Gość: Miedź Br
IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.*
01.03.02, 20:37
W barku na "Warszawiance" (to taki basen w Warszawie) byłem świadkiem
pouczającej rozmowy. Kupowałem sobie kawę, a przy mnie jakiś chłopak
(ewidentnie pracownik tej firmy) nawijał do pracujących w barku dziewczyn.
Mówił, że jest z Częstochowy, a tam ciężko, bo obrzydliwy "czarny" wszystkim
rządzi, żyć nie daje itd. itp. + zwyczajowa porcja bluzgów. Po czym, nie
stawiając nawet przecinka, nasz wolnomyśliciel opowiada, jak to było fajnie,
gdy pielgrzymi nocowali na błoniach częstochowskich, a on z kumplem nocą
chodzili tam i... wyłudzali pieniądze (niby "opłaty biwakowe", w domyśle na
rzecz klasztoru). "Aleśmy kasy utłukli!" - cieszył się. Mało ważne, ale dobrze
ilustruje żulersko-dresiarski charakter dominującego nurtu polskiego
antyklerykalizmu.