swojego pokoju w sprzęt. (Dostępny dla studentów w 1
      czwartek miesiąca o 1330-1400 :)
      pzdr
    • Gość: ddw Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.proxy.aol.com 26.10.03, 22:45
      Od ponad 10 lat robie doswiadczenia na zwierzetach, jak rowniez
      ucze fizjologii zwierzat kregowych na uniwersytecie w Stanach.
      Przyznaje racje tym wszystkim, ktorzy twierdza, ze zdecydowana
      wiekszosc studenckich/edukacyjnych doswiadczen inwazyjnych na
      zwierzetach jest po prostu bezsensowna. Na swoich zajeciach
      takowe wyeliminowalem juz na poczatku ich prowadzenia. Na
      cwiczeniach, na ktorych niezbedne jest stosowanie materialu
      zwierzecego (np tkanki do barwienia lub organy do analiz roznego
      typu) uzywamy zwierzat ze skoordynowanych z grafikiem zajec
      prawdziwych doswiadczen. Zwierzeta kupowane wylacznie dla
      studentow to te, na ktorych moga oni pozniej praktykowac
      manipulacje zachowania lub tez (na zaawansowanych poziomach,
      tylko dla tych, ktorzy deklaruja to jako czesc przyszlej pracy
      zawodowej) zastrzyki i proby operacji. A i w tym ostatnim
      przypadku, w 75% przypadkow udaje sie nam uzyc zwierzat
      eksperymentalnych.

      Dzieki wyeliminowaniu nieprzydatnych tzw 'eksperymentow
      studenckich' oraz koordynacji rzeczywistych doswiadczen z
      zajeciami, zdolalismy zredukowac o ~ 80% (!) liczbe zwierzat
      uzywanych jedynie do celow dydaktycznych. I mam nadzieje, ze ten
      trend uda sie kontynuowac.

      Mam nadzieje, ze wzorem zachodnich (na ktorych kiedys bylo nawet
      gorzej niz w Polsce z poszanowaniem 'braci naszych maluczkich')
      polskie placowki uniwersyteckie rowniez pojda w tym kierunku.
      Pamietam przeciez swoje lata studenckie na 1-szym roku biologii,
      kiedy na zajeciach z zoologii na dwoch studentow przypadalo po
      jednej zabie, myszy, golebiu, itp. Dla mnie akurat bylo to
      przydatne ze wzgledu na zainteresowania i pozniejszy kierunek
      pracy, ale ci planujacy prace w obszarze botaniki,
      mikrobiologii, biochemii, czy ekologii roslin musieli
      (bynajmniej nie z checia) pokroic i porobic pseudodoswiadczenia
      z tymi biednymi zwierzetami. Wlasnie ci z moich kolegow do
      dzisiaj z niechecia wspominaja cwiczenia, na ktorych glupio
      wykorzystywano zwierzeta.

      A tym, ktorzy uzywaja zwierzat do jakichkolwiek doswiadczen -
      nawet najbardziej pionierskich - warto jest rowniez przypominac,
      ze poprzez swoje cierpienie, zwierzeta przysluguja sie ludzkosci
      bardziej, niz uzywajacy ich w swych eksperymentach naukowiec.
      Dlatego jest naszym obowiazkiem zredukowanie do minimum liczby
      zwierzat doswiadczalnych oraz wszczepienie szacunku dla kazdej
      istoty zywej poddanej pracy eksperymentalnej.
      • bwv1004 Re: Lekcja dręczenia zwierząt 26.10.03, 23:22
        Kilka uwag:

        Ciekawość, kim jest pani Turzyńska. Jako członek komisji etycznej powinna
        wiedzieć, że przerwanie rdzenia kręgowego (nie ruchem skrętnym, ale
        podejrzewam tu niewielkie przekłamanie ze strony GW lub p. Turzynskiej) jest
        zaakceptowanym najhumanitarniejszym sposobem zabicia myszy.

        Pani Czapik jest mikrobiologiem, toteż nie do każdego biologa stosują się jej
        słowa. Jej krojenie zwierząt jest zapewne niepotrzebne, ale istnieją inne
        specjalności biologiczne, w których bez rzeczywistej znajomości fizjologii
        zwierzęcia, podstawowych technik chirurgicznych itp - ani rusz. Uważam więc,
        że na biologii powinny być ćwiczenia na zwierzętach. Jeśli przyszli botanicy,
        mikrobiologowie, genetycy itp nie chcą (ale dlaczego dawać im potem dyplom
        pełnego biologa? ja drzewa kroiłem i żele puszczałem), to róbmy to na takim
        etapie studiów, gdy studenci wybrali już ogólnie kierunek, ale nie później niż
        na późnym III roku. Bo do pracy magisterskiej np. z fizjologii powinni
        przystępować ludzie jako tako obyci z tematem. Zresztą nie wiem, czy
        opóźnianie do III roku ma sens. Może lepiej, jeśli student na I roku przekona
        się, że nie może kroić zwierzęcia i od razu skieruje się do pracy z drzewami
        czy żelami, a nie będzie przeżywać rozczarowania później.

        Ważna imho sprawa. Dobrze przeprowadzone ćwiczenia studenckie mogą i powinny
        być okazją do nauczenia studentów, jak należy postępować ze zwierzęciem w
        doświadczeniu. Że postępowanie niehumanitarne jest obrzydliwe, niegodne
        biologa (nawet bardziej niż innego człowieka), ale też, że przeszkadza w
        uzyskaniu rzetelnych wyników. I też, że śmierć zwierzęcia jest nieraz
        konieczna, by zdobyć wiedzę konieczną dla dobrobytu ludzi i zwierząt, ale
        należy ją wtedy zadać jak najhumanitarniej i zgodnie z procedurami, zaś
        cierpienie wyeliminować, lub, jeśli to niemożliwe, jak najbardziej
        ograniczyć. Jeśli rzeczywiste ćwiczenia wyglądają inaczej, to shame on
        profesorów, ale z pewnością nie jest to argument przeciwko takim zajęciom w
        ogóle.

        Uczenie chirurgii na fantomie czy programie komputerowym to pomysł tak
        absurdalny, że byłby śmieszny, gdyby nie był tragiczny.

        "Nick Jukes

        Międzynarodowe Stowarzyszenie na rzecz Humanitarnej Edukacji (InterNICHE)

        We współpracy z naukowcami opracowaliśmy 500 programów i pomocy naukowych,
        które w pełni zastępują ćwiczenia z użyciem żywych zwierząt."

        W pełni... no płakać się chce nad ludzką głupotą.

        ddw: szacunek dla zwierząt jak najbardziej, podziwiam też koordynację z
        grafikiem doświadczalnym - to świetna droga. Ostatni akapit Twojego listu
        powinien być podstawą w tym fachu.
        Ale uważam też, że każdy biolog (a przynajmniej fizjolog) powinien w życiu
        włożyć ręce w prawdziwe zwierzę. Tak naprawdę, to każdy człowiek powinien.
        Dlaczego: by w ten sposób lepiej zrozumieć siebie, człowieka - jako organizm.
        Dziś dla wielu ludzi człowiek to dusza i geny. To bardzo niepełna prawda:
        człowiek to dużo mięsa, zbudowanego i funkcjonującego w niesłychanie ciekawy i
        ważny sposób.

        I jeszcze jedno: ja od niecałych lat pracuję na kręgowcach i to stosując
        bardzo inwazyjne procedury. Sytuuję się mniej więcej na przełomie stopni
        3/4. Szanuję bardzo moje zwierzaki i dbam o nie jak mogę.

        Bardzo się cieszę, że na mojej drodze spotkałem wielu ludzi, którzy uczyli
        mnie nie tylko robić technicznie doświadczenia na zwierzętach, ale szanować je
        i dbać o nie. Chciałbym, żeby takie lekcje były udziałem wielu.
        • Gość: studentka Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 27.10.03, 16:10
          > Uważam więc, że na biologii powinny być ćwiczenia na
          zwierzętach. Jeśli przyszli botanicy, mikrobiologowie, genetycy
          itp nie chcą (ale dlaczego dawać im potem dyplom pełnego
          biologa? ja drzewa kroiłem i żele puszczałem), to róbmy to na
          takim etapie studiów, gdy studenci wybrali już ogólnie kierunek,
          ale nie później niż na późnym III roku.
          Nie rozumiem po co mikrobiolodzy czy genetycy mieliby
          przyczyniać się do kolejnych cierpień... Bardzo to cyniczny
          punkt widzenia.

          > Dobrze przeprowadzone ćwiczenia studenckie mogą i powinny być
          okazją do nauczenia studentów, jak należy postępować ze
          zwierzęciem w doświadczeniu. Że postępowanie niehumanitarne
          jest obrzydliwe, niegodne biologa (nawet bardziej niż innego
          człowieka
          ... czyli to mniej więcej na przełomie stopni 3/4? To jest
          niegodne czy może tak nalezy postępować ze zwierzętami?


          > cierpienie wyeliminować, lub, jeśli to niemożliwe, jak
          najbardziej ograniczyć.
          Z tym się zgadzam.

          > Uczenie chirurgii na fantomie czy programie komputerowym to
          pomysł tak
          > absurdalny, że byłby śmieszny, gdyby nie był tragiczny.
          Absurdalne jest powtarzanie w kółko doświadczeń na zwierzętach.
          I od tego się odchodzi na rzecz programów.

          > każdy biolog (a przynajmniej fizjolog) powinien w życiu
          > włożyć ręce w prawdziwe zwierzę. Tak naprawdę, to każdy
          człowiek powinien.
          Każdy z mentalnością rzeźnika chyba...

          > Dziś dla wielu ludzi człowiek to dusza i geny.
          Niekoniecznie. Byłam świadkiem sekcji i dobrze wiem jak wygląda
          ciało.

          > I jeszcze jedno: ja od niecałych lat pracuję na kręgowcach i
          to stosując
          > bardzo inwazyjne procedury. Sytuuję się . Szanuję bardzo
          moje zwierzaki i dbam o nie jak mogę.
          Jakoś nie wynika to z tej wypowiedzi...

          > Bardzo się cieszę, że na mojej drodze spotkałem wielu ludzi,
          którzy uczyli mnie nie tylko robić technicznie doświadczenia na
          zwierzętach, ale szanować je i dbać o nie. Chciałbym, żeby takie
          lekcje były udziałem wielu.
          A ja bardzo bym tego nie chciała. I cieszę się, że na zajęciach
          z fizjologii zwierząt oszczędzono nam dosiadczeń na zwierzętach.
          Film, który obejrzelismy był i tak wystarczająco odrażający...
    • Gość: Mirek Takich mamy weterynarzy - jakie uczelnie IP: *.telkab.pl 27.10.03, 00:00
      Teraz rozumiem dlaczego trudno wymagać od weterynarza etyki.
      Rzadko zdarza się aby cechowała go wrażliwość na cierpienia
      zwierząt. Jest to temat nad jakim część weterynarzy wogóle się
      nie zastanawia. Kiedyś poszedłem ze swoją przeziębioną psiną.
      Najprostsza metoda - zastrzyk. Okazało się że przez kilka
      godzin bolała psa łapka. Nie zostałem uprzedzony o takiej
      reakcji. Następna wizyta - również pan lekarz ochoczo chciał
      zrobić zastrzyk. Zbroniłem. Kazałem przepisać doustny
      antybiotyk.
      Uważam, że my płacimy i mamy prawo kontrolować weterynarzy.
      Zastanowić się czy rzeczywiście przyjęta metoda jest
      odpowiednia. Mój pies przeszedłby prześwietlenia pod narkozą,
      operację tarczycy itd. gdybym bezkrytycznie podchodził do tego
      co proponują weterynarze. Okazało się to zupełnie niepotrzebne.
      Na moim psie żaden konował nie będzie robił doświadczeń.
      • Gość: XXX Re: Takich mamy weterynarzy - jakie uczelnie IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 16:59
        ty kretynie jeden. a co ile dni chodzisz do weterynarza ze go
        tak dobrze znasz. zamiast zastrzyku wolalbys podawac psu
        tabletki co dwie godziny. chcialbym to zobaczyc. dziekuj ze ci
        pies nie zdechl. po za tym zastrzyki wykazuja duzo wieksza
        skutecznosc.
      • Gość: weterynarz Re: Takich mamy weterynarzy - jakie uczelnie IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 17:59
        Zanim kogokolwiek zacznie sie kontrolowac,trzeba dysponowac
        chocby minimum wiedzy,a Ty widze,ze jej nie masz.Srodki doustne
        u zwierzat podaje sie bardzo rzadko,a to z powodu niedbalstwa
        wlascicieli,ktorzy nie dopilnuja,zeby zwierze polknelo
        srodek,wpychaja mu go tylko w usta i koniec.Zadko sie zdarza,ze
        zwierze go polknie,najczesciej taka tabletka laduje na
        dywanie...A potem pretensje sa do lekarza,ze srodek nie dziala!
        Zastrzyk o wydluzonym dzialaniu to najlepszy sposob.
        • Gość: contessa Re: Takich mamy weterynarzy - jakie uczelnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.03, 23:06
          No coz,jesli to pisal weterynarz...to gratuluje.Rzadko pisze sie
          przez "rz".Proponuje doedukowac sie...
    • saavage Re: Lekcja dręczenia zwierząt 27.10.03, 00:04
      Brrrr az mnie ciarki przeszly po przeczytaniu tego artykulu....... I trudno
      potem wymagac od dzieci zeby nie dreczyly zwierzat, skoro nawet studenci
      medycyny itp. maja wymowke... brr
    • Gość: maruda Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.gdynia.mm.pl 27.10.03, 03:56
      Gość portalu: merc napisał(a):

      > Jeśli te badania mają przyczynic sie do jakiegoś postępu w
      > dziedzinie służącej dobru człowieka, to niech badania
      > przeprowadza się na ludziach.Co?? nie pasuję??? bo zwierze to
      > niby nie czuje bólu?

      A zgłosisz się na ochotnika mądralo?
      • kawusiia Re: Lekcja dręczenia zwierząt 27.10.03, 07:29
        do niedawna robiono doswiadczenia na psach. W jednej ksiazce o psach
        opisano jak pies skomlacy lezal na stole zywcem z otwartym brzuche, w ktorym
        sie grzebal naukowiec.
        • bwv1004 Re: Lekcja dręczenia zwierząt 27.10.03, 08:20
          kawusia, a w innej książce napisano, że światem rządzą kosmici, których kryje
          rząd amerykański. Doświadczenia na psach robiło i się i robi w wielu
          laboratoriach swiata (podobnie jak na innych gatunkach zwierząt), tylko
          wygląda to zupełnie inaczej. I powtarzam - ćwiczenia dla studentów ze
          zwierzętami powinny w równym stopniu uczyć fizjologii jak i etycznych zasad
          postępowania ze zwierzętami doswiadczalnymi. Jeśli nie są tak prowadzone, to
          jest to karygodny błąd. Ale w takim razie powinien być zmieniony sposób
          prowadzenia tych zajęć. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą.
        • Gość: gosc Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 17:20
          Zanim napisze sie cos podobnego,warto sprawdzic date
          wydania,czy to czasami nie sredniowiecze:)Kiedys nawet
          przypalanie rozrzazonym zelazem bylo uwazane za skuteczna
          metode leczenia...Fakt,czasami zwierzeta cierpia,ale ich bol
          redukowany jest do minimum podczas przeprowadzanej operacji(tak
          jak to dzieje sie w przypadku ludzi).Sam jestem studentem
          weterynarii i nie uwazam,ze jestem zwyrodnialcem.
      • Gość: contessa Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.03, 23:12
        Badania na zwierzetach zbyt czesto sa niemiarodajne.Okazuje sie,ze reaguja
        czesto zupelnie inaczej niz ludzie ,zarowno na leki ,jak i na
        toksyny.Skandynawia wykorzystuje uzyskana dotad wiedze a dalsze ,szczegolowe
        badania wykonuje na ochotnikach.Wiele nowych lekow i technik leczenia stosuje
        sie na ochotnikach,nawet w Stanach,ktore nie slyna z humanitaryzmu...Najlepszym
        przykladem -badania na chorych na parkinsonizm.
    • Gość: ~basia Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.bgz.pl / 10.193.5.* 27.10.03, 09:23
      Popieram sugestię, aby ćwiczyć się na ludziach.
      A co tam, niech też poczują tą 'przyjemność'
      • Gość: melka Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ae.krakow.pl 13.11.03, 09:16
        Zgadzam się w 100 %. Uważam, że powinniśmy wystąpić z inicjatywą obywatelską,
        aby te doświadczenia czy ćwiczenia , które służą ludziom, były przeprowadzane
        na ludziach, bo w końcu im służą. Dlaczego wymagać od zwierząt aby się dla nas
        poświęcały, skoro my tego dla nich nie robimy. Skoro jeden z drugim chce być
        lekarzem , biologiem czy innym naukowcem to niech się poświęci w imię dobra
        nauki!!!!!!!!!!
    • Gość: ~basia przypomniało mi się IP: *.bgz.pl / 10.193.5.* 27.10.03, 09:24
      A może ćwiczyć na wykładowcach?
    • Gość: PRZYSZLOS Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: 217.150.175.* 27.10.03, 09:58
      WYGLADA NA TO ZE SZKOLIMY PRZYSZLYCH BARBARZYNCOW, CZY O TO
      CHODZI??????????
    • Gość: darek Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.03, 10:00
      Sam odbywałem takie zajęcia na studiach. Niewydaje mi się żeby
      to było konieczne aby z 20 żab zrobić ogniwo galwaniczne, kiedy
      można to nagrać na video i pokazywać wszystkim przez wiele lat.
      Technika jest dzisiaj tak rozwinięta (i wcale nie droga, że
      można niektórych cierpień zwierzętom zaoszczędzić. Niestety
      vivisekcja jest nadal niezastąpioną metodą w wielu dziedzinach
      nauki i nie można od tego uciec. A na to czy jest to etyczne
      czy nie może sobie odpowiedzieć każdy z nas. Ale nie na
      zasadzie że biedne zwierzątko gdzieś cierpi. Prosze sobie
      wyograżić, że to nie nikt inny tylko właśnie ja umieram na
      ciężką, bolesną, nieuleczalną chorobę na którą może istnieje
      skuteczne lekarstwo, ale z braku możliwości przeprowadzenia
      badań na zwierzętach nie można go zastosować.
    • oszolom.z.radia.maryja Re: Lekcja dręczenia zwierząt 27.10.03, 10:02
      lepiej że dręczoą zwierzeta anizeli ludzi zwłaszcza swych
      nauczyceli ale najlepiej oczywiście by było gdyby nie dręczono
      żadnej istoty żywej
    • Gość: agnieszka Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.03, 10:23
      Jak tak mozna ci ludzie serca nie maja te zwierzeta czują ich
      tez to boli a jakby tak temy "PROFESORKOWI" zrbic coś tak
      okrótnego . Powinni go wyżucic to jest znęcanie sie nad
      zwierzetami , a ci studenci co niewiedzą co robią to sie na
      weterynarie nie nadaja bo z tego co wszyscy wiemy weterynarz ma
      pomagać zwierzęta a nie zadawać in ból.
    • Gość: agnieszka TO JEST POLSKA WŁAŚNIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.03, 10:24
      Jak tak mozna ci ludzie serca nie maja te zwierzeta czują ich
      tez to boli a jakby tak temu "PROFESORKOWI" zrbic coś tak
      okrótnego . Powinni go wyżucic to jest znęcanie sie nad
      zwierzetami , a ci studenci co niewiedzą co robią to sie na
      weterynarie nie nadaja bo z tego co wszyscy wiemy weterynarz ma
      pomagać zwierzęta a nie zadawać im ból.
      • Gość: XXX Re: TO JEST POLSKA WŁAŚNIE IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 17:06
        kobieto bo nie wiem jak do ciebie moge inaczej mowic uwazasz ze
        dlaczego ludzie wybieraja studia weterynaryjne. nie przyszlo ci
        do glowy ze z milosci do zwierzat i kazdy ze srudentow
        podchodzi do zwierzat z nalezytm im szacunkiem. po za tym o
        jakim tu dreczeniu mowimy. niby jak mam sie nuczyc podawania
        lekarst i robienia zastrzykow jesli nie na zywych zwierzetach.
        po za tym to sie robi na zwierzetach z zewnatrz ktore
        przychodza do ambulatorium z jakimis dolegliwosciami. odkad
        studiuje na wecie nie spotkalem sie z przypadkami bazsensownego
        zadawania bulu zwierzetom.
    • Gość: gangrena Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.chello.pl 27.10.03, 10:28
      ja studiuję zootechnikę...
      i zupełnie nie mam pojęcia po kiego gnoma każą nam na fizjologi
      robic take rzeczy:

      badanie: ŁUKU ODRUCHOWEGO

      Wchodzimy do sali a tam powieszona za żuchwę na haku wisi sobie
      żaba z przeciętym (nadciętym) rdzeniem kręgowym, tuż za podstawą
      czaszki...
      wisi i macha biedaczka łapkami, krew jej ścieka po grzbiecie...
      na półeczce nad nią stoją trzy pojemniczki z kwasem...



      najpierw maczali jej łapki w tym kwasie i mierzyli czas reakcji....

      następnie, ścisneli jej mocno przednią łapkę i dalej maczali łapy
      w kwasie...

      potem kładli jej szmatke nasączoną kwasem, na udzie...
      a potem unierucholmili jej łapę i znowu szmatka z kwasem...

      następnie obrali jej łapę ze skóry, obcieli palce i znowu
      traktowali ją kwasem...

      facet długo i namiętnie nam tłumaczył, że żaba ta ma odłączony
      mózg, a zatem nie jest świadoma tego co sie z nią dzieje i tak
      naprawdę to nie czuje bólu...

      pierdu gwizdu siano kosy....

      na koniec przecieli jej rdzeń kręgowy do końca....

      w tym momencie się poryczałam, żaba wydała z siebie taki pisk jak
      mój pies gdy mu się niechcący na łape natepnie...

      nie mówię już o tym, że żaba cały czas oddychała i dwa razy
      spadła z haka i wcale nie wyglądała na nieświadomą swojego
      położenia....

      i po co to wszystko??
      po to żeby nam studentom pokazać, jak działa łuk odruchwy...

      ale po co ??
      po nic...
      nie jesteśmy na cholernej weterynari
      i tak nie widzimy jak te cholerne impulsy przebiegają po nerwach
      i neuronach
      i tak nie obeszło się bez dokładnych rysunków
      są bardzo szczególowe opisy tego eksperymentu
      jest nawet film przedstawiający ten eksperymen

      jest też film ukazujący automatyzm serca...
      oba filmy kręcone u nas na uczelni bardzo dokładnie wszystko jest
      pokazane....

      wiem... bo zanim kazali nam maltretowac te żaby to puścili nam
      film....

      bezsens.....
    • Gość: ZZ króliki doświadczalne IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.03, 11:28
      A nie lepiej prowadzić doświadczenia na pewnych
      posłach "trzymających władzę" i noszących pasiaste krawaty?
      • astrit Re: króliki doświadczalne 28.10.03, 10:30
        Gość portalu: ZZ napisał(a):

        > A nie lepiej prowadzić doświadczenia na pewnych
        > posłach "trzymających władzę" i noszących pasiaste krawaty?


        Odpada. Co, jeżeli ktoś będzie chciał zbadać mózg...?
    • Gość: Kasia Nie bedzie narazie lepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.03, 14:09
      Jestem na 3 roku Medycyny Weterynaryjnej, praktycznie od
      pierwszego semestru na zajeciach dokonywane byly wiwisekcje i
      inne molo "etyczne" zabiegi. Znaczna czesc tych pokazow wiele
      wnosila na zajeciach, jasno obrazowa jak co funkcjonuje i
      dlaczego wlasnie tak. Zdaje sobie jednak sprawe z tego iz wiele
      z tych zabiegow bylo niepotrzebnych i niepraktycznych, jaki jest
      sens zabijania powiedzmy zaby na kazdej grupie, aby pokazac nam
      jak wyglada dany narzad, mozna bylo zrobic to tak aby wszyscy
      ogladali preparaty z jednego zwierzecia. Mysle jednak ze
      swiadomosc ludzi zajmujacych sie taka praktyka jest inna, oni
      uwazaja ze robia to dla dobra nauki, poswiecaja te zwierzeta dla
      ludzkosci, w takim srodowisku etyka jest czesto zle
      postrzegana...wielu z nas studentow w duchu buntuje sie
      przeciwko takim praktykom jednak zdajemy sobie sprawe ze przy
      dzisiejszych mozliwosciach polskiej gospodarki i spraw czysto
      finansowych nie szybko sytulacja ta ulegnie poprawie- przeciez
      my jestesmy po to zeby leczyc zwierzeta nie je zabijac...
      • Gość: kasia Re: Nie bedzie narazie lepiej IP: W3CACHE3.verizone.com.pl:* / 10.4.2.* / *.grab.verizone.com.pl 27.10.03, 19:27
        Gość portalu: Kasia napisał(a):

        > Jestem na 3 roku Medycyny Weterynaryjnej, praktycznie od
        > pierwszego semestru na zajeciach dokonywane byly wiwisekcje i
        > inne molo "etyczne" zabiegi. Znaczna czesc tych pokazow wiele
        > wnosila na zajeciach, jasno obrazowa jak co funkcjonuje i
        > dlaczego wlasnie tak. Zdaje sobie jednak sprawe z tego iz
        wiele
        > z tych zabiegow bylo niepotrzebnych i niepraktycznych, jaki
        jest
        > sens zabijania powiedzmy zaby na kazdej grupie, aby pokazac
        nam
        > jak wyglada dany narzad, mozna bylo zrobic to tak aby wszyscy
        > ogladali preparaty z jednego zwierzecia. Mysle jednak ze
        > swiadomosc ludzi zajmujacych sie taka praktyka jest inna, oni
        > uwazaja ze robia to dla dobra nauki, poswiecaja te zwierzeta
        dla
        > ludzkosci, w takim srodowisku etyka jest czesto zle
        > postrzegana...wielu z nas studentow w duchu buntuje sie
        > przeciwko takim praktykom jednak zdajemy sobie sprawe ze przy
        > dzisiejszych mozliwosciach polskiej gospodarki i spraw czysto
        > finansowych nie szybko sytulacja ta ulegnie poprawie- przeciez
        > my jestesmy po to zeby leczyc zwierzeta nie je zabijac...


        Ja też jestem na 3 roku weterynarii i uważam że robienie takich
        rzeczy na ćwiczeniach nie jest bezcelowe. Poznać funkcjonowanie
        żywego organizmu mozna tylko na żywym organiżmie. Teoretycznie
        czytając podręczniki każdy może być lekarzem weterynarii, nie
        majac jednak wogóle pojęcia jak co funkcjonuje w rzeczywistości.
        Ja bym nie oddała zwierzaka w takie ręce i sama nie chcę byc
        takim lekarzem.
        ps.A królik, po tym co jest napisane w artykule, przeżył i ma
        sie całkiem dobrze :)
      • Gość: XXX Re: Nie bedzie narazie lepiej IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 17:18
        Ja tez jestem studentem 3 roku weterynarii i nie moge sie z
        toba zgodzic. Poza ratowaniem zycia w przyszlosci zapewne
        nieraz bedziesz musiala sie pogodzic z wlasna kleska poniewaz
        nie jestes Bogiem. Zwierzeta zabijane na zajeciach tak naprawde
        maja cie oswoic z ta mysla. Nie kazdemu mozemu pomoc i nie
        wszystkich uratowac. Poza tym my glownie odbywamy cwiczenia na
        zabach ktore sa zabijane w bardzo cywilizowany sposob. Nie
        mamowy o dreczeniu. Bc weterynarzem to nie tylko godziny
        spedzone nad ksiazkami poniewaz to jest sucha wiedza ale takze
        zajecia praktyczen ktorych nie da sie zastapic. Pdobnie jak
        lekarz trzeba miac takze twarda psychike zeby sie nie zrazac i
        umiec poswiecic kilka zab zeby moc pomoc setka innych zwierzat.
        jesli tego nie rozumiesz to zastanow sie czy napewno wybralas
        dobry kierunek studiow. POZDRAWIAM
    • Gość: gzyra Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.03, 21:39
      Witam wszystkich. Prelekcja Nicka Jukes'a to - mam nadzieję -
      początek wprowadzania do Polski programu InterNICHE (
      interniche.org). Stowarzyszenie "Empatia" ma zaszczyt pomagac w
      tym dziele. Wkrotce na naszych stronach (empatia.pl)
      powinny pojawic sie fragmenty ksiazki, ktorej tytul wspomniany
      jest w tekscie. Bedzie tam m.in. omowienie wynikow porownania
      metod edukacji na bazie wiwisekcji i tej humanitarnej. Wiele
      badan wskazuje, ze te drugie sa co najmniej tak samo efektywne.
      Nie sa to badania bez "uzycia" zwierzat, o czym kazdy, kto
      wejdzie na strony InterNICHE sie przekona. Mozna przeciez
      wykorzystywac ciala zwierzat zmarlych smiercia naturalna badz
      uspionych w zwiazku z nieuleczalna choroba. Mozna tez asystowac
      przy operacjach i zabiegach weterynaryjnych. W kazdym takim
      przypadku nadrzedna jest jednak etyka, ktora nie zezwala (wedle
      standardow I'NICHE) np. na wykorzystywanie cial pochodzacych z
      rzezni itd. Podczas prelekcji padlo pytanie, czy bez szkody dla
      jakosci nauczania mozna *calkowicie* wyeliminowac nieetyczne
      wykorzystywanie zwierzat - padla odpowiedz TAK. I nie byla to
      odpowiedz aktywisty ruchu praw zwierzat, a specjalisty, ktory
      kilka dni wczesniej w Konstancinie bral udzial w konferencji (dla
      profesjonalistow) organizowanej przez ECVAM (
      www.ecvam.org). Grubo ponad polowe uczelni amerykanskich, moze
      nawet 3/4, w ogole nie korzysta z metod wiwisekcyjnych w procesie
      nauczania, warto o tym pamietac.

      Oprocz ksiazki, ktorej kilkaset sztuk mamy nadzieje umiescic w
      polskich bibliotekach, bedziemy dystrybuowac polska wersje filmu
      video (prezentowanego na wykladzie), mowiacego o metodach
      alternatywnych. Kluczowa rzecza jest dostep do konkretnych
      produktow alternatywnych i tu uwaga: I'NICHE bedzie umozliwiac
      DARMOWE wypozyczanie wielu takich produktow. Bedzie tym samym
      wspierac tych wszystkich studentow, ktorzy nie chca wykonywac
      niepotrzebnych sekcji. Wszystkich takich studentow prosimy o
      kontakt ze stowarzyszeniem, postaramy sie pomoc. Namiary na nas
      sa na naszych stronach, tam rowniez jest krotki opis idei i
      programu InterNICHE.

      pozdrawiam,
      darek gzyra
      empatia.pl
    • Gość: shanti Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: 80.48.118.* 28.10.03, 13:43
      jesli to takie potrzebne i wedlug niektorych do zniesienia dla
      twardzieli to moze zglosza sie jacys ochotnicy do eksperymentow?
      przysluzą sie oni w ten sposob caaaaalej ludzkosci.
      • Gość: bibi Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.10.03, 14:08
        jestem na weterynarii i wiem jak to wyglada.bez sensu.rozxmumiej ze chiriurgia
        itd,ze to jest potrzebne,zeby miec wprawe,ale to mozna robic na martwych
        zwierzetach,wczesniej uspionych z innych wzgledow,np. przywozonych ze
        schronisk.To z krolikiem o czym mowa w tym artykule to przyklad bezmyslnego
        wykorzystywania zwierzat.Moze jestem jakas inna,ale ja nie musze mierzyc
        temperatury ucha zeby uwerzyc,wystarczy ze sie tego dowiem z ksiazki!!!po co
        meczyc zwierzeta??I nie dziwi mnie ze takich potem mamy lekarzy-obojetnycbn na
        cierpienie!A przeciez lekarz weteryanrii ma pomagac zwierzetom!!!A uczelnie
        ucza obojetnosci,ze zwierze to rzecz..no bo anprawde wikesosc zdecydowana
        doswiadczen nie ma zadnego celu,to poznawanie juz od dawna znanych prawd,to ze
        to zobacze niczego nie zmieni,wierze na slowo temu kto ksiazke pisal lub slowom
        profesora.To uczy tylko obojetnosci na krzywdy inych stworzen.
        • wadera2 Re: Lekcja dręczenia zwierząt 28.10.03, 16:18
          Problem eksperymentów na zwierzętach jest trudny. Nie chcę się wypowiadać nt.
          eksperymentów medycznych mających na celu np. wynalezienie leku na jakąś
          straszną chorobę, bo ja co prawda nie chciałabym się leczyć czymś takim, ale
          gdyby moje dziecko miało umrzeć bez niego...Wolę nawet nie myśleć, nie jestem w
          stanie odpowiedziec. Dlatego zostawiam ten temat.
          Natomiast uczenie przyszłych weterynarzy w taki sposób uważam za całkowite
          nieporozumienie. Wszystkiego można nauczyć się z książek,filmów, wykładów takie
          jest moje zdanie. Kiepskiemu doktorowi nie pomoże choćby pociął setki żab i
          królików, a dobremu wystarczy nauka i serce do tej pracy. Wydaje mi się nawet,
          że miłość do zwierząt i wrażliwość kłócą się z udziałem w takich zajeciach, a
          jeżeli tak, to ilu wspaniałych weterynarzy tracimy.Zapewne część odchodzi ze
          studiów, a część zostaje, ale ich wrażliwość zostaje przytępiona. W rezulatacie
          mam już jasnośc skąd wzieli się ci niektórzy panowie weterynarze, z którymi
          miałam wątpliwą przyjemność się spotkać (nie mówię o wszystkich).
          Moja córka marzy o studiowaniu weterynarii. Mam nadzieję, że zanim dorośnie
          wiele się zmieni...
    • Gość: Łukasz Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 16:22
      ja tez jestem studentem weterynarii i wlasnie mi zlikwodowali
      zjecia przktyczne z patofizjologii, to jest jakas paranoja, ze
      krolik mial ucho nacierane i chwilowo zatrzymane krazenie,
      wielkie rzeczy, jak czlowiek siedzi tez mu sie zwalnia krazenie
      w konczynach [potem mrowki chodza:)))], nie przesadzajmy, nie
      wiem czy inni, ale ja nie chcialbym miec operacje
      przeprowadzana przez lekarza ktory ma wsapniala wiedze
      teoretyczna, i korzystal z jakichs programow komputerowych, czy
      tam uczyl na fantomach, niekiedy zeczywiscie te zwierzatka
      cierpia, ale nie jest to robione zeby pastwic sie nad nimi,
      tylko zeby innym bylo lepiej, mysle ze niektorzy bardzo
      wyolbrzymiaja ta wszytstko, takie jest moje zdanie!!!
      • Gość: Franciszek Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ae.krakow.pl 13.11.03, 09:25
        To poświęć się stary, żeby innym było lepiej , pocierpisz, ale znowu nie aż
        \tak bardzo, nie bardziej niż zwierzątka. Teżjesteś ssakiem, lepszym od nich,
        na pewno nie!!!!
    • Gość: Gutek Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 16:41
      Ja tez jestem na wecie i wiem ze gro ludzi ktorzy tu studiuja
      czy ucza kochaja zwiezreta i so poto by im pomagac wiec nikt tu
      nie katuje zwierzat jesli nie jest to konieczne.
    • Gość: WETERYNARZ Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 16:52
      Kretyni kontra kretyni. Tak powinien sie nazywac ten artykul a
      nie lekcja dreczenia zwierzat. Nie rozumiem jak mozecie sie
      wypowiadac na ten temat jesli nie macie zadnych podstaw do
      zabrania glosu. Nawet nie wiecie w jak dobrych warunkach sa
      przetrzymywane te zwierzeta. Zapewniam was ze nie jeden
      chcialby byc na miejcsu tego "biednego krolika". Pani redaktor
      wysmarowala piekny artykul szkoda tylko ze przekoloryzowany.
      Powinna raczej zostac malarzem pokojowym a nie dziennikarka.
      Dzieki jej pracy zostaly odwolane moje zajecia praktyczne ktore
      naprawde byly podstawa tych studiow. Doswiadczenie ktore
      przeprowadzono na kroliku napewno kazdy z nas mial okazje
      zaobserwowac u siebie kiedy np zdretwiej mu noga. I co?? Takie
      straszne bylo?? Przezyliscie jakies niewyobrazalne
      cierpienia?? To jest skandal zeby student weterynarii np na
      chirurgii uczyl sie sie szyc na bawelnianych szmatkach a nie
      zywych zwierzetach. Jednym slowem SKANDAL!!!
      • Gość: mika Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.10.03, 17:25
        ja mysle,ze ten krolik o ktorym tu mowicie wolalby zeby dano mu spokoj.nie
        sadze,zeby z tego doswiadczenia student pozyskal jakas wspaniala wiedze ktorej
        w zadnej ksiazce nie wyczyta ani nigdzie nie zobaczy.
    • Gość: XXX Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 17:29
      Po twojej wypowiedzi wnioskuje ze nie bardzo jestes rozgarnieta
      osoba. Najprawdopodoniej masz gora kilkanascie lat i dalej
      zyjesz w swiecie bajek (pewnie myszki miki). Jedyne z czym moge
      sie tutaj zgodzic to to ze zwierzeta nie zaprzeczalnie czuja
      bol. Tylko ze zwierzeta doswiadczalne nie sa zwietzetami z
      ulicy a ze specjalnie przeznaczonych na ten cel hodowli. Cale
      zycie spedzaja w sterylnych warunkach i zyja naprawde w
      komforcie. Inaczej bys mowila gdyby ktos z rodziny zachorowal
      na ciezka chorobe ale nie mozna byloby mu podac doswiadczalnego
      lekasrstwa tylko dlatego ze wczesniej nie bylo przetestowane
      klinicznie na zwierzetach. A wiec nie opowiadaj mi tutaj bajek.
      Pamietaj ze zwierzeta doswiadczalne to glownie myszy i szczury.
      A w poswiecaniu ich dla dobra ludzkosci nie ma nic zlego.
      • Gość: anonimowy Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.03, 17:54
        To może dla dobra ludzkości niech poświęcają się ludzie... TAK, poświęcić
        jednego człowieka, by móc uratować wielu...
        Wiecie? Cały czas przekonuję się, że człowiek jest strasznym egoistom, jakich
        mało... Swojego wygodnego tyłka ani rusz, ale inne stworzenia to można ranić,
        uśmiercać, wykorzystywać, doprowadzać je do potwornego bólu, cierpienia,
        strachu... to nie JA cierpię, ani nikt mnie nie dręczy, ale inne zwierzęta to
        ja mogę dręczyć... w chorym mózgu jestem przecież PANEM całego świata...

        Człowieka jest mi naprawdę cięszko nazwać nawet zwierzęciem, bo żadne zwierze
        nie byłoby zdolne do takiego okrucieństwa... żeby nie obrazić zwirząt, powiem,
        że człowiek to największa BESTIA bez serca i sumienia...

        Tylko tyle powiem...
        • Gość: XXX Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 18:02
          Skoro tak,to moze polozysz sie jutro u mnie na zajeciach???
          • Gość: anonimowy Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.03, 18:54
            Wiesz, nie będę już wdawała się w głupie dyskusje... ja ukazałam tylko tok
            myślenia niektórych. Według takich przekonań, by poświęcić jedno zwierze by
            ratować inne (zdaje się, że padło tu takie twierdzenie) to dla dobra ludzkiej
            medycyny dlaczego by nie zrobić też tak samo?
            Nawet z Twojego pytania wynika, jakim człowiek jest egoistom... nawet dla
            ratowania własnego tyłka potrafi maltretować inne zwierzęta, a dlaczego? Bo
            nie chciałby, żeby jego raniono i wykorzystywano, dlatego dręczy niczemu
            niewinne, bezbronne zwierzęta! Nie myśli o tym, że one też żyją, chcą żyć i
            czują tak jak on sam... Tak naprawdę to nauka powinna nauczać szacunku do
            wszelkiego życia... obojętnie czy to człowiek, czy zwierzę!
            Wiwisekcja w dzisiejszym świecie jest zbędna i tyle! Co do Twojego pytania, to
            powiem tylko tyle, że chciałam kiedyś zgłosić się na ochotnika, żeby uratować
            jakiegoś zwierzaka, ale przecież to nie o to chodzi... przecież taka decyzja i
            tak nie zlikwiduje dręczenia zwierząt. Trzeba głośno o tym mówić i nie godzić
            się z takim traktowaniem zwierząt. Trzeba o nie walczyć i mówić za nie!
            ZWIERZĘ PRZECIEŻ NIE JEST PRZEDMIOTEM, RZECZĄ tylko ŻYWYM CZUJĄCYM
            STWORZENIEM! I tylko takie działania mogą coś z działać!
            Mam nadzieję, że teraz mnie zrozumiano.

        • Gość: Łukasz Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ar.wroc.pl 28.10.03, 18:59
          oki, male pytanie jadles kiedsys mieso??? wiec tez taki swiety
          nie jestes, tak swiat jest stworzony ze my jestesmy najwyzej na
          drabinie ewolucyjnej
          • Gość: anonimowy Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.03, 19:19
            Całe szęście zmądrzałam już dawno i nie jem mięsa od wielu lat. Postanowiłam
            zostać wegetarianką jeszcze jak byłam niepełnoletnia, czyli w sumie
            dzieciakiem!
            W ogóle sporzeciwiam się wszelkiemu zabijaniu, wykorzystywaniu i maltretowaniu
            zwierząt. Uważam, że one mają takie samo prawo do szczęśliwego życia jak my!

            • astrit Re: Lekcja dręczenia zwierząt 31.10.03, 16:02
              Hmmmm, to piękne... A - jeśli można zapytać - z czego zrobione są buty, które
              nosisz? Pasek do spodni? Portfel? Czy przypadkiem nie zdarzyło ci się nabyć
              czegoś wykonanego z jedwabiu? A jak tam z segregacją śmieci, zużyciem energii,
              wody, odpadami z tworzyw? A jak z lekami? Nie używasz żadnych? Jak wszystko to
              wszystko. Najbardziej wkurzają mnie tacy ludzie, co to niby strasznie święci
              są, a tak na prawdę to nie świetość tylko bezmyślność. I obnoszą się ze swoją "
              lepszością". Sorry, ciężki dzień.
              • Gość: anonimowy Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.03, 19:29
                astrit napisała:

                > Hmmmm, to piękne... A - jeśli można zapytać - z czego zrobione są buty,
                które
                > nosisz? Pasek do spodni? Portfel?

                Może Cię zdziwię, ale nie noszę w ogóle skór ani futer! Zanim kupię coś, co
                może być (ale nie musi) wykonane ze skóry (nawet najmniejszą rzecz) bardzo
                starannie sprawdzam, a jeżeli nie jestem pewna z jakiego to tworzywa to
                poprostu nie kupuję i tyle... Nawet etykietki na spodniach nie mogą być ze
                skóry!

                Czy przypadkiem nie zdarzyło ci się nabyć
                > czegoś wykonanego z jedwabiu?

                Hmmm, jeśli chodzi o jedwab, to powiem tylko tyle, że nie jestem weganką tylko
                wegetarianką (nie jem wszelkiego mięsa, dokładnie sprawdzam każdy produkt czy
                nie ma w swoim składzie np. jakiegoś tłuszczu pochodzącego od zabitych
                zwierząt itp...), więc jem np. nabiał, jajka (ale oczywiście muszę być pewna,
                że pochodzą z naturalnych hodowli), miód itp... przyznam się, że do jedwabiu
                ja osobiście nie mam jakiś specjalnych zastrzeżeń, przynajmniej na dzień
                dzisiejszy... ale kto wie? Myślałam i nadal myślę o całkowitym wyeliminowaniu
                produktów pochodzących w ogóle od zwierząt ( m.in. tych co wymieniłam już
                wcześniej).

                A jak tam z segregacją śmieci, zużyciem energii,
                > wody, odpadami z tworzyw?

                Jestem jak najbardziej za ochroną środowiska naturalnego i staram się
                ograniczać jak tylko mogę, ale w naszym cywilizowanym świecie nie jest to
                całkiem możliwe...
                Najważniejsze jest by móc zrezygnować z tego co możemy i ograniczać
                okrucieństwo, na tyle ile jest to możliwe... ale zdaje mi się, że ktoś już o
                tym pisał wcześniej, więc nie chciałabym się powtarzać.

                A jak z lekami? Nie używasz żadnych? Jak wszystko to
                > wszystko.

                Staram się nie używać i nie używam żadnych produktów testowanych na
                bezbronnych zwierzętach i zawierających surowce pochodzące od zabitych
                zwierząt... stosuję tylko Cruelty Free. Dotyczy to zrówno kosmetyków, jak i
                leków oraz innych produków... Staram się leczyć domowymi sposobami oraz lekami
                homeopatycznymi (ale i tu trzeba być ostrożnym, bo czasami używa się surowców
                zwierzęcych).
                Nie wiem, czy gdybym musiała ratować swoje życie, czy wzięłabym normalny
                lek... poprostu nie wiem... nawet jeżeli wzięłabym to czułabym się potwornie i
                miałabym wyrzuty sumienia do końca życia... a i tak bym była za tym, że
                wiwisekcja jest całkowicie zbędna i niepotrzebna i nadal walczyłabym tak
                mocno, by zaprzestano maltretowania i zabijania bezbronnych zwierzaków... W
                dzisiejszym świecie jest to poprostu NIEPOTRZEBNE... nie żyjemy już w
                średniowieczu. Czas najwyższy abyśmy zaczęli używać naszego rozumu, a nie iść
                na łatwiznę... powinniśmy dążyć do tego by nie cierpiał zarówno człowiek jak i
                zwierzę... jest to całkowicie zbędne BARBARZYŃSTWO!!!

                Najbardziej wkurzają mnie tacy ludzie, co to niby strasznie święci
                > są, a tak na prawdę to nie świetość tylko bezmyślność. I obnoszą się ze
                swoją "
                >
                > lepszością". Sorry, ciężki dzień.

                Ja nie napisałam, że jestem święta i nie wiem skąd taki wniosek? Tak naprawdę
                to nikt nie jest święty w 100%. Staram się jak mogę nie uczestniczyć w tym
                okrucieństwie... Nikt dla mnie nie będzie zabijał ani maltretował bezbronnych
                zwierząt!

                Oprócz tego wszystkiego walczę o prawa wszystkich zwierzaków oraz staram się
                pomagać bezdomnym zwierzętom. Każdy z nas może coś pożytecznego zrobić, a co,
                to już zależy od niego samego...
                Teraz wybaczcie, ale kogoś, kto maltretuje lub potrafi zabić zwierzę, albo
                popiera coś takiego nie uważam ani za człowieka ani zwierzaka... Trzeba być
                bez serca i sumienia... Nawet zwierzę nie byłoby w stanie do takiego
                okrucieństwa!

                Na tym kończę i pozdrawiam,
                • vegge Re: Lekcja dręczenia zwierząt 01.11.03, 09:09
                  co do testow lekow. niestety takie testy na zwierzetach nie zawsze sa
                  wiarygodne. takim slynnym przykladem byl lek dla kobiet w ciazy (chyba przeciw
                  cukrzycy, nie pamietam, czytalam o tym pare lat temu), ktory pozniej zostal
                  uzyty min. w wlk. brytanii i szwecji i okazalo sie ze uszkadza plody i powoduje
                  poronienia mimo, ze w testach na zwierzetach wypadl bardzo dobrze. niestety
                  organizm myszy, szczura czy nawet malpy czesto okazuje sie nie byc idealym
                  modelem.
                  a co do kosmetykow. najlepszym argumentem za tym, ze te testy sa nie potrzebne
                  jest fakt, ze UE chce ich zakazac (bodajze do 2005).
                  • Gość: anonimowy Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.03, 14:50
                    Vegge: Zgadzam się z Tobą w 100% i przykład, który Ty podałaś nie jest
                    jedyny... takich przykładów jest naprawdę bardzo wiele.

                    Uważam, że nie dość, że eksperymenty na zwierzętach to barbarzyństwo i całkiem
                    niepotrzebne okrucieństwo to i nie gwarantujące życia i zdrowia ludziom.
                    Zwierzęta różnią się i reagują inaczej niż człowiek, a nawet i między sobą!

                    WIWISEKCJA, WSZELKIE EKSPERYMENTY I DOŚWIADCZENIA NA ZWIERZĘTACH POWINNY BYĆ
                    JUŻ DAWNO ZABRONIONE!!!!!!!

                    Pozdrawiam.

                • astrit Re: Lekcja dręczenia zwierząt 13.11.03, 10:40
                  Gość portalu: anonimowy napisał(a):
                  > Czy przypadkiem nie zdarzyło ci się nabyć
                  > > czegoś wykonanego z jedwabiu?
                  >
                  > Hmmm, jeśli chodzi o jedwab, to powiem tylko tyle, że nie jestem weganką
                  tylko
                  > wegetarianką (nie jem wszelkiego mięsa, dokładnie sprawdzam każdy produkt czy
                  > nie ma w swoim składzie np. jakiegoś tłuszczu pochodzącego od zabitych
                  > zwierząt itp...), więc jem np. nabiał, jajka (ale oczywiście muszę być pewna,
                  > że pochodzą z naturalnych hodowli), miód itp... przyznam się, że do jedwabiu
                  > ja osobiście nie mam jakiś specjalnych zastrzeżeń, przynajmniej na dzień
                  > dzisiejszy... ale kto wie? Myślałam i nadal myślę o całkowitym wyeliminowaniu
                  > produktów pochodzących w ogóle od zwierząt


                  Aby uzyskać nić jedwabną trzeba ZABIĆ larwy jedwabnika zanim opuszczą kokon.
                  Robi sie to w ten sposób, że kokony z żywymi larwami zanurzane są we wrzątku.
                  Ofiary liczy się tu w setkach tysięcy albo wiecej... Nikt nie użala sie nad
                  strasznym losem jedwabników - czemu..?
              • Gość: wiki Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.11.03, 01:18
                ja np.jestem weganka,ale mmniejsza o to.Smiezszy mnie takie gadanie-jestes
                przeciwko np.doswiadczeniom,a jesz mieso itp.nie kazdy musi byc od razu idealny!
                dobrze,ze chociaz troche zrobi dla zwierzat,to zawsze lepsze niz nic.i nie ma
                co w tym doszukiwac sie sprzecznosci tylko zauwazac chociaz te male kroczki
                naprzod ...czy to,ze nei mozna calkowicie wyeliminowac cieropinia znaczy,ze nie
                powinnismy w ogole probowac chociaz troszeczke?
      • Gość: Dorota Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: 194.181.60.* 28.10.03, 18:05
        A ja myślałam, że weterynarze uczą się pomagać zwierzętom a nie je
        uśmiercać..... To potworne. Ja nie chciałabym, być ratowana cierpieniem
        zwierząt, nawet szczurów i nawet ze specjalnych, sterylnych hodowli, brrrrr
        Zresztą wiem, że cierpią w tych koszmarnych zwierzętarniach i psy i koty i
        nawet małpki
        www.shac.net/resouces/photogallery/webalbum/pages/monkey01.htm
        • Gość: krzyk Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.10.03, 22:25
          ALE TO BEZ SENSU CO WYPISUJECIE NP.WRAZLIWA POWINNA ZMIENIC KIERUNEK,HEHE.O IM
          MOWICIE BO JA NIEWIEM,O TEJ PANIENCE CO SIE WYPOWIADA,?ONA M OWI,ZE TO TORTURY?
          ONA MOWI JAK JEST,HEHE.TO DZIENNIKARZ NADAJE WYDZWIEK ARTYKULOWI,A WIADOMO JAKI
          MA BYC WYDZWIEK,ZEBYBYLA SENSACJA I TYLE.TAKA PNIENKE WRAZLIWA TO Z RESZTA
          KAZDY WYMYSLIC SOBIE MOZE.I OD RAZU BEDZIE NA WROCLAWSKA ROLNICZA.A TAM SIE
          PEWNIE NIC STRASZNEGO NIE DZIEJE W POROWNANIU Z TYYM CO SIE DZIEJE W
          LABORATORUACH KOSMETYCZNYCH BO DZIEWUSZKI CHCA NOWEGO KREMU CZY SZMINECZKI.W
          OGOLE WYDAJE MI SIE ZE WSZYSCY ZA BARDZO WIERZYCIE MEDIOM,WIADOMO ZE WSZYSTKO
          WYOLBRZYMIAJA,ZEBY BYL SZUM WOKOL TEGO,HEHE.
          • Gość: pkpkpk Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.03, 23:04
            Skoro tak, to dlaczego się nie poświęcisz Ty do tych doświadczeń skoro to nic
            takiego...?
            • Gość: qwert Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.10.03, 12:12
              wiem,ze np.kremy testuje sie czesto na ochotnikach,zawsze to cos.lae niestety
              nadal nie wyglado to wszystko dobrze:(chetnie ym sie zglosila jako taka
              ochotniczka,musze o tym pomyslec,widzialam jakis artykul o tym w jakiejs
              babskiej gazecie.fajnie byloby pomoc.
              • macpor Re: Lekcja dręczenia zwierząt 30.10.03, 05:03
                Jestem chemikiem. Przez pewien czas pracowałem na uczelni ucząc przyszłych
                chemików. Jestem ciekaw czy zdajecie sobie sprawę ile trucizn się produkuje w
                czasie 5 lat nauki na studiach jednego studenta? Nie wszystkie niestety
                trafiają do pojemników na utylizację - nie zawsze się to da i nie zawsze się
                studenta upilnuje żeby nie wylał do zlewu. Zresztą program zbierania wszystkich
                toksycznych ścieków nie jest znowu taki stary. Właściwie dziwie się, że jeszcze
                żaden dziennikarz nie napisał alarmistycznego artykułu pod hasłem ONI NAS
                TRUJĄ!!! Można by było powiedzieć, że większość - baa może nawet wszystkie
                reakcje przeprowadzane do momentu zaczęcia pracy badawczej związanej z pracą
                magisterską można by było sfilmować lub pokazywać w postaci symulacji
                komputerowych. Takich programów, filmów jest zresztą sporo. Ale jednak uważam,
                że nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu - żaden film, żaden pokaz czy opis w
                książce. W czasie własnej pracy chłoniemy informacje wszystkimi zmysłami -
                część z nich przyjmujemy nawet podświadomie - mamy potem wiedze o której nawet
                nie wiemy, że ją posiadamy. Kolega kiedyś zastopował studenta któremu na skutek
                pomyłki wydano toluen zamiast benzenu do reakcji nitrowania - wyszedł by
                śliczny TNT. Powiedział, że zauważył kątem oka, że w kolbie reakcyjnej coś się
                dzieje nie tak. Wyobraźcie sobie teraz to samo na skalę przemysłową. Wyobraźcie
                sobie niedouczonego chemika pozbawionego przez "nowoczesny przyjazny dla
                środowiska" system edukacji tej całej podświadomej wiedzy. Buuuum i pół miasta
                nie ma.
                Dla tego jednak wole żeby studenci zatruwali środowisko - to mniejsze zło
                chroni nas przed większym.
                Dlatego też wolę żeby studenci medycyny pokrajali parę zwierząt zanim zabiorą
                się z nożem do mnie, czy do kogoś mi bliskiego. Wole żeby student weterynarii
                uczył się na innym zwierzaku, a nie na moim jako weterynarz. (Tak jestem
                cynikiem mój pies jest dla mnie znacznie bliższy niż obcy).

                Jedynie o czym myśle to czy potrzebne jest nam aż tyle, w tym sporo raczej
                kiepskich, uczelni na których zatruwa się środowisko czy morduje zwierzaki
                produkując potem bezrobotnych chemików, weterynarzy, lekarzy. Jeżeli miałbym
                ograniczać trucie czy mordowanie to tylko przez ograniczenie dostępności.
                Najpierw obniża się poziom egzaminów a potem wyrzuca się w toku studiów 80%
                studentów. Czy też pozwala się na istnienie uczelni, które produkują partaczy.
                Strach iść teraz do lekarza czy z zwierzajkiem do weterynarza.
                • l2m Macporze... 30.10.03, 16:21
                  ...Chętnie się zgadzam z Tobą. Dodam jeszcze od siebie.
                  Pracuję ze zwierzętami jako obiektem doświadczalnym. Mało tego, uważam, że taką
                  pracę mogą wykonywać tylko i wyłącznie ludzie, które zwierzęta kochają. Bo
                  wtedy jest gwarancja, że będą powzięte wszystkie środki celem minimalizacji
                  cierpień zwierząt, co też uważam za jaknajbardziej słuszne.
                  A z tym treningiem na fantomach... To jest dobre jako pierwszy stopień nauki. I
                  dobrze, że jest to możliwe, bo pozwala zmniejszyć ilość zwierząt, zabijanych w
                  celach dydaktycznych, do minimum. Ale jako następny stopień nauki, niestety,
                  zabiegi na żywych zwierzętach są niezbędne. To powie każdy, kto ma w tym
                  przedmiocie jakie takie doświadczenie. Szanowni studenci III roku weterynarii,
                  którzy tu obstają za zniesieniem takich zajęć, o tym jeszcze się przekonają.
                  A, jeszcze. Ponieważ sama w tym pracuję, to wiem, że warunki utrzymywania
                  zwierząt w laboratoriach wcale nie są złe, jak to niektórzy młodzi gniewni ;-)
                  tu sugerują. Nasze myszy i szczury mają wygodne, wyścielane klatki,
                  systematycznie czyszczone i myte; zdrowe, normalne jedzenie (sucha karma dla
                  gryzoni, parzone i suche ziarno, twaróg, olej, marchewka, buraki, dynie,
                  ziemniaki, chleb z mlekiem, skorupki po jajkach, zieleń; podaje się im
                  systematycznie witaminy), czystą wodę do picia. Zwierzętom, aktualnie
                  wykorzystywanym w doświadczeniach, przynosimy dodatkowo różne łakocie.
                  Operujemy tylko pod narkozą. Wszystkie zastrzyki robimy maksymalnie
                  bezboleśnie. Jeśli musimy uśmiercić zwierzę, robimy to szybko, by umarło od
                  razu (owo "skręcenie karku", którym straszyła autorka artykulu, powoduje
                  natychmiastowe ustanie funkcji serca i oddychania; no i wygląda to nieco
                  inaczej, niż ona sugeruje) lub usypiamy je. Na uniwerku są psy; one są
                  wyprowadzane na spacer codziennie. Kiedyś mieliśmy w vivarium małpy. Te w ogóle
                  były wprost rozpieszczane przez pracowników.

                  Nie mogę odmówić sobie drobnej złościwostki pod adresem niektórych wojujących
                  wegetarian ;-) (w żadnym przypadku nie wegetarian w ogóle). No dobrze, mięsa
                  nie jecie. W porządku. A czy myśleliście kiedy o tym, ile zwierząt (zwłaszcza
                  gryzoni, no i różnych owadów) zabija się w trakcie uprawy roślin, bo są
                  szkodnikami? Właściwie, jeśli dramatyzować w ten sposób, jak wiele z
                  wypowiadających się tutaj, to każdy kawałek chleba jest skropiony krwią
                  niewinnych zwierząt... No i medycyna. Każdy, powtarzam, absolutnie każdy
                  specyfik, zanim został dopuszczony do zastosowania, był przetestowany na
                  zwierzętach. Więc może powstrzymamy się jednak z rzucaniem oskarzeń z wysokości
                  swej moralnej doskonałości... ;-)
                  A ja, ze względu m.in. na powiedziane powyżej, mięso jadam. Mój kot też nie
                  jest jaroszem (a Wasze koty i psy, szanowni obrońcy zwierząt? ;-) )

                  Właściwie nie wiem, po co się tutaj wpisuję... Po prostu wywołam kolejną falę
                  obwinień w okrucienstwie, tym razem pod swoim adresem. Ale cóż tam... Proszę,
                  jak kto chce, to niech sobie ulży...
                  • Gość: maku Re: Macporze... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.10.03, 18:13
                    moze to nie do tego artykulu,a bardziej do refleksji z poprzedniego
                    postu.chciale, sie odniesc do wegetarianizmu-zgadza sie,nigdy nie ogeraniczymy
                    w pelni cierpienia zwierzat,musielibysmy nic nie jesc.ale naprawde mnijsza
                    szkoda dla zwierzat jest spozywanie produktow roslinnych niz zwierzecych.jestem
                    wegetarianinem i,obytym w tym temacie,wiec wiem jak wyglada cierpienie zwierzat
                    hodowanych dla czlowieka.to jest nic w porownaniu z owadami zabijanymi przy
                    produkcji roslinnej.prosze mi wierzyc.jednak wiecej niz rzejscie na roslinna
                    diete zrobic juz niemozna,ale to nie znaczy przeciez ze nie mozna chociaz
                    troche pomoc.a co do naszych miesozernych pupilkow to nie chcac zmieniac juz
                    tematu tego forum zapraszam na strony ,usenety wegetarianskie.pozdrawiam,
                    • vegge lekarze itp 30.10.03, 23:01
                      szkoda ze nie wypowiedzial sie zaden mlody lekarz w tym watku. poniewaz zgodnie
                      z moja wiedza (moja przyjaciolka skonczyla medycyne, jest teraz na stazu)
                      lekarze nie kroja zywych zwierzat, a swoje pierwsze operacje przeprowadzaja na
                      ludziach w sensie pacjentach :-))). jedyna ich praktyka to: prosektorium i
                      asystowanie. no i my w koncu oddajemy sie w ich rece z zaufaniem, chociaz oni
                      nie maja treningu na zywym organizmie (innym niz czlowiek). to ja przepraszam
                      bardzo, skoro lekarz nie ma takich praktyk to czemu sie burzymy, ze weterynarze
                      mogliby nie miec? co innego pomagac, a co innego trenowac dla samego treningu.
                      prawda jest taka, ze czasem i zrobienie 100 zastrzykow krolikowi/szczurowi/psu
                      nie pomoze. ja mialam kiedys do czynienia z wetem, ktory swietnie leczyl pieski
                      i kotki, ale nie umial zrobic zastrzyku papudze. i co? czy to oznacza, ze kazdy
                      student ma sie trenowac na kazdym gatunku zwierzecia? przeciez to nawet
                      ekonomicznie niewykonalne. niestety, okrutna prawda jest taka, ze po skonczeniu
                      weterynarii jeszcze dluga droga do bycia profesjonalista przed mlodym wetem....
                      • macpor Re: lekarze itp 31.10.03, 02:54
                        I2m - zgadzam się najpierw plansze, potem filmy, fatomy, martwe zwierzęta i na
                        końcu żywe. Tak żeby jak najbardziej oszczędzić cierpienia żywym.

                        Vegge to już wiem dlaczego nie mam zaufania do niektórych lekarzy ;). Niestey
                        nie rozmawiałem na ten temat z żadnym lekarzem ale pogadam. Ja bym raczej
                        odwrócił argumentację - to skandal że medyków wypuszcza się do trenowania na
                        ludziach zanim poćwiczą na innych organizmach.
                        Nie musisz też doprowadzać argumentacji do absurdu - nie mówiłem że każdy na
                        każdym gatunku. Odwrotnością tego jest inny absurd ani jeden na ani jednym. Po
                        co, jak i tak mogą się niczego nie nauczyć... - widzisz to też brzmi bez sensu.
                        A ztym wetem co umiał leczyć pieski i kotki to co to za dowód. Może brak obycia
                        spowodowałby że nawet tych zwierząt by nie umiał leczyć?
                        • vegge Re: lekarze itp 31.10.03, 15:42
                          >to skandal że medyków wypuszcza się do trenowania na
                          > ludziach zanim poćwiczą na innych organizmach.
                          jak narazie ten system sprawdza sie od jakis kilkudziesieciu lat :-). zauwaz,
                          ze taki mlody lekarz przez pare lat nie operuje nigdy samodzielnie (jako szef
                          zespolu) na tym polega caly trik :-D.
                          >Nie musisz też doprowadzać argumentacji do absurdu
                          nie doprowadzam, podalam przyklad z zycia wziety dla ciekwostki. znam tez
                          dziewczyne, ktora nie jest wetem, nigdy zadnego zwierzecia nie kroila ani nie
                          leczyla "profesjonalnie" natomiast jako specjalista od pierwszej pomcy dla
                          zwierzakow jest super - psy, koty, gady, ptaki, konie - wszytsko. dlaczego? bo
                          ona miala mnostwo zwierzat i nauczyla sie wiele przy nich robic, lacznie z
                          podawaniem lekow, robieniem zastrzykow i innych pomniejszych zabiegow. pozatym
                          ona miala bardzo dobre podejscie do zwierzakow i duzo checi niesienia im pomocy
                          (to pewnie znowu zly przyklad, hehehe)
                          >Może brak obycia spowodowałby że nawet tych zwierząt by nie umiał leczyć?
                          tu lezy sedno - obycie, czyli praktyka. nawet 10 lat studiujac, eksperymentujac
                          na czym sie da i ile sie da nie przerobi sie wszytskich przypadkow. tak samo
                          jest w przypadku lekarzy. zawsze jak wet czy lekarz nie wie co robic moze sie
                          skontaktowac z kims bardziej doswiadczonym, i tyle
                          pozdr. anka
            • Gość: kicia a karma dla zwierzat-testowanie jej IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.11.03, 01:32
              A czy zastanowiliscie sie nad karmami dla zwierzat? Jak straszne sa
              przeprowadzane testy na tych samych psach i kotach dla ktorych to jest
              produkowna, dla naszych pupili. Slynie z tego najbardziej IAMS-najciezsze
              doswiadczenia- a gdzie w Polsce sie nie popatrzy to reklama tej firmy,nawet na
              uczelniach weterynaryjnych-wstyd!
              Nie wspomne juz o kosmetykach i calej chemii gospodarczej-aby szampon nie
              szczypal w oczy. To sa najstraszniejsze testy i doswiadcznia poczytajcie
              www.peta.org
              W dobie komputerow jakiekolwiek testy i doswiadczenia na zwierzetach sa
              barbarzynstwem i wiadomo tez,ze wcale nie sa one wiarygodne. To co sprawdza sie
              na zwierzetach nie koniecznie na dobre wychodzi ludziom.
              • Gość: kicia Re: a karma dla zwierzat-testowanie jej IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.11.03, 01:38
                www.peta.org/feat/iams/iams-video.html
                • Gość: anonimowy Re: a karma dla zwierzat-testowanie jej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.03, 14:53
                  Kicia: Zgadzam się z Tobą całkowicie.

                  Pozdrawiam.
                  • Gość: wiki Re: a karma dla zwierzat-testowanie jej IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.11.03, 00:19
                    oj tak,znam sprawe niestety:(jedyne co mozna zrobic to karmic zwierzaki
                    mniej"ekskluzywnymi"karmami,ktorych nikt tak szczegolowo nie bada..a na pewno
                    tez sa w porzadku,na pewno tez mniej poprzerabiane i mniej w nich chemii.bo te
                    wsztstkie popularne pedigree itd.to pozal sie boze...
      • Gość: Franciszek Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ae.krakow.pl 13.11.03, 09:28
        A dlaczego nie ma nic złego? Zachęcam Cię , żebyś się poświęcił dla dobra
        ludzkości, w końcu lekrastwa lyudzkie powinny być testowane na ludziach!!!!
        • l2m Re: Lekcja dręczenia zwierząt 13.11.03, 12:08
          Gość portalu: Franciszek napisał(a):

          > ...w końcu lekrastwa lyudzkie powinny być testowane na ludziach!!!!

          Franciszku, czy Ty naprawdę myślisz, że na ludziach tego się nie testuje? No to
          opowiem Ci w bardzo ogólnym zarysie, jak się testuje nowe leki.

          Najpierw sprawdza się działanie leku w systemach in vitro - w tym na
          kultywowanych komórkach, ludzkich i zwierzęcych.
          Następnie prowadzi się badania in vivo, czyli na zwierzętach doświadczalnych:
          najpierw są szczury (lub myszy), potem już zależnie od charakteru leku -
          świnie, psy, małpy. To już są tak zwane badania przedkliniczne.
          Następny stopień tych badań już się różni w różnych krajach. W USA i niektórych
          innych państwach są dozwolone badania na zdrowych wolontariuszach. W innych
          krajach po zwierzęcych badaniach przechodzi się od razu do klinicznych
          wypróbowań - na ograniczonym kontyngencie ludzi chorych.
          I już dopiero po wypróbowaniu na ludziach daje się pozwolenie na włączenie tego
          leku do Farmakopei i szerokie stosowanie go.
          • Gość: Franciszek Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.ae.krakow.pl 13.11.03, 15:16
            Ależ dokładnie wiem, że testuje się na ludziach, moi znajomi nie mając za co
            żyć w Londynuie, nawet zgłosili sią na ochotników, ale po pierwsze leki
            testuje się na ludziach już w takiej fazie, że nie przysparzają ludziom
            cierpień , po drugie to jest ich wybór. A poza tym wspominasz tylko o
            testowaniu leków, a gzie doświadczenia dla studentów medycyny, nie powinni się
            uczyć na ludziach, skoro będą kroić ludzi. Przecież zwierzę trochę różni się od
            człowieka (moim zdaniem na korzyść i akurat nie mówię o fizjonomii), więc skoro
            mają mnie leczyć to chce, zeby uczyli sie na ludziach!!!
    • Gość: ewa j. Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.hstl5.put.poznan.pl 12.11.03, 20:49
      Coś strasznego! Jak ludzie moga tak bezmyślnie, zupełnie
      niepotrzebnie katować zwierzęta!Życzę panom profesorom podobnych
      cierpień jakich oni na codzień zadają bezbronnym zwierzętom.
      • Gość: kuka Re: Lekcja dręczenia zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 12:02
        Jestem wstrząśnięta, jak zwykle zresztą, kiedy ten temat powraca. I powiem
        tak: To jest podobnie jak z niejedzeniem mięsa z powodów etycznych: możesz nie
        jeść, ale nie odżegnuj od czci i wiary tych co jedzą. Rozmawiaj, pytaj,
        dyskutuj, dowiedz się dlaczego to robią itd... Osobiście nie obżeram się, ale
        nie jestem w tym względzie ortodoksyjna.
        Jeśli chodzi o doświadczenia to problem polega też na przesadzie. Jeśli tylko
        można to TRZEBA ich unikać. Ale są momenty kiedy niestety w ten właśnie sposób
        zwierzę okazuje się najlepszym przyjacielem człowieka. I to należy docenić i
        być wdzięcznym.
        Mówię to, bo sama czekam na wyniki badań w dziedzinie przeszczepów, a to się
        niestety wiąże z tematem. I niestety bardzo mi się spieszy. pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka