Dodaj do ulubionych

Wenezuela na rozdrożu

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.04, 21:09
Ameryka Łacińska jest tym regionem naszego globu, w którym skala i rozmiary
masowych ruchów społecznych przybrały zdecydowanie największe proporcje. Od
roku 1997 mamy tam do czynienia z kolejnymi sukcesami wielkich ruchów,
domagających się głębokich zmian w ekonomicznej i politycznej strukturze tych
krajów. Symptomem narastania takiego właśnie ruchu w społeczeństwie
wenezuelskim był wybór pod koniec 1998 roku na prezydenta Hugo Chaveza. Ten
lewicujący były oficer wsławił się i zdobył popularność, gdy 4 lutego 1992
roku stanął na czele puczu skierowanego przeciwko establishmentowi. Sam pucz
natomiast był bezpośrednią konsekwencją tzw. caracazo z 27 lutego 1989 roku,
kiedy to miliony ludzi w Cáracas i innych miastach wyszły na ulice,
protestując przeciwko neoliberalnej polityce rządu Carlosa Andresa Pereza i
domagając się głębokich przeobrażeń ustrojowych. Po wyborze na prezydenta
Chávez zaczął próbować te przekształcenia wcielać w życie. Tak oto powstała w
1999 roku zaaprobowana przez zdecydowaną większość społeczeństwa nowa,
gwarantująca szerokie swobody demokratyczne konstytucja, a wraz z nią
Boliwariańska Republika Wenezueli. Seria ustaw (m.in. o ziemi, o ropie
naftowej) z końca 2001 roku natomiast była pierwszym wyzwaniem rzuconym
opozycji na polu gospodarczym Spotkało się to z odpowiedzią w postaci
krwawej, aczkolwiek krótkotrwałej dyktatury wojskowej Pedro Carmony z
kwietnia 2002. Gdy interwencja milionów Wenezuelczyków doprowadziła do upadku
dyktaturę opozycji, ta - z resztkami swego poparcia społecznego - w grudniu
2002 i styczniu 2003 spróbowała sparaliżować gospodarkę poprzez lock-out i
sabotaż. Spowodowało to wielomiliardowe straty i pogłębiło tak boleśnie
odczuwany przez Wenezuelę światowy kryzys ekonomiczny. Po raz kolejny jednak
interwencja szerokich rzesz ludności ocaliła rząd Chaveza. W szczególności
stało się to za sprawą pracowników największego przedsiębiorstwa w kraju,
zajmującej się przetwórstwem i wydobyciem ropy naftowej PDVSA, którzy - po
ucieczce całego szefostwa i managementu - sami zajęli rafinerie i zaczęli
produkować na własną rękę, pokazując tym samym jeszcze raz całemu światu, że
kontrola pracownicza nad fabrykami to nie mit, lecz rzeczywistość i
konieczność. Wyszedłszy zwycięsko z tej konfrontacji Chávez rozwinął na
masową skalę projekty likwidacji analfabetyzmu oraz objęcia wszystkich
potrzebujących systemami publicznej edukacji i służby zdrowia.

Nowa ofensywa opozycji i wielkich mocarstw

Po fiasku zarówno otwartego puczu, jak i lock-outu wydaje się, iż opozycja
zmienia swą taktykę. Tym razem postawili na tzw. referendum odwoławcze.
Konstytucja Republiki Boliwariańskiej mówi, iż w połowie kadencji każdy
urzędnik - po zebraniu 20% podpisów elektoratu - może zostać poddany takiej
procedurze. Aby wszcząć ją potrzeba im było 2.400.000 podpisów. By je zdobyć
dopuszczono się różnego rodzaju fałszerstw, które teraz dopiero wychodzą na
jaw - na listach znalazły się podpisy nieletnich, nieżyjących, obywateli
innych państw oraz duplikaty tych samych podpisów. Oprócz tego mówi się o
przypadkach zmuszania pacjentów szpitali do podpisywania się pod groźbą
odcięcia im dostaw leków i żywności oraz pracowników pod groźbą wyrzucenia
ich z pracy. Koniec końców z dostarczonych 3.400.000 podpisów po weryfikacji
ostało się… 1.832.493! (choć także i ta liczba prawdopodobnie jest zawyżona)
Wyszło na jaw także, iż organizacja zajmująca się zbieraniem podpisów
(SUMATE) finansowana była przez National Endownment For Democracy - legalnie
działającą filię CIA, specjalizującą się w obalaniu niewygodnych dla USA
rządów. Dodatkowo na niekorzyść opozycji świadczą sondaże, które pokazują
obecnie, iż rząd Chaveza popiera ponad 60% ludności, a niektóre jego projekty
nawet 75-80%. W nadchodzących wyborach samorządowych szacuje się, iż partie
optujące za powrotem do czasów fikcji demokracji i wolności stracą swoje
ostatnie bastiony.

Sytuacja międzynarodowa a Wenezuela

Szczególnie złowrogą rolę w tym procesie odgrywają wielkie mocarstwa i
rzekomo bezstronne organizacje międzynarodowe. To, że rząd USA popiera jak
tylko może opozycje antychavezoowską jest oczywiste. Dostępne są dowody,
które potwierdzają jednoznacznie, że CIA stała za puczem wojskowych i
biznesmenów z kwietnia 2002 roku. USA pod rządami Busha były jednym z
niewielu państw, które natychmiast uznało rząd przejściowy Pedro Carmony -
szefa konfederacji przedsiębiorców. Amerykańskie zaangażowanie wewnętrzne
sprawy Wenezueli potwierdzają ostatnio opublikowane oficjalne dane ze strony
National Endownment for Democracy. Opozycja dostaje od rządu Stanów
Zjednoczonych setki tysięcy dolarów na rozwijanie swej kampanii
destabilizacji i terroru. Podobną rolę odgrywają takie instytucje, jak
Organizacja Państw Amerykańskich, czy też tzw. Przyjaciele Wenezueli lub
Centrum Cartera (to ostatnie znane z mieszania się w wewnętrzne sprawy Kuby).
Ostatnio organizacje te wyraziły swe zaniepokojenie „nadmiernym skupianiem
się na technicznych problemach” przy procesie weryfikacji podpisów, złożonych
przez opozycję. Jest to oczywiste naruszenie suwerenności Wenezueli i
instytucji tego państwa. Do złudzenia przypomina to amerykańską arogancję w
trakcie wojny z Irakiem.

Wenezuela, ogarnięta rewolucyjnym wrzeniem, uniemożliwia USA przeprowadzenie
kluczowego dla interesów tamtejszej oligarchii Planu Kolumbia. Niedawne
obalenie prezydenta Aristide’a na Haiti (inspirowane przez USA, które między
innymi dostarczyły sąsiedniej Dominikanie 3.500 sztuk broni, którą ta z kolei
przekazała partyzantce haitańskiej) miało być z jednej strony ostrzeżeniem
dla Chaveza, a z drugiej zachętą do działań dla opozycji. Następnym celem
bowiem jest właśnie Wenezuela. O bezpośredniej interwencji wojskowej w stylu
Theodore’a Roosevelta uziemiony na dobre w Iraku Bush musi póki co zapomnieć.

Dlatego też knute są wszelkiego rodzaju intrygi oraz konspiracyjne plany.
Istnieje projekt wywołania konfliktu między Kolumbią a Wenezuelą tak, by
mogły interweniować wojska państwa Organizacji Krajów Amerykańskich. Rozważa
się także możliwość wprowadzenia embarga na ropę naftową z Wenezueli, choć ta
możliwość - wobec całkowitego fiaska okupacji Iraku - wydaje się raczej być
wykluczona. Prawdopodobnie zastosowana zostanie jakaś forma sankcji
gospodarczych i blokady, co jednak mogłoby obrócić się przeciwko USA i
popchnąć do tej pory dość zachowawczego Chaveza zdecydowanie na lewo.

Póki co możliwości interwencji z zewnątrz wydają się być ograniczone. Jeśli
jednak proces rewolucyjny nie będzie pogłębiany, to opozycja - zarówno w
kraju jak i zagranicą - zacznie odzyskiwać pole do manewru.

"Im gorzej tym lepiej", czyli plan Guarimba

Opisany powyżej rozwój wydarzeń zmusza grupki opozycjonistów do
natychmiastowego działania oraz sprawia, iż ich akcje są coraz bardziej
histeryczne. W kraju od kilku tygodni narasta atmosfera napięcia. Uzbrojone
bandy - w najlepszych tradycjach faszystowskich - dokonują kolejnych zamachów
na przywódców związków zawodowych, intelektualistów popierających proces
rewolucyjny oraz działaczy partii rządzących. Od 27 lutego natomiast trwa
regularna ofensywa małych grupek opozycjonistów w Cáracas, mająca na celu
destabilizacje kraju. Bandy 20-30 „synków z dobrych domów” chodzą po ulicach
i podpalają opony, tarasują drogi, a w niektórych wypadkach strzelają z broni
palnej. 1 marca jedna z takich grup próbowała zająć Centralny Uniwersytet
Wenezueli, ale spotkała się ze spontanicznym oporem studentów. We wielu
dzielnicach zamieszkanych przez zwolenników procesu rewolucyjnego i rządu
Chaveza organizowane są prowokacje, w których udział bierze także i
kontrolowana przez opozycje policja metropolitarna - ta sama policja, która w
kwietniu 2002 roku strzelała do demonstrujących, co było
Obserwuj wątek
    • Gość: V.C. Re: Wenezuela na rozdrożu c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.04, 21:13
      bezpośrednią przyczyną puczu. Na dzień dzisiejszy z informacji, które
      posiadamy wynika, iż do tej pory w starciach zginęło 9 osób.

      Celem obecnej ofensywy jest, jak już powiedziano, stworzenie klimatu chaosu i
      pokazanie, iż rząd nie kontroluje sytuacji w kraju. Strategię opozycji można
      podsumować najkrócej słowami „im gorzej, tym lepiej”. Doskonale wiedzą, że
      nawet gdyby udało im się doprowadzić do referendum odwoławczego, to i tak nie
      zdobyliby w nim większości. Nie są nawet w stanie wystawić wspólnego kandydata
      przeciwko Chavezowi. Muszą jednak działać, gdyż porażka zarówno w referendum,
      jak i w nadchodzących wyborach lokalnych grozi im dalszym wykruszeniem się ich
      i tak już słabej bazy społecznej. Dowodem na to jak groźna jest sytuacja z
      punktu widzenia opozycji jest demonstracja z soboty, 6 marca, na którą przyszło
      zaledwie kilkadziesiąt tysięcy osób. W przeszłości udawało się im zmobilizować
      nawet 200-300tysięcy osób, teraz jednak jest to niemożliwe.

      Odpowiedź ruchu masowego

      Na zdecydowaną reakcję sił wspierających proces rewolucyjny nie trzeba było
      długo czekać.

      Już po pierwszych dwóch dniach podsycanych przez grupki opozycjonistów
      niepokojów, na ulice Cáracas w niedzielę, 29 lutego wyszły setki tysięcy ludzi,
      demonstrując swoje poparcie dla procesu reform oraz domagając się ukarania
      faszystów z ugrupowań opozycyjnych i pogłębienia procesu rewolucyjnego.

      Manifestacja ta była impulsem do podjęcia kolejnych działań. Już 1 marca
      reaktywowano działalność Ludowego Zgromadzenia Rewolucyjnego w Cáracas
      (Asamblea Popular Revolucionaria de Gran Caracas). Jest to platforma
      koordynująca działania organizacji popierających proces rewolucyjny, która
      między innymi stawia sobie następujące cele:

      - „tworzenie zgromadzeń w każdej dzielnicy, czuwających nad wykonaniem
      ustalonych planów zaporowych przeciwko opozycji;
      - współpracę z wojskiem oraz lojalnymi wobec rządu siłami policji, mającą na
      celu opanowanie zamieszek prowokowanych przez siły faszyzmu; [...]
      - Utrzymanie w pogotowiu i ciągłej mobilizacji ruchu masowego i społeczności
      lokalnych, by unieszkodliwić faszystów w zamieszkanych przez nas regionach
      poprzez wprowadzenie odpowiednich środków bezpieczeństwa;
      - Stanowczy opór wobec jakiejkolwiek próby grabieży i wandalizmu ze strony
      faszystowskich band;
      - Codzienne zebrania i protesty przeciwko terrorystycznym mediom prywatnym oraz
      manifestacje wspierające interwencje w policji metropolitarnej oraz policjach
      innych stanów i miast, które kontrolowane są przez terrorystów i puczystów.
      [...] O METROPOLITARNY RZĄD LUDOWY!
      - Stworzenie patroli, złożonych z przedstawicieli społeczności lokalnych, by
      zagwarantować swobodny przepływ w obszarach przez nas zamieszkanych i chronić
      nasze bezpieczeństwo, dobra publiczne, drogi, zaopatrzenie i sklepy, szpitale,
      siedziby organizacji pozarządowych i mediów alternatywnych, instytucje rządowe,
      punkty usługowe, lokale koordynujące wykonanie planów społecznych rządu
      [alfabetyzacja, szkolnictwo etc. - przyp. Tłum. ], a także bezpieczeństwa
      przywódców organizacji ludowych i rewolucyjnych;
      - Wywieranie presji na prokuraturę generalną, by raz na zawsze położyła kres
      bezkarności terrorystów i puczystów, zamykając ich w areszcie i sądząc
      wszystkich puczystów, prowokatorów i wykonawców akcji faszystowskich oraz
      zabójstw działaczy rewolucyjnych. [...];
      - Promowanie jedności oddolnego ruchu społeczności lokalnych i klasowych
      organizacji związkowych oraz rewolucyjnych, takich jak np. Krajowy Związek
      Pracowników (UNT) [...]

      (źródło - www.aporrea.org/dameverbo.php?docid=14472)

      Oprócz tego, w różnych częściach Cáracas mieszkańcy zaczęli sami organizować
      się przeciwko utrudniającym im życie bandom rzezimieszków. Mieszkańcy takich
      dzielnic jak El Valle czy El Paraiso sami wzięli sprawy w swoje ręce i stawili
      czoła grupkom opozycjonistów i policji metropolitarnej, rozbijając je i
      neutralizując kolejne próby wzniecenia zamieszania i stworzenia wrażenia
      chaosu. W dzielnicy La Vega lokalne zrzeszenia polityczne oraz partie lewicowe
      wraz z innymi mieszkańcami ogłosiły 3 marca powstanie stałego zgromadzenia,
      które będzie obradowało każdego dnia po południu, a którego celem
      będzie „dyskusja nad aktualną sytuacją w kraju, nad nową ofensywą puczystowsko-
      terrorystyczną, ale także przygotowanie nas do odparcia nowej ofensywy w naszej
      dzielnicy wrogich nam sił policyjnych i innych najemników, którzy - bez
      powodzenia - próbują obalić demokratycznie wybrany rząd Hugo Rafaela Chaveza.”
      (Venpress - www.rnv.gov.ve/noticias/?act=ST&f=2&t=3886)

      Do akcji włączył się także niedawno powstały, nowy związek zawodowy UNT. Starą
      organizację związkową CTV, po tym jak poparła pucz z kwietnia 2002 roku i
      późniejszy lock-out, opuściło większość z jej członków i w sierpniu 2003 roku
      utworzyli oni Krajowy Związek Pracowników - UNT. Na konferencji prasowej z 4
      marca liderzy UNT „wyrazili swój sprzeciw wobec działań prowokatorów i
      faszystów. Lider UNT i poseł Zgromadzenia Narodowego Osvaldo Vera przedstawił
      analizę aktualnej sytuacji politycznej, ukazując w jaki sposób rząd USA i
      liderzy ugrupowań opozycyjnych świadomie dążą do destabilizacji kraju,
      wytworzenia wrażenia chaosu, podziału społeczeństwa i sił zbrojnych, by w ten
      sposób skłonić opinię międzynarodową do przekonania Organizacji Państw
      Amerykańskich do interwencji w wewnętrzne sprawy Wenezueli”. Inny lider UNT
      oświadczył, że „robotnicy staną do walki w obronie tego procesu nabywania przez
      klasę pracowniczą godności, wszędzie tam gdzie trzeba będzie.”

      Którędy naprzód?

      Wszystkie te działania pokazują, że ruch wspierający przemiany rewolucyjne w
      Wenezueli jest tak silny, jak nigdy dotąd. I choć kolejna ofensywa opozycji
      wydaje się być znowu nieudana, daleko jeszcze nam do zwycięstwa. Aby je
      osiągnąć potrzeba raz na zawsze wyeliminować groźbę kolejnych, zbrojnych ataków
      ze strony partii starego porządku. Dobrym posunięciem jest na pewno
      reaktywowanie tak bardzo zasłużonej w czasie puczu z kwietnia 2002 roku
      Asamblea Popular Revolucionaria. Następnym krokiem powinno być rozszerzenie
      tych zgromadzeń na cały kraj i ich koordynacja zarówno w skali lokalnej, jak i
      krajowej. Zgromadzenia te powinny utworzyć milicje, złożone z mieszkańców
      społeczności lokalnych i przez nie kontrolowane, które strzegłyby porządku w
      kraju i nie dopuściły do kolejnej zbrojnej ofensywy faszystowskiej opozycji.
      Byłby to pierwszy krok na drodze do ostatecznego rozbicia sił, zmierzających do
      powrotu represji i fasadowej demokracji z czasów IV Republiki. Opozycja w
      dalszym ciągu ma władzę - nie polityczną, ale ekonomiczną. W dalszym ciągu
      kontrolują dużą część gospodarki, mają prywatne media, poprzez które przekazują
      całkowicie zakłamany obraz wydarzeń oraz są właścicielami największych banków.
      Jedyną, skuteczną formą walki z opozycją w ostatecznym rozrachunku jest
      zabranie im tych wszystkich dóbr i poddanie ich demokratycznej kontroli
      większości społeczeństwa. Tylko skończenie raz na zawsze z systemem
      kapitalistycznym i budowa systemu opartego na pracowniczej demokracji, w którym
      każda siła polityczna będzie mogła mieć wpływ na kształt państwa pod warunkiem
      zaniechania zbrojnego występowania przeciwko niemu, zapobiegnie rozlewowi krwi
      niewinnych ludzi. Słowem - potrzebna jest socjalistyczna transformacja
      społeczeństwa.

      Rozpoczęcie procesu rewolucyjnych zmian w społeczeństwie wenezuelskim odbiłoby
      się na pewno szerokim echem w Ameryce Łacińskiej i na całym świecie. Kraje
      takie jak Boliwia, Argentyna czy Brazylia także przeżywają głęboki kryzys i to
      na każdym poziomie - gospodarczym, politycznym i społecznym W Argentynie dla
      przykładu od paru lat istnieje sieć okupowanych i zarządzanych przez
      pracowników fabryk (z doświadczeń tego ruchu korzystają także i robotnicy
      ok
      • Gość: V.C. Re: Wenezuela na rozdrożu c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.04, 21:16
        , zapobiegnie rozlewowi krwi niewinnych ludzi. Słowem - potrzebna jest
        socjalistyczna transformacja społeczeństwa.

        Rozpoczęcie procesu rewolucyjnych zmian w społeczeństwie wenezuelskim odbiłoby
        się na pewno szerokim echem w Ameryce Łacińskiej i na całym świecie. Kraje
        takie jak Boliwia, Argentyna czy Brazylia także przeżywają głęboki kryzys i to
        na każdym poziomie - gospodarczym, politycznym i społecznym W Argentynie dla
        przykładu od paru lat istnieje sieć okupowanych i zarządzanych przez
        pracowników fabryk (z doświadczeń tego ruchu korzystają także i robotnicy
        okupujący fabryki w Wenezueli), a według sondaży zaufanie do systemu
        ekonomicznego, opartego na wolnym rynku wynosi zaledwie 2%. Widząc zmiany w
        Wenezueli pracownicy i inne odsunięte od ekonomicznej i politycznej władzy
        warstwy społeczeństwa zaczęłyby walczyć o podobne przemiany w ich krajach. Już
        teraz w obrębie krajów Ameryki Łacińskiej powstają inicjatywy solidarnościowe,
        mające na celu wymianę informacji między społeczeństwami np. Argentyny i
        Wenezueli (więcej szczegółów pod adresem www.aporrea.org/imprimir_noticia.php?
        docid=14621). Już obecnie bowiem wydarzenia w Wenezueli są inspiracją dla
        innych krajów Ameryki Łacińskiej. Możemy więc wyobrazić sobie jaka byłaby
        odpowiedź na prawdziwie socjalistyczne rozwiązania, zastosowane w Wenezueli.
        Sukces rewolucji w Ameryce Łacińskiej odbiłby się natomiast szerokim echem
        przede wszystkim w USA (gdzie już teraz mieszka 37 milionów (około 12%
        ludności) Latynosów, a także w Hiszpanii i całej Europie - w tym także i w
        Polsce.

        Przedstawione powyżej rozwiązania proponują uczestniczący aktywnie w procesie
        rewolucyjnym marksiści wenezuelscy, zgromadzeni w Marksistowskim Nurcie
        Rewolucyjnym, będącym rezultatem połączenia się organizacji El Militante i El
        Topo Obrero. Propozycje ich zaczynają zdobywać coraz większe echo w Wenezueli i
        na całym świecie. Niestety Chávez i reszta kierownictwa ruchu dalej wierzy w
        możliwość dialogu z opozycją i przekonania ich do
        respektowania „demokratycznych reguł gry”. Dla wenezuelskiej opozycji jednak
        demokracja jest czymś zupełnie innym, niż dla ruchu rewolucyjnego. Tych dwóch
        koncepcji pogodzić się nie da. Opozycja już jest uzbrojona i atakuje. Czas by i
        ruch pracowniczy podjął zdecydowane działania przeciwko niej.


        Wojciech Figiel

        źródło : www.lewica.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka