milenium5
27.12.07, 10:41
Spędziałam je w pensjonacie. Same rodziny z dziećmi, maluchy tak do
lat dziesięciu, ale przeważały takie zupełne maleństwa do drugiego
roku życia. Rodziny głównie z północnej Polski. W Wigilię Mikołaj
wręczał prezenty. Słuchałam z zainteresowaniem, gdy wyczytywał
imiona dzieci. Ku mojemu zdziwieniu: Julek śladowe ilości, Natalii
też nie niedużo. Przeważały małe Amelie, ze dwie Idalie, kilka Poli.
Czyli potwierdza się moja teza z innego wątku, że jeżeli chodzi o
dziewczynkowe imiona to nasila się moda na te z końcówką "lia". (To
były w więkoszści bardzo małe dziewczynki). Jeżeli chodzi o
chłopców, to owszem było kilku Kubusiów i Mateuszów, ale raczej tych
starszych. Najpopulraniejszym imieniem był zdecydowanie Maksymilian,
na drugim miejscu Antoś. Nie zabrakło oczywiście dziwadeł. Mnie na
kolana powaliły siostry (piszę fonetycznie, bo nie mam pojęcia jak
te imiona zostały zarejestrowane) Miszel i Nikol z typowo polskim
nazwiskiem, przyjechały z Kaszub. Wśród chłopców był nastoletni
Stalei, Żorż (!) kilkumisięczny, kilku Oliwierków i Dżastin.