Dodaj do ulubionych

Do schroniska?

IP: *.tele2.pl 04.12.03, 22:29
Witajcie!
Czy ktoś z Was kiedyś oddał zwierzątko do schroniska?
Jakie macie odczucia w tym temacie?
Obserwuj wątek
    • Gość: Triss Merigold Re: Do schroniska? IP: *.acn.waw.pl 04.12.03, 22:55
      Tak - raz. Był to znaleziony pod blokiem duży kundelek, młody, którego nie
      zaakceptował nasz jamnik (starszy i schorowany). Pieska wkrótce ktoś
      przygarnął, wiemy, bo wówczas moja siostra pracowała w schronisku społecznie.
    • Gość: RT Re: Do schroniska? IP: 212.160.128.* 05.12.03, 14:01
      Nie oddawałam,i nigdy bym nie oddała.
      Jeżeli już musisz się pozbyć zwierzaka,
      to zrób mu tę ostatnią dobrą przysługę
      i poproś weterynarza o uśpienie.
      Oddanie zwierzaka do schroniska jest dla niego dużo gorsze
      od śmierci.
      Byłam wolontariuszką w schronisku.Wierz mi!!!.
      • Gość: hanka Re: Do schroniska? IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 05.12.03, 14:25
        Niestety muszę się tytaj zgodzić z Tobą mimo wielkiej miłości do zwierząt ....
        a może właśnie dlatego . Pozdrawiam
    • Gość: aga Re: Do schroniska? IP: *.g-net.pl 05.12.03, 14:54
      a nie lepiej porozglądać się wśród znajomych, nieznajomych może ktoś by
      przygarnął, dlaczego odrazu do schroniska?
    • Gość: zulka Re: Do schroniska? IP: *.zapora / 217.96.25.* 05.12.03, 15:07
      Kajka, raz w życiu oddałam do schroniska uratowanego od śmierci szceniaczka
      płci męskiej. Nie mogłam go zostawić w domu, gdyż miałam małe dziecko, psa i
      dwa koty. Mąż zawiózł go rano, wykąpanego, ślicznego i jak pojechał po
      południu, to już był zabrany. Ale powtarzam, to był szczeniaczek i w dodatku
      piesek. Swojego zwierzaczka bym nigdy ale to nigdy nie oddała, nie tylko
      dlatego, że wszystkie je mam ze schroniska. Od kilku lat, gdy znajduję jakieś
      porzucone stworzonko, to zabieram do domu, daję ogłoszenie do gazety i
      zgłaszają się do mnie ludzie, którym po utwierdzeniu się, ze to nie chwilowa
      fanaberia - oddaję. Może Ty też tak zrób - schronisko to ostateczność, jeśli
      nie wierzysz - pojedź tam.....
    • default Re: Do schroniska? 05.12.03, 15:10
      Jak do tej pory udało mi się tego uniknąć. Zawsze znajdowało się inne
      rozwiązanie - albo się psinę komuś wcisnęło, albo zostawała u nas. Raz
      znalezionego w lesie wycieńczonego psa uśpiliśmy - był stary i chory na raka.
      Nie będę się jednak zarzekać, że nigdy tego nie zrobię - może się zdarzyć
      sytuacja, że ani nie będę mogła psa zatrzymać, ani nie znajdę dla niego domu. W
      przypadku w miarę zdrowego, młodego i ładnego psa lepiej go chyba oddać do
      schroniska, gdzie ma szansę na adopcję niż od razu usypiać?
      • default Re: Do schroniska? 05.12.03, 15:13
        Aha, jeszcze dodam, że jeśli autorka wątku ma na myśli oddania do schroniska
        WŁASNEGO psa czy kota, to takie coś absolutnie nie mieści mi się w głowie,
        biorę pod uwagę tylko sytuacje kiedy znajdujemy lub przybłąka się do nas jakieś
        zwierzątko.
      • Gość: Triss Merigold Re: Do schroniska? IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 15:15
        Właśnie byłam, a raczej moi rodzice byli w takiej sytuacji. Znajomi mieli psy
        lub koty; piesek pobył u nas parę dni, został wykąpany i zaprowadzony do
        weterynarza. U nas nie mógł zostać ze względu na jamnika
        nieakceptującego "nowego", jamnik był juz starszy i nie było sensu
        przyzwyczajać zwierząt na siłę. Ten piesek był młody, ładny i szybko został
        adoptowany. Nikt nie miał serca go uśpić i dobrze bo znalazł nowych właścicieli.
    • Gość: Kaja Re: Do schroniska? IP: *.tele2.pl 05.12.03, 16:04
      Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi...
      Jestem Wiktorią z wątku "Kotka szuka domku!!!"...
      Pragnę znależć dla niej domek, ale niestety nie udaje się:-(
      I nie wiem co mam robić...
      Ręcę mi opadają i bardzo męczy mnie cała ta sytuacja. Dlatego jestem tutaj
      mając nadzieję, że znajdę tu jakies rozwiązanie...
      • Gość: Maryla Re: Do schroniska? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 16:50
        Koleżanka znalazła kotka, którego zabrała do domu. Był zdrowy. Jej rodzice nie
        chcieli się zgodzić na drugiego kota. Po jednej nocy spędzonej w domu kotek
        trafił do schoroniska. Miał 6 miesięcy. Po dwóch dniach rodzice zgodzili się.
        Na trzeci dzień kotek został zabrany ze schroniska z powrotem do domu. Po
        dwóch tygodniach - nie żył. Podczas tych trzech dni spędzonych w schronisku
        złapał wirusową kocią chorobę - panleukopenię, trudną do wyleczenia. Umarł po
        wielkich cierpieniach, pomimo opieki weterynaryjnej.

        Nie oddawaj, Wiktorio, kotki do schroniska.
        Istotnie, jeśli nie potrafisz pogodzić obecności w domu dziecka i kota,
        raczej pomóż kotu rozstać się z tym niesprawiedliwym ludzkim światem,
        głaszcząc go do ostatka i uspokajając. Chyba tyle możesz dla swojej kotki
        zrobić?
        A może jednak sprawdż, jak to będzie?
        Powodzenia.
        Napiszesz jeszcze?
      • fuerstathos Re: Do schroniska? 20.12.03, 20:14
        Powtórzę, to co napisali inni: NIE ODDAWAJ KOTA DO SCHRONISKA. To po prostu
        najgorsze, co można zrobić. Raz byłam w schronisku i przeżyłam szok. To co
        widzi się na Animal Planet to nie Polska niestety. Warunki w naszych
        schroniskach są straszne. Jak mówi mój kolega schronisko = śmierć. Nie
        przestawaj szukać domku dla kotki, na pewno się uda. Daj ogłoszenia w lokalnym
        dodatku wyborczej (są za darmo) oraz na koty.pl i miau.pl. No i pytaj znajomych
        i nieznajomych (pani z warzywniaka, lekarz itd.)Może się udać. Niedawno sama
        szukałam domku dla kotki, która przybłakała się w zaawansowanej ciąży, a nie
        mogłam jej z różnych powodów zabrać do domu. Postanowiłam naiwna zawieść ją do
        schroniska, bo nie chciałam aby kociaki urodziły sie zimą pod śmietnikiem.
        Pierwsze co w schronisku zrobiono, to sterylka aborcyjna. Po paru dniach udało
        mi sie znaleźć kogoś, kto ją chciał zabrać, więc pojechałam jak najszybciej do
        schroniska. To co tam zobaczyłam mnie przeraziło, nie będę opisywać. Kotka
        skulona w najciemniejszym kącie, zupełnie nie reagowała na jakiekolwiek bodźce.
        Na szczęście teraz ma domek w którym jest kochana i czuje się mam nadzieję
        dobrze.
        Wierzę, że ręce Ci opadają, bo wiem jak trudno jest znaleźć dom dla kota.
        Jednak na pewno się uda.
        Powodzenia
        Anka
    • Gość: ekam Tak, oddalam - i do dzis mam wyrzuty sumienia IP: 5.2.1R1D* / *.mtnk.rnc.net.cable.rogers.com 22.12.03, 02:30
      Mielismy od kilku zaledwie tygodni psiaka uratowanego ze schroniska,
      szczeniaka, ktory wymagal wiele pracy, cierpliwosci i wysilku i cala rodzina
      byla w fazie przystosowywania sie do zycia z nowym czlonkiem. Nagle ktoregos
      wieczoru Psiak zaczal przerazliwie szczekac i rwac sie do drzwi, otwieram - a
      tu na progu piekny malutki kocio w klatce, na klatce miseczki na strawe i wode,
      w klatce mieciutki kocyk i list w kopercie tlumaczacy wlascicieli, ze nie moga
      sie nim opiekowac, instrukcja co kotek jada, jakiego piasku uzywa i prosba o
      przygarniecie go. Niestety list byl anonimowy...
      W kazdych innych okolicznosciach pewnie znalezlibysmy jakies wyjscie
      (czasowe umieszcenie go u znajomych itp.) ale to nie byl "nasz dzien".
      Moj partner wchodzi do domu bardzo zmeczony a tu: pies szczeka jak szalony, ja
      trzymam biednego, przerazonego kotka wysoko nad glowa aby pies go nie pozarl
      razem z klatka, corka placze w nieboglosy ze zatrzymac kota, a ja rzucam mu to
      wszystko i zostawiam, bo musze natychmiast wyjechac, wolam w przelocie "wymysl
      cos, wracam za godzine". Po powrocie zastaje: partnera glodnego, zziebnietego
      i wscieklego na podworku - corka zamknela go i nie wpuscila do domu "za kare",
      ze zadzwonil do schroniska i wzieli kotka razem z listem i ekwipunkiem.
      Do dzisiaj zle nam (mnie i corce) z ta swiadomoscia zyc, tym bardziej, ze
      jak sie pozniej okazalo przyjechalo po kotka "animal control", czyli
      miejski "hycel", a nie schronisko w ktorym sie nie zabija. Tego juz moj
      partner nie wiedzial, myslal ze dzwonil do tego ostatniego. Gdy kilka dni
      pozniej udalismy sie tam, biedaka tam nie bylo i zadnych o nim informacji. Tak
      wiec w sasiedztwie stracilismy opinie milosnikow zwierzat, ale najgorsze ze
      kotek Szymon stracil pewnie zycie lub poszedl do laboratorium. Dzialo sie to
      wszystko 5 lat temu ale poczucie winy nie zmniejsza sie, a zwieksza z czasem.
      Teraz i my, i pies chyba dojrzelismy do adoptowania kota (kotow) ze
      schroniska, ale wiem, ze widok przerazonego, pomaranczowego kotka bedzie mnie
      przesladowal przez dugi czas....
      Kajka, zrob wszystko co w twojej mocy, aby nie oddawac zwierzaka do
      schroniska!

      P.S. Forumowicze jestescie wspaniali, nie obraze sie jak sie po mnie mocno
      przejedziecie!
    • weatherwax Re: Do schroniska? 22.12.03, 23:06
      Wiktorio!
      Byłam dzisiaj z moją kotką na zastrzyku u weta. Znajoma kotka szuka domu więc
      przy okazji spytałam, czy pani doktor nie zna kogoś, kto chciałby dać dom
      kotkowi.
      - A czemu tamci ludzie chcą go oddać? - pyta pani doktor.
      - Bo jedna z pań w tamtym domu jest w ciąży i uważa, że kot i małe dziecko pod
      jednym dachem się wykluczają. A co pani otym sądzi?
      - Tak, to taka choroba mózgu. Znam to. Niektórzy ludzie to mają. - Powiedziała
      pani weterynarz.

      No comments.
    • trufelka Re: Do schroniska? 22.12.03, 23:37
      absolutnie nie wyobrazam sobie oddac zwierzecia do schroniska. Przeciez to jak
      dziecko, jak juz pozyje ze mna z pare miesiecy, czlowiek sie przyzwyczaja,
      zwierze ma tozsamosc, charakter, jak mozna? Wogole cos takiego nie powinno byc
      rozwazane? Czy to samo robicie z dziecimi? Nie podobaja sie to do sierocinca??
      Nie, trzeba cale zycie tak zorganizowac, zeby zwierze nadal mialo swoje miejsce
      w rodzinie. Ja bym wolala umrzec niz zyc z poczuciem winy.
      • trufelka jaknie wierzycie ze zwierze cierpi w schronisku to 22.12.03, 23:43
        poczytajcie o makabrze na tym poscie:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=7271614&a=7325060
        gdy przeczytalam to to az mi sie niedobrze zrobilo (doslownie)
    • brytan Re: Do schroniska? 23.12.03, 10:11
      Ci ktorzy nie potrafia miec zwierzaka, niech nie maja. Dla takich debili sa
      zabawki sztuczne.
      • weatherwax Re: Do schroniska? 26.12.03, 14:16
        Zwierzę w domu oznacza odpowiedzialność i obowiązki. I to należy sobie
        uświadomić ZANIM weżmiemy je do siebie, ZANIM ono sie przyzwyczai, ZANIM nas
        pokocha (co nastapi na 100%) i ZANIM będziemy mogli zrobic mu krzywde. Bo
        krzywdą jest pozbawianie go domu, który mu sie kiedys ofiarowało. To, jak
        słusznie napisał brytan, nike jest zabawka, tylko czujaca istota!

        Ludzie widzą tylko siebie i swój sposób odbioru rzeczywistości. Uczucia innych
        się nie liczą?! To po co było brac tego kota? Żeby go teraz krzywdzić?
        • 1paula Re: Do schroniska? 27.12.03, 10:59
          A my niestety rozwazamy oddanie psa do schroniska.
          Pisalam o naszym przypadku w watku "pies (glupi?)". I choc zarzekalam sie, ze
          nigdy do schroniska nie oddam zwierzecia, to jestem krok od tej decyzji.
          NIC nie pomaga.
          NIKT jej nie chce wziac - dawalismy ogloszenia w prasie, w internecie, szukamy
          przez znajomych i znajomych znajomych i przez weta.
          Nie chce jej oddac, nie moge jej uspic.
          Zzera mnie wyrzut sumenia, ze poleglam i sobie nie radze.
          Nie chce jej w domu.
          Mam dosc.
          Jest mi zle, bo to moj pies.
          Wyc mi sie chce....
          • kusicielka Re: Do schroniska? 28.12.03, 11:14
            1paula napisała:

            >> Wyc mi sie chce....


            tak jak wyl tamten jamnik w poscie basi...
          • adogaj Re: Do schroniska? 03.01.04, 13:51
            1paula napisała:
            Co za pies? Suczka? Jaka? Może znajdę dla niej dom napisz: art@jag-kalmus.com
            > A my niestety rozwazamy oddanie psa do schroniska.
            > Pisalam o naszym przypadku w watku "pies (glupi?)". I choc zarzekalam sie, ze
            > nigdy do schroniska nie oddam zwierzecia, to jestem krok od tej decyzji.
            > NIC nie pomaga.
            > NIKT jej nie chce wziac - dawalismy ogloszenia w prasie, w internecie,
            szukamy
            > przez znajomych i znajomych znajomych i przez weta.
            > Nie chce jej oddac, nie moge jej uspic.
            > Zzera mnie wyrzut sumenia, ze poleglam i sobie nie radze.
            > Nie chce jej w domu.
            > Mam dosc.
            > Jest mi zle, bo to moj pies.
            > Wyc mi sie chce....
    • zz_beatka Re: Do schroniska? 28.12.03, 11:24
      biorąc każde zwierzę zawsze przemyślałam wszystkie za/przeciw i co zrobię gdy...
      i nigdy bym nie wzięła psa czy kota bez rozważenia wszystkich.
      bo nigdy też bym nie wyrzuciła, oddała, czy sprzedała albo oddała do schroniska
      właściciel zwierzęcia jako istota wyższa biorąc psa czy inne zwierzę bierze
      odpowiedzialność za jego życie i naturalny koniec. a nie oddaje jak mebel czy
      wyrzuca bo zaczęły się wakacje
    • miss_tle_toe nigdy... 30.12.03, 16:35
      jeśli nie masz już innego wyjścia, to daj mi to zwierzątko. Adres znasz.
      Napisz maila.
      • gazimierz Re: nigdy... 31.12.03, 05:23
        miss_tle_toe napisała:

        > jeśli nie masz już innego wyjścia, to daj mi to zwierzątko. Adres znasz.
        > Napisz maila.

        no ale kto powiedzial ze Ty sobie z nim dasz rade. Bierzesz z dobrego serca, bo
        ktos sobie nie poradzil i mozesz sobie narobic klopotu. Uwazam ze ta osoba
        powinna bardziej sie wysilic.
        • weatherwax Re: nigdy... 31.12.03, 20:44
          To nie tak, jak myślisz, gazimierzu...

          Nie chodzi o radzenie sobie, tylko właścicielka kotki jest w ciązy i uważa, że
          albo kot, albo dziecko.

          Ja tak, np. nie uważam. Miałam dziecko i kota równoczesnioe i wzzystko było i
          jest OK.!

          Szkoda kota, po prostu...

          • gazimierz Re: nigdy... 31.12.03, 22:44
            do weatherwax

            Post dotyczyl paula1, ktora sie pozbywa psa,
            • Gość: 1paula Re: nigdy... - gazimierz IP: 213.17.162.* 01.01.04, 02:52
              Drogi gazimierzu...
              co to znaczy ze powinnam sie bardziej wysilic, czy mozesz sprecyzowac? Bo ja
              nie wiem co moglabym jeszcze zrobic. Czytales moj watek poswiecony Pajdzie???
              Jesli mozesz mi pomoc "sie wysilic" - jestem otwarta na sugestie.
              Dziekuje
              • Gość: babka Re: nigdy... - gazimierz IP: 80.51.233.* 02.01.04, 10:55
                Ludzie, przecież to tylko pies ! Czy paula ma poświęcić całe życie po to tylko
                aby wychować jakiegoś psiaka. Może ma się z pracy zwolnić żeby piesek się nie
                nudził i nie rozrabiał w domu. To jakiś bezsens, pies jest dla człowieka a nie
                człowiek dla psa ! Pies ma być przyjacielem , jego obecnośc ma sprawiać
                przyjemność a nie być powodem stresu .
                • Gość: Dina Nie rozumiem IP: *.ztpnet.pl 02.01.04, 19:47
                  Dla mnie ciaza jako powod pozbycia sie zwierzecia jest niezrozumialy. Ja
                  rowniez spodziewam sie dziecka i nie wyobrazam sobie pozbyc sie mojej 4 letniej
                  ON-ki. Jest ona pelnoprawnym czlonkiem rodziny a nie przedmiotem, ktory dla
                  zaoszczedzenia sobie wiekszego klopotu wyrzuca sie na bruk. To jest nieludzkie
                  i prosze Cie o jedno: nigdy przenigdy nie bierz zwierzaka, bo jestes osoba
                  nieodpowiedzialna i nie zaslugujesz na to, zeby miec zywe stworzenie i mam
                  nadzieje, ze poniesiesz konsekwencje swojej decyzji.
                  Pies jest bardziej absorbujacym stworzeniem niz kot, bo wymaga spacerow i
                  wiekszej uwagi wlasciciela. Moim zdaniem pozbycie sie przez Ciebie kota to
                  zwykle egoistyczne wygodnictwo.
                  Nie wiem czy wiesz o tym, ale w domu gdzie sa zwierzeta dziecko jest mniej
                  podatne na alergie.
                • adogaj Re: nigdy... - gazimierz 03.01.04, 13:54
                  Gość portalu: babka napisał(a):

                  > Ludzie, przecież to tylko pies ! Czy paula ma poświęcić całe życie po to
                  tylko
                  > aby wychować jakiegoś psiaka. Może ma się z pracy zwolnić żeby piesek się nie
                  > nudził i nie rozrabiał w domu. To jakiś bezsens, pies jest dla człowieka a
                  nie
                  > człowiek dla psa ! Pies ma być przyjacielem , jego obecnośc ma sprawiać
                  > przyjemność a nie być powodem stresu .
                  To raczej uspić, a nie oddawać do schroniska
        • miss_tle_toe Nie biorę go już. Podaję możliwość. 03.01.04, 18:46
          Pajda może się okazać psem nadpobudliwym, albo nieszczęśliwym z innego powodu.
          Mogę zająć się nią jeśli uznam, że dam radę. Na razie z 1paulą uzgadniamy
          szczegóły. Czekam na jej odpowiedź na mojego maila z bardzo szczegółowymi
          pytaniami. Może się okazać, że Paula i jej mąż faktycznie nie byli gotowi na
          posiadanie psa. Ja jestem gotowa, jak również moja rodzina. Zdaję sobie sprawę
          z powagi decyzji, dlatego jeszcze klamka nie zapadła. Wiem jednak, że Paula
          nie zasługuje na potępienie, bo troszczy się o los Pajdy. Znam ludzi, którzy
          nikogo nie proszą o radę i pieska wywożą do lasu... Bądźcie bardziej
          wyrozumiali!
          • malidar Re: Nie biorę go już. Podaję możliwość. 03.01.04, 20:37
            Brawo miss_tle_toe, może Tobie się uda, może się z 1paulą dogadacie.
            Miałam też moment zawahania, nie z powodu zachowania suni ale z powodu alergii
            męża. W tydzień po kupieniu owczarka niemieckiego u mojego męża wystąpiło coś
            co najłagodniej można nazwać szokiem alergicznym. Wszystko dobrze się
            skończyło, mąż nie jest dzieckiem, w starszym wieku alergen na alergię nie
            jest już taki straszny, wychowywaliśmy sunię i smarowaliśmi i faszerowaliśmy
            lekami męża. Dziś sunia ma trzy lata i trzy miesiące i strasznie nam dobrze
            razem, drzemie tu koło mnie teraz, nawet gadzina chrapie przez sen. Jak to
            było jak jej nie było?
            Oby Ci się udało z 1paulą i z Pajdą, życzę wszystkiego dobrego, pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka