mania435
30.05.19, 17:53
Od zawsze podobało mi się imię Iganacy. Męczyłam męża z tym imieniem bardzo długo, w końcu się zgodził, że syn może mieć tak na imię. Od początku ciąży mówiliśmy, że będzie Ignaś, wszyscy wiedzieli o tym już od dawna. Siostra męża miała termin na styczeń i zapisali właśnie Ignacego. Wiem, że to imię ostatnio nie jest rzadkie, ale w tak bliskiej rodzinie, przecież mają wspólnych dziadków. Powiedziałam mężowi, że trudno będzie dwóch Ignasiów, my byliśmy pierwsi. Ale mąż sam miał swojego faworyta - Marcina, po zmarłej osobie z rodziny. Ostatecznie ja byłam bardzo zdenerwowana tą całą sytuacją, nie mieliśmy żadnego zapasowego imienia i mąż zapisał Marcina, bo powiedział, że nie będziemy dublować imion. Czuję się z tym fatalnie, nie mogę patrzeć na jego siostrę. Mąż uważa, że przesadzam, zresztą Ignaś jest trochę „ rozmemłany”, a Marcin to porządne, tradycyjne imię. Mam wrażenie, że ta sytuacja jest wszystkim na rękę, tylko nie mnie.