jaceq
11.10.09, 21:51
Swego czasu pewien Paetz jako biskup ordynariusz łomżyński wyznaczył pewne
normy postępowania z bezczelnymi parafianami. Jedno co pomagało to wysyłanie
delegacji z przystojnymi chłopaczkami do Jego Fluorescencji, ten język ksiądz
biskup rozumiał.
Jak widzę, niewiele się zmieniło za jego następcy:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7133239,Zbuntowani_parafianie_wywlekli_proboszcza_z_kosciola.html
"Po sprawie katechetki parafianie nie wytrzymali. Zwrócili się o pomoc do
biskupa łomżyńskiego, ale ten ich nie przyjął, mimo że prosili o to - jak
twierdzą - kilkanaście razy. - Nikt nie chciał z nami rozmawiać, a po
kilkunastu próbach, gdy tylko mówiliśmy, że dzwonimy z Parciak to po prostu
odkładano słuchawkę. Tak kuria traktuje wiernych - opowiada "Tygodnikowi
Ostrołęckiemu" pani Monika."
Pytanie: a bo to ta jedna?