21.05.13, 19:26
czy mozna sobie wyobrazic NIC ? ze nie ma niczego ... jak takie cos NIC moze wygladac, i czy NIC ma swoj byt, a jesli ma, to czy to jeszcze jest NIC ... nie umiem sobie tego wyobrazic, w miejscu pustki jest pustka, czyli COS, chocby nawet puste ... czy sam ten fakt jest jakims dowodem, ze nie ma ucieczki z tej rzeczywistosci, ze smierc, niebyt jest tylko druga strona medalu tego samego fenomenu zwanego zyciem, bytem ?
    • jan_stereo Re: NIC 21.05.13, 20:00
      Pamietam jak bylem w przedszkolu i staralem sobie wyobrazic ze nas nie ma i bylo to dla mnie emocjonalnie nie do ogarniecia, i do tej pory tej mysli ogarnac nie moge, no tego ze NIC nigdy nie istnialo, nawet owa PUSTKA, zwyczajnie brak zdarzen, oraz brak poczatku i konca, brak samej mozliwosci istnienia....i jest to dla mnie fenomenem, owo pojecie nieskonczonosci, ze poza naszym wszechswiatem jest obszar, ktory albo ma krance, ale tez sie w czym zawiera, i tak mozna by isc dalej i dalej, ale do czego by sie doszlo ?
      • a_iii_ty Re: NIC 21.05.13, 20:31
        czesto myslimy, ze nas kiedys nie bedzie ... ale przeciez juz nas kiedys nie bylo ? i to tez wydaje mi sie jakims absurdem w swietle tego, ze nie ma czegos takiego jak NIC ... moze my ciagle istniejemy, a zycie to jak zapalanie swiatla w ciemnym pokoju, smierc jak zgaszenie ... ale przeciez pokoj ciagle istnieje ...
        • jan_stereo Re: NIC 21.05.13, 20:38
          dla mnie to sie nie dzieli na 'zycie' i 'nie zycie' tylko na 'posiadanie swiadomosci istnienia' i na jej 'nie posiadanie'...cala reszta nie ma znaczenia.
          • a_iii_ty Re: NIC 21.05.13, 20:52
            a co to jest gdy nie posiadamy swiadomosci istnienia ? czy ty swiadomosc sie ulatnia gdzies ?
            ja mysle, ze wszystko i wszedzie jest zawsze swiadome ... nie wyobrazam sobie czegokolwiek bez swiadomosci, to tak jakby jakies dziury istnialy, jakis smietnik czegos bez kontroli ...
            • jan_stereo Re: NIC 21.05.13, 20:56
              to chyba ze pamiec nie funkcjonuje jednakowo, bo ja nic nie pamietam z okresu przednarodzinowego, wiec nie bardzo chce mi sie wierzyc ze mialem wowczas swiadomosc czegokolwiek, raczej nie bylo jej wcale..tak samo jak gwiazdy nie maja swiadomosci, a zakladajac ze nasz budulec jest ten sam, wiec mozliwe ze bylem kiedys gazem slonecznym, a takowy swiadomosci istnienia raczej nie posiadal.
          • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 11:08
            to jest zbanalizowanie problemu grozy nie-istnienia,bo w tym okresleniu 'posiadanie swiado
            > mosci istnienia' i na jej 'nie posiadanie'.. kryje się proste codzienne stwierdzenie okreslajace stany zycia np po wypiciu znacznej ilosci alkoholu ,lub zasnieciu albo dotyczyc moze sensownie osob,powiedzmy oglednie- o nie najwyzszym poziomie swiadomosci w ogóle..
            Tymczasem,gruntowna nicośc,zaczyna się wtedy gdy umieramy,tj tracimy świadomośc świata siebie,niknie radykalnie mozliwosc konstytutowania świata,wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych
            • jan_stereo Re: NIC 22.05.13, 11:39
              krytyk2 napisał:

              > Tymczasem,gruntowna nicośc,zaczyna się wtedy gdy umieramy,tj tracimy świadomośc
              > świata siebie,niknie radykalnie mozliwosc konstytutowania świata,wszystkich rz
              > eczy widzialnych i niewidzialnych.

              A czy z naszego (jako istot ludzkich) punktu widzenia czyni to jakakolwiek roznice wzgledem permanentnego nie posiadania swiadomosci (versus 'gruntowna nicosc')?
              • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 11:47
                dla mnie to olbrzymia różnica.Raz na kilka lat mam takie doswiadczenie:budze sie w nocy,zaczynam intensywnie doświadczać faktu swojego istnienia i otwiera sie przede mna groza mojej smierci.Jest to tak przerażajce ,ze zadne z przezyc leku, strachu doswiadczane na co dzien nie sa w stanie do niej zblizyc.To jest tak jakbym stal przed obliczem Śmierci samej.Skowyt zwierzecia ,ktore nie chce umierac.Wyrwanie z prozy stalego doswiadczenia wlasnego istnienia.Przerażajaca moc słów "Już Nigdy!".
                • jan_stereo Re: NIC 22.05.13, 11:50
                  No alez Kyrtyku, jak nie masz swiadomosci to i sie smierci bac nie mozesz, aby miec jakies emocje wzgledem swiata, siebie samego, potrzebujesz wpierw obszaru na ktorym sie to dzieje i ktory to przyjmuje, czyli swiadomosci, bo bez tej, Ciebie w zasadzie nie ma jako osoby.
                  • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 11:55
                    widzę ,ze dla Ciebie wyobrazenia nie posiadaja zadnej zapladniajacej mocy.Przecie mowie tu o calkowitym ,absolutnym i nieodwracalnym nieistnienu nas ,czyli naszej swiadomosci wlasnie!
                    • jan_stereo Re: NIC 22.05.13, 12:06
                      Kiedy wyobrazanie sobie czegokolwiek z zalozenia zaprzecza 'wyobrazaniu sobie nieistnienia' (tak samo jak poprzez jedzenie nie mozna doswiadczyc stanu nie jedzenia), jesliby to robic poprawnie. Mozesz oczywiscie obrabiac ten abstrakt w swym umysle, ale nieistnienie wymaga braku wyobrazania sobie czegokolwiek, najlepiej wiec Ci to wyjdzie kiedy spisz i nie masz zadnych snow, to jest najblizsze doswiadczenie 'wyobrazania' sobie nieistnienia ;'))
                      • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 12:22
                        zrob sobie Janie eksperyment,skoro nie rozumiesz o czym mowie:weż sobie wylicz wszystkie mozliwe czynności ,ktore możesz zrobić w zyciu a w szczególności widzenie,slyszenie,wachanie,dotyk,ruch i opatrz je jedna frazą "już nigdy...".A zatem "już nigdy nie będę oddychal"juz nigdy nie bede dotykal",..., i tak w nieskonczoność
                        • jan_stereo Re: NIC 22.05.13, 12:56
                          u mnie te wszystkie czynnosci, a nawet wiecej, zalatwia jeden prosty stan, brak swiadomosci istnienia, to po co mam sie rozdrabniac na skladowe.
                          • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 13:26
                            spodziewalem sie takiej Twojej odpowiedzi.
                            ta wyliczanka nie miala Ci uswiadomić jakie czynności tu na ziemi wykonujesz/bo je przeciez znasz/ tylko-wstrzasnąc emocjonalnie,zebys dotarł do tych pokladow uczuciowych,ktorych nie uwzgledniasz podczas rozwazan na ten temat smile
                            • jan_stereo Re: NIC 22.05.13, 14:23
                              Nie mam nic przeciwko emocjom Krytyku, tylko musielibysmy zrobic mala wariacje na powyzszy temat aby mnie do nich popchnac ;')))

                              To jest wszystko szalenie ciekawe i az zdumienie czleka bierze, kiedy sobie uswiadomi jak malo mysli o takich sprawach porwany codziennoscia, a moze to lepiej tak ?
                              • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 14:37
                                byl taki pan ,ktory na tym doswiadczeniu trwogi przed smiercią zbudowal cala filozofię.Ta z kolei stala sie dominujacym nurtem myslowym kilkudzisieciu lat XX wieku,filozofia ta to egzystencjalizm,a ten pan to Martin Heidegger.
                                • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 14:42
                                  Paradoksalnie,dynamiczny rozwoj nauk przyrodniczych na przelomie xIX i XX w doprowadzil do retorsji antypozytywistycznej w postaci mysli Husserla a jego uczniem był wlasnie Heidegger.Twoje myslenie dokladnie odpowiada pozycjom pozytywistycznym/szkielko i oko naukowca/,skupienie sie Husserla na przelatujacych przez pole swiadomości "fenomenach" to odpowiednik mojego subiektywizmu w tej dyskusji smile
                                  • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 15:12
                                    „Przed czym" trwogi nie jest bytem
                                    wewnątrzświatowym. Dlatego z istoty nie ma z nim
                                    żadnego powiązania. Zagrożenie nie ma charakteru konkretnej
                                    szkodliwości, która godziłaby w to, co zagrożone,
                                    pod określonym względem godząc w jakąś szczególną faktyczną
                                    możność bycia. „Przed czym" trwogi jest zupełnie
                                    nieokreślone. Ta nieokreśloność nie tylko pozostawia faktycznie
                                    bez rozstrzygnięcia, który wewnątrzświatowy byt
                                    zagraża, ale i oznacza, że byt wewnątrzświatowy w ogóle
                                    nie jest tu ważny („relevant"). Nic spośród tego, co w obrębie
                                    świata poręczne i obecne, nie funkcjonuje jako coś, czego
                                    trwoga by się trwożyła. Odkryty wewnątrz świata całokształt
                                    powiązania tego, co poręczne i co obecne, jest jako
                                    taki w ogóle bez znaczenia. Zapada się on w sobie. Świat
                                    ma charakter czegoś zupełnie nieoznaczonego. W trwodze
                                    nie jest napotykane to czy owo, z czym jako zagrażającym
                                    mogłoby zachodzić jakieś powiązanie.
                                    Dlatego trwoga nie „widzi" także określonego „tu"
                                    i „tam", od którego coś zagrażającego się zbliża. Coś
                                    zagrażającego jest nigdzie — tak charakteryzujemy „przed
                                    czym" trwogi. Trwoga „nie wie", czym jest to, czego się
                                    trwoży. „Nigdzie" nie oznacza jednak „nic", lecz stronę
                                    w ogóle, otwartość świata w ogóle dla z istoty przestrzennego
                                    bycia-w. Coś zagrażającego nie może więc także nadejść
                                    z określonego kierunku w pobliżu; jest ono już „tu
                                    oto" — a przecież nigdzie, jest tak blisko, że to aż przytłacza
                                    i zapiera dech — a przecież nigdzie.
                                    W „przed czym" trwogi staje się jawne owo „jest niczym
                                    i nigdzie". Uporczywość owego wewnątrzświatowego
                                    „nic" i „nigdzie" / oznacza fenomenalnie: owym „przed
                                    czym" trwogi jest świat jako taki. Zupełna nieoznaczoność,
                                    która daje o sobie znać w „nic" i „nigdzie", nie oznacza
                                    nieobecności świata, lecz stwierdza, że wewnątrzświatowy

                                    byt jest w sobie samym tak zupełnie bez znaczenia, iż na
                                    gruncie owej nieoznaczoności tego, co wewnątrzświatowe, narzuca
                                    się już tylko świat w swej światowości.
                                    • rzeka.suf Re: NIC 22.05.13, 15:19
                                      'Dasein przekraczając byt w kierunku bycia, wykracza w nicość. Staje w obliczu nagiego faktu, że jest, że nie może oprzeć się na niczym, że otaczający go byt jest tylko kruchą nieistotną strukturą przesłaniającą jego rozwijające się w nicości bycie i w końcu, że śmierć jako ostateczna i nieprzekraczalna możliwość bycia będzie jego nieodwołalnym kresem. Bycie Dasein okazuje się zatem Byciem-ku-Śmierci.

                                      Odkrycie tego stanu rzeczy wywołuje Trwogę (Angst), skłaniającą Dasein do ucieczki w stan określany przez Heideggera jako Upadanie (Verfallen). Upadanie charakteryzuje się niemal całkowitym zapomnieniem Bycia i skupieniem uwagi na bycie wewnątrzświatowym, który jawi się teraz jako niezależny od Dasein.'

                                      czy moglbys to jakos rozwinac, Krytyku? wydaje mi sie, ze drugi akapit z tego cytatu wyznacza os konfliktu intelektualnego miedzy toba a Janem.
                                      rowniez interesuje mnie kategoria Mozliwosci. skad bierze sie mozliwosc, jak to sie dzieje, ze bycie Dasein nie jest niby okreslone, dosc lub calkiem sztywno uksztaltowane badz ukierunkowane poprzez jego byt?
                                      i przepraszam bardzo, ale Heidegger jawi mi sie rownie zrozumialy i bezpretensjonalny co Zbigniew czasem
                                      • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 15:39
                                        W tym drugim obszernym cyctacie Heid wskazuje na to co jest najwalsciwsza cecha Dasein ,czyli czlowieka.Jest nią bycie ku mozliwosciom,ku wlasnej niepowtarzalności.Tak dlugo jak traktujemy siebie ilosciowo,pozostajemy w modusie Się.stawiamy sie wowczas na rowni z bytami materialnymi,statycznymi.Dokonujemy sami na sobie uprzedmiotowienia wlasnej istoty.Nicość ,ku ktorej mamy dążyć w sobie ,jest nasza wlasciwą atmosferą zycia.To z niej ,w trwodze,ma sie zrodzić nasze indywidualne ego.Mamy wiec do wyboru-zanurzyc sie w latwej,spokojnej egzystencji uprzedmiotowionej ,posrod przedmiotów-wymiernej,policzalnej,widzialnej,albo idziemy za zewem wlasnej ,nierozpoznanej przez nas samych do konca istoty,o ktorej wiemy ,że mamy ja ksztaltować i stale o nia dbac/zepsula mi sie myszka i nie moge zmienic szyku zdaniawink/
                                        • rzeka.suf Re: NIC 22.05.13, 15:44
                                          aha, no ale nie mozna powiedziec, ze jestesmy jako dasein tworem samych siebie, wolnym etc. czym wobec tego rozni sie byt zwierzecia od bytu czlowieka? tzn czy rozni sie tylko zakresem swiadomosci czy rowniez zakresem wolnosci, mozliwosci swobodnego, w sensie nie-sztywno-ukiernukowanego wyboru dzialania?
                                          ja ide, niestety, nie mam czasu teraz. tzn mam czas, ale hmm to by wymoglo pewne poswiecenia, ktorych nie jestem sklonna sie podjac wink
                                          • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 15:52
                                            ja też musze konczyc tę bumelke dzisiejsza wink
                                            punkt widzenia H jest skrajnie subiektywistyczny tutaj,jest w koncu fenomenologiem ,wiec dla niego obecna w naszej swiadomości olbrzymia sfera mozliwosci i poczucie wolności stanowia kanwe tych rozwazan.Ta wolnośc jest tak duza jak wiele jej z samych siebie wydobedziemy.Mówi tez w innym miejscu o zewie sumienia ,ktore jest takim 'obiektywnym" subiektywnym naprowadzaczem nas samych na to czy idziemy w dobrym czy zlym kierunku -biorąc pod uwage wlasna samorealizację.Generalnie mowie tez o trosce o nasze swiadome bycie ku wolności,ku realizacje naszej indywidualności.Roznica pomiedzy nami a zwierzetami,tak mysle,polegac by miala wlasnie na nieskonczonym zakresie tego indywidualzmu.
                                            • rzeka.suf Re: NIC 23.05.13, 02:05
                                              no, tak, ale czy bycie tutaj, u H., nie opiera sie na bycie? bycie z bytu nie wyrasta mechanicnie wrecz? czy wyrasta, w sposob zblizony do marksistowskiego ujecia tematu? bo przeciez byt nie dotyczy tylko sfery stricte materialnej chyba? odnosi sie tez do tej psychicznej?
                                              czym u H. jest to ' sumienie', skad sie bierze, skad biora sie jakosci, czy tez normy w nim obecne? tzn skad, jesli nie z calkiem niezaleznych od woli czlowieka uwarunkowan, przeszlych wplywow psychicznych?
                                              ---
                                              co do tej trwogi: czy zgodzilbys sie z taka parafraza, z taka trywializacja H. wywodow: walic to wszystko, skoro zyje raz, tu i wlasnie teraz, to bede robic to, czego naprawde pragne, realizowac to, co uwazam za naprawde najlepsze, najwazniejsze, choc byc moze ryzykowne? zrealizuje siebie?
                                              a ten upadek to wybor tego, co moze niekoniecznie 'moje', ale za to sprawdzone, popularne w sensie pop kultury np?

                                              czy mozna do porownac do, odpowiednio, Kirkegaarda typu religijnego b /'Podtyp B jest człowiekiem, którzy wierzy głęboko w istnienie Boga i zarazem poszukuje dróg służących samodoskonaleniu.'/ i etyka?
                                              • krytyk2 Re: NIC 23.05.13, 14:24
                                                Od końca:
                                                Fillozofia H bazuje w sensie podstawowym na kierkegaardzie:w przypadku H jego typ zycia autentycznego odpowiada typowi moralnego czlowieka.W obydwu przypadkach chodzi o radykalne uprzatniecie swojej postawy,odarcie swojego patrzenia na świat i swoich wyborów z pozorności i zaposredniczenia w powszechnikach.U H jest to zaklamany modus bycia w Się,u K - nieustanne zadawanie sobie pytania-jakie jest moje niepowtarzalne powolanie ,zycia tu na ziemi.W tym drugim przypadku nie użyłbym slowa doskonalenie moralne,bo pachnie ono kazuistyką,tymczasem jednostka nie może miec w zyciu zadnych autorytetow i wzorcow,bo jej niepowtarzalność na tym wlasnie polega:nikt nigdy nie byl i nie bedzie dokladnie w takiej samej sytuacji,wiec dla nikogo nie bedzie uzyteczna żadna wskazowka moralna wynikajaca z ogolnych zasad moralnych.
                                              • krytyk2 Re: NIC 23.05.13, 15:19
                                                no, tak, ale czy bycie tutaj, u H., nie opiera sie na bycie? bycie z bytu nie w
                                                > yrasta mechanicnie wrecz? czy wyrasta, w sposob zblizony do marksistowskiego uj
                                                > ecia tematu? bo przeciez byt nie dotyczy tylko sfery stricte materialnej chyba?
                                                > odnosi sie tez do tej psychicznej?

                                                H jest fenomenologiem i jego analiza dokonywana jest wg reguł fenomenologicznych,tj brania pod lupę fenomenów czyli tego co pojawia sie w świadomości i okrawania tak podanego "materialu" do prawdziwego kośca,czyli czystych idei.Tym co Go interesuje jest pytanie ,na czym polega istota czlowieka.W tym sensie jest jak najdalszy od idei marksistowskiej,ze relacje przedmiotowe i stosunki ekonomiczne ksztaltują te istotę.Marksizm sytuuje się po drugiej stronie barykady- w sesnie przedmiotowego ujmowania czlowieka.Wg mnie istota H pojmowania czlowieka jest byie wolnym i samoświadomym.Widać to wyraxnie w zacytowanym przeze mnie fragmencie dot trwogi.Konstytucja przedmiotow świata materialnego polega na okresloności,mierzalności,wyraxnego usytuowania przestrzennego.O Dasein/bycie przytomne,podmiot/nie mozna powiedziec ,ze jest tu czy tam.Gdy ide ulica i
                                                widzę znajomego na drugim jej koncu,on dla mnie jest już znacznie blizej niz jakikolwiek inny czlowiek na tej ulicy ,nie mowiac o przedmiotach.Pojawienie się czegoś w obrebie centrum świadomosci znacznie go przybliża i sprawia że takze ja jako spostrzegajacy stoje juz "blisko".W tym sensie gdy mysle o zyciu na innej planecie jest mi ona egzystencjalnie bliższa w tym momencie niż tu oto dziejace sie sytuacje.Bycie otawrtym stale na swoje mozliwosci,odkrywanie ich,wydobywanie "czegoś z niczego" jest najwazniejszym powolaniem czlowieka.Zaprzeczeniem takiej postawy jest zakrywajace nasza istote bycie w Się.Oznacza ono zaprzatanie naszej uwagi "wydarzeniami swiatowymi",tj relacjami przedmiotowymi,zachowaniem innych ludzi.Niewlasciwa postawa jest skierowanie uwagi na zewnątrz,bo naszym najbardziej osobistym powolaniem jest kierowane glosem sumienia poszukiwaniem samego siebie.
                                                Wg mnie mozna dokonac takiego skrotu jak to zrobilas.
                                    • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 15:22
                                      Trwoga pozbawia w ten sposób jestestwo możliwości,
                                      by upadając mogło rozumieć siebie na podstawie
                                      „świata" i publicznej wykładni. Trwoga rzuca jestestwo
                                      z powrotem w to, o co się ono trwoży, w jego właściwą
                                      możność-bycia-w-świecie. Trwoga indywidualizuje jestestwo
                                      na jego najbardziej własne bycie-w-świecie, które jako
                                      rozumiejące z istoty projektuje się na możliwości. Dlatego
                                      wraz z „o co" / trwożenia się trwoga otwiera jestestwo jako
                                      bycie-możliwym, a mianowicie jako to, czym wyłącznie z siebie
                                      samego może ono jako zindywidualizowane być w zindywidualizowaniu.
                                      Trwoga ujawnia w jestestwie bycie ku jego najbardziej
                                      własnej możności bycia, tzn. bycie-wolnym ku wolności wybierania
                                      i uchwytywania-siebie-samego. Trwoga stawia jestestwo
                                      wobec jego bycia-wolnym ku... (propensio in...) właściwości
                                      jego bycia jako możliwości, którą ono zawsze już
                                      jest. To bycie zaś jest zarazem czymś, na co jestestwo jako
                                      bycie-w-świecie jest zdane.
                                      To, o co trwoga się trwoży, odsłania się jako to, przed
                                      czym się ona trwoży: bycie-w-świecie. Tożsamość „przed
                                      czym" trwogi i jej „o co" rozciąga się nawet na samo
                                      trwożenie się. To ostatnie bowiem stanowi jako położenie
                                      podstawowy sposób bycia-w-świecie. Egzystencjalna tożsamość
                                      otwierania i tego, co otwarte (tak iż w tym ostatnim otwarty jest
                                      świat, bycie-w jako zindywidualizowana, czysta, rzucona możność
                                      bycia), uwydatnia, że wraz Z fenomenem trwogi tematem interpretacji
                                      stał się pewien wyróżniony rodzaj położenia. Trwoga indywidualizuje
                                      i w ten sposób otwiera jestestwo jako „solus
                                      ipse". Ten egzystencjalny „solipsyzm" wcale jednak nie
                                      umieszcza izolowanego podmiotu-rzeczy w niewinnej pustce
                                      zdarzeń (Yorkommeń) pozbawionych świata, lecz właśnie
                                      [188/189] Rozdział VI 267
                                      w pewnym skrajnym sensie stawia jestestwo przed jego
                                      światem jako światem, a przez to je samo przed sobą
                                      samym jako byciem-w-świecie.
                                      Najbardziej pozbawionym uprzedzeń potwierdzeniem
                                      tego, że jako podstawowe położenie trwoga otwiera w taki
                                      sposób, jest znowu powszednia wykładnia jestestwa i mowa.
                                      Położenie, jak wcześniej powiedziano, ujawnia, „jak
                                      komuś jest". W trwodze jest nam „nieswojo". Znajduje
                                      tu wyraz swoista nieokreśloność tego, przy czym się jestestwo
                                      w trwodze znajduje: „nic" i „nigdzie". Nieswojość
                                      (Unheimlichkeił) jednak oznacza przy tym także bycie-nie-
                                      -w-swoim-domu (Nicht-zuhause-sein).


                                      Dzieki trwodze jednostka/czyli "jestestwo"/ otwiera sie radykalnie na swoj wlasny indywidualizm,wydostaje się z przyejemnej codziennosci/modusu bycia Się/ i zwraca ku postawie zdecydowania i poszukiwania najbardziej osobistych,cechujacych tylko ja rozwiazan dla swojego bycia.
                                      Język jest troche trudny,ale w czasie lektury zaczyna sie sam szybko reinterpretować smile
    • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 10:35
      1.To,ze nie moge sobie czegos wyobrazić nie oznacza ,ze to nie istnieje.Można podac wiele przykladów na to -chocby ograniczenia wyobraźni dzieciecej ,ktorej brak doswiadczenia
      2.Są tu mozliwe dwa problemy.Jeden to problem syntaktyczno-semantyczny.Polega on na tym ,ze struktura zdan ma charakter podmiotu ,orzeczenia i dopelnienia."Ja widzę coś".Syntaktyka wymusza niejako istnienie dopelnienia,tj struktura zdania wymaga wstawienia czegokolwiek po to ,zeby zdanie było poprawnie zbudowane.To cokolwiek oznacza jakiekolwiek slowo rzeczownikowe,ktore niekoniecznie musi miec swoj odpowiednik w rzeczywistości.Innymi słowy,jest mozliwe,ze wymyslisz sobie rzeczxownik,ktory wstawisz w miejsce dopelnienia i mimo ze nic mu nie bedzie odpowiadalo w rzeczywistości,zdanie bedzie sensowne.Tak sytuacja moze silnie sugerować istnienie przedmiotow ,ktore nie istnieją
      • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 10:52
        drugi problem nazwalbym semantycznym.Otóż samo slowko "nic" jest zaimkiem rzeczownym i jest wykorzystywany w zdaniach typu-"ja tu nic nie widzę".Co znaczy to "nic"?no nie jest to od razu nicośc sensu stricte wink..Uzywam go w kontekscie poszukiwanian jakiegos przedmiotu.Szukam np w pokoju sztuk garderoby porozrzucanej popprzedniej szalonej nocy,wchodze do pokoju,stwierdzam brak i wypowiadam powyzsze zdanie.Więc w obrebie waskiego przedzialu rzeczy jakiegos rodzaju stwierdzam nieobecnośc tych rzeczy w jakiejs ograniczonej przestrzeni.W sensie ontologicznym nie oznacza to jeszcze nieistnienia tych rzeczy w ogóle.Bo moga one nadal lezec na plazy ,gdize sie zacząlem wczoraj rozbierać wink.Jak widac -na marginesie-powiedzenie ze owe rzeczy w ogole nie istnieją,zwiazane jest ścisle z wyraxnym ograniczeniem mojej swiadomości.
        • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 11:00
          Wniosek z punktu pierwszego jest taki,ze moze istniec rzeczywistośc niewyobrazalna dla nas ludzi-w sensie świata widzialnego,zmyslowego.Jej niewidzialność nie oznacza jej nieistnienia.Pewnym odpowiednikiem tego twierdzenia w swiecie fizyki może być antymateria,ktorej istnienie fizyka zaklada jako wytlumaczenie zjawisk fizyki materii.Może ona zasluguje na miano nicosci?
          • jan_stereo Re: NIC 22.05.13, 11:47
            Ja mysle ze tu sie nie rozchodzi o to male 'nic' o ktorym piszesz tylko to duze 'NIC' w ktorym nie ma miejsca ani na jakakolwiek materie ani na anty-materie, nie ma praw fizyki, zadnych zjawisk, nie ma istnienia, trwania, nie ma przestrzeni, obszaru, nie ma nawet 'nicosci' itp.
            • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 11:52
              w takim wymiarze tym bardziej nie jestesmy tego obiektywnie doswiadczyć,ponieważ nie jest mozliwe zebys doswiadczyli nicości będąc.w tym sensie nicosc jest dla nas niedoswiadczalna.

              Natomiast -i bardzo -mozemy doswiadczyc jej wyobrażenia,stając emocjonalnie wobec wyobrażenia swojego nieistnienia-jak w tym przykldzie mojego nocnego doswiadczenia śmierci.
              • jan_stereo Re: NIC 22.05.13, 12:01
                Nicosci absolutnej (czyli nie tylko JEJ wzgledem Ciebie, czlowieka, ale calej Wszechrzeczy) nie doswiadczysz z racji ograniczonego aparatu pojmowania/interrakcji z otoczeniem, nawet gdyby ta nicosc nastapila (tylko gdzie Ty bys wowczas byl, skoro bylaby nicosc ?).

                Natomiast wyobrazenie jej to juz zupelnie inna konstrukcja. Najblizej nicosci, z ludzkiej perspektywy, jest wlasnie brak swiadomosci, nic bowiem nie dociera do nas kiedy jestesmy w tym stanie i to sie mniej wiecej pokrywa z tym co by nas spotkalo gdyby NICOSC zapanowala.

                Wybobraz sobie siebie jak Cie nie bylo jeszcze na swiecie ? Mozesz ?
                • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 12:15
                  w pierwszych zdanaich rozwinąłeś jedynie moja poprzednia mysl o tym ,ze nie jest mozliwe doswiadczyc obiektywnej/materialnej/nicości.

                  W pytaniu > Wybobraz sobie siebie jak Cie nie bylo jeszcze na swiecie ? Mozesz ?
                  zakladasz ,wg mnie w sposob nieprawidlowy,,że moja nieobecność przed moim narodzeniem ma taki sam wymiar jak moja nieobecność -po mojej smierci.Traktujesz to wszystko w sposob mechanicystyczny,bezduszny,
                  Jesli od poczatku wszechswiata mnie nie było,to jest dla mnie w tej chwili fakt bez znaczenia.Z chwila mojego przyjscia na swiat powstaje od podstaw moje ja -rosnie,poznaje ,rozwija się ,ksztaltuje-JESTEM.To "jestem" ma dla mnie olbrzymia wartośc,jest zarazem podstawa istnienia tego ,tak a tak postrzeganego świata.Jestem i zarazem wszystko "jest' dzieki mnie.Ten mikro-wszechswiat ma zginąć,ja mam przestać istniec.Czyba trzeba nie miec instynktu samozachowawczego albo emocji,zeby nie czuc leku przed śmiercią a przede wszystkim-naturalnego poczucia żalu i utraty tego bogactwa ,ktorym jestesmy...
                  • jan_stereo Re: NIC 22.05.13, 13:02
                    poczucie straty ' bycia czlowiekiem' to jedno zagadnienie, a wyobrazanie sobie, ze nas nie ma, to drugie. Tak, uwazam, ze jak umrzemy to powrocimy do tego samego stanu jak przed narodzinami, co oznacza dla nas brak poczucia istnienia,ktore beda rownoznaczne z punktu tych dwoch osob w momencie kiedy ich nie ma. Ty bowiem wracasz caly czas w swych wyobrazeniach do chwili, kiedy jeszcze zyjesz, a ja ide do przodu, do punktu kiedy juz nie zyje, wiec te dylematy ktore poruszasz sa mi zupelnie obce w takim punkcie, ich nie ma wrecz.
                    • krytyk2 Re: NIC 22.05.13, 13:23
                      bardzo dobrze to ująłeś!



                      różni nas tylko to ,ze Ty podchodzisz do problemu czysto racjonalnie,tj nie uwzględniasz emocjonalnego stosunku do wlasnego istnienia ani w sensie aktualnym ani w sensie wyobrażenia sobie siebie jako niezyjacego juz...
                    • shachar Re: NIC 22.05.13, 13:59
                      jak umrzemy to powrocimy do tego samego stanu jak przed narodzinami czyli do stanu maksymalnego rozdrobnienia atomów na parę wodną, grzyba, drzewo, dzdzownicę, butelkę plastikową, bez ja, ktorego kiedyś nie było, bo byliśmy też składnikiem setek miliardów rzeczy i żywotów na tym świecie, straszne i fascynujące.
                      • jan_stereo Re: NIC 22.05.13, 14:20
                        Czesc naszych posmiertnych atomow moze byc 'oddelegowana' przez nature do czyjejs kupy, a reszta moze byc rownie dobrze rozdzielona pomiedzy osoby ludzkie, najlepsze, ze jakis ukladny czlek moze sie po swym zgonie znalezc czesciowo w ciele jakiegos papieza,a czesciowo jakiegos Hitlera, oraz bombie atomowej rozwalajacej cale miasteczko ;@))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka