Dodaj do ulubionych

Mała szachownica

IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.04.04, 02:58
Pan Jerzy Surdykowski napisal...

"Nasz interes jest tożsamy z interesem tych państw - z USA na czele - które
zabiegają o pokój i bezpieczeństwo na świecie, m.in. poprzez walkę z
terroryzmem."

Pan Jerzy Surdykowski obraza inteligencje czytelnika. Kazde slowo to klamstwo.
Obserwuj wątek
    • Gość: Kajetan Re: Mała szachownica IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 19.04.04, 04:50
      No cóż, wyrósł nam drugi Brzeziński. Strateg intuicyjny. Swoją partyjkę szachów
      gra już od dawna...


      http://www.msz.gov.pl/warecka/yearbook/2001/druk/personnel_of_the_polish_foreign
      _service.html

      Jerzy Surdykowski: Born 1939 in Warsaw. Graduate, Gdańsk Technical University,
      man of many professions. Writer and journalist, activist of democratic
      opposition, after introduction of Emergency (1981) deprived of the membership
      in Polish United Workers Party and employment in official media. Vice-Chairman
      of the Association of Polish Journalists (1980-1981) and later in conspiracy.
      Publicist in the underground press, subsequently in Tygodnik Powszechny weekly,
      Tygodnik Solidarność and daily Rzeczpospolita (1989-1990). Consul General in
      New York (1990-1996); Lecturer in the International Journalist School,
      Jagiellonian University in Cracow and publicist of the weekly Wprost.


      Wprost
      Numer: 850 z dnia 14-03-1999
      Lodołamacze
      Kto i jak przecierał polską ścieżkę do NATO

      Jak wyglądało przyjmowanie Polski do NATO z perspektywy amerykańskiej? Przez
      sześć z górą lat - od sierpnia 1990 r. do końca grudnia 1996 r. - byłem
      konsulem generalnym RP w Nowym Jorku. Miałem szczęście należeć do zespołu dwu
      ambasadorów - śp. Kazimierza Dziewanowskiego i potem Jerzego Koźmińskiego -
      którzy odegrali istotną rolę w przekonywaniu amerykańskich polityków do tej
      historycznej decyzji i w mobilizowaniu Polonii do wsparcia naszego przyszłego
      członkostwa. Sam nie przypisuję sobie większych zasług, byłem pewnie bardziej
      obserwatorem niż uczestnikiem. Ale to wielkie szczęście móc z tak dogodnego
      miejsca widzieć, jak przesuwają się tryby historii zmieniające los i położenie
      Polski zapewne na niejedno stulecie.

      Kto pierwszy szlak wyznaczył?

      Tuż po upadku muru berlińskiego uczestniczyłem w wyjeździe grupy polskich
      dziennikarzy związanych z "Solidarnością" do jednoczących się Niemiec. Jakże
      wspaniałe nazwiska były na liście uczestników. Wtedy jeszcze ci ludzie nie byli
      podzieleni i skłóceni politycznie. Podczas spotkania z którymś z polityków
      padło pytanie, jak wyobrażamy sobie dalszy los NATO i istniejącego jeszcze
      wtedy Układu Warszawskiego. Powinny zostać rozwiązane! - wypaliłem tyleż
      głupio, co prostomyślnie, ku zadowoleniu bońskiego prominenta. Za chwilę
      Kazimierz Dziewanowski - a przecież jeszcze nie wiedzieliśmy, że on będzie
      ambasadorem, a ja jego podwładnym - wziął mnie na bok i przykładnie ochrzanił.
      Jeszcze za naszego życia nadejdzie czas, że Polska wstąpi do NATO! - stwierdził
      ku memu niezmiernemu zdziwieniu. Piszę to tylko dlatego, że trwa licytacja, kto
      pierwszy wypowiedział te magiczne słowa.

      Kto był pierwszy? Kto wytyczył ten szlak, który dziś dobiega zwycięskiego
      końca? Kto zrobił najwięcej? Pozwolę sobie przypomnieć trzech wielkich
      zapomnianych.
      Pierwszy to Leszek Moczulski, dziś już nieobecny w polskiej polityce, ale
      pamiętajmy, że to on właśnie pierwszy domagał się usunięcia wojsk sowieckich z
      Polski, wywołując zgorszenie realistów, a w tej liczbie i niżej podpisanego. Bo
      przecież wiadomo: nie drażnić Wielkiego Niedźwiedzia! Tak wygląda
      przygotowywanie przyszłości - tej, która dziś się ziściła.
      Drugi to Jan Olszewski, dziś też na marginesie polskiej polityki. Ale to za
      jego premierostwa na szczeblu rządowym po raz pierwszy oficjalnie stwierdzono:
      chcemy do NATO! Co z tego, że wywołało to zgorszenie Waszyngtonu, że jego
      wizytę w USA w pierwszych miesiącach 1992 r. zignorowało wiele prominentnych
      osobistości. Bariera została przełamana.
      Trzeci to Lech Wałęsa. Ale były prezydent nie jest postacią zapomnianą, jego
      zasługi dla członkostwa Polski w NATO docenia nawet prezydent aktualny.
      Niestety, nie pamiętamy jego uporu w kwestii wycofania wojsk - najpierw
      sowieckich, a potem już tylko rosyjskich. Gdyby wojska te - jak twardo żądał
      Kreml - zostały wycofane dopiero po opuszczeniu Niemiec, nie święcilibyśmy dziś
      przystąpienia do paktu.

      [O akcji Kongresu Polonii Amerykańskiej] Inicjatorem akcji nie była jednak -
      jak się powszechnie uważa - chicagowska centrala kongresu, była nim największa
      polska gazeta poza granicami kraju - nowojorski "Nowy Dziennik", a konkretnie
      jego szef i wydawca Bolesław Wierzbiański. Wołam tu o sprawiedliwość dla
      największego - po śmierci Jerzego Turowicza - żyjącego polskiego dziennikarza.
      Podobnie jak - choć to postaci o wiele lepiej znane - niebywale ważna była rola
      Zbigniewa Brzezińskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego.


      Wprost
      Numer: 849 z dnia 07-03-1999
      Parlament świata
      Rozmowa z KOFI ANNANEM, sekretarzem generalnym Organizacji Narodów Zjednoczonych

      - Sekretarz generalny ONZ to najwyższa funkcja na świecie, jaką można w drodze
      wyborów objąć. Z woli państw członkowskich pan je reprezentuje i stoi ponad
      nimi. W praktyce jest pan prezydentem świata, choć możliwości decyzyjne i
      potęga tej prezydentury są dosyć ograniczone. Czy można być optymistą u progu
      roku 2000?

      - Nie mogę zaakceptować określenia "prezydent świata", ponieważ implikuje ono
      istnienie czy też chęć wprowadzenia rządu światowego. Zdaję sobie sprawę, że
      ONZ jest czasami oskarżana o takie zamiary, ale mogę zapewnić, że to
      nieporozumienie. Naszą wolą jest ustanowienie norm i zasad postępowania między
      państwami, a nie ustanowienie rządu ponad nami. Dla takich globalnych norm i
      zasad musi istnieć globalna legitymizacja i wynikający z niej globalny
      szacunek. Organizacja Narodów Zjednoczonych - muszę to powtórzyć - jest
      najlepszym forum do wypracowywania porozumień i ustanawiania takich powszechnie
      akceptowanych norm.


      Wprost
      Numer: 862 z dnia 06-06-1999
      Transatlantyk Polska

      10 lat III RP: utracone dzieciństwo, pożarte dzieci

      1. Dziesięć lat temu "półwolne" wybory w Polsce - niby klocek wyjęty z podstawy
      piramidy - przyniosły lawinowy rozpad komunizmu od Łaby po Władywostok. Jak
      było dalej - pamiętamy. U początku tych zmian wnikliwy, a jednocześnie pełen
      życzliwości obserwator naszych spraw, Thimothy Garton-Ash, pisał wtedy: "Polski
      statek odbił już od komunistycznego brzegu, ale droga jest daleka, morze
      burzliwe, noc ciemna, a załoga pijana". Dokąd dopłynął nasz pijany statek?

      2. W stanie wojennym krzyczano na demonstracjach "Wiosna nasza!", ale podczas
      zwycięskiej wiosny 1989 r. nie było w Polsce wiele radości, a już na pewno nie
      było poczucia sukcesu. Triumf przeżywali tylko zdeklarowani opozycjoniści,
      twarde "solidaruchy", a iluż ich było? "W podziemiu nie było tłoku" - opowiadał
      wypuszczony wtedy z więzienia Bogdan Borusewicz. "Okrągły stół" nie był
      wynikiem oporu, nie został wywalczony na barykadach, w ulicznych demonstracjach
      ani nawet w podziemnych drukarniach. Strajki z maja i sierpnia 1988 r. były
      słabe i bezskuteczne, a komunistyczna bezpieka mogłaby wszystkich przywódców
      zamknąć w jednym średniej wielkości mamrze. Z perspektywy zwykłego Polaka nie
      było widać, że choć opór społeczeństwa słabnie, to tężeje opór wszelkiej
      materii, nade wszystko gospodarczej, że kremlowscy przywódcy już pojęli, że
      wojna w Afganistanie i wyścig technologiczny z Ameryką zakończyły się
      katastrofą. Z perspektywy zwykłego Polaka komuna niespodziewanie abdykowała jak
      stetryczały, chory i wymęczony monarcha, któremu w zamian za łaskawą rezygnację
      regent pozostawia dwór, skarbiec i nieco ulubionych zabawek. Nikt się do tego
      nie przyczynił. To tylko komuniści znaleźli sobie jakichś facetów, posadzili
      ich przy stole i dogadali się z nimi, jak to ma teraz być w Polsce. Nas nie
      pytali o zdanie. Co to więc jest ten "okrągły stół" - komunistyczny spisek czy
      może rzeczywiście będzie lepiej? A może tylko jedni z drugimi podzielili między
      siebie koryto? - tak myślano w Polsce owej wiosny.

      3. Najtrafniej ujął to Vaclav Havel, nie pamiętam, czy chwilę przedtem, nim
      został prezydentem zjednoczonej jeszcze Czechosłowacji, czy chwilę później.
      Naród nie wywalczył wolności - ta
      • Gość: Kajetan Re: Mała szachownica IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 19.04.04, 05:07
        Wprost
        Numer: 862 z dnia 06-06-1999
        Transatlantyk Polska (c.d.)


        6. Zaczynaliśmy polską żeglugę w nieznane jako usiłujący się usamodzielnić
        wasal Rosji (wtedy jeszcze Sowietów). Teraz, po dziesięciu latach, jako członek
        NATO stoimy z bronią w ręku naprzeciw tejże Rosji, poróżnieni przez konflikt
        wokół Kosowa. Oto kolejna miara tej samej drogi. Neutralna "finlandyzacja"
        wydawała się szczytem tego, co moglibyśmy osiągnąć, wycofując się z
        nieszczęsnego i nieszczęśnie nazwanego Układu Warszawskiego. Tymczasem w ciągu
        tych dziesięciu lat znaleźliśmy się aż w NATO, a więc na Zachodzie. Czy mógł
        ktoś przypuszczać w najśmielszych marzeniach, że aż tak nam się powiedzie? No i
        właśnie, tuż po tym, jak osiągnęliśmy ten wymarzony Zachód i to długo
        wyczekiwane członkostwo w najpotężniejszym sojuszu obronnym świata, okazało
        się, że jesteśmy stroną w nie chcianej przez Polaków wojnie z Jugosławią. Tak -
        w naszej żegludze od "okrągłego stołu" do zachodniej ziemi obiecanej,
        osiągnąwszy kolejny wielki narodowy cel, w zamian tracimy dzieciństwo. Bo
        dziecinna była wiara w bogaty, mocarny i szczęśliwy Zachód, który zawsze stoi
        po stronie sprawiedliwości, a w potrzebie obroni nas NATO-wskim mieczem.

        7. Nie wchodzę w ogóle w temat niedawno pasjonujący publicystów pisujących z
        okazji dziesięciolecia ustawienia w Pałacu Namiestnikowskim (dziś prezydenckim)
        stołu specjalnie skonstruowanego na upadek komunizmu. Czy warto było siadać,
        czy raczej czekać, aż mury same runą albo je rozwali rewolucyjny tłum? Czy był
        to spisek przypieczętowany tajną umową w Magdalence? Jeśli nawet był to spisek,
        to dawno wymknął się spod kontroli spiskowców, bo Polska wyszła na tym nieźle,
        a Rosja wpadła w poślizg raczej nie kontrolowany i to na łysych oponach. Była
        okazja poszerzenia pola wolności, to ją trzeba było brać i robić co się dało w
        okolicznościach roku 1989, a dokąd dożeglujemy, to czas pokaże. I pokazał! Byli
        światlejsi komuniści, zdający sobie sprawę z beznadziejnej nieefektywności
        sowieckiego systemu i rozglądający się wokół, jak tu zachować skórę i dopłynąć
        z workiem pieniędzy do kapitalizmu, to trzeba ich było wykorzystać. I chwała im
        za to, choć niejednego rażą pieniądze zdobyte przez partyjne wpływy, a
        pomnożone przez kapitalistyczny spryt byłych towarzyszy. A czy początki
        amerykańskiego kapitalizmu były eleganckie i moralne? Jedni wzbogacili się
        przez to, że mordowali farmerów i przejmowali ich grunty pod budowę linii
        kolejowej, inni ciągnęli przewoźne burdele za armiami wojny secesyjnej, jeszcze
        inni handlowali gorzałą w czasie prohibicji. Potem minęły dziesięciolecia,
        wzbogaceni nuworysze pobudowali pałace i założyli fundacje, gęby prostaków
        wyprzystojniały, śmierdząca forsa wywietrzała i nabrała szlachetnego poloru
        starości. Tak stanie się i u nas... Mnie interesuje coś innego. Gdzie są ci
        ludzie? Ludzie z "solidarnościowej" strony stołu, bo z rządowej wystarczy
        przypomnieć Aleksandra Kwaśniewskiego, wtedy ledwie ministra mało ważnego
        resortu, a dziś gospodarza rzeczonego pałacu i to ze wszystkimi widokami na
        drugą kadencję. A gdzie jest bohater tamtych dni Zbyszek Bujak? Właśnie
        awansował: na prezesa Głównego Urzędu Ceł. Śmiechu warte: postać, która miała
        być alternatywą dla Wałęsy, z łaski kolegów z firmy TKM (skrót powszechnie
        znany) mianowana obercelnikiem III RP. A inni bohaterowie polskiej "refolucji"?
        Władysław Frasyniuk - też w owym czasie i długo jeszcze później widziany przez
        wielu jako alternatywa dla Wałęsy - dziś mało ważny i z rzadka odzywający się
        poseł. Jerzy Turowicz, druga po Wałęsie postać przy "okrągłym stole", dziś już
        w lepszym niż nasz świecie, ale nim odszedł, wypił do dna kielich goryczy,
        jakim był spadek popularności i nakładu "Tygodnika Powszechnego",
        zdystansowanie się odeń zarówno Kościoła, jak i "Solidarności". A gdzie
        zapomniany już prawie, niefortunny kandydat na prezydenta Jacek Kuroń, gdzie
        zdetronizowany i nie słuchany nawet przez swoją partię Tadeusz Mazowiecki,
        gdzie Jan Rulewski, gdzie inni, których słuchała cała Polska, a z którymi dziś
        nikt się nie liczy? Rewolucja pożarła własne dzieci, tak jak inne rewolucje w
        dziejach. Za to kwitną ci z drugiego szeregu, którzy nie narażali się w
        trudnych czasach, więc też nie są postrzegani przez "Polaka-Szaraka" jako
        wyrzut sumienia przypominający o chwilach słabości i strachu. Oni mają dziś
        swój termidor (patrz: rewolucja francuska), oni rozdają karty i posady, oni
        robią interesy, są w TKM (skrót jak wyżej).

        8. Gdzie dożeglował przez dziesięciolecie nasz pijany statek? Nie, nie jest już
        tak pijany jak wtedy, gdy ruszaliśmy w drogę. Od pięciu mniej więcej lat
        spożycie gorzały w Polsce drastycznie spada, rośnie spożycie piwa, wina,
        szlachetniejszych alkoholi. Gorzelnie - za komuny i czas jeszcze jakiś po jej
        upadku zasilające gigantycznymi wpływami budżet państwa - przestają być dobrym
        interesem. I to jest być może najbardziej optymistyczna wiadomość ostatnich
        czasów, tak jak widok wiejskich placyków przed kościółkiem, zastawionych w
        niedzielę samochodami nawet w tych wiochach, gdzie ludzie wierzą w Leppera, a
        na Balcerowicza poszliby z kosami na sztorc.

        9. Mimo że strzela rakietami w obronie wypędzonych z Kosowa, demokracja na
        świecie ma się marnie. Siła demokracji - już od czasów demokracji ateńskiej -
        nie jest w mieczach lub dywizjach, ale w ludzkich duszach. W tym, czy ludzie
        gotowi są dobrowolnie wziąć na siebie odpowiedzialność za państwo i jego
        sprawy. Z tym jest, niestety, dużo gorzej w dzisiejszej demokracji
        telewizyjnej, niż niegdyś było w demokracji ateńskiej. Zarówno w Polsce, jak i
        Europie Zachodniej czy Ameryce. Dopóki Polska była zniewolona, istniały
        specyficzne i tylko w Polsce zrozumiałe pytania o polską przyszłość. Tylko w
        Polsce mógł szaleć Kordian i straszyć Chochoł; tylko Polska mogła wyhodować
        Konrada Wallenroda, Judyma, Siłaczkę, Ślimaka i Bartka Zwycięzcę. Dziś takich
        pytań nie ma. Pytania o przyszłość są takie same nad Wisłą jak za oceanem.
        Tylko że nie wszyscy Polacy jeszcze o tym wiedzą.

        Jerzy Surdykowski
    • Gość: Krzys52 Re: Mała szachownica IP: *.proxy.aol.com 19.04.04, 05:56
      Pan Jerzy Surdykowski napisal...

      "Nasz interes jest tożsamy z interesem tych państw - z USA na czele - które
      zabiegają o pokój i bezpieczeństwo na świecie, m.in. poprzez walkę z
      terroryzmem."

      Pan Jerzy Surdykowski obraza inteligencje czytelnika. Kazde slowo to klamstwo.
      .
      ;;;;;;
      .
      Dlaczego?


    • Gość: kapitanVon szach i mat IP: *.acn.waw.pl 19.04.04, 08:23
      z perspetkywy Królestwa Tajlandii, Republiki Filipin i Związku Myanmar całość
      może i ma sens.
      Dla mnie to nie żadna analiza, tylko ogólniki napisane by doklepać jakoś
      wierszówką do pensji / emerytury i zdążyć do pierwszego.

      Troche wstyd takie rzeczy pisać.

      papa
    • toja3003 po tej analizie niech pan wykona jakis ruch teraz! 19.04.04, 09:57
      tekst jest przykladem rzeczowej analizy
      naszej aktualnej sytuacji, co nie znaczy
      ze sie we wszystkim w nim zgadzam, ale
      niezaleznie od tego, po postawionej
      diagnozie trzebaby zaproponowac jakas
      terapie.

      Niech pan bedzie konsekwentny i rozpocznie
      tzw. narodowa dyskusje w tej kwestii i cos zaproponuje.

      W kocu wszyscy wiemy, ze "cos trzeba zrobic",
      prosze wyraznie powiedziec: co, wowczas
      mozemy podyskutowac a tak to pozostanie
      na ogolnikach.
    • Gość: Jeja Re: Mała szachownica IP: *.bsu.edu 19.04.04, 21:18
      Temat jest wazny. Panstwo naszego pokroju (zawsze mozemy utyskiwac na biezace
      problemy, ale w perspektywie trzeba zalozyc ze potencjal kraju lokuje nas w
      gronie conajmniej srednich panstw w sakli globalnej)powinno wypracowac swa
      wlasna linei polityki zagranicznej. Zawsze beda rozbieznosci opinii, jednak
      wszyscy powinnismy miec wspolna wizje do czego chcemy zmierzac. Mysle ze
      punktem wyjscia moze byc zalozenie ze jako minimum naszego kierunku winno byc
      dazenie by nie dac uzaleznic od jakiegokolwiek jednego silniejszego
      (nominalnie) centrum. Co nie znaczy ze powinnismy zawsze sprzeczac sie z
      kimkolwiek, po to tylko by pokazac ze ma sie (rzekomo) wlasne zdanie. Jestem
      osobiscie za trzymaniem sie z Europa. Wszak zauwazalne roznice miedzy naszym
      kontynentem a Stanami sa, jak sie glebiej przypatrzec, sa raczej w taktyce a
      nie podstawowych zalozeniach jak widzimy przyszlosc swiata. Na pewno nie
      powinnismy "drzec kotow" z sasiadami. Jest potrzebne dostrzeganie, politycznie
      i ekonomicznie, przyszlych silnych panstw - Rosja, Chiny, Indie. Sa potrzebne w
      polityce zagranicznej, ale tez z punktu widzenia spraw wlasnych, korzystne
      uklady z krajami gdzie mamy wlasna zauwazalna diaspore. To kilka hasel na
      rozgrzanie. Najwazniejsze bysmy potrafili rozmawiac, a nie obrzucac sie
      wzajemnie blotem. Pozdrowienia dla wszystkich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka