Gość: Palnick
IP: *.stenaline.com
18.05.04, 11:28
Przemówienie Lecha Wałęsy w Kongresie Stanów Zjednoczonych – listopad 1989
"My naród! Oto słowa, od których chcę zacząć moje przemówienie. Nikomu na tej
Sali nie muszę przypominać, skąd one pochodzą, nie muszę też przypominać, że
ja elektryk z Gdańska też mam prawo się nimi posługiwać.
My naród! Stoję przed Wami jako trzeci w historii cudzoziemiec, nie
piastujący żadnych wielkich funkcji państwowych, którego zaproszono, aby
przemówił przed połączonymi Izbami Kongresu Stanów Zjednoczonych. Tego
Kongresu, który dla wielu uciśnionych i pozbawionych swoich praw ludzi na
świecie wydaje się być światłem wolności i ostoją praw człowieka.... Stoję
przed Wami, by w imieniu swojego narodu mówić do Ameryki, do obywateli
państwa i kontynentu, u którego wrót stoi słynna Statua Wolności. ... Pojęcie
Stanów Zjednoczonych kojarzy się ludziom w Polsce z wolnością i demokracją,
ze wspaniałomyślnością i ofiarnością, z ludzką przyjaźnią i przyjaznym
człowieczeństwem. ...Świat pamiętał o wspaniałej zasadzie amerykańskiej
demokracji, o rządach ludu, przez lud i dla ludów. Pamiętam też o niej ja,
robotnik z gdańskiej stoczni, który całe swe życie wraz z innymi członkami
Ruchu ,,Solidarności”, poświęcił dla tej właśnie zasady rządów ludu, przez
lud i dla ludów..... Przeciw przywilejom i monopolowi, przeciw łamaniu prawa,
przeciw deptaniu ludzkiej godności, przeciw pogardzie i niesprawiedliwości.
Wiem, że Amerykanie są ludźmi zarazem idealistycznymi, ale i praktycznymi,
ludźmi zdrowego rozsądku i logicznego działania. Łączą te cechy z wiarą w
ostateczne zwycięstwo dobra, ale wolą skuteczną pracę od wygłaszania
przemówień. Bardzo dobrze ich rozumiem. Ja też nie kocham się w
przemówieniach, wolę fakty i pracę, cenię skuteczność."
Obawiam się, że należałoby zapytać za Kazikiem:
"Coście sk...syny uczynili z tej krainy?!"